Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Co zrobi NASA, jeśli astronauta umrze w kosmosie?

136 520  
356   68  
Kiedy w 1969 roku Neil Armstrong szykował się na spacer po Księżycu, prezydent Nixon miał przygotowaną przemowę na wypadek śmierci astronautów misji Apollo 11. Dziś mamy stację kosmiczną, na której stale ktoś przebywa i patrzymy nieśmiało w kierunku Marsa, marząc o postawieniu tam nogi, a ten temat wciąż powraca: co jeśli któryś z tych śmiałków umrze tam, z dala od Ziemi?

Wspomniana we wstępie przemowa nosiła tytuł "Na wypadek katastrofy na Księżycu" i zaczynała się od słów:

Los chciał, żeby ludzie, którzy wyruszyli na Księżyc, aby go w spokoju eksplorować, pozostaną tam, aby w spokoju spoczywać. Ci dzielni ludzie, Neil Armstrong i Edwin Aldrin, wiedzą, że już nie ma nadziei, abyśmy ich odzyskali. Ale wiedzą też, że ich poświęcenie dało ludzkości nadzieję.

Nixon na szczęście nie musiał wypowiadać tych słów. Pytanie jednak pozostaje otwarte: co by się stało, gdyby któryś z astronautów zmarł czy to na ISS (Międzynarodowej Stacji Kosmicznej), czy np. podczas lotu na Marsa? Co stałoby się z ciałem? Czy w ogóle istnieją jakieś procedury, które to określają?

Obecnie astronauci spędzają na ISS po 6 miesięcy i zanim się tam znajdą, przechodzą bardzo restrykcyjne badania i testy wydolnościowe. Jak dotąd nikt na ISS nie umarł. NASA skupia się przede wszystkim na zapobieganiu takim sytuacjom.


W jednej z audycji StarTalk Radio zapytano astronautę Mike'a Massimino, czy NASA ma jakiś plan na sprowadzenie ciała kogoś, kto umrze w przestrzeni kosmicznej.

To może się wydarzyć, ale wiesz co? Wśród tych wszystkich treningów jakie miałem, takiego scenariusza akurat nie przerabialiśmy - przyznał Massimino.

Mimo braku oficjalnego protokołu postępowania, astronauci wykonują pewne ćwiczenia na wypadek tego najgorszego z możliwych scenariuszy. Astronauta Chris Hadfield (o nim więcej dowiecie się tutaj: Chris Hadfield odpowiada na pytania internautów) opisuje w swojej książce "An Astronaut's Guide to Life on Earth" ćwiczenie nazwane "symulacją śmierci", które ma przygotować astronautów na to, co mają robić w razie śmierci jednego ze swoich kolegów.

"Właśnie otrzymaliśmy wiadomość ze Stacji: Chris nie żyje". Natychmiast zaczęto omawiać ten problem. Dobra, co robimy z ciałem? Na Stacji nie ma żadnych worków na ciała, więc czy mamy je włożyć do skafandra i zamknąć w szafie? A co z zapachem? Może powinniśmy wysłać je w statku zaopatrzeniowym na Ziemię i pozwolić mu się spalić w atmosferze razem ze śmieciami? Wyrzucić je podczas spaceru kosmicznego i pozwolić, żeby podryfowało daleko w przestrzeń kosmiczną?

Takie ćwiczenia zmuszają astronautów do spojrzenia na nieco szerszy obraz, myślenie o konsekwencjach swoich czynów.


NASA planuje już załogową misję na Marsa, obok niej o ustanowieniu ludzkiej kolonii na Marsie myślą prywatne firmy, jak Mars One czy SpaceX. Na takie misje będziemy jeszcze musieli poczekać, ale kiedy rozpoczną się na dobre, można śmiało założyć, że ktoś w trakcie wielomiesięcznego lotu zwyczajnie wyloguje się z tego świata. Co wtedy?

Najprostszym rozwiązanie wydaje się wyrzucenie ciała w przestrzeń kosmiczną, niczym ciało dr. Poole'a w filmie "2001: Odyseja Kosmiczna". Tutaj napotykamy jednak problem natury prawnej. Otóż według wytycznych Biura ONZ do spraw Przestrzeni Kosmicznej takie działanie jest niczym innym jak zaśmiecaniem przestrzeni kosmicznej, co jest zakazane. Nawet jeśli ostatnią wolą zmarłego było wyrzucenie jego ciała w przestrzeń kosmiczną. Choć tutaj pewną furtką byłoby zrzucenie ciała w kierunku Ziemi, aby spaliło się podczas wejścia w atmosferę.

Regulacje te mają jednak sens, choć może się wydawać, że w ogromie wszechświata kawałek nieboszczyka w tę czy w tamtą nie zrobi różnicy. Po pierwsze, takie ciało mogłoby w przyszłości uderzyć w jakiś statek kosmiczny. Po drugie, mogłoby wylądować na jakiejś planecie i - przy założeniu, że różne bakterie przeżyłyby taką wycieczkę - skazić ją. Podobnej natury problem pojawia się zresztą w kontekście kolonizacji Marsa - o tym jednak za chwilę.

Jesteśmy zatem w kropce. Potrzebujemy planu B. Przechowywanie ciała na statku odpada - narażałoby załogę na utratę zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Poza tym statki kosmiczne do tanich nie należą - wciśnięcie tam jeszcze mini mauzoleum kosztowałoby miliony dolarów.


Ze współpracy NASA i Promessa, firmy specjalizującej się w ekologicznych pochówkach, zrodził się pomysł tzw. "Body Back". Polegałoby to na tym, że ciało włożono by do specjalnego worka, który następnie zostałby wystawiony na działanie ekstremalnie niskiej temperatury w przestrzeni kosmicznej. Worek z zamarzniętym ciałem zostałby wciągnięty do statku i obracany z taką szybkością, że ciało w środku dosłownie rozleciałoby się w pył. Worek z prochami można później trzymać na zewnątrz statku kosmicznego w jakimś pojemniku i wciągnąć go do środka dopiero przed samym wejściem w atmosferę ziemską.

Jakkolwiek makabrycznie to nie brzmi, jest to na razie jedyna realna metoda radzenia sobie z rozkładem ciała w przestrzeni kosmicznej.

Wróćmy jednak do Marsa. Tutaj również nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, co zrobić z ciałem, kiedy ktoś umrze już na miejscu. Zarówno w planach NASA, jak i Mars One jest uprawa roślin na Marsie, więc jedno z dość radykalnych rozwiązań zakłada użycie ludzkiego ciała jako nawozu. Wydaje się to jednak bardzo mało prawdopodobne, nikt nie robi czegoś takiego na Ziemi. Tabu w tym temacie wydaje się nie do przełamania.

Pochówek wydaje się najłatwiejszym rozwiązaniem i teoretycznie nie różniłby się wiele od pochowania kogoś w odległym od cywilizacji miejscu na Ziemi, np. na Antarktydzie czy Saharze. Tu z kolei problem tkwi w badaniu Marsa pod względem istnienia na nim życia. Czy kiedyś tam było? Jeśli tak, to jak wyglądało? Umieszczenie w marsjańskiej glebie ludzkiego ciała bardzo skomplikowałoby ewentualne późniejsze odkrycia. Już teraz w kontekście naszych robotów na Marsie pojawiają się pytania, czy aby nie skaziliśmy tej planety... życiem.


Jest jeszcze inny problem związany z utratą życia w przestrzeni kosmicznej. Czy mając wiedzę tutaj, na Ziemi, o potencjalnej katastrofie, powinno się informować o niej astronautów? Taka sytuacja miała miejsce podczas wchodzenia w atmosferę ziemską promu Columbia w 2003 roku, kiedy jedno ze skrzydeł było uszkodzone. Podjęto decyzję o nieinformowaniu załogi o tym fakcie. Ciężko sobie jednak wyobrazić, aby podobna sytuacja zaistniała w przyszłości. Bioetyk NASA Paul Root Wolpe uważa, że takie postępowanie byłoby całkowicie niezgodne z etyką astronauty - poinformowanie załogi o potencjalnej katastrofie jest podejściem profesjonalnym i daje jej szansę na godne odejście, być może przekazanie jakichś ostatnich słów dla swoich bliskich.

Na koniec pozostaje kwestia ciężkiego zachorowania w trakcie misji lub poważnego uszczerbku na zdrowiu. Koszt misji na Marsa to miliardy dolarów, więc czy w takiej sytuacji astronauci mieliby zawrócić, gdyby okazało się, że jeden z nich ma raka? Tutaj NASA i inne agencje kosmiczne muszą same ustalić priorytety. Jeśli na pierwszym miejscu jest zdrowie załogi, odpowiedź jest oczywista, jeśli jednak nadrzędnym celem jest powodzenie misji, nie za bardzo wiadomo, co w takiej sytuacji robić.

Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie zawarte w tytule. Tęgie głowy w agencjach kosmicznych będą musiały jeszcze trochę popracować nad alternatywnymi rozwiązaniami, jeśli chcemy podbijać kosmos, bo przerabianie kogoś na proszek niczym w turbo młynku jest dość brutalne. Do tej pory z ponad 500 ludzi, którzy lecieli w przestrzeń kosmiczną, zginęło 18. Wszyscy podczas startu lub lądowania na Ziemi. Jednak wcześniej czy później ktoś tam wysoko nad nami umrze w mniej dramatycznych okolicznościach i byłoby miło, zwłaszcza dla rodziny denata, gdybyśmy potrafili sprowadzić go do domu w jako takim stanie.


Źródła: 1, 2, 3
4

Oglądany: 136520x | Komentarzy: 68 | Okejek: 356 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.01

19.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało