Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Piekielne autentyki LXI - nieomylna nauczycielka matematyki

100 639  
269   77  
Lata temu studiowałem na Polibudzie w świętym mieście. Były to studia zaoczne, sam za nie płaciłem, więc i uczyć mi się chciało. Byłem jednak jednym z nielicznych. Reszta przyszła tam nie do końca wiadomo po co.

Studia dotyczyły informatyki. Mam świra na punkcie takich rzeczy, pracuję od dawna jako programista, więc lubiłem większość zajęć. W mojej grupie laboratoryjnej podobne podejście miał jeszcze tylko jeden kolega. Reszta starała się prześlizgnąć przez studia jak najmniejszym kosztem.

Aby ułatwić sobie i innym komunikację (w końcu to studia zaoczne i widzieliśmy się tylko w weekendy) wydziergałem naprędce stronę www, która miała m.in. możliwość umieszczania tam różnych plików. Po pewnym czasie zaczęliśmy (ja i kolega) umieszczać tam sprawozdania z laborek, lub inne zlecone przez wykładowców prace. Oczywiście robiliśmy to dopiero, gdy sami daną pracę czy sprawozdanie oddaliśmy i zaliczyliśmy.

Dochodziło nawet do zabawnych sytuacji, gdy prowadzący zajęcia prosił nas o nieumieszczanie naszych prac, bo potem pół roku akademickiego przynosi nasze wypociny (oczywiście jako swoje). Doszło nawet do tego, że wykładowcy (przynajmniej niektórzy) regularnie odwiedzali naszą stronkę, aby być na bieżąco...

Niektórych prac, jednak nie wrzucaliśmy, bo zaliczenie było na końcu semestru i wszyscy oddawaliśmy je razem. Koledzy leserzy prosili nas nawet o możliwość skserowania, ale wyszedłem z założenia: skoro ja, pracując mogę poświęcać czas na naukę, więc mogę szanować mój czas i pracę...
Wiem, wiem - niekoleżeński cham jestem.

Minęły lata, studia dawno skończone. Życie tak się potoczyło, że urodziły mi się bliźniaki. Jeden z nich ciężko zachorował na oczy. Batalię przegraliśmy. Jest wspaniałym, ale niewidomym dziesięciolatkiem. Operacje ratujące resztki wzroku kosztowały nas bardzo dużo pieniędzy (jedna kosztuje ok 3000 Euro, a syn przeszedł ich 5). Dodatkowo sprzęt dla niewidomych (maszyna do pisania, specjalna drukarka do brajla, odtwarzacz audiobooków dla niewidomych, itp) jest cholernie drogi - nie robią tego w Chinach. W znacznej większości są to produkty "Made in USA", więc ceny są pięciocyfrowe.
Skorzystaliśmy więc z pomocy fundacji, która umożliwia za ich pośrednictwem zbiórkę pieniędzy z akcji "jednego procenta".

Chcąc zwiększyć grono tych, którzy zamiast oddać fiskusowi chcieliby pomóc nam, wykorzystałem adresy mailowe wszystkich swoich byłych i aktualnych znajomych, współpracowników, rodziny i kogo tam się jeszcze dało. Wysyłaliśmy im maila z krótką informacją o celu zbiórki, namiarami na stronę www syna itp.

Po której takiej akcji wysyłkowej dostałem od jednego z byłych kolegów ze studiów informację, że jeśli nie przestanę wysyłać mu spamu, to on naśle na mnie odpowiednie instytucje...

Pierwsza myśl - gość nie poznał mnie po adresie e-mail (zdążyłem go od studiów zmienić) i stąd taka reakcja. Napisałem więc maila z wyjaśnieniami, że przecież to ja, że studiowaliśmy razem itp.

"Kolega" odpisał mi, że doskonale wie kim jestem i mam sobie te maile wsadzić w ....
On kiedyś prosił mnie o możliwość skserowania jakiegoś sprawozdania czy innej pracy, a ja śmiałem mu odmówić. Jeszcze jeden taki mail i on sprawę zgłasza do (tu następuje lista odpowiednich urzędów i instytucji).

Jak się domyślacie, ów "kolega" był jednym z tych, którzy nie przychodzili na wszystkie wykłady, ani nie przykładali się zbytnio do nauki.
Myślę że jakoś to przeboleję...

by Fiance

* * * * *


Sobotni wieczór na starym rynku w Poznaniu...
Czekam na znajomych pod pręgierzem.
Zakapturzyłem się, bo wiało przez chwilę, a mi pióra leciały w każdą stronę.
Nieopodal upodlone istoty zwane jeszcze przed 20 prawdopodobnie kobietami, jednak obecny ich stan upojenia powodował zachowania, które temu zaprzeczały... wyglądało to (i jak się później okazało był to ) na wieczór panieński.

Nieopodal stał również gościu, który miał długie pióra jak ja.
No właśnie miał. Jedna z istot podbiegła do niego i zrobiła szybkie ciach, po czym wróciła z kitą z włosów do swoich towarzyszek.
Były właściciel włosów prawdopodobnie by je zabił, gdyby nie powstrzymali go jego towarzysze...
Uczestniczka tej akcji zaczęła krzyczeć, żeby się nie denerwował, bo to było zadanie z okazji panieńskiego, poza tym teraz lepiej wygląda, a nie jak jakiś brudas...

Czemu w Polsce broń palna jest nielegalna? Dała dwa piękne powody, żeby ją odstrzelić...

by kcz1332

* * * * *


Przeniosłem się z miasta do małej wioski. Jak to w takich miejscach, najważniejszymi osobami są ksiądz, wójt i nauczyciel.
Dzisiaj o tym pierwszym.

Stoję w kolejce w sklepie. Przede mną w stroju roboczym chłopak od robót drogowych. Umorusany, widać, że łatwej pracy nie ma. Zamawia jogurt i drożdżówkę (ostatnią). Na to wpada do sklepu ksiądz, omija kolejkę, patrzy na podawaną drożdżówkę i tak o to prawi:
- Hmmm moja ulubiona, też bym sobie zjadł...

Co robi ekspedientka? Zabiera chłopakowi drożdżówkę, cofa ją z kasy, podaje księdzu i obsługuje go dalej, nie zważając na nasze opadnięte kopary.

Powiem szczerze: zdębiałem i niestety nie zareagowałem.

Ale już sobie obiecałem, że następnym razem nie popuszczę.

by Filus111

* * * * *


W ramach wprowadzenia; od jakiegoś czasu mieszkam za granicą. Mam samochód, od lat ubezpieczany w tym samym towarzystwie z cyferką, gdzie za tę przyjemność płaciłem około 700 zł.

Historia właściwa zaczyna się jakiś miesiąc temu, kiedy to ubezpieczyciel zadzwonił do mnie z ofertą przedłużenia polisy, proponując składkę... 1200 zł.

(J)a (w lekkim szoku): Ale zawsze płaciłem siedemset...?
(D)oradca (absolutnie pewien swego): Ubezpieczenia niestety podrożały, teraz wszędzie trzeba płacić trochę więcej.
(J): No ale pięćset złotych?
(D): To dlatego, że pan mieszka za granicą.
(J): ?
(D): Takie są u nas zasady, proszę pana.

Powiedziałem, że muszę się jeszcze nad tym zastanowić i pożegnałem pana Doradcę.

Tak się składa, że od pewnego czasu jestem związany z innym, "uskrzydlonym" towarzystwem, które ubezpieczało moją narzeczoną na czas wojaży zagranicznych. Warunki zawsze mieli bardzo korzystne, postanowiłem więc zadzwonić.

Bez zbędnego rozpisywania się - zaproponowano mi składkę w wysokości pięciuset złotych. PIĘCIUSET. I nikomu, o dziwo, nie przeszkadzał fakt mojego pobytu za granicą...

Zadzwoniłem jeszcze, tak, jak obiecałem, do "starego" ubezpieczyciela.

(D): Dzień dobry, to jak, zastanowił się pan?
(J): Tak. Wie pan co, jednak zrezygnuję z dalszej współpracy.
(D): (chwila ciszy) Ale dlaczego?
(J): Ubezpieczyłem się u konkurencji.
(D): (znów cisza) A można wiedzieć, ile pan płaci?
(J) (z ogromną satysfakcją): 500 zł.
(D): Rozumiem... To my się jeszcze z panem skontaktujemy.

Skontaktowali się godzinę później. Moja składka miałaby wynosić 480 zł. Tak, nawet, kiedy mieszkam za granicą.

A ja, głupi, odmówiłem.

by Public_Enema

* * * * *


Jestem kontrolerem biletów.
W firmie, w której pracuję, kontrolerzy otrzymują prowizję wyłącznie od "mandatów", które zostaną przez pasażerów opłacone. Jeżeli pasażer bez biletu nie zapłaci, to kontroler nie dostanie pieniędzy.

Podczas jednej z imprez, gdy rozmowa zeszła na temat mojej pracy, znajomy opowiedział mi sposób w jaki jego kolega oszukał system, i od ponad 5 lat jeździł codziennie bez biletu. Pomimo że przez ten czas kontrolowano go kilkanaście razy, to nigdy nie otrzymał żadnego wezwania.

Pracował na magazynie i zarabiał dość dobre moim zdaniem pieniądze. Codziennie jeździł autobusem z domu do pracy i z powrotem. Wiedział o sposobie wynagradzania kontrolerów i postanowił to wykorzystać.

Gdy wybierał się w podróż komunikacją miejską, celowo zakładał gorsze ubrania. Przebierał się dopiero gdy dojeżdżał na miejsce. Nigdy nie nosił też przy sobie dokumentów.

Gdy już zdarzyło mu się trafić na kontrolę, to zawsze grzecznie wysiadał z kontrolerami na przystanek. Żaden kontroler nie zdecydował się jednak na wezwanie Policji, w celu ustalenia jego danych. Gdy czekał z kontrolerami na przystanku, podchodził do śmietnika i zaczął wygrzebywać z niego niedopałki papierosów.
Kontrolerzy widząc że groszem to on nie śmierdzi i czekanie na Policję jest po prostu nieopłacalne, to zawsze puszczali go bez kary.

by OkrutnyKanar

* * * * *


Znajoma straciła dziecko w piątym miesiącu ciąży. Bardzo to przeżyła. Po załatwieniu formalności związanych z pogrzebem (płód miał siedemnaście tygodni i po jego urodzeniu wydano akt urodzenia ze wzmianką, że dziecko urodziło się martwe; dzięki temu matka mogła starać się o zasiłek pogrzebowy i urlop macierzyński w wysokości ośmiu tygodni), znajoma zgłosiła się do firmy ubezpieczeniowej, aby dokonać formalności związanych z wypłatą odszkodowania za śmierć dziecka. W czasie tej wizyty znajoma się rozkleiła, co przedstawicielka ubezpieczalni skomentowała:
- Czym się pani tak przejmuje? Przynajmniej dostanie pani pieniądze.

Opada wszystko...

by Smena

* * * * *


Mój najlepszy przyjaciel to geniusz matematyczny. Od zawsze tak było. Ja widzę świat słowami, on liczbami.
Dość, że nauczycielka matematyki w liceum strasznie go nie lubiła.

I jestem w tym momencie obiektywna. Do odpowiedzi chodził co lekcję. Nikt inny nie był pytany przez cały pierwszy semestr. Serio.
Zawsze umiał.
Tu jeszcze można by myśleć, że poznała się kobiecina na jego talencie i pytała, żeby go zmotywować.
No nie.

Sama uczyła średnio umiejętnie, u niego odbywały się tzw. obiady środowe, podczas których nauczał po 15-20 osób z klasy z matmy. Nieodpłatnie. Bo ludzie nie rozumieli. A kumpel tłumaczy świetnie.
Karmił też nieźle.

Nauczycielce coś nie grało, że nagle ze średniej około 2-2,5 klasa skoczyła na 4-5. Uznała, że wszyscy ściągamy, w związku z czym zarządziła sprawdziany co lekcja i odpytkę przy tablicy. Kiedy okazało się, że umiemy, zachwycona nie była. Węszyła spisek. Powiedziała wprost, że coś jej tu śmierdzi z ocenami i ona dojdzie co.

Miałam kiedyś na ławce książkę. Jego książkę. Coś o matematyce i coś trudnego. Nie czytałam, miałam przekazać, bo nie było go w szkole. Za gruba, żeby schować do mojej blichciarskiej torebki. Zaciekawiona nauczycielka podeszła, pochwaliła, że się interesuję, że robili to na studiach, że trudna pozycja, że skąd mam. Powiedziałam, że to jego, że ja tylko mam oddać. Wtedy też dowiedziałam się, że najwyraźniej żadna dziewczyna go nie chce, co jej nie dziwi, skoro kolega ma taką aparycję, że ma czas na takie kobyły, którymi na studiach wymiotowali, że tak się ładnie wyrażę.
Że ona sama (stara panna jak i ja) w życiu by nie tknęła chłopaka z TAKIM trądzikiem.

Naprostował ją kiedyś na lekcji. Wiadomo, był klucz odpowiedzi. Rozwiązała zadanie sama, wynik jak z klucza, po czym kolega śmiał stwierdzić, że w obliczeniach jest błąd. Kiedy podszedł do tablicy, by go wyjaśnić, kobieta omal nie zwariowała. Kazała mu się wynosić z klasy, że nie będzie podważać jej autorytetu. Że nic nie wie i się wymądrza. Że wyniki się zgadzają, a on jest kompletnym idiotą. Wyszedł. Nawet się pożegnał jak na kulturalnego człowieka przystało. Potem napisał do wydawnictwa. Dostał odpowiedź po kilku tygodniach, że zrobili błąd w tekście i że dziękują. I udzielają mu półrocznego rabatu na zakup ich wydań.

Miotało nią jak szatan. Jak wścieknięta zaczęła atakować.
Nigdy prace domowe nie były sprawdzane. Nigdy. Robiliśmy je. Prewencyjnie. Raz nie było czasu, zadania z gwiazdkami, czasochłonne. Mieliśmy ważny sprawdzian. Chcieliśmy być w porządku, poszliśmy przed lekcją zgłosić, że nie mamy zadania, bo sprawdzian. Że chcielibyśmy na lekcji. Uczciwie jak do człowieka. Powiedziała, że tak, że jak najbardziej. Rozwiążemy wspólnie.

Na lekcji otworzyła dziennik i powiedziała, że sprawdzimy zadania domowe. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy. Alfabetycznie. Wszyscy mówili, że nie mają.
Doszła do kolegi. Powiedział to, co my. Kazała mu podejść do tablicy i rozwiązać "skoro zawsze wszystko wie i taki jest mądry".
Zrobił na miejscu.
Dostał jeden za brak w zeszycie.
Kazała mu rozwiązać zagadkę Einsteina. Zrobił. Zajęło mu nie więcej jak 5 min.
Ona miała inne rozwiązanie na kartce. Jak się okazało - błędne. Dostał następną jedynkę za podważanie kompetencji nauczyciela.

Zdawał rozszerzoną matematykę, co w sumie niedziwne. Ona starała się zablokować tę możliwość. Robiła wszystko, co mogła i czego nie mogła, żeby na to nie pozwolić. Dość powiedzieć, że zniszczyła jego deklarację maturalną na oczach klasy, za co spotkała ją nagana od dyrektora. Wtedy powiedziała, że zrobi wszystko, żeby nie dopuścić go do matury, co było trudne, bo pomimo jedynek za krzywy uśmiech, musiała oceniać jego sprawdziany uczciwie. Są na to w końcu dowody.

Uparła się, że go nie puści. Stawiała mu banie za brak podkreślenia tematu, za nieprzygotowanie do lekcji (bo ostrzył ołówek podczas), za lekceważenie poleceń nauczyciela (kiedy kazała mu iść po miotłę i zamieść korytarz, bo jest brudno).
Jedynek nazbierał, ale podchodził ze spokojem. Średnia, nawet ta ważona, wychodziła powyżej 3.
Ona jednak uznała, że nie dostanie oceny pozytywnej i wpisała niedostateczny.

Kazaliśmy mu się odwoływać, nie zostawiać tego. Że my się wstawimy. Cała klasa. Solidarnie. Uznał, że nie ma potrzeby. Napisał wniosek o egzamin komisyjny.

Nietrudno się domyślić, że zdał śpiewająco, dyrektor był zachwycony, natomiast drugi nauczyciel, który go egzaminował, to koleś, któremu mój kumpel sam dawał korki z matmy dwa lata wcześniej, a który trafił do naszej szkoły wprost po studiach.

Bilans jest taki, że nauczycielka nadal uczy, mój kumpel stracił rok, bo egzaminy odbywają się w sierpniu, a matury są w maju. Poszedł na informatykę.

Ona truje się swoim własnym jadem, bo on wygrał konkurs dla programistów i dostał pracę u największego producenta układów scalonych na świecie.
Po trądziku zostało mgliste wspomnienie, jest młody, zdolny, dziewczyny go uwielbiają, zarabia kilka razy tyle, co ona.
I wiedzie mu się świetnie.

Jeśli karma istnieje, to właśnie dała jej po pysku.

by Jot

* * * * *


Jak to trzeba wiedzieć komu się auto sprzedaje.

Kilka tygodni temu mój tata miał stłuczkę, w wyniku której zostało uszkodzona prawa strona auta. Na tyle mocno, że auto nie nadawało się do dalszej jazdy. Było to blisko domu znajomych, więc tam zostało wspólnymi siłami dopchane. Przednie koło "schowało" się pod spód samochodu. Po zastanowieniu się, tata postanowił sprzedać samochód na części.

Znalazłam ogłoszenie w necie "kupię każde rozbite auto". No to kontakt z kupcem, weźmie, dogadaliśmy się co do ceny. Na podpisanie umowy umówiliśmy się następnego dnia rano na 9. Samochód nie nadający się do jazdy, zabierany z podwórka znajomych, więc świadków transakcji kilkoro.

Kilka dni później do domu rodziców zapukała policja. Czy mamy takie i takie auto o nr rejestracyjnym XXX?
Koleś, który kupił od nas auto, kilka dni później odkręcił od niego blachy, przykręcił do innego samochodu, zatankował na stacji benzynowej do pełna i uciekł. No i myślał, że policja do niego nie trafi, a wina spadnie na mojego tatę.

Nic to, że umowa z jego danymi w ręce, nic że świadkowie, nic, że auto nie nadawało się do jazdy. Geniusz zbrodni normalnie.

by pomidorek1410

* * * * *


Pewna przemiła sąsiadka zamieszkująca mieszkanie piętro wyżej, żyjąca w świadomości że „studenci to szatany i zło najgorsze” umilała mi oraz mojemu współlokatorowi życie na wszystkie możliwe sposoby. Wydzwaniała na policję, gdy usłyszała choćby najbardziej cichy dźwięk. Lubiła również wylewać zlewki, oraz inne podejrzane ciecze na nasz balkon. Jak i również dzwonić w nocy dzwonkiem, po czym szybkością światła znikać u siebie w mieszkaniu. Kilka razy nasze drzwi były również barykadowane jej śmieciami. Ot, taki prezent. Jednym słowem nudno być nie mogło. Po pewnym czasie stało się to jednak na tyle uciążliwe, że zrodził się szatański plan.

Staliśmy na balkonie, pewni, że ta jest nad nami i zwyczajnie nas podsłuchuje, zaczęliśmy rozmawiać.
- Ile siedziałeś?
- No tak dwa lata.
- A za co?
- Zabiłem sąsiadkę, wiesz wku***ała mnie.

Zaległa cisza, po chwili przerwana trzaskiem drzwi balkonowych piętro wyżej. Płakaliśmy ze śmiechu dobrą chwilę, a biedna sąsiadka pewnie w tym momencie się barykadowała. Od tej pory spokój, upragniona cisza, nawet niebiescy panowie już nas nie odwiedzają.

by buuuuum

<<< W poprzednim odcinku

6

Oglądany: 100639x | Komentarzy: 77 | Okejek: 269 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało