Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Demony i potwory z wierzeń słowiańskich

215 265  
852   124  
Zapewne wielu z nas zostało wiedźminem choćby na chwilę, ale zastanawialiście się, ile w tym wszystkim jest wizji artysty, a ile ze słowiańskich wierzeń? W pierwszej części słowiańskiego bestiariusza przyjrzymy się, jak to z naszymi demonami z podwórka naprawdę było.

Strzyga


„Jej wysokość królewska córka, przeklęty nadbękart, ma cztery łokcie wzrostu, przypomina baryłę piwa, ma mordę od ucha do ucha, pełną zębów jak sztylety, czerwone ślepia rude kudły! Łapska, opazurzone jak u żbika, wiszą jej do samej ziemi!”
A. Sapkowski "Ostatnie życzenie"

Większość maszkarę ową zna z opowiadań Sapkowskiego oraz serii gier “Wiedźmin”, nieliczni zaś z cudownego serialu o pewnym wiedźmińskim samuraju. Czy wizja artysty mocno różni się od starych wierzeń Słowian? Czy ongiś słowiańscy wiedźmini animuszu dodawali sobie miksturkami z napisem priapismus, coby przenocować w leżach stwora i odczarować tym potwora?
Drzewiej strzyga była opisywana jako postać upiornej kobiety lub czarnego ptaka (najczęściej pod postacią sowy), posiadała ona także swój męski odpowiednik – był nim strzygon.
Zachowanie i imię zapewne pochodzi od zapożyczenia z rzymskiej mitologii, istniały w niej bowiem demony żeńskie “strix” (łac. „Sowa”), które pod postacią ptaka wysysały krew dzieci i zżerały ich wnętrzności. Pojawienie się strzygi w naszym folklorze spowodowało, że zaczęła ona być łączona z upiorem, ponieważ wieloma cechami przypominała właśnie naszego wampira.


Według podań strzygą miał stać się człowiek, który urodził się z dwoma duszami, dwoma sercami, drugim rzędem zębów lub też, jak podają niektóre wierzenia, był to noworodek z wykształconymi zębami przy porodzie. Druga dusza mąciła takiej osobie w głowie i prowadziła ku ścieżce zła, dlatego też gdy tylko rozpoznano strzygę, przepędzano ją lub zabijano.


Porzucenie jednak nie było oznaką miłosierdzia, ponieważ nieprzystosowani do nowych warunków młodzi ludzie ginęli bardzo szybko, osamotnieni w surowej dziczy. Gdy pierwsza dusza opuszczała ciało, druga w nim nadal zamieszkiwała. Mściła się ona na ludziach za krzywdy wyrządzone jej za życia, a także piła krew i wyjadała wnętrzności, by przeżyć. Ponadto potrafiła, przez krótki okres, zadowolić się krwią zwierząt, gdy nie miała sposobności upolowania żadnego człowieka. Nie można także było takiego stworzenia już odczarować, ponieważ było uznawane za martwe. Jedynym sposobem powstrzymania strzygi było spalenie jej ciała lub (podobnie jak u wampirów) przebicie ciała kołkiem lub gwoździem.


Utopiec

Moczary, jeziora oraz rzeki odgrywały dosyć istotną rolę w wierzeniach Słowian. Łączone je z metaforyczną wizją zaświatów lub też bramą/przejściem na drugą stronę, przez to wiązały się one także z rytuałem chowania zmarłych. W późniejszych wierzeniach woda nabrała także mocy oczyszczającej, uzdrawiającej oraz odpędzającej zło. Nic więc dziwnego, że pojawiły się opowieści o różnej maści stworzeniach, które krążyły wśród wód (a szczególnie pod). Jednym z tych demonów był utopiec, czasem mylony lub utożsamiany z wodnikami. Lichy stwór, który upatrzył sobie na swe leże mokradła oraz jeziora. Stawał się nim człowiek, który z własnej woli lub przypadku utopił się i został ożywiony (np. przez diabła). Utopcami także stawały się dzieci wyklęte przez matki i poronione płody, w późniejszych wierzeniach dochodziły również nieochrzczone dzieci.


Utopce przeważnie zachowywały wygląd osoby w momencie śmierci, jednak długotrwałe przebywanie w wodzie i wilgotnych mokradłach znacznie zniekształcało ich ciało. Takowy osobnik posiadał nieproporcjonalne ciało o oślizgłej, zielonkawej skórze. W tym samym odcieniu były często przedstawiane jego włosy, które były bogato „ozdobione’ wodorostami. Sama zaś głowa często była większa (lub mniejsza) od reszty ciała, które niejednokrotnie było mocno napuchnięte i przy tym wątłe.


Nie było dobrego sposobu, by obronić się przed tym stworzeniem, najlepiej było omijać ich miejsca pobytu. Utopce nie lubiły, gdy ktoś wchodził na ich terytorium i gdy tylko taki nieszczęśnik pojawiał się w wodzie, to łapały go i ciągnęły na samo dno, póki ten nie umarł. Gdy ktoś chciał pomóc ofierze utopca, która się właśnie topiła, szybko sam stawał się kolejną ofiarą na wodnym ołtarzu. Ginął przez to nie tylko pechowiec, którego upatrzył sobie utopiec, ale także osoba, która rzuciła się mu z pomocą. Można też wyczytać tezy o tym, że topielec, gdy wypatrzył sobie młodą kobietę, która mu się spodobała, starał się ją w bardzo elegancki i kulturalny sposób zaciągnąć do jeziora i utopić. W ten sposób stawała się utopcem, w rezultacie także jego partnerką. Legendy mówiły, że gdy nad wodą unosi się mgła, to jezioro dało życie nowym utopcom.


”Szczególną ostrożność przy wodzie zachowaj, by utopca w porę spostrzec. Pomylić się sposobu nie ma, bo brzydki on okrutnie i do ludzi nie podobien. Gdy więc mokrego stwora obaczysz, co głowę ma wielką zielonymi włosami zdobioną i odnóża jak patyki cienkie – uciekaj człeku, by śmierci w odmętach nie ponieść.”
Kroniki z XIV wieku

Wodnik

Demon, który był personifikacją złowrogich i niszczycielskich aspektów żywiołu wodnego oraz opiekunem wszelakich zbiorników wodnych. W Rosji nosił nazwę vodjanoj, zaś w Czechach i Słowacji nazywany był vodnik lub vodni. Można było go spotkać przy jeziorach, rzekach, stawach, a także studniach i przydrożnych rowach. Najczęściej wyobrażany był pod postacią brodatego starca z dodatkiem cech zwierzęcych (łapy zamiast nóg, rogi na głowie), rzadziej jako dziecko lub zwierzę. W postaci starca posiadał tylko nieco ponad pół metra wysokości. Często ukazany w czerwonych ubraniach, które kontrastowały z jego wątpliwym urokiem, i rybimi, zabarwionymi na zielono oczami oraz długimi, chaotycznie ułożonymi włosami. Między palcami posiadał błonę pławną, a każdy jego krok odznaczał się plamą wody, pozostawioną za nim. Posiadał on także żeńską odpowiedniczkę i partnerkę – wodnicę (wodjanica, wodni panna).


Według wielu podań wodnik lubował się w czarnym kolorze, przez co najaktywniejszy był przy samym dnie zbiorników i nocą. Jednak demona tego można było także spotkać za dnia, gdy wylegiwał się na plaży lub też wędrował ku wioskom zwabiony tańcami i śpiewem. Afekt do koloru czarnego przejawiał się także tym, że chętnie przyjmował ofiary z czarnego kozła lub koguta. Polski etnograf Zygmunt Gloger wspominał o topieniu kury w jednym z jezior augustowskich. W jeziorze, w którym według miejscowego przesądu każdego roku ktoś musiał utonąć, topiono kurę, aby temu zapobiec. Mieszkańcy, mijając miejsce, o którym mówiono, że zamieszkuje w nim wodnik zdejmowali czapki.
Innym miejscem, gdzie wierzono, że można spotkać wodnika było Uroczysko Czarna Woda na Łużycach w okolicy Milska, obchodzono tam obrzędy, które miały ułagodzić wylewające rzeki lub zapobiec ich wyschnięciu. Część badaczy wiąże te obrzędy z szeroko rozpowszechnioną wiarą w bogów morza i wody, jak Posejdon/Neptun oraz „drugim dnem” podwodnego królestwa.


Ponadto w opowieściach ludowych jawi się jako postać raczej mało sympatyczna, którą łatwo zirytować i rozgniewać, wtedy odzywa się też jego mroczniejsza natura, która powoduje, że wielu utożsamia go z topielcem (jednak - jak łatwo można zauważyć - znacznie różnią się te dwa demony słowiańskie). Wodnik często topi przeprawiające się zwierzęta, z niewiadomego kaprysu. Topi także nieostrożnych ludzi lub ogranicza się jedynie do nastraszenia ich, jeśli ma dobry humor, podtapiając pechowca. Cechowała go przy tym postępku wielka siła, niewspółmierna do aparycji. Można było jednak ustrzec się przed wodnikiem, zdobywając jego względy wcześniej wspomnianymi ofiarami.


Licho

Licho nie śpi, pal licho, licho wzięło, gdzieś go licho niesie, do licha, licho wie. Pewnie niejednokrotnie każdy z nas słyszał te słowa w mowie potocznej. Stwierdzenia te przerwały próbę czasu lepiej niż pamięć o samym demonie. Bacznie przeglądając historie tego tajemniczego stworzenia możemy znaleźć miejscowość Licheń Stary (do 2011: Stary Licheń). Według legendy na wzgórzu, tuż nad jeziorem, znajdowała się wówczas pogańska świątynia, w której czczono słowiańskie bóstwo zwane Lichem – od którego z kolei wywodzić się miała nazwa miejscowości. Biorąc to pod uwagę możemy wysunąć tezę, iż dawniej Licho było dla ludów słowiańskich pewnym rodzajem bóstwa, utożsamianym z nieszczęściem, złym losem i chorobami. Bardzo możliwe, że ludzie pragnąc uchronić się przed tymi nieszczęściami czcili Licho. Składali ofiary, chcąc zdobyć przychylność, a być może kierując się pobudkami inszymi, zemsty na ten przykład.


Ta demoniczna istota rzadko ukazywała się ludziom, jednak jeśli już to robiła, to najczęściej przybierała wtedy formę bardzo starej, wychudzonej kobiety z jednym okiem na środku czoła. Samo jej spojrzenie miało przynosić choroby i nieszczęście. Ludzie bardzo obawiali się tej tajemniczej postaci, a strach był o tyle większy, że nie istniał żaden dobry sposób, by się przed nią obronić. Można było jedynie oczekiwać cierpliwie, aż uda się w dalszą wędrówkę i odejdzie, ponieważ istota ta nie żyła długo w jednym miejscu. Licho zaś zawsze wędrowało niestrudzenie w poszukiwaniu miejsc na świecie, gdzie ludzie żyli szczęśliwie.


Licho mogło hydzić i mącić na bardzo różne sposoby. Dodatkowo rzadkie ukazywanie się pod konkretną formą sprawiało, że zawsze musieliśmy być gotowi na jego nadejście. Mogło ograniczyć się jedynie do szeptu namawiającego ku złemu, mogło także zniszczyć plony, zsyłać zarazę na owoce i warzywa, nękać zwierzęta hodowlane i niszczyć dobytek. Czasem z niezaspokojonej złośliwości zatrzymywało się przy jakimś gospodarstwie na dłużej, męcząc zamieszkujących tam domowników, czyhając na ich zdrowie i życie. W niewyjaśniony sposób szczeble drabin łamały się pod naciskiem, ostrza wypadały z trzonków siekier, a gałęzie spadały na ludzi przechodzących pod drzewem. W skrajnych przypadkach Licho mogło wszystko zakończyć, podpalając całe gospodarstwo.


Latawiec/Latawica

Były to dusze ludzi, którzy nie zginęli w sposób naturalny. Najczęściej złoczyńców, wisielców oraz dzieci zmarłych w wyniku poronienia. Kontrolowały one zjawiska atmosferyczne, identyfikowane głównie z wiatrem i wirami powietrznymi. Można było je zaobserwować wysoko na niebie, krążące najczęściej w formie dużych czarnych ptaków. Legendy głosiły, że niespokojne dusze prowadziły między sobą różne waśnie i wojny, przy czym tworzyły nawalne wiatry. Im więcej znalazło się ich w jednym miejscu, tym silniejsze wichury towarzyszyły im w chaotycznej batalii. Jednak ich liczba szybko redukowała się wraz z nadejściem burzy. Nie bacząc na nic, często ginęły rażone przez pioruny.

Słowianie nie przepadali za wichurami i nieokiełznaną siłą wiatru, której nie byli w stanie zrozumieć. Dlatego też demony z nimi związane miały pejoratywny wydźwięk w opowiadaniach. Ponieważ jednak nie szkodziły przeważnie ludziom, to w wielu wierzeniach uważano je także za demony opiekuńcze (szczególnie na Mazowszu i Pomorzu). Modlono się do nich, dawano suty (tak, tak, ale...) poczęstunek lub też rzucano zaklęcia. Dzięki temu mogły stać się demonami domowymi, które od tej pory sprzyjały mieszkańcom w różny sposób - choćby dmąc w skrzydła wiatraka, ku uciesze młynarza lub ignorując młyny naszych sąsiadów, także ku uciesze młynarza.

Jednak jak to się stało, że dzisiejsze słowa latawiec i latawica mają dużo bardziej negatywne znaczenie? Po przyjęciu chrześcijaństwa duchowni zaczęli narzucać swoją wizje latawca, który stał za wszystkimi wichurami i nawalnymi wiatrami. Zjawiska te kojarzyli z wielkim sprośnym diabłem, który pod osłoną nocy i wyciem wiatru starał się nakłonić do nierządu niewiasty. Tym samym dotknęło to także latawicy, której znaczenie również się zmieniło, a ponadto częściej pojawiała się w przekazach. Charakterystyczne czarne ptaki zamieniono na piękne dziewoje o złotych włosach z warkoczykami. Posiadały prócz urody także skrzydła widmowe i oczy zniewalające, które spojrzeniem spędzały serca mężczyzn w okowy miłości. Przybywały nocą, gdy ich upatrzona ofiara jeszcze spała, rozkochując ją w sobie. Następne dni kochanka mijały na wyczekiwaniu zjawy, która niosła ze sobą pieszczoty doprowadzające do obłędu. Człowiek w takim nienaturalnym afekcie tracił rozum, odcinał się od życia codziennego, wypalał i umierał. Uroku tego niestety nie szło odczynić. Jeśli nawet zabić latawicę, to jej kochanek po kilku dniach umarłby z rozpaczy. Tym sposobem demony te stały się symbolem ludzi rozwiązłych.

Oglądany: 215265x | Komentarzy: 124 | Okejek: 852 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało