Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

"A nie mówiłem?" - 5 ostrzeżeń, które mogły zapobiec tragediom

170 863  
578   95  
Niektórych tragedii przewidzieć się nie da. Mimo to historia zna przypadki, kiedy to ni z gruchy, ni z pietruchy jakiś człek bezbłędnie przepowie przyszłość i po fakcie tryumfalnie zada retoryczne pytanie: „A nie mówiłem?”. Co warte podkreślenia osoby, o których tu opowiemy wcale nie były żadnymi prorokami, wróżami czy też obdarzonymi boskim pierwiastkiem jasnowidzami. A mimo to przedstawili przyszłość celniej niż sam Nostradamus.

Billy Mitchell i atak na Pearl Harbor

William „Billy” Mitchell był amerykańskim generałem i jednym z ojców Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Człowiek ten miał prawdziwego fioła na punkcie samolotów i przyszłości lotnictwa. Notorycznie wchodził w poważne konflikty ze swoimi przełożonymi, otwarcie zarzucając im bezmyślne wydawanie fortuny na rozwój marynarki i wojsk lądowych przy jednoczesnym bagatelizowaniu sił powietrznych.


W 1925 roku Billy wydał książkę, w której opisał największą słabość armii USA. Stwierdził w niej, że wróg, na przykład Japonia, mogłaby bez większego problemu przeprowadzić atak na, dajmy na to, Hawaje. Na Pacyfiku – uważał generał – jest wystarczająco dużo wysp, aby zainstalować na nich bazy wojskowe, z których można by rozpocząć nalot.
Książka Mitchella sprzedała się bardzo słabo, a samemu autorowi zarzucono przesadny pesymizm. Szesnaście lat później, po tym jak Japonia zbombardowała amerykańską bazę położoną na jednej z hawajskich wysp, wszyscy sceptycy przypomnieli sobie ponurą przepowiednię Billy'ego.

Cyril Evans – człowiek, który mógł zapobiec tragedii Titanica

… gdyby tylko jego ostrzeżenie zostało wysłuchane. Cyril w roku 1912 pracował jako operator telegrafu na pokładzie SS Californian. 14 kwietnia tego roku kapitan Stanley Lord nakazał zatrzymać okręt, ponieważ na jego drodze pojawiły się góry lodowe, z którymi to bliższy kontakt mógł skończyć się tragicznie. Evans wysłał więc serię wiadomości do wszystkich jednostek znajdujących się w pobliżu.

Tymczasem w kabinie operatorów telegrafu znajdującej się na będącym całkiem niedaleko transatlantyku siedziało sobie dwóch luzaków – Jack Phillips i Harold Bride. Panowie zajęci byli wysyłaniem i odbieraniem prywatnych wiadomości do USA, dokąd Titanic zmierzał. W momencie kiedy Evans wysyłał swoje ostrzeżenie, Phillips miał na uszach słuchawki. Żeby tego było mało, ich głośność ustawiona została na maksimum. Jako że SS Californian znajdował się bardzo blisko, nadawany przez Cyrila przekaz był nie tylko doskonale słyszalny, ale i niemal rozsadził biednemu Jackowi łeb. Wkurzony kazał więc intruzowi iść w cholerę, co też Evans uczynił uznając, że wykonał swój obowiązek uprzedzenia „tych, co na morzu” o niebezpieczeństwie.
Titanic tymczasem dalej płynął sobie pełną prędkością wprost na spotkanie z podłym żydem Icebergiem.

Ferdinand Foch i II wojna światowa

To nie pokój, lecz zawieszenie broni na dwadzieścia lat." - rzekł francuski dowódca, weteran wojenny i późniejszy marszałek Polski. Taka była reakcja tego zaciekłego wroga Niemiec na postanowienia traktatu wersalskiego.


Wojskowy uważał, że jedynym sposobem na zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa jest okupacja terenów Nadrenii, a przez jakiś czas planował wspólnie z Polską zaatakować Niemcy i całkowicie wyeliminować je z mapy świata, tak by już nigdy więcej żadnemu z germańskich wariatów nie przyszło do głowy popisowo odpier#alać i mącić spokój Europejczyków.
„Ależ Ferdek, co ty za fochy strzelasz? Wyluzuj! Będzie dobrze.” - zaśmiali się serdecznie inni dowódcy, poklepując leciwego już generała po plecach. Dwie dekady później Niemcy znów popisowo odpier#oliły i zmąciły spokój tak bardzo, że do piachu trafiły 72 miliony ludzkich istnień.

Roger Boisjoly i katastrofa Challengera

Zmarły trzy lata temu Roger Boisjoly był inżynierem pracującym w latach 80. dla NASA, a konkretnie dla Morton-Thiokol, przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją napędów rakietowych. W 1985 roku, dokładnie rok przed startem Challengera, Boisjoly poinformował swoich przełożonych o pewnym mankamencie. Chodziło o uszczelki wykorzystywane w niektórych elementach dopalaczy rakiet. Roger uważał, że zbyt niska temperatura na zewnątrz sprawia, że guma staje się krucha i przestaje spełniać swoje zadanie. W efekcie płomienie mogłyby się dostać do znajdującego się w pobliżu zbiornika paliwa wodorowego i doprowadzić do spektakularnej eksplozji.


27 stycznia 1986 roku Challenger był już gotowy do swej misji. Tymczasem Boisjoly z przerażeniem wysłuchał prognoz pogody, które na następny dzień zapowiadał przymrozki. Przez całą noc, aż do wczesnych porannych godzin, Roger wraz z innymi inżynierami usiłował nie dopuścić do startu wahadłowca. Zarówno szefostwo NASA, jak i władze Morton-Thiokol odrzuciły argumenty wytaczane przez swych rozgorączkowanych pracowników. Challenger miał wystartować zgodnie z planem, nawet w sytuacji, kiedy na zewnątrz panować będzie niska temperatura.


Dokładnie minutę po starcie jedna z uszczelek nawaliła i w wyniku nieszczelności w prawym silniku wspomagającym doszło do potężnego wybuchu. Zginęli wszyscy pasażerowie Challengera. Boisjoly był tak bardzo pewny niepowodzenia misji, że odmówił oglądania startu wahadłowca.


Roger zeznawał potem w komisji badającej przyczyny tragedii i przez siedemnaście kolejnych lat dawał wykłady o etyce inżynierskiej. Był też wielkim krytykiem polityki NASA. W 2003 roku, kiedy po raz kolejny nie zadbano o bezpieczeństwo lotu kosmicznego (Columbia), co zaowocowało kolejną tragedią, Boisjoly publicznie stwierdził, że zarówno czołowi inżynierowie, jak i cała administracja NASA powinni zostać oskarżeni o morderstwo i umieszczeni w więzieniach.

John O'Neill – „Człowiek, który wiedział”

Nikt nie miał większej wiedzy na temat działalności Al-Kaidy niż John O'Neill. Jako agent FBI mężczyzna ten spędził całe lata 90. na zbieraniu wszystkich informacji dotyczących działań tej organizacji terrorystycznej. Wiedział zarówno o sponsorach z Jemenu i Arabii Saudyjskiej, jak i o szczegółach każdej akcji, wliczając w to atak z 1993 roku. Wtedy to eksplozja zaparkowanego w podziemnym garażu vana z 700-kilogramowym bagażem ładunków wybuchowych pozbawiła życia sześciu osób, a ponad tysiąc raniła.


O'Neill w swoich osądach mylił się bardzo rzadko. Przez długi czas usiłował przekonać wpływowych polityków do zwrócenia szczególnej uwagi na działania takich ludzi jak Osama Bin Laden. John twierdził wręcz, że Al-Kaida jest najniebezpieczniejszym wrogiem USA. Z jakiegoś jednak powodu, pomimo kolejnych trafnych prognoz, O'Neill został wyrzucony z FBI. W 2001 roku znalazł sobie nową pracę. Został… szefem ochrony World Trade Center.
To brzmi jak scenariusz jakiegoś amerykańskiego filmu akcji. Pewnie już się domyślacie, że John wcale nie przypadkiem wybrał to stanowisko. Otóż miał on pewne przypuszczenia – posiadał cały szereg informacji dotyczących działań grup terrorystycznych. Wiedział, że coś się szykuje.

W prywatnych rozmowach ze swoimi znajomymi na dzień przed atakiem O'Neill miał żartem powiedzieć, że w stylu Al-Kaidy byłoby dokończenie roboty w WTC.
11 września 2001 roku, w chwili uderzenia samolotu w swój cel, John przebywał w południowej wieży. Przeżył. Zdążył nawet zadzwonić do żony i powiedzieć jej, że sytuacja jest paskudna i że usiłuje się wydostać z budynku. Nigdy mu się to nie udało. Ostatni raz widziano go na 49 piętrze. Było to niedługo przed tym, jak wieża runęła.



Źródła: 1, 2, 3
8

Oglądany: 170863x | Komentarzy: 95 | Okejek: 578 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.10

25.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało