Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Piekielne autentyki XLIII

63 196  
202   40  
Na wstępie chciałabym powiedzieć, że mam głuchoniemą siostrę. Posługuje się więc językiem migowym, który zna praktycznie cała nasza rodzina. Jak na niepełnosprawną nastolatkę, często zdarzają się jej piekielne przygody. W tej to chyba ona była piekielną dla pewnego chłopaka ;)

Jakieś 3 dni temu, jedziemy sobie spokojnie z siostrą tramwajem. Tłoku w wagonie nie było, więc spokojnie siedzimy na swoich miejscach. Ja słucham muzyki, siostra patrzy przez okno na zmieniający się krajobraz. Sielanka.
Tramwaj zatrzymał się na kolejnym przystanku. Do wagonu wsiadł młody chłopaczek (na oko 14-15 lat) i każdemu rozdał kartkę i figurkę słonika. Na kartce było napisane, że jest głuchoniemy, że zbiera na jedzenie, bo jest biedny, figurki kosztują 7 złotych i są do kupienia itd... Dwie starsze panie już wyjmują portfele mówiąc coś o tym, że biedaczek jest w wieku ich wnucząt. Ja przyglądam się całej scenie ze średnim zainteresowaniem, bo już kilka razy dałam się naciągnąć. Chłopak chodzi po wagonie i gdy dostaje pieniądze mówi "Dziękuję" w języku migowym. Na jego nieszczęście podszedł wreszcie do mojej siostry.
[S] siostra [C] chłopak [J] ja
[S] (oczywiście w języku migowym) Dlaczego tak drogo? Gdybyś je sprzedawał po 5 złotych sprzedał byś więcej.
[C]...
Wybałuszył oczy jakby zobaczył ufo. Siostra spróbowała więc prostszymi zdaniami. Pasażerowie przyglądali się temu wszystkiemu z wielką ciekawością.
[S] Drogo. 5 złotych. Taniej.
Niestety chłopak nadal nie odpowiadał. Bo wagonie rozniósł się pomruk, że to chyba oszust... Gdy to USŁYSZAŁ, zaczął się zdenerwowany rozglądać za drogą ucieczki.
[J] No i wpadłeś kolego...
Powiedziałam to na głos, żeby wszyscy usłyszeli.
Widać było, że się wściekł.
[C] PIER**OLE TĘ ROBOTĘ!!!!
Wrzasnął, rzucił figurki na podłogę (większość się stłukło) i jak oparzony wybiegł z tramwaju, który akurat zatrzymał się na przystanku.

Cały czas śmiejemy się z siostrą z tej sytuacji. No bo przecież JAK MOŻNA BYĆ AŻ TAK NIEPRZYGOTOWANYM DO PRACY?! ;)

by Weroniczynya

* * * * *


Od kilku tygodni pracuję w firmie remontowej. Przedstawię sytuację z piątku.

Aktualnie jesteśmy w mieszkaniu w bloku. Sporo pracy, mieszkanie po starszej osobie, zaniedbane, no, nieważne. Właściciel powiadomił sąsiadów o tym, że przez jakiś czas będą trwały prace, że postaramy się jak najszybciej wyjść, i się wyprowadził do rodziny.

W piątek zaczęliśmy ok. 9:00, a ok. 11:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Kolega otwiera, a tam nikogo. Trudno. Po 15 minutach to samo. Za trzecim razem pod drzwiami leżała kartka "CISZEJ, TU MIESZKAJĄ LUDZIE".
Aha. Bo myśleliśmy, że żyrafy. No nic, odpisaliśmy na kartce, coś w stylu "proszę nie przerywać, bo dłużej to potrwa" (odrobinę mniej grzecznie;), pracujemy dalej, i znów dzwonek. Zaczęliśmy się irytować, bo dźwięk to takie straszne, brzęczące DDDRRRyyyyńńńńń, głośne jak cholera. Po 20 minutach znów. Ale za tym razem kumpel stał blisko drzwi, dopadł do nich i zobaczył tylko dzieciaka ok. 7-9 lat zbiegającego pędem w dół, oraz usłyszał głos dorosłej kobiety "szybciej, uciekaj". Kolega krzyknął tylko w dół żeby się baba nie wydurniała. Tego dnia nie było więcej dzwonków, zobaczymy jak jutro.

Nie ma to jak uczyć dzieciaka "dojrzałego" załatwiania życiowych spraw.

by Dove

* * * * *


Portale społecznościowe...

W takim wieku jestem, że gros znajomych i kolegów czy koleżanek zakłada sobie rodziny, biorą śluby, rodzą im się dzieci...

Fajnie, nie? Można się pochwalić na fejsiku nowym bobaskiem, prawda?

...Ale żeby tak selfie 2 minuty po urodzeniu? Już chyba z 4 dziewczyny widziałem jak wrzucały takie zdjęcie. W tle pełno krwi, dziecko nieumyte, brudne, pokrwawione. Nie wiem nawet czy zdążyło chociaż mieć zrobiony APGAR zanim zostało bohaterem selfika. Masakra.

Noworodki są ładne jak są umyte i zawinięte w kocyk. Słodkie takie, uśmiechnięte i w ogóle. Nie na porodówce, 2 min po wyjściu z macicy!

Ogarnijcie się trochę, ludzie...

by nuclear82

* * * * *


Zabawna historia z księgarni.
Poszedłem do księgarni po książki. Przede mną stała babcia, ponad 60 lat, na oko obrończyni krzyża. Kiedy nadeszła jej kolej, z wielką powagą rzekła:
[B]abcia: JESTEM DZIECKIEM JEZUSA.
[E]kspedientka: A ja nie jestem!
Ekspedientka zapewne pomyślała, że jakieś jaja sobie kobitka robi, albo nawracać przyszła, dlatego odpowiedziała dość dobitnie, żeby nie powiedzieć chamsko. Na to starsza pani:
[B]: Ale ja książkę do religii chciałam dla wnuczka.

Sprzedawczyni "spaliła buraka", sprzedała książkę i poprosiła koleżankę do kasy i poszła do "pakamerki". W drodze na zaplecze usłyszałem tylko coś w stylu: "ja pier*olę...".

by David723Beckham

* * * * *


Urząd Pracy, godzina 6 rano.
Ludzi w pysk... nie dało się wejść, a żeby było zabawniej każdy czeka na uruchomienie komputerka do wydruku bileciku z numerkiem. Przepychanki, krzyki, wyzwiska były normą. Kilka osób użalało się nad swoim losem, że zima, że pracy nie ma, że zwolnił dupek zakichany, itp.
Wchodzę do głównej sali i czekam grzecznie na swoją kolej.

W tym momencie do PUP przychodzi [P]an (na moje oko około 40 lat, na nogach gumiaczki, ubranie stricto robocze). Pan przez cały czas pobytu w urzędzie rozmawiał przez komórkę i nagle przy tym całym tłumie taki oto dialog :
[P] : O rzesz ku***a... ale tu ludzi, ja pier****e stary, nie uwierzysz. Chciałem się zarejestrować ale mi się do roboty spieszy, no nie będę tu przecież czekał.
I wyszedł.

by rzaba

* * * * *


Sytuacja często się powtarzająca, ale w takim stylu to zdarzyła mi się tylko raz.

Wyjazd pogotowia do jakiegoś tam niezbyt poważnego zachorowania w domu. Rozmowa w drzwiach (PR-pogotowie, RP- rodzina pacjenta)
PR: Dzień dobry, piesków w domu nie ma?
RP: Bry.. są, ale łagodne nie gryzą.
PR: Dobrze, ale prosimy zamknąć, bo my mamy na sobie wiele zapachów, pies wyczuwa, że jego pan jest chory, a my przy nim coś tam będziemy robić. (Co dom to te samo tłumaczenie).
RP: Ale on naprawdę nie gryzie...
PR: No to jak państwo nie zamkną psiaka, to my nie wchodzimy w takim razie, a jeśli on wybiegnie to wówczas wychodzimy.
RP: A to ja muszę iść po męża, bo ja się go boję. STASZEK...!

by Tito

* * * * *


W tej historii piekielnym będzie mój mąż. Nie jest on Polakiem, ale dzielnie uczy się naszego języka - zna wiele słów i już potrafi coś z nich sklecić (z lepszym lub gorszym skutkiem, do polonisty mu daleko).
Przed wakacjami byliśmy w Polsce odwiedzić moich rodziców. Tego dnia łaziliśmy po moim mieście i w drodze powrotnej wstąpiliśmy do mięsnego, bo sąsiadka z chorym dzieckiem mnie prosiła o drobne zakupy.

No to wchodzimy i stajemy w kolejce. On nagle robi oczy jak kotek ze Shreka i mnie prosi żebym mu dała powiedzieć. Hmmm... no dobra, niech ci będzie, ale masz powiedzieć dokładnie te słowa: ′poproszę 2 piersi z kurczaka′. OK, zgodził się i obiecał że dokładnie tak powie.
No to stanęłam sobie z boku i go obserwuję.

Widzę, że coś kombinuje i intensywnie myśli, ale zignorowałam to i to był mój błąd - otóż mój ukochany małżonek postanowił wzbogacić językowo swoją wypowiedź i odezwał się (do ekspedientki mniej więcej 40-letniej, ale bardzo zadbanej):
- Bardzo ładne piersi.
I zapadła cisza.
Pani na ten niecodzienny komplement zrobiła minę jak karp, jednocześnie czerwieniąc się jak rak, a ja, po małym ′facepalmie′, już ruszyłam w jego stronę by wyjaśnić i przeprosić (bo jeszcze by zadzwoniła po policję i by go za molestowanie aresztowali), gdy w końcu (po 1 min? może 30 sek?) znowu się odezwał (w tym czasie szukał słów), zupełnie nieświadomy całej wpadki:
- Z kurczaka...
Znowu kilka sekund ciszy.
- Dwie poproszę (i tutaj się rozbrajająco szczerze uśmiechnął).
Pani najwyraźniej długo jeszcze była w szoku, bo minę karpia miała jeszcze jak wychodziliśmy. Ja nie chciałam się wdawać w długie tłumaczenia, rzuciłam tylko ′przepraszam za męża, jest nietutejszy′.

Epilog - po tym incydencie obiecał mi, że już nie będzie sam nic mówił w sklepie. Taaa... jasne... jeszcze tego samego dnia poszedł do sklepu osiedlowego i się zapytał czy mają ′kokę′, bo chciało mu się pić.

by cathyalto

* * * * *


Pracuję na ochronie.
Piątki są z reguły trudnymi dniami jednak dzisiejszy oficjalnie chrzczę mianem: "Dnia wieśniaka".

Sklep, na którym obecnie pracuję jest duży, ale dość "zastawiony". Wszędzie stoją stojaki z ubraniami, stoły z ubraniami, półki z ubraniami, wieszaki z ubraniami i manekiny. Też z ubraniami. Wszystko te "przeszkody" wymuszają ruch po określonych ścieżkach, miedzy stosami tego dobrodziejstwa, a więc zdarzają się też "korki".
Dziś, w związku z chwilowym "korkiem", byłem zmuszony iść za parką głośno sobie szczebioczącą. Zdarza się.
Niestety, dziewczyna idąca w środku, stanęła naraz jak koń, który zobaczył węża, a ja nie zdążyłem zareagować i wpadłem na nią. Dziewczyna nawet się nie zachwiała, bo tylko ledwo się o nią otarłem. Panienka jednak odwraca się do mnie, mierzy zabójczym wzrokiem i wypala:
- Uwaga! Ja jestem MODELKĄ!

Na tak postawioną sprawę, nie miałem odpowiedzi.

by SecuritySoldier

* * * * *


Historia sprzed kilku lat, gdy byłem (nie)dumnym posiadaczem auta marki Fiat Uno. Pominę opis pojazdu, który był w stanie nie najlepszym, ale to było pierwsze auto, kupione za własne pieniądze, więc człowiek się cieszył, że jeździ i mało pali (LPG).
Godzina około 23, niedziela, tel od kolegi:
K: Słuchaj, potrzebuję pomocy, pojechałbyś ze mną po moją dziewczynę, bo przesunęli jej zajęcia i nie ma już jak wrócić, będę strasznie wdzięczny.
J: Wiesz, już trochę późno, no ale co zrobię, zaraz u ciebie będę.

Kolega mieszkał w miasteczku obok, podjechałem do niego i udaliśmy się od razu na stację benzynową. Na stacji stanąłem pod stanowiskiem LPG, wyciągnąłem telefon i przy koledze robię prostą kalkulację: w dwie strony 100 km, auto spali mi mniej więcej 7 litrów gazu, co przy ówczesnych cenach wychodziło około 14 zł, grosze, tym bardziej, że normalny bilet na pociąg kosztował 9 zł w jedną stronę. Informuję zatem kolegę:

J: Słuchaj, to wyjdzie 14 zł, dobrze mieć gaz, nie?
K: No rzeczywiście, niewiele.
J: Więc?
K: Ale co?
J: No dasz mi to 14 zł, czy tak będziesz siedzieć?
K: Ale jak to, nie mówiłeś, że mam ci płacić, nagła sytuacja, a ty pieniądze ode mnie wyciągasz, bo nie mam wyjścia, nie graj moją dziewczyną.

W tym momencie moje żyły przy skroniach zaczęły już znacznie gwałtowniej pulsować. Kolega mój dobry, wiedziałem, że ma problemy z odwdzięczaniem się za przysługi, dlatego też specjalnie na stację benzynową podjechałem wcześniej, ale żeby mnie już oskarżać o próbę naciągania w niedzielę przed północą?

J: Nie chcę pieniędzy dla siebie, przy tobie liczyłem ile auto spali, 14 zł to grosze za 100 km, może zadzwoń na taksówkę i się spytaj ile kosztuje?
K: Na pewno te 7 litrów w butli masz, więc nie musisz tankować.
J: Nie będę się z Tobą w taki głupi sposób kłócił. Chcesz jechać autem, auto spala paliwo, którego Ty poniesiesz koszty, żebym ci chłopie chciał policzyć coś jeszcze więcej, co nie byłoby niczym dziwnym zważając na porę. Zresztą zwykle jak ktoś mnie prosi o taką przysługę to na siłę mi 50 zł wciska i się cieszy, że ktoś w ogóle chce go o takiej porze wieźć. Od ciebie za dwie godziny jazdy znowu dwa piwa dostanę? To wolę sobie posiedzieć w domu, wiesz? I w ogóle rozmawiam z Tobą tylko, bo jesteś moim kolegą, jakbym kogoś mniej znał, to już byłby po drugiej stronie drzwi.

W tym momencie podeszła pracownica stacji w celu zatankowania gazu. Odsunąłem szybę i słyszę pytanie "za ile?"

Pytam więc znajomego:

J: Dajesz te 14 zł?
K: Nie mam.
J: (Do pani z obsługi) Nie, przepraszam, tylko kolegę chciałem wyrzucić.
K: Ale jak to?
J: Wysiadaj!
K: Ale stąd mam 40 min drogi!
J: Ja straciłem przez ciebie więcej czasu.
K: No nie wygłupiaj się, ona nie ma czym wrócić!
J: To się załatwia po ludzku, a nie wymusić próbuje!
K: Ale ja naprawdę przy sobie nie mam.
J: To się prosi o podwiezienie do bankomatu, a nie próbuje wymuszać darmową jazdę.
K: Ale jesteśmy kumplami...
J: Właśnie jestem Twoim kumplem, a nie szoferem.
K: Nie traktuję cię jak szofera.
J: Bo szoferowi się płaci i daje na paliwo... ale mniejsza z tym, zapłaty nie chcę, to co wsiadasz z powrotem i jedziemy do bankomatu, czy nie?
K: Podjedziemy jak wrócimy, ok? (stara sztuczka mojego kumpla, później by się pewnie okazało, że coś nie tak z kartą, albo ją zgubił, albo jeszcze coś innego, po prostu mój kolega zawsze ma problemy z oddawaniem).
J: Tak myślałem - odpowiedziałem z uśmiechem dodając jednocześnie gazu i puszczając sprzęgło.

Wnioski: może byłem za spokojny, ale kolega mimo swojej okropnej wady we wszystkich innych aspektach był naprawdę fajnym człowiekiem, więc nie chciałem go od razu wyrzucać.
Kolega się nie obraził, dziewczyna mu wytłumaczyła, zapłaciwszy 250 zł za taksówkę, w którym miejscu się mylił.

Uważam, że podwożąc kogoś, prośba o zwrot tylko za paliwo jest ogromną przysługą, bo przecież ofiaruję mu za darmo mój czas.

by Bronzar

<<< W poprzednim odcinku

1

Oglądany: 63196x | Komentarzy: 40 | Okejek: 202 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.01

17.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało