Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

5 pechowych wynalazków Thomasa Edisona, które wyprzedziły swoje czasy

183 136  
396   37  
Thomas Edison to dla jednych wielki wynalazca i jeden z najkreatywniejszych umysłów współczesnej nauki. Dla innych zaś – uzurpator przypisujący sobie autorstwo nie swoich dzieł, który konkurując z Nikola Teslą nie wahał się stosować wyjątkowo podłych zagrywek.

Jednego jednak odmówić Edisonowi nie można – był on twórcą bardzo płodnym. Co oczywiście nie zmienia faktu, że z przeszło tysiąca opatentowanych przez niego wynalazków, przynajmniej kilka było wybitnie wręcz nieudanych.

Urządzenie do głosowania

Domniemany ojciec żarówki liczył sobie zaledwie 22 wiosny, kiedy po raz pierwszy zjawił się w urzędzie patentowym. Trzeba przyznać, że wynalazek, do którego prawa zastrzec chciał młody Edison, był całkiem niezły. Teoretycznie. Thomas wymyślił urządzenie do automatycznego oddawania głosów przez polityków zasiadających w gmachu amerykańskiego kongresu. Każdy z głosujących miał mieć do swojej dyspozycji specjalną wajchę, którą w zależności od swojej decyzji mógł ustawić na „tak” albo na „nie”. Impuls wysyłany był do maszyny, która automatycznie wszystkie głosy zliczała. Edison uważał, że w ten sposób oszczędzi się czas i energię, którą trzeba poświecić na manualne ich liczenie.




Przyznacie, że młody wynalazca pomysł miał całkiem zacny. Nie wiedział jednak, że ciągnące się w nieskończoność chwile, podczas których zliczano wszystkie głosy były dla wielu polityków bardzo istotne – każda dodatkowa minuta to przecież kawał czasu, które można wykorzystać na próby przeciągnięcia innych kongresmenów na swoją stronę i wymuszenia na nich zmiany zdania.
Maszyna, która drastycznie przyspieszała proces liczenia głosów nie była nikomu na rękę i pierwszy patent Edisona z miejsca skazany był na niepowodzenie.


Elektryczne pióro

Także i ten wynalazek, mimo że był genialny w swojej prostocie, nie odniósł sukcesu. Pod koniec XIX wieku, kiedy to gwałtownie rozwijały się branże związane z nowymi, wielkimi wynalazkami (np. transportem kolejowym), równocześnie zwiększyło się zapotrzebowanie na posady administracyjne i biurowe. Edison zauważył, że tego typu pracownicy tracą czas na żmudne przepisywanie kopii tych samych dokumentów. Postanowił więc stworzyć urządzenie, które problem ten rozwiąże. Nie, młody wynalazca nie zbudował pierwszej drukarki, ale… zasilane elektrycznością pióro.


Ten nowoczesny przyrząd piśmienniczy zamiast nasączonej atramentem stalówki posiadał igłę, która dynamicznie ruszała się w górę i w dół. Operując taka maszynką po woskowym papierze stworzyć można było szablon. Później wystarczyło tylko przejechać po nim wałeczkiem nasączonym atramentem i voilà! Kopia dokumentu gotowa!


Thomas rozpoczął produkcję elektrycznych piór w 1875 roku. Można było je nabyć za 30 dolarów. Szybko jednak okazało się, że wynalazek wcale nie jest taki udany. Przede wszystkim pióro było pieruńsko ciężkie, przez co szybko męczyła się ręka piszącego. Ponadto duży problem stanowiły gabaryty baterii. Dziś pewnie byłaby ona nie większa niż płatek gumy do żucia, jednakże 140 lat temu aby zasilić takie urządzenie trzeba było je podpiąć do okazałego słoika wypełnionego specjalnym chemicznym roztworem. Nie było to zbyt wygodne rozwiązanie. Jakby tego było mało, Edisonowe pióro pracowało tak głośno, że osobę piszącą szybko szlag trafiał.


Wprawdzie wynalazca nieco usprawnił swoje dzieło, jednak wkrótce porzucił ten projekt i skupił się na swoim nowym pomyśle – telefonie wykorzystującym mikrofon węglowy, dzięki któremu możliwe było zachowanie doskonałej jakości dźwięku podczas połączeń na dużych dystansach. Interesujące jednak jest to, że elektryczne pióro dało początek dwóm innym wynalazkom. Albert B. Dick, który kupił jedną z takich maszynek, zbudował, wzorując się na dziele Edisona, tzw. mimeograf – urządzenie do wykonywania szablonów (dość zbliżone do techniki współczesnego sitodruku). Ustrojstwo to szybko trafiło do szkół, biur oraz kościołów. Drugim urządzeniem, które prawdopodobnie wzorowane było na elektrycznym piórze, jest… maszynka do robienia tatuaży.

„Gadająca” lalka

A oto i kolejny wynalazek, który miał ambicje wyprzedzić swój czas, ale z powodu technologicznych ograniczeń skazany został na klęskę. Okazuje się bowiem, że Thomas Edison grubo ponad sto lat temu stworzył zabawkę na miarę XXI wieku! Mowa tu o mówiącej lalce. Żeby jednak przedstawić wam ten rarytas, cofnąć się musimy jeszcze parę lat wstecz, do roku 1877. To wówczas wynalazca zbudował fonograf – będący jedną z pierwszych metod odtwarzania dźwięku. Na małym stalowym walcu nawinięta była cynowa folia z wyżłobionym rowkiem, po którym przesuwał się rylec z diamentowym czubkiem. Dźwięk wydobywał się za pośrednictwem okazałej metalowej tuby. Z czasem cylindry wykonywano z wosku. Oczywiście odtwarzanie nagrania było czysto manualne. Urządzenie miało korbkę, która trzeba było kręcić.


Wyobraźcie sobie teraz lalkę, w której bebechach tkwi taki właśnie mały fonograf. Edison chciał, aby z jego wynalazku radochę miały też dzieci – to zrozumiałe. Nie wziął jednak pod uwagę tego, że wspomnianą korbką kręcić trzeba z odpowiednią prędkością. Tylko wówczas dźwięk wydobywający się z zabawki mógłby brzmieć w miarę naturalnie. A nawet jeśli już brzdąc opanował technikę odpowiedniego używania maszynki wewnątrz lalki, to nie zapominajmy o tym, że jakość nagrania była w dalszym ciągu fatalna… A brzmiało to tak:

https://www.youtube.com/watch?v=p3yygc0UxHU

Sam Edison stwierdził: „Głosy małych potworów były wyjątkowo przykre do słuchania.” Koniec końców delikatny fonograf i tak szybko się psuł, więc sikające ze strachu po nocach dzieci mogły już spać spokojnie.


Lalki były dość drogie – ich ceny wahały się od 10 do nawet 25 dolców sztukę (co dzisiaj by było równowartością 240-600 dolarów). Z 2500 wypuszczonych na rynek zabawek nabywców znalazło zaledwie 500. Duża część towarów została później i tak zwrócona z powodu usterek. Dziś jeden egzemplarz Edisonowej porażki wart jest grubo ponad 15 tysięcy dolarów. A i tak z cudem graniczy znalezienie zabawki z oryginalnym fonografem. To dlatego, że po rynkowym fiasku większość z lalek wyprzedawana była za małe pieniądze bez feralnego urządzenia w środku.

Edison Home Service Club

Jeszcze innym nieudanym projektem Edisona, który spokojnie można by nazwać wynalazkiem wprowadzonym na rynek zdecydowanie za wcześnie, był Edison Home Service Club. I znów musimy się troszkę cofnąć w czasie, żeby ten biznes nieco szerzej przedstawić. Jak już wiecie, w latach 70. XIX wieku Edison stworzył fonograf. Samo urządzenie, po wielu udoskonaleniach, działało całkiem stabilnie, było dość tanie i szybko znalazło wielu nabywców.


Wynalazca idąc za ciosem otworzył jedną z pierwszych wytwórni muzycznych na świecie – Edison Records. Nagrania wydawane były oczywiście na woskowych, a później celuloidowych cylindrach z zapisem odtwarzanym za pomocą fonografów.*
Wynalazca wierzył, że na swoim pomyśle może zbudować potężny biznes z wieloma różnymi „odnogami”. Jedną z nich był Edison Home Service Club. Uwierzcie lub nie, ale była to taka bardzo wczesna wersja Netflixa. Członkowie tego „klubu” raz na miesiąc dostawali paczkę z cylindrem, na którym zapisane były próbki 20 różnych kompozycji. Po dwóch dniach wybierali sobie te, które najbardziej się im podobały, a sam nośnik wysyłali do kolejnego z subskrybentów.


Pomysł był całkiem znośny, problem jednak był z wykonaniem – firmy nie stać było na rozkręcenie wielkiego biznesu, który swoim zasięgiem objąłby całe Stany Zjednoczone. Jedyną możliwością zmiany tej sytuacji byłoby drastyczne obniżenie ceny samych cylindrów i zwrócenie się w stronę masowej ich produkcji. To, co dziś jest podstawą każdego globalnego interesu, w tamtych czasach nie było jeszcze zbyt popularne i sam Edison nie wierzył w powodzenie takiego rozwiązania. W efekcie „klub” nie przynosił wystarczających zysków, aby dalej finansować jego działalność.

* Różnica pomiędzy woskowym a celuloidowym nośnikiem dotyczyła głównie długości zapisu nagrania. Na woskowym wałku mieściły się zaledwie 2 minuty dźwięku, tymczasem celuloid pozwalał na zapis aż 4 minut!

Domy z betonu

Żeromski rozpisywał się o „szklanych domach”, tymczasem Edison w życie wprowadził domy z betonu. Nic odkrywczego – pomyślicie, o mieszkańcy betonowych osiedli. Różnica polega jednak na tym, że wynalazca nie poprzestał jedynie na budynkach z tego materiału. W oddanych do użytku domach znajdowały się tez bowiem betonowe meble, a nawet… pianina. Edison święcie wierzył, że jego pomysł będzie doskonałym lekarstwem na mieszkaniowy kryzys, który dosięgnął Stany Zjednoczone na początku XX wieku. Betonowe budownictwo z betonowym wyposażeniem nie pochłaniało fortuny i na zakup takiej namiastki luksusu stać by było każdego przedstawiciela klasy średniej.


Ostatecznie zbudowano 11 takich domów. Każdy z nich kosztował wówczas 1200 dolarów. I trzeba przyznać, że rzeczywiście cena ta była śmiesznie niska, bo stanowiła zaledwie 1/3 ceny normalnego domu. To musiało się udać!


A jednak nie udało się. Żaden z betonowych budynków nie został zakupiony. Wielu biografów Edisona uważa, że był to pomysł zbyt śmiały jak na tamte czasy. Mieszkanie w betonowym więzieniu wydawało się prawdziwym szaleństwem i dopiero wiele dekad później materiał ten był wykorzystywany jako jeden z podstawowych surowców w budownictwie. Potencjalnych nabywców nie przekonał nawet fakt, że wykonane z lekkiego jak drewno pianobetonu meble wyrzeźbiono i pomalowano w miarę precyzyjnie.
Mówiąc o meblach z betonu, wspomnę jeszcze o samym pianinie. Otóż jedynie za zewnętrzny budulec posłużył ten materiał. Cała reszta wykonana była klasycznie – z drewna. Szalony pomysł? Jak się okazuje – niekoniecznie.


Twórczyni tego instrumentu – Judy Wearing – obudowała własne pianino warstwą betonu. Ze zdumieniem odkryła, że jakość dźwięku uległa znacznej poprawie i według niej był on nieporównywalnie czystszy niż wcześniej. Do dziś jednak nie produkuje się masowo betonowych instrumentów. Być może Edison faktycznie trochę się zagalopował…

Źródła: 1, 2, 3, 4
3

Oglądany: 183136x | Komentarzy: 37 | Okejek: 396 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało