Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najdziwniejsze albumy muzyczne, jakie kiedykolwiek wydano

80 807  
155   44  
Ach, ci artyści. Im wszystko wolno. Nawet wydać miliony dolców na nagranie wybitnego gówna misternie upchniętego w atrakcyjne opakowanie. O gustach się jednak nie rozmawia, co najwyżej możemy troszkę tylko je obśmiać.

Oto kilka najbardziej niedorzecznych albumów, jakie kiedykolwiek pokazały się na rynku. Wiele z tych płyt to dziś absolutne rarytasy.

Najdziwniejszy album nagrany po śmierci muzyka: „Elvis Presley Seance” (1979)

Elvis Presley – król rock'n'rolla, symbol seksu i posiadacz garderoby pełnej wyjątkowo szkaradnych wdzianek scenicznych w 1977 znaleziony został martwy na sedesie w swojej posiadłości w Memphis. Mimo że przez lata uważano, że Król skonał na zawał serca, to parę dekad po śmierci Elvisa jego osobisty lekarz podał do publicznej wiadomości, co tak naprawdę Presleya zabiło. Otóż autor „Love me tender” zmarł w wyniku komplikacji związanych z niewydolnością jelit, które to objawiały się potężnymi zatwardzeniami.


Mimo że Król był już całkiem martwy, to wcale nie przeszkadzało mu nagrać płyty już po swojej śmierci. „Elvis Presley Seance” to okultystyczny album, nagrany przez kobietę podającą się za medium, która to w towarzystwie grupki osób zamknęła się w pewnym londyńskim kościele, aby wywołać Elvisowego ducha… Podobno Król przemówił z zaświatów, aczkolwiek potwierdzić tego nie możemy, bo nikt z nas tego winylu w swoje ręce nie dostał. To podobno prawdziwy biały kruk.


Album nagrany przez najdziwniejszego wokalistę: „Mr. Methane.com” (2000)

Metan to związek chemiczny wchodzący w skład, delikatnie mówiąc, gazów jelitowych. Z jakiegoś powodu pierdzenie od zarania dziejów wiązane jest z szeroko pojętą rozrywką.
Jedną jednak rzeczą jest niekontrolowany bąk, a inną bezbłędne wypierdywanie słynnych symfonii. W historii pojawiło się już kilku flatulistów, czyli osób, które osiągnęły mistrzostwo w wydawaniu czystych dźwięków za pomocą własnego odbytu. Najbardziej znanym „muzykiem” tego typu był Joseph Pujol, zwany także „Pierdzielem”. W pierwszej połowie ubiegłego wieku zrobił on zawrotną karierę na deskach Moulin Rouge, gdzie oprócz popisowych skocznych melodii zagranych za pomocą własnego tyłka potrafił też zdmuchnąć świeczkę z odległości kilku ładnych metrów.



Mr. Methane to naśladowca słynnego francuskiego flatulisty. Jak sam artysta mówi – album, który nagrał jest zbiorem „kontrolowanych dźwięków analnych”, a kompozycje, które wyśpiewuje odbytem to najczęściej klasyki - od uwertury Beethovena, aż po słynną folkową pieśń „Greensleves”.


Najbardziej niedorzeczna płyta nagrana przez sportowca: „Ali and His Gang vs Mr Tooth Decay” (1976)

O czym może śpiewać legendarny mistrz wagi ciężkiej? Ano o konieczności dbania o zęby! Album ten nagrany został z myślą o dzieciakach, a jego celem było promowanie nawyku porządnego szczotkowania kłów i zwracania szczególnej uwagi na higienę jamy ustnej. W walce z próchnicą Muhammada Alego wspomogli artyści pokroju samego Franka Sinatry.
Najwyraźniej wydawnictwo to nie odniosło sukcesu, bo zrezygnowano z nagrania kolejnej części, w której bokser miał się zmierzyć z plagą otyłości…


Najkrótszy album w historii: Earache „World's shortest album” (2012)

Jak sam tytuł już wskazuje, mamy tu do czynienia z najkrótszym albumem, jaki kiedykolwiek został nagrany. Ideą wyspecjalizowanego w ekstremalnych odmianach rocka wydawnictwa Earache Records było stworzenie „najszybszej, najkrótszej i najgłośniejszej płyty w historii”. Udało się – mamy tu dokładnie 13 do bólu bezkompromisowych kompozycji utrzymanych w klimacie true-satanic-samozło-metalu.




Nie ma tu miejsca na lanie wody ani zbędne przerywniki czy dłużyzny. To pewnie dlatego cała płyta trwa dokładnie 87 sekund! Na albumie usłyszymy takich weteranów brutalnego łojenia jak Napalm Death, Anal Cunt czy Morbid Angel.
A teraz rozsiądźcie się wygodnie, podkręćcie głośność na ful i delektujcie się tym cudem:

https://www.youtube.com/watch?v=F8vDIJYWliI

Najcichszy album, jaki kiedykolwiek nagrano: Jonty Semper „The One Minute Silence From The Funeral of Diana, Princess of Wales” (2001)

A ta płyta spokojnie mogłaby powalczyć z wyżej wspomnianym wydawnictwem o tytuł najkrótszego albumu w historii muzyki. Problem w tym, że kupując „Minutę Ciszy z Pogrzebu Diany, Księżnej Walii” dostajemy dokładnie to, co sugeruje tytuł, czyli nic. To tak jakby kupować powietrze w plastikowej torbie. W podobnych przypadkach na dnie znajdziemy chociaż jednego, złamanego chipsa, a tu mamy po prostu pustkę. I to podniesioną do rangi sztuki. Co ciekawe – znalazło się kilku nabywców tego dzieła.


Najdoskonalszy przykład freestyle'u: Janek Schaefer „Recorded Delivery" (1995)

Ta płyta jest tak bardzo freestyle'owa, że nawet sami artyści nie wiedzieli, że są nagrywani. Pełen spontan! Pochodzący z Londynu pół-Polak Janek Schaefer umieścił wewnątrz pocztowej paczki aktywowany głosem dyktafon i wysłał go w podróż po Wielkiej Brytanii. Na albumie będącym dokumentacją tego projektu znajdziemy takie dźwięki jak trzaski zamykanych drzwi, radosne pogwizdywanie listonosza, parę stuknięć, garść pochrząkiwań oraz rozmowę znudzonych pracowników poczty na temat swoich wyczynów seksualnych. Ciekawi jesteśmy, czy ten artysta zagrał kiedyś koncert…


Najdłużej nagrywany album w historii rocka: G N' R „Chinese Democracy” (2008)

Legendarna już „Chińska Demokracja" to taki „Duke Nukem Forever” muzyki - oczekiwanie na wydanie tego dzieła trwało wieczność, a kiedy już dostaliśmy je w swoje łapy, to szybko okazało się, że mamy do czynienia produkcją o jakości krowiego placka.

Axl Rose zapowiadał ten album przez 14 lat, a koszty produkcji płyty przekroczyły 13 milionów dolarów. Właściwie to samemu wokaliście obiecano milion dolców za ukończenie pracy w terminie. Rose oczywiście spóźnił się, i to o całą dekadę! A kasa leciała – tylko wynajęcie studia pożerało 50 tysięcy dolców miesięcznie! Do tego doszły rachunki za wypożyczony sprzęt, pensja dla muzyków, załogi techników, nagłośnieniowców…

Axl tymczasem zjawiał się w studiu tak rzadko, że część pracującej z nim ekipy zakasła rękawy i stworzyła nowy muzyczny projekt – a Perfect Circle. Ostatecznie płytę G N' R wydano w 2008 roku. Kiedy ta z miejsca została zjechana przez krytyków, Axl się nadął i zrzucił winę na wydawcę, który jego zdaniem nie zadbał o należyte wypromowanie płyty… Cóż z tego, że o „Chińskiej Demokracji” nieprzerwanie trąbiło się od 14 lat?

W jednym tylko kraju fani Axlowego zawodzenia nie doczekali się płyty. Obrażona tytułem albumu Chińska Partia Komunistyczna zakazała jego dystrybucji na terenie całego kraju.

Źródła: 1, 2, 3
9

Oglądany: 80807x | Komentarzy: 44 | Okejek: 155 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało