Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Skoro Rosjanie siali spustoszenie swoimi Katiuszami, to dlaczego Niemcy nie stworzyli podobnej broni?

86 577  
354   34  
Stworzyli! Niemcy mieli swoje wyrzutnie rakietowe o mylącej nazwie "Miotacz mgły", ale nie były tak spektakularne jak "Organy Stalina", czyli Katiusze właśnie.

Na wstępie należy zaznaczyć, że "Katiusza" to pospolita nazwa obejmująca rodzinę radzieckich wyrzutni rakietowych na podwoziu kołowym: BM-8 kalibru 82 mm, BM-13 kalibru 132 mm, BM-31 kalibru 310 mm wraz z modyfikacjami. Katiusze weszły do użytku w czerwcu 1941 roku, czyli mniej więcej w chwili ataku Niemców na Rosję. Ze względu na głośny i budzący strach odgłos strzelających Katiuszy (chodziło i o proces odpalania pocisków, i o lądowanie salwy), Niemcy ochrzcili je "Organami Stalina".


Katiusze okazały się niezwykle skutecznym systemem, co prawda były bardzo niecelne, ale stosowano je do zmasowanego ostrzału prowadzonego przez wiele pojazdów jednocześnie, co pozwalało uzyskać pokrycie ogniem bardzo dużej przestrzeni i efektywnie niszczyło wojska nieprzyjaciela i druzgotało jego morale.


Wyrzutnie grupowano w dywizjonach (po 4 pojazdy), brygadach i dywizjach. Brygada odpalała 1152 pociski w przeciągu 7-10 sekund, a dywizja w tym samym czasie odpalała 3456 pocisków.


A co na to pozostałe armie biorące udział w wojnie? Niemcy skonstruowali rakietową wyrzutnię o nazwie Nebelwerfer (też dotyczy to całej rodziny wyrzutni różniących się kalibrami i ilością prowadnic), co oznacza "Miotacz mgły". Nazwa miała zmylić wywiady przeciwnika i sugerowała, że są to miotacze gazów bojowych, gdy faktycznie wystrzeliwały amunicją odłamkowo-burzącą.


Niemieckie wyrzutnie były prostsze i tańsze w produkcji od rosyjskich i równie niecelne. Niestety początkowo ich wadą było to, że konstruowano je na przyczepkach, które tak jak zwykłe armaty należało odłączyć od holującego je pojazdu i rozstawić przed oddaniem salwy. Oczywiście po strzale ucieczka z takiego miejsca wymagała więcej czasu potrzebnego na odholowanie wyrzutni.


Ponieważ rosyjskie równiny okazały się bardzo nieprzyjazne dla ciężarówek, Niemcy poradzili sobie produkując ogromne ilości uniwersalnych małych ciągników gąsienicowych RSO, czyli Raupenschlepper Ost (pol. ciągnik gąsienicowy na wschód). Przez całą wojnę powstały ok. 23 000 takich pojazdów i jednym z powierzonych im zadań było holowanie Nebelwerferów.


Po jakimś czasie ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i postanowiono połączyć dwie udane konstrukcje - Nebelwerfery i słynne transportery półgąsienicowe, co razem dało Panzerwerfer, czyli samobieżną lekko opancerzoną wersję Nebelwerfera. Co prawda okazało się, że pojazd ma za słaby silnik i układ przeniesienia napędu jak na takie obciążenie, co skutkowało częstymi awariami i małą prędkością maksymalną, ale mimo to znacznie przyspieszyło przemieszczanie baterii, a także przyspieszyło jej załadowanie.


Później inżynierowie Rzeszy skonstruowali Wurfrahmen 40, czyli prowadnice do odpalania pocisków rakietowych montowane na półgąsienicowych ciężarówkach do transportu piechoty Sd.Kfz.251. Zestaw składał się 6 prowadnic skrzyniowych montowanych na burtach. Amunicję stanowiły pociski burzące kalibru 280 mm lub zapalające kalibru 320 mm. Zestaw taki był bardzo niecelny, ustawianie kierunku wymagało poruszania całym pojazdem, a zakres regulacji pochylenia w celu ustalenia zasięgu ognia był bardzo niewielki. Mimo to dzięki potężnym pociskom te wyrzutnie również spełniały swoje zadanie.


Artyleria rakietowa na tyle się spodobała Niemcom, że Nebelwerfery i Wurfrahmeny były montowane na czym tylko się dało, włącznie ze zdobycznymi amerykańskimi ciężarówkami półgąsienicowymi M3 czy brytyjskimi ciągnikami artyleryjskimi Bren.



Amerykanie oczywiście nie mogli stać z boku i przyglądać się jak wschodni alianci i przeciwnik mają nową zabawkę, a oni nie. Tak powstały dwa systemy T34 Calliope (zwany też "Organy parowe") i T40 Whizbang - oba miały postać prowadnic instalowanych na wieży czołgu M4 Sherman. Pierwsza wystrzeliwała 114-milimetrowe rakiety M8 z od 36 do 60 prowadnic, druga 180-milimetrowe rakiety odłamkowe T37 lub chemiczne T21 z 20 prowadnic.


W pierwszych wersjach przed odpaleniem rakiet czołg był niemal niezdolny do walki, ponieważ nie mógł prowadzić ognia z armaty - najpierw należało odpalić salwę rakiet, a następnie odrzucić prowadnice zrobione ze sklejki. Jednak szybko wprowadzono modyfikacje usuwające tę wadę.


Powstała również eksperymentalna krótka wersja T40, w której czołg został pozbawiony armaty i rakiety były jego jedyną bronią, ale nie wszedł on do szerszego zastosowania.


Rakiety można było odpalać pojedynczo lub salwą, a celowanie było sprzężone z systemem celowania czołgowej armaty.





















Podobne systemy, choć na minimalną skalę, były używane również przez inne armie biorące udział w wojnie: Matilda "Hedgehog" u Australijczyków czy Sherman Tulip i Mattress u Brytyjczyków.

Oglądany: 86577x | Komentarzy: 34 | Okejek: 354 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.08

19.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało