Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Wymarzone podróże, które nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością

167 768  
629   142  
Na tę podróż zbierasz kasę już od lat. To będzie przygoda twego życia. Wreszcie odwiedzisz miejsca, które dotąd znałeś tylko z publikowanych na łamach National Geographic zdjęć. Podczas gdy koledzy z pracy rozpaczliwie skomleć będą z zazdrości, ty - samotny wędrowiec, żądny adrenaliny awanturnik, poszukiwacz pradawnych artefaktów, publikować będziesz na fejsuniu kolejne zdjęcia dokumentujące twoją szaloną eskapadę.

Prawda będzie jednak nieco inna i niestety srogo się zawiedziesz…


Wejść na szczyt wieży Eiffla

Jak to sobie wyobrażasz: Delikatny promyk słońca przesmyknąwszy się przez szparę w zasłonach twego pokoju hotelowego zbudzi cię i wprawi cię w dobry nastrój. Z ukontentowaniem spojrzysz na monumentalną wieżę Eiffla widoczną przez okno. Ahoj, przygodo!


Po drodze wstąpisz do uroczej kawiarenki, gdzie prześliczna paryska kelnerka poda ci wyśmienitego croissanta („Bonżur madmłazel”). Parę chwil później będziesz już u stóp swego celu. Tam spotkasz swoją ukochaną. Wspólnie śmiać się będziecie do rozpuku patrząc na popis ulicznego mima odzianego w charakterystyczny golfik w biało-czarne paski. Jadąc windą na szczyt wieży Eiffla wspominać będziecie wczorajszą wizytę w Moulin Rouge. Będąc na samej górze namiętnie pocałujecie się, a pod wami rozpościerać się będzie panorama miasta artystów.

Jak będzie naprawdę: Obudzi cię karaluch, co to urządził sobie śniadanie na twojej twarzy. Ubierając się w biegu, czym prędzej opuścisz wieloosobowy pokój obskurnego hostelu i popędzisz do najbliższej stacji metra… gdzie się zgubisz i kilkukrotnie wsiądziesz nie do tego pociągu co trzeba. Piękna paryżanka, którą zapytasz o drogę, skrzywi się z pogardą, gdy z twych ust usłyszy mowę Szekspira. Podobnie uczyni tuzin innych tubylców. Niektórzy płynną angielszczyzną wyjaśnią ci nawet, że nie mówią, nie rozumieją i nawet nie domyślają się, co ty do nich rzeczesz.


W końcu, koło południa, przedzierając się przez tabun turystów znajdziesz się u stóp wieży Eiffla. Kolejnych pięć godzin spędzisz w długiej niczym lista francuskich win kolejce osób chcących wejść na szczyt. Dasz sobie spokój kiedy zacznie zapadać zmierzch. Cykniesz sobie rozmazaną samojebkę na dole i pójdziesz do najbliższej knajpy delektować się aktualnym specjałem francuskiej kuchni – kebabem.


Zdobycie Mount Everestu

Jak to sobie wyobrażasz: Lata treningów, kursów alpinistycznych i mozolnego kompletowania sprzętu wspinaczkowego wreszcie na coś się przyda. W jednym z tybetańskich klasztorów, spotkasz godnego zaufania przedstawiciela ludu Szerpów. Krzepki, acz niemłody już, mężczyzna zaprosi cię pod strzechę swojego domostwa, gdzie nakarmi cię mięsem świeżo ubitej kozy. Okaże się, że nieznajomy zna góry jak własną kieszeń i za cenę twego uśmiechu pomoże ci zdobyć upragniony szczyt. Nie tylko zaopatrzy cię w prowiant na drogę, ale i objuczy swoje jaki w najbardziej niezbędne rzeczy i przygotuje ci obozowisko u samego podnóża Mount Everestu. Wspinaczka będzie ciężka, ale wrócisz cały i zdrowy!


Jak będzie naprawdę: Zabuliwszy 65 tysięcy dolców dołączysz do grupy 250 tobie podobnych marzycieli, co to ze zorganizowaną wycieczką ruszą na szczyt. Brak ci doświadczenia i ze wspinaczką masz tyle wspólnego co Mariusz Pudzianowski z grą na banjo? Spoko. 90% osób zdobywających Mount Everest to szalenie bogaci członkowie takich właśnie wypraw. Jeśli zasięgniesz języka, szybko okaże się, że większość z nich to także wyśmienici myśliwi, co to parę razy w roku rekreacyjnie strzelają sobie do żyraf w Kongo.


Zrobić sobie zdjęcie na pasach w Abbey Road

Jak to sobie wyobrażasz: Na początek wpadniesz do jednej ze słynnych londyńskich mordowni. Tam strzelisz sobie dla animuszu kilka piwek w towarzystwie posługujących się gwarą cockney miejscowych kibiców o mordach, przy których facjata Vinnie'ego Jonesa przypomina nieskalane kastetem oblicze Scarlett Johansson. Zakapiory nie tylko nie spuszczą ci soczystego wpier#olu, ale i życzliwie poinformują cię jak dotrzeć do przejścia dla pieszych na ulicy Abbey Road, To tam 8 sierpnia 1969 roku wykonano zdjęcie z okładki albumu Beatlesów. Na miejsce dotrzesz z buta w pięć minut, a zatrzymany przez ciebie uroczy londyńczyk cyknie ci fotkę, jak dostojnie kroczysz słynnymi pasami.


Jak będzie naprawdę: Do jasnej k#rwy! Czemu nikt mi nie powiedział, że Londyn to tak wielkie miasto!? Po kilku godzinach marszu nogi zatopią ci się głęboko w dupsku, a pęcherze na stopach popękają uświniając twoje skarpetki z logiem Arsenalu ciepłym płynem fizjologicznym.
Im bliżej słynnego przejścia dla pieszych będziesz, tym wyraźniej słyszeć będziesz dźwięk klaksonów i wyszukanych przekleństw ciskanych przez Londyńczyków. Co zastaniesz na miejscu? Tłum turystów przebiegających przez ulicę w tę i nazad oraz gromadę „fotografów” usiłujących nad tym chaosem zapanować. Postoisz sobie dłuższą chwilę, aż w końcu zrezygnowany dasz sobie spokój licząc na to, że jutro będzie tam trochę mniej ludzi.


Przepłynąć się gondolą po weneckich kanałach

Jak to sobie wyobrażasz: Wraz z wybranką swojego serca zasiądziesz w wygodnej gondoli. Przez najbliższe godziny delektować się będziecie ciszą przerywaną jedynie anielskim serenadami wyśpiewywanymi anielskim głosem przez uroczego gondoliera.


Jak będzie naprawdę: Wraz z wybranką swego serca zasiądziesz w wygodnej gondoli. Przez najbliższe godziny delektować się będziecie pomstowaniem innych, romantycznych turystów, którzy podobnie jak wy utknęli w gondolowym korku. Ponadto wioślarz nie wyda ze swego aparatu gębowego jednej nawet nutki. Jak bardzo ci zależy to sam sobie śpiewaj „O sole mio”, nudziarzu jeden.


Podróż do Machu Picchu

Jak to sobie wyobrażasz: Po tygodniu przeczesywania gęsto porastającej andyjskie zbocza dżungli, twoja maczeta będzie już mocno wysłużona od karczowania drogi oraz ścinania łbów krwiożerczym, dzikim lamom. Kiedy już zaczniesz tracić nadzieję na osiągnięcie swego celu, przypadkiem spotkasz starego szamana, co to popijając wizjonerski napar z meskalinowego kaktusa, przedstawi ci się jako ostatni potomek ostatniego władcy inkaskiego imperium – Atahualpy. Staruszek spojrzy ci głęboko w oczy i stwierdzi, żeś jest wybrańcem godnym zobaczenia zaginionego, legendarnego miasta. Zaprowadzi cię do samego Machu Picchu, gdzie w ciszy i spokoju zobaczysz majestatyczny wschód słońca i ostatecznie poznasz sens życia. O, wielki Inti! Dziękuję za ten cud!- rykniesz szczęśliwy, a echo jeszcze przez długie minuty będzie niosło twój głos po kotlinach, kanionach i skalnych przesmykach…


Jak będzie naprawdę: Wsiądziesz w pociąg, zapłacisz 60 dolców. Następnie przesiądziesz się do małego busa, który za równie horrendalną cenę zataszczy cię do Machu Picchu. Tam, zamiast ruin zobaczysz budkę i pana, który zedrze z ciebie kolejne 60 dolców. Gdybyś był obywatelem Peru zapłaciłbyś połowę mniej, ale cóż począć? Przecież jesteś turystą z Pierwszego Świata – musisz być bogaty!
Oskubany z ostatniego grosza dotrzesz do swych wymarzonych ruin. Widok, owszem – byłby nieziemski, gdyby nie tłum podobnych tobie podróżnych, którzy z braku miejsca, niczym muchy, obsiedli każdy, najmniejszy kamień inkaskiego dziedzictwa... Kiedy już pomyślisz, że gorzej być nie może, z wiszącej nad andyjskim pejzażem chmurki lunie taki deszcz, że zaczniesz krztusić się wodą, a twój sweterek z futra alpaki, co to go kupiłeś za 200 dolców od grubej Indianki, zaśmierdzi niczym mokry pies. Desperacko szukając schronienia, nawet nie poczujesz, jak ktoś ci zajuma portfel, komórkę, dokumenty, nerkę oraz plomby z zębów.


Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 167768x | Komentarzy: 142 | Okejek: 629 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.09

21.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało