Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Albert Einstein - fakty, o których w szkole nie usłyszysz

189 324  
466   56  
Albert Einstein – tego pana nikomu przedstawiać nie musimy. Tak samo jak jego sztandarowego dzieła, czyli teorii względności. Skupimy się jednak na innych, mniej znanych faktach związanych z tym niemieckim fizykiem. Nietrudno się bowiem zorientować, że Einstein był nie tylko wybitnym uczonym, ale i dość ekscentryczną postacią o kilku ciekawych fragmentach w życiorysie.

Opóźniony Albercik

Mały Albert nie robił wrażenia dziecka, z którego wyrośnie geniusz. Nie dość, że posiadał nadwagę i olbrzymią głowę, to jeszcze był to chłopiec wyjątkowo małomówny. Kiedy już musiał coś powiedzieć, to długo myślał i zanim ostatecznie otworzył usta, powtarzał sobie pod nosem całe zdanie. Podobno robił tak aż do dziewiątego roku życia. Rodzice bali się, że ich pociecha jest opóźniona w rozwoju i zapewne skończy jako mało rozgarnięty biedak, co to cały życie tyra we młynie…


Na szczęście w pewnym momencie Einstein stał się bardziej rozmowny. Pewna znana anegdota, którą przytoczył niemiecki historyk Otto Neugebauer mówi o tym, że podczas jednego z obiadów mały Albert miał zdegustowany rzec do swych rodziców -Die Suppe ist zu heiss” (Zupa jest za gorąca). Kiedy ci okazali swoje zdziwienie nagłą wylewnością syna i zapytali, czemu wcześniej nie mówił, ten miał odrzec -„Bisher war Alles in Ordnung" (Dotąd wszystko było w porządku). Nie należy jednak traktować tej anegdoty jako historyczny fakt – jest ona bowiem przypisywana wielu geniuszom.

Skrzypce czy kompas?

Mama Alberta bardzo chciała, aby jej pociecha znalazła jakieś powołanie. Jako że sama była bardzo muzykalna (wymiatała m.in. na pianinie), wpadła na pomysł, aby zapisać syna na lekcje gry na skrzypcach. Chłopiec wyjątkowo nie lubił tych zajęć, a instrument, który kazano mu obsługiwać, najchętniej wetknąłby swojej nauczycielce w rzyć.
Inspiracja i powołanie przyszło jednak szybciej, niż można by się było tego spodziewać. Pewnego dnia ojciec Alberta pokazał mu kompas. Malec nie mógł zrozumieć jakim cudem wskazówka zawsze pokazuje ten sam kierunek. Zagwozdka ta dręczyła go przez wiele lat i stała się jednym z powodów, dla których Einstein zdecydował się na karierę naukową.
A skrzypce? Znienawidzony przedmiot jednak nie wylądował w tyłku nauczycielki. Kiedy Einstein miał 13 lat, usłyszał muzykę Mozarta. Ta zrobiła na nim tak potężne wrażenie, że znów sięgnął po ten instrument i hobbistycznie grał na nim aż do ostatnich lat swego życia.


Żeglarstwo

Studiując na Politechnice w Zurychu*, Einstein odnalazł kolejną swoją pasję – żeglarstwo. Miał w zwyczaju wynajmować żaglówkę, wypływać na środek jeziora i spędzać tam całe godziny na błogim relaksie i notowaniu swych przemyśleń w kajucie kajecie.


To kolejne hobby, które towarzyszyło fizykowi aż do śmierci, mimo że Einstein… nigdy nie nauczył się pływać! Zresztą żeglarzem też był lichym – podczas wakacji na Long Island przyjaciele naukowca często musieli pomagać mu postawić jego wywróconą łódź, ochrzczoną mianem „Tinef” (co w jidisz znaczy „Nędzna”), żaglem do góry.


*Taka mała ciekawostka: Einstein musiał dwukrotnie starać się o możliwość nauki w tej szwajcarskiej uczelni. Za pierwszym razem świetnie poszły mu egzaminy z przedmiotów ścisłych, ale wyłożył się na takich „pierdołach” jak historia czy geografia. Dopiero rok później, gdy ponowił swe próby, udało mu się dostać do wymarzonej przez siebie uczelni.

Skarpetkowy problem

Czy słyszeliście, aby ktoś darzył szczególną niechęcią rzecz tak neutralną jak skarpetki? No, to już usłyszeliście. Albert Einstein stracił cierpliwość do tej garderoby już w młodości. Z jakiegoś powodu wszystkie jego skarpetki zawsze szybko łapały dziury, co doprowadzało uczonego do szewskiej pasji. Pewnego dnia postanowił raz na zawsze problemu się pozbyć i po prostu na zawsze zrezygnował z ich noszenia.


Wynalazł lodówkę!

No, może to nie do końca prawda, ale trzeba powiedzieć, że Einstein miał swój epizod z branżą spożywczą. W latach 20. ubiegłego wieku lodówki nie były już niczym nowym, jednak miały dość poważną wadę – niekiedy zabijały ludzi. W tamtych czasach cieczą, którą używano do chłodzenia był amoniak – substancja silnie toksyczna, która czasem niestety wyciekała z lodówek… Einstein wraz z jednym ze swych uczniów zbudował znacznie bezpieczniejsze urządzenie.
Było ono szczelne i wykorzystywało do rozprowadzania trującej cieczy specjalne, elektromechaniczne pompy. Mimo że Einsteinowa lodówka była znacznie bezpieczniejsza niż dostępne na rynku modele, to miała jedną, znaczącą wadę – była pieruńsko głośna. Naukowiec nawet nie podjął się ulepszenia swego wynalazku, bo właśnie na rynek weszły pierwsze chłodziarki freonowe.


Nałogowy palacz

Równie charakterystycznym co nieuczesany fryz elementem wizerunku fizyka był kłąb dymu, który zjawiał się wszędzie tam, gdzie zagościł Einstein. Uczony palił jak lokomotywa. Jako wielki miłośnik fajek zwykł mawiać: „Uważam, że palenie fajki sprawia, że człowiek staje się spokojniejszy i bardziej obiektywny w ocenach wszelkich ludzkich spraw.” Trzeba jednak podkreślić, że naukowiec nigdy nie sięgnął ani po cygaro, ani po papierosy.

"Nie wiem na co będzie trzecia wojna światowa, ale czwarta będzie na pewno na maczugi." - czyli pacyfista… do czasu

Przez większość życia Einstein był wielkim orędownikiem pokojowego rozwiązywania wszelkich konfliktów. Mówi się jednak, że tylko krowa nie zmienia poglądów... I tak też podczas gdy w 1939 roku premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain łudził się, że z Adolfem Hitlerem można się jakoś dogadać i uniknąć wojny poprzez pertraktacje z nazistowskimi władzami, to już Albert Einstein słusznie zauważył ogromne zagrożenie – Niemcy dysponowali technologią, która pomogłaby im w krótkim czasie zbudować bombę atomową. Uczony zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później taka broń powstanie i zaważy o losach szykującej się wojny. Dlatego też Einstein schował swój pacyfizm głęboko w kieszeń i wraz z dwoma innymi naukowcami żydowskiego pochodzenia napisał list do prezydenta USA – Franklina Delano Roosevelta. Fizyk skutecznie zwrócił uwagę głowy amerykańskiego państwa na ten problem, a nawet zasugerował z jakich miejsc na świecie można pozyskać rudy uranu. Trzy lata później ruszył Projekt Manhattan zwieńczony zbudowaniem pierwszej bomby atomowej. Niemcom się to na szczęście nie udało...


Należy jednak podkreślić, że ta postawa Einsteina była podyktowana jedynie okolicznościami. Einstein bardzo obawiał się wykorzystywania energii atomowej do budowania narzędzi zagłady. Jak się okazało pod koniec wojny - bardzo słusznie.


Ostatnie słowa wielkiego geniusza

W 1948 roku zdiagnozowano u Einsteina dużego tętniaka aorty. Uczony przeżył jeszcze siedem lat. Zmarł 18 kwietnia 1955 roku w szpitalu w New Jersey. Podobno chwilę przed swoją śmiercią uczony wypowiedział kilka słów po niemiecku. Jedyną osobą, która to usłyszała, miała być pielęgniarka. Nie mamy pojęcia jaka ilość pracownic amerykańskiej służby zdrowia zna język naszych zachodnich sąsiadów, ale jak na złość – ta akurat pani języka niemieckiego nigdy nie opanowała. To dlatego nie wiemy, co rzekł uczony przed śmiercią. A szkoda, bo mogłaby to być podsumowująca Einsteinowy żywot informacja, która wstrząsnęłaby światem nauki.


Mózg w słoiku

Mimo że Einstein był już całkiem martwy i spoczywał na stole w prosektorium, nie dane mu było zaznać spokoju po śmierci. Przynajmniej nie w całości. Thomas Stoltz Harvey – patolog, który przeprowadzał sekcję zwłok fizyka – postanowił zabrać sobie małą pamiątkę po uczonym. Trofeum, o którym mówimy, był mózg.


Oczywiście Harvey nie dostał pozwolenia rodziny Einsteina na uszczknięcie sobie takiego suweniru. Lekarz wsadził perfidnie ukradziony organ do słoika z formaliną i przez lata odmawiał zwrócenia komukolwiek tej istotnej części ciała zmarłego geniusza.

Dopiero po długim czasie, kiedy Hans Albert – syn twórcy teorii względności – oficjalnie dał Harveyowi pozwolenie na zarządzanie mózgiem swego taty, patolog zaczął współpracować z innymi ludźmi nauki. W praktyce – wysyłał do badań fragmenty tkanki. Odbiorcami były laboratoria na całym świecie.
I tak też na przykład Marian Diamond z uniwersytetu w Berkley odkryła, że Einstein posiadał znacznie więcej niż inni śmiertelnicy komórek glejowych w części mózgu odpowiedzialnej za analizę informacji.


Z kolei inne badania dowiodły, że Einsteinowy organ pozbawiony był tzw. szczeliny Sylwiusza – bruzdy oddzielającej płat czołowy i ciemieniowy od płata skroniowego. Sandra Witelson z Uniwersytetu McMaster w Kanadzie doszła do wniosku, że ta anomalia odpowiedzialna była za lepszą i szybszą komunikację pomiędzy neuronami.
Jeszcze ktoś inny odkrył, że mózg naukowca był nad wyraz potężny i ciężki, a dolny płat ciemieniowy, związany z matematycznym talentem, wydawał się zdecydowanie większy niż w przypadku innych mózgów…


W 1998 roku liczący sobie 85 lat Thomas Stoltz Harvey potulnie oddał tę „relikwię” w ręce dr. Eliotta Kraussa – patologa z uniwersytetu w Princeton – mówiąc „Pewnego dnia zmęczysz się odpowiedzialnością posiadania tego...”

Źródła: 1, 2, 3