Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Wszyscy Święci, wredni poganie, dziady i pierwsi pranksterzy

51 797  
236   53  
Co roku przed końcem października mass media i rozmowy prywatne kipią żółcią w temacie obchodów święta zmarłych, ale czy tak naprawdę wiemy o co się kłócimy?

Kościół krzyczy, że Halloween to pogaństwo, zabobon i czarna magia, przyrównując to święto bezpośrednio do satanizmu. Dziady to już lepiej nie mówić, spirytyzm, pogaństwo i bałwochwalstwo. Fani pogańskich obyczajów nie pozostają kościołowi dłużni i odgryzają się jak mogą, chociaż Mickiewiczowskich dziadów tak po prawdzie nikt nie odprawia. Wiele osób obchodzących Halloween uparcie twierdzi, że to tylko taka zabawa i po prostu element popkultury. W Europie sceptycy krzyczą na nich, że to jakieś amerykańskie wynalazki i na starym kontynencie nawet nie wypada się w te brednie bawić. Tylko skąd się to wszystko wzięło? Żeby dobrze zrozumieć wagę tych świąt, trzeba sięgnąć wstecz. Zaczniemy od milusińskich Celtów.

#1. Dawni Celtowie i Samhain


Już pradawni Celtowie wpadli na pomysł zapalania światełek i straszenia w związku z nocą zmarłych. W wierzeniach celtyckich najważniejszym dniem w ciągu roku było święto Samhain. Przypadało na 1 listopada, a dzień wcześniej obchodzono jego wigilię. Samhain przede wszystkim zamykało lato i okres zbiorów, jednocześnie otwierając okres zimowy, ale noc poprzedzająca to święto była nocą magiczną, w trakcie której duchy zstępowały na ziemię i szukały żywych, żeby zamieszkać w ich ciałach na kolejny rok. Celtowie nie byli w ciemię bici i nie chcieli gościć jakichś nieproszonych duszków, więc gasili wszystkie światła w domostwach, palili ogniska na zewnątrz, wystawiali jedzenie dla latających po okolicy zjaw i chodzili po wioskach w starych obdartych szmatach, albo nawet przebrani za jakieś brzydactwa. Wszystkie te zabiegi miały zapewnić im to, że złe duchy nie będą chciały zagnieździć się w zimnych, pustych domach, a także nie wybiorą ciał strasznych obdartusów na swoje nowe miejsce zamieszkania.
Wszystkie święta obchodzone były wedle kalendarza słonecznego, a Samhain to połowa drogi między wrześniową równonocą a grudniowym przesileniem.
W średniowiecznej literaturze zachowały się doskonałe opisy składania ofiar z ludzi czy mordowania co trzeciego syna w charakterze białej koperty podawanej pod stołem jako zapewnienie sobie spokoju na kolejny rok. Nie jesteśmy jednak w stanie stwierdzić ile w tym prawdy, bo zadaniem wysłanników papieża piszących obszerne kroniki nie było poznawanie lokalnych kultur, tylko dostarczanie dowodów na to, że tych brutali z północy trzeba czym prędzej ubogacić kulturowo.

#2. Dziady


Nasze rodzime święto miało nieco inny przebieg, choć podstawa była ta sama. Pod koniec października (w zależności od źródła mógł to być nawet 24 X, ale przeważnie podaje się noc z 31 X na 1 XI) duchy przodków odwiedzały swoje miejsce zamieszkania i mogły zapewnić domownikom płodność, urodzaj i obfite zbiory przy kolejnych zbiorach. Właśnie dlatego w trakcie dziadów duchy goszczono jak najwystawniej w domach lub na grobach (to żeby duch starego dziadka Radomirka nie musiał snuć się po wsi jak jakaś zbłąkana dusza). W trakcie dziadów dusze trzeba było nakarmić i napoić. Oczywiście pojawia się tutaj pewien problem natury technicznej, bo jak wiemy z filmów o Kasperku, nawet dobre duszki nie mają przełyku. Biesiadnicy wylewali więc co chwilę część napoju na ziemię czy podłogę, podobnie robili z jadłem. Musiało to wyglądać dość mało estetycznie, a mając na uwadze, że nie wolno było tego chlewu posprzątać (miało zostać dla dziadów), to kolejnego dnia musiało być naprawdę grząsko.
Tak samo jak u Celtów palono ogniska, jednak nie po to, żeby trzymać duchy z dala od domu, bardziej po to, żeby właśnie oświetlić im drogę do domu i żeby mogły przy okazji się ogrzać. Znów podobnie jak u Celtów po drogach chodzili łachmaniarze - tutaj zwani dziadami. Zresztą do dziś zachowało się w naszym języku piękne klasyczne słowiańskie porzekadło o wielkiej mocy magicznej: „Spieprzaj, dziadu”, ale ja nie o tym… to nie byli jacyś tam przebierańcy, tylko prawdziwi żebracy i obłąkani. Uważało się, że tego dnia są medium między ludźmi a duchami.
Celowo omijałem słowo „Słowianie”, bo okazuje się, że to święto było praktykowane także wśród Bałtów, a także obchodzone przez niektóre ościenne kultury europejskie. Według niektórych niepewnych źródeł (Wikipedia – wiadomo) mogły być obchodzone nawet poza granicami Europy.

#3. Lemuralia w Rzymie


Tak, święto Lemurów. Należy tylko zaznaczyć, że Lemury nie były tymi słodkimi zwierzaczkami z wielkimi oczami, tylko mrocznymi i złymi duchami zmarłych, czyhającymi na życie i szczęście dobrych ludzi. Święto przypadało na 13 maja. Tej nocy ojciec rodziny chodził po domu, rozrzucając po kątach trzymany wcześniej w ustach bób, obmywał się, po czym jak potępiony walił w miskę, prosząc duchy o opuszczenie domu. (Przyp. aut.: Czasem jak słyszę sąsiada wracającego w środku nocy do mieszkania nade mną, to odnoszę wrażenie, że wspominki tego obyczaju obchodzone są w naszej kulturze co piątek)
Cała zabawa skończyła się gdzieś w 610 roku, kiedy to papież nie wytrzymał tych zwierzęcych obyczajów i właśnie 13 maja poświęcił Panteon w Rzymie, ogłaszając jednocześnie, że jest to koniec hałasowania miskami o jakiejś pogańskiej godzinie, ale na pamiątkę tych zwyczajów od tego dnia będzie obchodzone święto Najświętszej Marii Panny od Męczenników. Rzymianie jakoś nie mogli się przyzwyczaić do nowego święta, więc przekształcono je na święto Wszystkich Świętych.

#4. Wszystkich Świętych

Chrześcijańskie obrzędy Wszystkich Świętych początkowo obchodzono 13 maja. Był to dzień, w którym modlono się za dusze męczenników i wszystkich zmarłych świętych. Jeśli chodzi o obyczaje, to podstawową rozrywką tego dnia były liczne pielgrzymki i noszenie zwłok relikwii świętych z miejsca na miejsce. Pojawił się jednak pewien problem. Na początku wiosny nie sposób wykarmić licznych pielgrzymów, bo ziemia dopiero zaczyna rodzić, tak więc po stu latach święto przełożono na 1 listopada. Przypadek? Nie sądzę.

Chrześcijaństwo rozwijało się bardzo dynamicznie i rozszerzało swe wpływy dalej na północ Europy. Chrystianizowanie w tym wymiarze miało być już dosyć proste, bo i charakter świąt, i data się zgadzały, czego jednak nie dały rady przyjąć ludy północy, to to okropne chodzenie z miejsca na miejsce z pozostałościami po zmarłych. Tak więc ludy północy nadal obchodziły święta we właściwej dla swojego regionu formie. Nie dało się tego wyplenić, trzeba było inkorporować. Tak więc właśnie w celu przyciągnięcia barbarzyńców do rzymskokatolickiego święta Wszystkich Świętych zaczęto wcielać różne dodatkowe opcje.
Kolejni papieże i kolejni dostojnicy kościelni przekonywali:
  • „Nie palcie, dobrzy ludzie, tyle tych ognisk, bo przez wysoką emisję CO2 dojdzie do zagłady świata, macie, palcie sobie małe świeczki i inne znicze. Będzie fajnie, obiecuję.”
  • „No dobra, już nie będziemy tak nosić tych relikwii, ale nie siedźcie w domu, bo skolioza i lordoza, chodźcie na jakąś małą pielgrzymkę do świątyni. Pośpiewamy sobie czy coś.”
  • „OK, wiem, że chcecie porozmawiać ze zmarłymi, ale nie głaszczcie przydrożnych łachmaniarzy, od teraz dajemy specjalny pakiet, wybieracie krzyżyk i macie połączenie.”
  • etc., etc…
Wszystko szło w dobrym kierunku, ale wiecie jak to jest z takimi np. Polakami – spróbujcie im czegoś zakazać. Niewierni nadal w noc poprzedzającą 1 listopada robili swoje. Trzeba tutaj zaznaczyć, że Wszystkich Świętych to był dzień czczenia zmarłych świętych, tylko świętych. Zwykłych ludzi to nie dotyczyło, stąd nie dało się całkowicie zastąpić tym świętem pogańskich obyczajów. I tutaj wchodzi Odilon z Cluny z dużą sprawą:

#5. Zaduszki


Na samym początku X wieku wprowadzono w kościele rzymskokatolickim Dzień Zaduszny, czyli dzień modłów za wszystkie dusze. Uwaga, to nie są żadne teorie spiskowe. Oficjalne źródła (czyli Wikipedia – wiadomo) mówią, że Zaduszki wprowadzono jako „przeciwwagę dla pogańskich obrządków czczących zmarłych”. Zaduszki ustanowiono na 2 listopada, żeby już tak dobitnie nie kojarzyło się z pogaństwem i tego właśnie dnia ludzie mogli łączyć się z duszami swoich przodków, odwiedzać ich, pielgrzymować do miejsc pochówku i palić im lampki na grobach. Oczywiście jeśli wcześniej grzecznie poszli do kościoła i wzięli udział w procesji.
Jak sami dobrze wiecie i ten zwyczaj się nie przyjął i dziś wszystkie te rzeczy robi się w dzień Wszystkich Świętych, a nie w Zaduszki. Żeby było ciekawiej, Dziady obchodzono jeszcze przez prawie tysiąc lat. Zwyczaj zanikł całkowicie dopiero w pierwszej połowie XX wieku.
Cofnijmy się jeszcze na chwilkę do Celtów.

#6. Halloween, pierwsi pranksterzy i Titanic


Krnąbrni Szkoci i Irlandczycy, podobnie jak Polacy, nie dali się tak łatwo chrystianizować i chodzili w niedzielę do kościoła, ale w domu pod kocem cały czas trzymali swoje święto Samhain. Jak pisze poważny historyk Ronald Hutton „Od przebierania się za psotne duchy było już bardzo blisko do pranksterki”. Zaznacza też, że w XX wieku obyczaj szybko przemieścił się do Ameryki wraz z wielką falą migracji transatlantyckiej. Pamiętacie Titanica? No to nie dzięki niemu, ale jest dobrym punktem zaczepienia, bo był odpowiedzią na ogromne zapotrzebowanie na większe i szybsze transatlantyki, a wypłynął z pranksterami na pokładzie (pamiętacie Jacka Dowsona?) w 1912 roku.
W ten sposób zwyczaje Samhain z domieszkami innych zwyczajów wyemigrowały z Europy do Ameryki i tam padło na podatny grunt. Nowym Amerykanom zabawa bardzo się spodobała, a papież był daleko, tak więc celtyckie obyczaje szybko zagościły na stałe w dniu Wigilii Wszystkich Świętych (All Hallows Eve) i weszły bardzo mocno w kulturę. Z czasem nazwę zaczęto skracać i zostało Halloween.

Ergo?


Ten problem i te dyskusje trwają już 2000 lat, a tak naprawdę nie ma się o co kłócić. Wszystkie te święta mają właściwie ten sam rodowód i znaczenie. Obyczaje mogą być lekko różne, ale baza jest ta sama. Co więcej, od dzisiaj wiecie już, że ciocia, babcia i pani Grzelakowa, które spluwają za siebie i czynią znak krzyża kiedy tylko usłyszą słowo „Halloween”, tak naprawdę kultywują pogańskie tradycje choćby przez zapalanie zniczy na grobach czy modlitewne rozmowy ze zmarłymi. Ale zachowajcie tę wiedzę dla siebie, dyskusji z Grzelakową i tak nie wygracie.

Oglądany: 51797x | Komentarzy: 53 | Okejek: 236 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało