Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Skiosku - czyli weseli i niezwykli klienci jednego z polskich kiosków VI

87 529  
657   31  
Sambojka pisze: Starszy gość, na pewno po siedemdziesiątce, typ emerytowanego urzędnika, niedosłyszący, więc mówię do niego patrząc mu w oczy, nieco wolniej i wyraźniej. Zjawia się co jakiś czas po ten sam zestaw: papierosy, zapałki, gazeta. Tym razem zaskoczył mnie pytaniem:
- Czy pani może mi wymienić te papierosy?

- Na jakie?
- Na takie same, tylko z innym napisem, bo ten jest straszny.
"Palenie zabija" - głosi napis umieszczony tam przez Ministra Zdrowia, który jest utrzymywany między innymi z pieniędzy z akcyz. Szukam i nie znajduję, na wszystkich "Palenie zabija", Palenie zabija", "Palenie..." Obracam się i oznajmiam klientowi:
- Innego napisu nie znalazłam.
- Proszę jeszcze raz dobrze poszukać.
Szukam, raczej po to, żeby go upewnić, bo ja już widzę, że "Palenie zabija"...
- I co?! Jest?! - drze się, myśli że nie dosłyszę jak on, czy co? A że stoję nieco dalej i tyłem do niego, krzyczę:
- Palenie zabija!
W tym momencie weszła klientka.
- Słucham?! - klient.
- Palenie zabija!!!
Reakcja klientki była natychmiastowa:
- Co jest?! Czego się pani wydziera?! Przecież ten pan jest w takim wieku, że na pewno to wie! Niechże mu pani sprzeda te papierosy! O co tyle krzyku?

* * * * *

- Krzyżówki panoramiczne, proszę.
- Są na tych półkach - wskazuję dłonią, nie palcem, bo nieładnie.
- Na których?
- Na o, tych - wskazuję palcem. Wskazującym. Po coś się ten palec tak nazywa, prawda?
- Że tu?
- Tak - palec kreśli kółeczko w powietrzu.
- Ale panoramiczne?
- Tak jest na nich napisane.
- Bo one mają z boku trudniejsze wyrazy. Chcę takie, żeby tam były naprawdę trudniejsze, nie takie, co wiem. To są?
- Pani poszuka na tych półkach - palec, kółeczko - i sama oceni, ja nie wiem, które są dla pani trudniejsze, a które łatwiejsze.
- A pani nie może?
- Nie. Skąd mam wiedzieć, które dla pani są trudniejsze?
- A dla pani?
- Dla mnie? No nie wiem, nie rozwiązuję takich krzyżówek.
- Ale gdyby pani miała rozwiązywać?
- To bym się im przyjrzała po kolei i sama wybrała - palec dźga powietrze wskazując upierdliwą klientkę.
- To wezmę... te! - chwyciła pierwsze z brzegu, nawet im się nie przyglądając. Wzięła... Jolki, co zauważyłam zaraz po jej wyjściu.

* * * * *

Żuje gumę, mlaskając przy tym nieelegancko:
- Czy kupię u pani pudełko na biżuterię? - wyciamkała.
- Nie.
- A na pierścionek? - mlask!
- Też nie. Przecież to biżuteria.
- Nie - zażuła.
- Aha.
Co będę się z ciamkającą klientką kłócić.

* * * * *

- Gotuj krok po kroku?
- Tam, na półce.
- A... Moje gotowanie?
- Zaraz obok, na tej samej.
- A Przepisy czytelników?
- Mam tu, koło kasy.
Kładzie to wszystko na ladzie po dwa egzemplarze.
- Mój syn się będzie żenił - tłumaczy się - a ono gotować nie umie. Jeszcze mi go zagłodzi, nie będę czekać, nauczę to gotować, myślę. Tylko że ono nie chce się uczyć ode mnie, tylko z tych nowoczesnych gazet. Ja nie wiem, co to będzie...

* * * * *

Stała klientka, która codziennie po coś przychodzi, czasem nawet bez pretekstu. Mieszka w kamienicy obok. Z mężem. Późno wyszła za mąż, a że mieszkała z matką, jakoś tak wyszło, że nie nauczyła się gotować. Teraz nadrabia zaległości przeglądając wszelkiego rodzaju Przyślij-przepisy, Przepisy-czytelników i inną tego rodzaju makulaturę kulinarną. Przyszła do mnie z rana i pochwaliła się zakupami:
- Tu obok kupiłam płucka, te są świeże, pani powącha.
Nie wącham. Nie znoszę podrobów.
- Kupuję codziennie.
- Ale... ale że płucka codziennie?
- Tak. Mój lubi pierogi z płuckami, a to się tak łatwo robi.
- No, skoro lubi... Codziennie? Od jak dawna?
- A od poniedziałku. Tak mu posmakowały, się ucieszyłam i mu powiedziałam, że będzie jadł, ile będzie chciał, a potem mam fajny przepis na cielęcinę w galarecie, co ją już raz robiłam.
Po południu przychodzi jej mąż. Rozgląda się, wyraźnie czeka, aż zostanie ze mną w sklepie sam.
- Mogę w czymś pomóc?
- Moja tu była, gadała z panią.
- Tak. Jak tam pierożki z płuckami? Tym razem równie smaczne, czy z dnia na dzień smaczniejsze żona robi?
- Ja właśnie w tej sprawie. Pani jej powie, żeby przestała. Ja już nie mogę.
- Nie rozumiem. Niech pan jej powie...
- Nie umiem. Będzie smutna, a potem zrobi tę, no... cielęcinę, wstrętną taką, łe! Niech jej pani coś podrzuci, przepis jakiś, to może się przestanę telepać, jak ona fartuch w kuchni zakłada.
I poszedł. Zastanawiam się, co by tu jej pokazać, kiedy przyjdzie w poniedziałek, bo jutro... Jutro dobrego męża czekają pierogi z płuckami.

* * * * *

Na pewno przed trzydziestką. Dziwny, chaotyczny typ. Za rękę prowadził dziecko, chłopca, ja bym mu dała dwa latka, nie więcej. Wolniutko weszli, niespiesznie się rozglądają. Mały podszedł do lady z napojami i wytargał Kubusia. Zaniósł go tacie. Tata zapłacił za napój, za dużego lotka i poprosił dwa bilety do strefy miejsko - podmiejskiej, jeden normalny i jeden ulgowy. Po czym... wyszedł. Sam. Mały zajęty piciem patrzył za nim i nie reagował. Za drzwiami zobaczyłam zaparkowany samochód na awaryjnych, tu nie wolno się zatrzymywać, ale ludzie i tak to robią. Pomyślałam więc, że poszedł do tego samochodu i zaraz wróci, skoro Mały tak spokojnie stoi. I stoi. I stoi. Całkiem sporo już wypił, zamknął butelkę, popatrzył na mnie i stoi.
- A twój tata to gdzie się podział?
Mały popatrzył i stoi, jak stał. Kurczę, nie wiem. Inne dziecko by się zaniepokoiło, nawet wpadło w histerię, że go tak rodzic opuścił, a ten nic. Co jest?! Zanim zdążyłam pomyśleć, co tu robić, drzwi otwiera rzeczony tata:
- ...zusmaria, dziecka zapomniałem. Chodź! Idziemy!
Mały podał mu rączkę i wolniutko, wolniutko wyszli. Po reakcji synka wnioskuję, że to nie był pierwszy raz.

* * * * *

Blondynka, jak z obrazka Chełmońskiego z przaśnymi dziewuchami, śliczna, gimnazjum. Coś się czai za bardzo, jeszcze nie wiem, o co może chodzić i nawet nie podejrzewam, że za chwilę zgodzę się stać współodpowiedzialna za oszustwo. Głos jej się łamał, gdy mówiła:
- Proszę pani, chcę, żeby mi pani skserowała na kolorowo przód tego świadectwa i tył innego. Na jednej kartce. Proszę.
Druki na świadectwa mają takie specyficzne kolory i nie ma możliwości, żeby ksero wyszło w tym samym odcieniu. Poza tym kopia będzie się bardziej świeciła. Nie wiem, kogo chce oszukać, Zakładam, że rodziców. Zerkam na jej oceny: nie są złe. Pewnie chodzi o jakiś konkretny przedmiot, z którego chciałaby mieć lepszą ocenę. Dobra! Czemu nie? Zrobiłam to, o co prosiła i takiej ulgi, jaką miała na twarzy, gdy chowała do teczki kserówkę nie widziałam od dawna.
Rodzicu! Dokładnie się przyjrzyj świadectwu dziecka.

* * * * *

Stał przed kioskiem rozglądając się chwilkę, zanim wszedł. Czekał, aż wyjdzie ostatni klient. Pomimo wysokiej temperatury miał na sobie bluzę, kaptur na głowie, czapeczkę z daszkiem, ciemne okulary. Podszedł do mnie, nerwowo rozglądając się w poszukiwaniu kamer i wręczył mi karteczkę. Włączyła mi się czerwona lampka, która zgasła zaraz po przeczytaniu zdania: "Czy jesteś jedną z nich?" Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale ruchem ręki i sykiem pokazał mi, że mam odpowiedź napisać. "Nie" - napisałam. Kimkolwiek są "oni". Zaczynam się dobrze bawić. Wtedy typ się odezwał:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Co dla pana? - staram się być poważna.
- Lotto. Zaraz pani dam.
Z jednej czarnej reklamówki wyjął kolejną, a z niej czarny worek, jak na śmieci. Z niego z kolei wyciągnął kopertę z blankietem. Podał mi go zakreśleniami do dołu. Nie śmiałam spojrzeć, jakie liczby zakreślił! Wrzuciłam do lottomatu, podałam blankiet i kupon, zgarnęłam z bilonownicy 3 zł i zobaczyłam, jak typ... zjada blankiet. Kupon schował w kopertę, kopertę w worek, worek w reklamówkę, a tę w kolejną reklamówkę i wyszedł szybkim krokiem przeżuwając przy tym papier.

* * * * *

Tata, taki rosły chłop z synkiem, na oko trzyletnim, którego niesie na barana. Tata przegląda gazetę, a mały zerka na mnie spod daszka czapki i po chwili odzywa się konspiracyjnym, dziecięcym szeptem:
- Tata?
- Taaak?
- A ta pani jest podobna do mamy.
Tu tata popatrzył na mnie, uśmiechnął się i wrócił do wertowania gazety.
- Nooo.
- Zaprosimy ją do domu?
- Hmm?
- Będziemy mieć dwie mamy, jedną dla ciebie, drugą dla mnie.
- Synu, tata cię jeszcze musi nieco o życiu nauczyć.

Oglądany: 87529x | Komentarzy: 31 | Okejek: 657 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.02

22.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało