Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Bliskie spotkania z człowiekiem sowieckim

124 017  
514   170  
Paskudeusz pisze: 17 września 1939 roku armia sowiecka zaatakowała Polskę. Nikt nie wiedział o tajnym porozumieniu z III Rzeszą, które ustanawiało granice czwartego rozbioru naszego kraju. W momencie ataku, za linią Narwi armia polska przegrupowała się już i gotowała do kontruderzenia. Niemcom – nieprzygotowanym na tak długi opór – powoli kończyła się amunicja. Sowieckie natarcie uratowało Blitzkrieg.


Sowieccy żołnierze, których – jak opowiadała moja nieboszczka prababcia – najpierw było czuć, a potem dopiero widać, od małego karmieni propagandą komunistów, przekonani byli, że wchodzą do kraju zrujnowanego przez kapitalistyczny wyzysk. Wszak całą kulturę i cywilizację zawdzięczają Leninowi i Stalinowi – jeśli oni żyją w raju, to za granicą musi być źle. Na to, co widzieli i z czym się spotykali – reagowali różnie. Najczęściej niedowierzaniem, obawą i – ponieważ zabito w nich zdolność samodzielnego myślenia – wymyślaniem niestworzonych rzeczy, gdy próbowali wytłumaczyć sobie sytuację, w jakiej się znaleźli. Wszystkie opisane niżej sytuacje (z prawdopodobnym wyjątkiem ostatniej anegdoty) są całkowicie autentyczne...

Woszebijki

Znakomicie zilustrował to Sergiusz Piasecki w swoich „Zapiskach oficera Armii Czerwonej”. Choć książka jest fikcją literacką, to poniższy fragment oparty jest na sytuacji prawdziwej (niejednej zresztą – jeżeli wierzyć opowieściom tych, którzy bohaterski pochód proletariatu pamiętają).

„– Panie lejtnancie, czy podoba się wam nasze Wilno?
Zgrzytnąłem ja zębami. Kpi, cholera, ze mnie, czerwonego oficera i uczciwego bolszewika. Drugi raz już mnie «panem» nazwała. Ale zacisnąłem ja pod stołem pięści i staram się wytrzymać.
– Po pierwsze – powiadam – nie Wilno, lecz Vilnius. Ot co. Po drugie: nie wasze, ale nasze. Po trzecie: nie podoba mi się wcale, bo żadnej kultury nie ma. Nawet na dworcu w o s z e b i j k i nie zauważyłem. Cóż to za życie! Cóż to za higiena! Cóż to za kultura!”


„Woszebijki” – to oczywiście przyrządy do zabijania wszy, znajdujące się na dworcach i w urzędach całej sowieckiej Rosji… O ile Piasecki pisał satyrę na podstawie swoich kontaktów z oficerami Armii Czerwonej, o tyle hrabina Karolina Lanckorońska w swoich „Wspomnieniach wojennych” opisała autentyczne wydarzenia i swój pierwszy kontakt z tym dziwnym gatunkiem człowieka...

Detal z najsłynniejszego zdjęcia wojennego Berlina. Sowieccy propagandyści wyretuszowali później to zdjęcie, odbierając nieszczęsnemu gierojowi c z a s y, można więc spotkać dwie jego wersje: z i bez zegarków.

A szto eta za diw?

„Sami bolszewicy bynajmniej nie wyglądali ani na radosnych, ani na dumnych zwycięzców. Widzieliśmy ludzi źle umundurowanych, o wyglądzie ziemistym, wyraźnie zaniepokojonych, prawie wystraszonych. Byli jakby ostrożni i ogromnie zdziwieni. Stawali długo przed wystawami, w których widniały resztki towarów. Dopiero po paru dniach zaczęli wchodzić do sklepów. Tam bywali nawet bardzo ożywieni. W mojej obecności oficer kupował grzechotkę. Przykładał ją do ucha towarzyszowi, a gdy grzechotała, podskakiwali obaj wśród okrzyków radości. Wreszcie ją nabyli i wyszli uszczęśliwieni. Osłupiały właściciel sklepu po chwili milczenia zwrócił się do mnie i zapytał bezradnie: «Jakże to będzie, proszę pani? Przecież to są oficerowie»”.

Żony tychże oficerów nie pozostawały za nimi w tyle. Hrabina Lanckorońska opisywała sytuację, kiedy na sklepowej wystawie zobaczyły cudownej miękkości wieczorowe suknie – w miłych dla oka kolorach i przyjemnej prostocie wykonania. Tanie. Pewnie dlatego, że kapitalista wyzyskiwał proletariat. Kupiły więc – każda po jednej, po czym postanowiły od razu się w nich pokazać. Wieczorem Lwów zdumiał się, widząc w działającej jeszcze wówczas operze oficerów, a przy nich ich żony… w nocnych koszulach.

Plakat propagandowy: "Nasza armia to armia, która wyzwala ludzi pracy - J. Stalin"

Sabotażystka

Ciekawą postacią – jakby żywcem wyjętą z kart książki Piaseckiego – był niejaki Pawłyszeńko, oficer dokwaterowany Lanckorońskiej. Oprócz minusów oczywistych, sytuacja przyniosła ze sobą przeżycia zgoła zaskakujące:
„Pawłyszeńko starał się niszczyć wszystko, z czym nie umiał się obchodzić; wyrzucił z kuchni wszystkie bardziej skomplikowane urządzenia. Szczególnie groźną postawę zajął wobec instalacji wodociągowych. Już Andzia [służąca i wychowanica hrabiny – J.K.] mnie uprzedziła, że «coś jest źle, bo on daje nura do klozetu». Na drugi dzień latał już za nią z rewolwerem, oskarżając o sabotaż. Za jej to sprawą bowiem woda po pociągnięciu za łańcuch nie spływa bez przerwy, tak że on nigdy nie może nadążyć z umyciem głowy”.

Zaraz po pierwszej spędzonej w domu hrabiny nocy, Pawłyszeńko „wpadł do mieszkania i z ogromnym wrzaskiem zażądał od Andzi moich złotych mebli, które przed nim ukryłam. Tłumaczył jej, że on wie dobrze, że taka «pomieszczyca» przed wojną miała meble szczerozłote. On nie taki durny, żeby uwierzyć, że mieszkała w tych paskudnych gratach (miałam stare włoskie meble niepoliturowane), które teraz pokazuję”.


Sowiecki James Bond: Wsiewołod Władimirowicz Władimirow alias Isajew. Bardziej znany jako Max Otto von Stirlitz.

Mecenas sztuki

Z racji swojego pochodzenia, gdy tylko skończył się okres okupacji wojskowej, a zaczęły rządy NKWD, Karolina Lanckorońska nachodzona była przez komisarzy dzień w dzień, bez względu na porę dnia. Dzięki pracy na uniwersytecie była nietykalna, co strasznie ich złościło. Na pytania, co robiła przed wojną – odpowiadała, że to samo, tylko miała spokój i nie przeszkadzano jej pisać wykładów… „«A że wy grafini». – «U was to nie wiem, ale w Polsce to nie». – «Jako w Polsze niet?» – «Konstytucja nie uznawała tytułów». Gdy padało święte słowo «konstytucja», baranieli. Pokazywałam wówczas moje dokumenty i legitymacje, oczywiście bez tytułu dziedzicznego. – «Prawilno że nema! Ałe wasz bat’ko, kto był?» – «Mój ojciec był mecenasem sztuki». Na takie dictum moich interlokutorów brała rozpacz. «Chodyte na NKWD». Poszłam. Tam się scena powtarzała. Mecenas sztuki bardzo się przydawał, nikt nie wiedział, co to za zwierz”.

Polska marmelada

Znamienne są też wspomnienia pewnej gospodyni domowej z Grodna. Była świadkiem sytuacji, kiedy chłop kupował w sklepie smar do wozu. „Po jego wyjściu dwóch bolszewików zażądało tego, co brał chłop, dwa kilogramy. Wyszli ze sklepu i nie zważając na to, że to ulica zaczęli palcami próbować smaru. Ponabierali po ile im wlazło tego smarowidła na palec i dalej z palca do ust. Tak próbowali po trzy razy, aż potem mówi jeden do drugiego, że polska marmelada niesmaczna i całą paczkę ze złością rzucili na chodnik”.

Kresowiacy – ludzie na ogół serdeczni i weseli – na takie ekscesy reagować mogli tylko humorem, który pozwolił im przetrwać ciężkie lata wojny i dwóch okupacji. Bliskie spotkania trzeciego stopnia z gatunkiem homo sovieticus nauczyły ich także, że spodziewać można się absolutnie wszystkiego. Nic więc dziwnego, że we Lwowie opowiadano sobie jako pewnik następującą anegdotę:

Student jadąc tramwajem, wyskoczył z niego między przystankami. Trafem – wpadł prosto na stojącego na chodniku milicjanta. Ten go oczywiście zatrzymał i wypytuje:
- Kto wy?
- Studient.
- A kakowo fakultieta?
- Elektricieskowo.
- Familia?
I tu student postanowił sobie zakpić i z kamienną twarzą mówi:
- Pienis.
Stróż prawa zapisał sobie w kapowniku: „Pienis”. Puścił studenta, ale poszedł prosto na uczelnię i pyta prosto z mostu dziekana Wydziału Elektrycznego:
- Pienis u was jest?
Dziekan poczerwieniał, ale mówi:
- Nu, konieszno jest, paczemu spraszywajetie? Eto prywatnaja.
Na to milicjant przerywa:
- Nie prywatnaja! Wy dołżni za niego dieńgi płatit!
Dziekan zbladł i gorączkowo pyta dlaczego – przecież on zna przepisy i nigdzie nie ma takiego obowiązku…
- Paczemu? Patamu, szto on wam iz tramwaja wyprigiwajut!

------------------------------
Tekst mojego autorstwa, pierwotnie opublikowany na portalu Polska The Best. Dokonałem tylko nieznacznej korekty i dodałem obrazki.



Przygotujcie anusy!
Będziemy was wyzwalać!

Oglądany: 124017x | Komentarzy: 170 | Okejek: 514 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.11

14.11

13.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało