Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Głupota innych narodów II - doświadczenia bojowników JM

130 134  
484   129  
W poprzednim odcinku utwierdziliśmy się w przekonaniu, że Polska to zawalony śniegiem kraj, po ulicach którego chodzą niedźwiedzie polarne, a jego mieszkańcy nie wiedzą, co to prąd. Dziś nie będzie lepiej.



morgana:

Mieszkam sobie kolejny już rok w centralnej Anglii. Zdarzają się popisowe pytania i wypowiedzi:

Suzy, kobieta ok. 40-tki z dobrego domu (czytaj: mąż dużo zarabia - ona pracuje hobbistycznie) co roku jeździ na ekskluzywne wakacje w różne miejsca na świecie. Chwali mi się ostatnio, że wybiera się na Kretę. Była już w Grecji kilka razy i bardzo jej się tam podoba. Próbując podtrzymać rozmowę, pytam, czy była w Atenach. Jej odpowiedź: - A gdzie to jest? We Włoszech?

Meg (również ok. 40-tki) wyczytała na puszce z rybami "produced in Scandinavia". Chwila zadumy i całkiem konkretne pytanie: A gdzie to jest?

Brian (lat 65), całkiem serio podczas lunchu: A macie w Polsce kurczaki?

Podczas kursu pierwszej pomocy prowadząca się pyta: Ile człowiek ma krwi w organizmie. Jako że nikt nie kwapi się z odpowiedzią, wyrywam się, że to będzie ok. 5 litrów krwi i co słyszę? - Hmmm... nie, ma aż 10 pint krwi!
(No tak... tyle, że pinta to ok 0,5 litra ;))

Zdaję raport: "Temperatura _wzrosła_ z -20 na -7,0 st C" (każdy się ze mną spierał, że powinnam powiedzieć, że "spadła". (no cóż oni inaczej zimno odczuwają widocznie)

* * * * *

AgwazGG:

Początek lat 90. Pojechałam do Szwecji. Maluchem.
Kiedyś na parkingu podchodzi do mnie trzech facetów, oglądają "kaszelka" z każdej strony i jeden pyta:
- Fajny, sama go zrobiłaś?

Mało tego, pakowałam coś do bagażnika...
- Jak to, bez silnika jeździ? :wow

umarłam :D

* * * * *

Kristoff_Doe:

:morgana, Brian pobił na głowę "mojego" "landlorda" Tony'ego, który zapytał mnie, czy w Polsce znamy pieprz...

* * * * *

zajac76:

Niemcy uważają nas za strasznie zacofanych technicznie. przynajmniej niektórzy. A tu przyjeżdża Polak, nie chce, żeby mu tłumaczyć drogę, bo ma nawi, mierzy laserem, wykonuje projekt na lapie, ale największe gały zobaczyłem, kiedy u gościa zadzwonił telefon, a ja powiedziałem "Proszę nie odbierać. To ja wysyłam panu ofertę faxem" (z laptopa nie podłączonego do żadnych kabli.) To tak się da? :wow

* * * * *

logx:

Moja matka mieszka i pracuje w Manchesterze. Podobno kiedyś jej supervisor zwrócił uwagę, że gada w pracy (z innymi Polakami) po polsku... Mamusia się zdenerwowała i zapytała go o coś (ale nie jakoś z groźbą ani agresywnie), w każdym razie odebrał to jako posądzenie o dyskryminację, tudzież rasizm. Zrobił się blady, siny, potem przepraszał ją przez miesiąc, dostała podwyżkę, a do tego kwiaty i list podpisany przez prezesa ;]
Oni są tam kopnięci na tym punkcie, jak słyszą rasizm to od razu kładą uszy po sobie.

* * * * *

alkimia:

Mój pierwszy dzień pracy w irlandzkim kinie wydawałby się normalny, poza jednym.. Jedna z menadżerek chciała mnie nauczyć obsługi kuchenki mikrofalowej w tamtejszej kantynie. Później się okazało, że wszyscy pracujący tam nie-Irlandczycy musieli przejść to "szkolenie" :C Zdziwiła się, kiedy jej powiedziałam, że potrafię "to" obsługiwać :D

Jeden z moich znajomych (Amerykanin) chciał pewnego razu wyrzucić śmieci z kosza do głównego kontenera. Wyjął worek pełny śmieci wszelakich i rozwinął nowy czysty worek. Ku naszemu zdziwieniu zaczął przesypywać śmieci ze starego worka do nowego worka, po czym stary włożył do kosza a nowy już ze śmieciami poszedł wyrzucić do kontenera. Nigdy nie zrozumiem Amerykanów :C

* * * * *

morgana:

alkimia przypomniała mi pewną historię - ale to już w wersji przedstawicielki naszego narodu. :)

Na imprezie pani domu zaserwowała talerz z ciepłymi przekąskami (tosty, o ile mnie pamięć nie myli), które to po pewnym czasie naturalnie zaczęły znikać. Pani domu jednak była zabezpieczona na tą okazję i przyszła z nowym talerzem. Ale zamiast wymienić pusty na ciepły ;) zaczęła po prostu przekładać. Na usprawiedliwienie naszej rodaczki dodam, że impreza była zakrapiana :)

* * * * *

fanka_dzbanka:

W zeszłym roku będąc na campie w Stanisławach Zjednoczonych usłyszałam historię o tym, jak chcąc sprawdzić, czy europejska obsługa zna choć trochę geografię, podpuszczono "z letka" jedną Angielkę. A wyszło to w trakcie takiej oto rozmowy:
- Skąd jesteście?
- z Polski.
- Oooo....
- Wieeesz, te takie małe wysepki na Oceanie Spokojnym.
- (dziewczę zaaferowane, strzelające miny Miszcza Orto... yyy... Geografii :D i łykające opowieść jak bocian żabę) No, no, tak, wiem, no....

Inna opowieść: kumpel pojechał do Stanisławów do rodziny. Zrobił tamtejsze prawko przy okazji, coby pośmigać po przestrzeniach i bezdrożach. Poszedł po odbiór prawka ze swoją ciotką. W okienku siedziała miła, puszczysta, Czarna pani, poprosiła kumpla o dowód tożsamości (nomen omen był on polski, z POLSKIMI NAZWAMI I POLSKIMI LITERAMI). Nie mogąc się doczytać (:C) spytała kumpla o miejsce pochodzenia, więc odpowiedział zgodnie z prawdą, że Poland normalnie. Na co babiczka:
- Pooooland.................. (cisza przerywana szumem trybików w głowie intensywnie myślącej pani). Is it a part of United States?
Koleś o mało co nie poległ ze śmiechu, już chciał się odezwać, że noł, kiedy ciotka kopnęła go w kostkę i rzekła tonem zimnym i wyrachowanym: jes.
Morał? Kumpel dostał ful super mega wypas prawko pełnoprawnego obywatela USA, a jak wyjeżdżał, to dzięki temu, że przez to prawko był powpisywany w jakieś tajne rejestry (teki bezpieki? :] ) dostał nawet wezwanie na ławnika! Żeby zostać ławnikiem, trza być pełnoprawnym obywatelem Jułesejów przez dobre x lat :C

I ostatnia historyja jaka mi (na razie) przychodzi do głowy. Dziewczyna, która pojechała jako ąper do Holandii została nauczona przez gospodarza domu, w którym miała pilnować bachorząt, jak się obsługuje lodówkę :>:>:> Koleś ponoć patrzył na nią jak na upośledzoną, bo przecież to Polka, nie? :>:>:> W każdym razie gadał jak do skończonego tłumoka: GŁOOOOŚNOOO I W-Y-R-A-Ź-N-I-E:
- T-O-OOOOOO J-E-S-T LO-DÓW-KA. OTWIERA SIĘ JĄ TAAAAAAAK......
Zabić to za mało :> Nóż się normalnie w kieszeni otwiera... Lać i patrzeć, czy równo puchnie :szczypior

* * * * *

pfefferminztee:

Trafiłam jako au pair na zadupie Niemiec, gdzie psy dupami szczekały, ale mimo wszystko to jednak CYWILIZACJA, a ja - z buszu. Pan domu mi pokazywał, jak się u nich kompa odpala, na jakiej zasadzie internet działa, i gdzie mam kliknąć, żeby sobie założyć konto. Co dziwne, myśmy się przed moim przyjazdem komunikowali mejlowo! Pan sobie nie przyporządkował tego faktu w żaden logiczny sposób, nie wiem, może myślał, że chodziłam z tekstem szlaczkowym do wioskowego szamana, a dopiero on jako medium odkodowywał i wysyłał mejle?
Eniłej. Pewnego razu się okazało, że posiadam w swych zasobach piosenkę, którą oni też chętnie by posiedli. No dobra, co mi szkodzi się podzielić. Zbliżam się zatem do laptopa pana domu, dzierżąc w łapie pendrajwa.
- Co to? - padło pytanie.
Myślałam, że sobie gość jaja robi.
- ?? Yyy. Pendrajw zwany w Niemczech stickiem. Mam na nim tą piosenkę.
- Ale jak ty chcesz jej słuchać?
Nie, no teraz to na pewno mnie robi w balona.
- Można myknąć piosenkę ze sticka na laptopa.
Jakież było jego zdziwienie, gdy się okazało, że z tyłu machiny znajdują się takie specjalne gniazdka, w które można wetknąć coś oprócz kabla od myszki!
- A skąd ty masz tę piosenkę?
- Z netu.
- Czyli że z internetu można ściągnąć różne piosenki?
W tym momencie umarłam.
Sytuacja działa się jakieś półtora roku temu. Dodam, że gościu pracuje na lotnisku jako kontroler lotów.
Niedługo potem zakupił sticka, żeby mi zaimponować :C

* * * * *

chaos:

:fanka_dzbanka - skąd ja to znam...

Mi hałsmajster tłumaczył, jak się włącza piekarnik. Elektryczny.

A kiedy zepsuł się palnik w kuchence, to hałsmajster naprawił go tak, że palniki... cóż... przewody mu się pop...doliły i grzały nie te palniki co trzeba.

skutek:

1) zdziwienie - czemu ta woda w garnku od pół godziny nie chce się zagotować
2) wku*w - oparłem się dłonią o gorący palnik. Dobrze, że wtedy jeszcze nie miałem obecnego laptopa, bo jest blokowany na odciski palców, a hasła zapomniałem. Za każdym razem musiałbym go odpalać dużym palcem u nogi.
3) bogata i soczysta wiącha puszczona pod adresem hałsmajstra.

* * * * *

alkimia:

Właśnie mi się przypomniało :D
To jedna z rzeczy, których nie potrafię zrozumieć.
Otóż, będąc zatrudnioną w kinie pracowałam albo na tak zwanym florze (sprzątanie sal kinowych) albo w sklepie (popcorn, żelki, duperelki) albo na stoisku z lodami (chociaż faktycznie to tam tylko pomagałam). Po skończonym dniu należało umyć podłogi w sklepie i w tej "lodziarni". Nikt tej roboty nie lubił, więc spadało to na mnie, jako na nowego pracownika. Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że supervisor przynosił mi skądś mopa i wiaderko z wodą, która była brudniejsza od tej podłogi. Na moje pytanie, czy tym mam wymopować podłogę, odparł: a w czym problem? Podzieliłam się z nim moimi wątpliwościami, że po tym "umyciu" podłoga będzie z pewnością brudniejsza, jednak on z miną nie znoszącą sprzeciwu odparł: przecież zawsze tak robimy.
Kiedy sobie poszedł wylałam ten syf i nabrałam czystej wody.. Myślicie, że dobrze zrobiłam? :C

Inna sytuacja, także z zakresu BHP.
We wspomnianej już lodziarni, lody znajdowały się w takich dużych kartonowo-plastikowych pojemnikach, które należało wymieniać, kiedy kończył się dany smak lodów. Ale żeby nie marnotrawić resztek, Irlandczycy mieli na to sposób.. wyjmowali taki pojemnik, odstawiali na zewnątrz, aż lody się (o zgrozo!) rozpuściły i następnie przekładali je do tego nowego, pełnego pojemnika :wow
Żaden z klientów nigdy nie zgłosił bólu brzucha czy zatrucia.. :C
Z czego oni mają zrobione żołądki?

* * * * *

faraday:

Ehh, do kuzynki kiedyś dzwoniłem, mieszkała wtedy u jakichś Angoli. Moją piękną angielszczyzną zagaduję:

- Hello, jakieś tam różne, czy zastałem Alicję?
- Nie, będzie później.
- Aha, a konkretniej?
- Będzie później.
- Później, rozumiem, to znaczy, o której?
- Później.
- Dobrze dziękuję, ja zadzwonię... później... Do widzenia.

* * * * *

homer9:

Trochę mi się wydaje niesprawiedliwe tak się nabijać z innych narodów... bo właśnie mi się przypomniała scenka z mojej szkoły podstawowej, gdy to na lekcji geografii pewna dziewczyna, zapytana o stolice Polski odpowiedziała - "Brenno"... Tak... Ona znała dwie nazwy miejscowości - Włoszakowice, miejscowość w której mieszkała i owe Brenno. A była pewna, że Włoszakowice stolicą nie są. Nie pozostaje nic innego, jak tylko pokłonić się nad jej jak najbardziej prawidłowym logicznym myśleniem.

Ale w temacie wątku to:
Byłem w Stanach w kościele. Ot, dusza moja strawy duchowej potrzebowała i poszedłem na mszę. Msza fajna była, ksiądz był przygotowany na sporą ilość przyjezdnych, jako że to miasteczko nadmorskie, kurort prawie w południowym Maine, więc przywitał przyjezdnych, zaczął chodzić po kościele i się pytać, kto skąd przyjechał. No i padło na mnie, że przyjechałem z Poland.
- Och, to takie piękne miasteczko w środkowym Maine...
- Poland w Europie...
Chwilka, naprawdę krótka chwilka konsternacji:
- O, to jesteś spokrewniony z moim szefem. (wtedy jeszcze JPII żył i miał się nie najgorzej)
Fajny księżulek, nie?

Inna sprawa, że właśnie oglądałem "Only fools and horses" i Angole sami się nabijali ze swojej kiepskiej wiedzy geograficznej:
- To dokąd jedziesz w interesach?
- Do Warszawy.
- A gdzie to?
- (niepewnie) Rumunia...
- (niepewnie) ach taaaak....

Jak na razie (odpukać) mam szczęście do całkiem zorientowanych w geografii (ze szczególnym uwzględnieniem Polski), technologii i możliwych warunków atmosferycznych Irysami. No i są podobnie przesądni :)

* * * * *

norbixx:

Gafa wynikła z różnic kulturowych ;]
Mój kolega pojechał na Socratesa (w gim, wymiana uczniów, między krajami Unii, dla tych co dawno szkołę mają za sobą ;)), kazali im zabrać jakiś tajemniczy specyfik kulinarny. Z braku jakiejkolwiek weny wziął marynowane grzybki. Po przyjeździe, zapoznaniu się z rodziną, u której mieszkał, zakwaterowaniu się, przyszedł czas na obiad. Na obiad pieczyste z grzybkami smażonymi. Jakież było wielkie zdziwienie, gdy grzybki okazały się mieć kwaśny posmak. W sumie, to im się nie dziwię (ich pudding, a fe)

* * * * *

Nathalie:

Temat rzeka :C

Grecja, wczesne lata 90.: - A czy w Polsce też macie księżyc?

Quebec, Kanada
Koleżanka z klasy (ok.17 lat, dobra szkoła): - to Polska to państwo? Myślałam, że to miasto w Rosji.

Kolega w tej samej klasie: - A wszyscy Słowianie nie pochodzą od Rosjan?

Nauczycielka francuskiego w szkole piała raz z zachwytu nad cudowną kanadyjską jesienią. Nieśmiało wtrąciłam, że u nas też liście zmieniają kolor. W odpowiedzi usłyszałam: - Naprawdę? Myślałam że to tylko w Kanadzie!

W klasie córki znajomej nauczycielka niemalże wyśmiała ją za to, że powiedziała, że papież (jeszcze wtedy) jest Polakiem. Nauczycielka twierdziła kategorycznie, że jest Rumunem.

Ja raz się wściekłam na swojego profesora od francuskiego. Ni z tego, ni z owego zaczął mówić o wojnie i palnął coś o "Polakach którzy poddali się po 10 dniach" śmiejąc się przy tym głupkowato jakby to był świetny dowcip :> Coś mu odpowiedziałam i jak facet zobaczył moją minę i wzrok to zbladł i zaczął przepraszać...

Znajoma Hinduska mieszkająca od kilku lat w Ameryce bardzo zdziwiła się, że w Europie nie ma małp i słoni. Gdy odwiedziliśmy ją w domu, na koniec obdarowała nas figurkami zapakowanymi w torebki z wyraźnymi motywami wielkanocnymi (była jesień :D), a kolega dostał torebeczkę mocno różową :C

Pewien Żyd (pewnie amerykański) przekonywał mnie na forum internetowym, że Polacy to antysemici, bo Chmielnicki jest naszym bohaterem narodowym i mamy święto na jego cześć :C (dyskusja trwała długo, nie jestem pewna, czy go przekonałam :C)

Największa gazeta angielskojęzyczna w Montrealu z okazji wyzwolenia obozu w Oświęcimiu napisała, że obóz został wyzwolony przez wojska amerykańskie i kanadyjskie...(Robili wywiad z Żydami z Oświęcimia, którzy pod koniec wojny zostali popędzeni w głąb Niemiec i tam zostali oswobodzeni przez zachodnich aliantów. No i jak biedny dziennikarz kanadyjski nie miał się pomylić? :C)

Z drugiej jednak strony, wiele reakcji na słowo "Polska" było pozytywnych, większość z gracją ukrywała swoją ignorancję, kilku wykładowców na uniwersytecie wychwalało Polskę, tak sami z siebie, kiedy pojechałam na staż do pewnego "think-tanku" amerykańskiego to Amerykanin opowiadał studentom z pamięci o tolerancji w Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a kiedy pewien dziennikarz amerykański dowiedział się, że jestem Polką, to zaczął chwalić się swoją wiedzą o wojskach polskich na froncie zachodnim (włącznie z podawaniem nazwisk...)

* * * * *

kondish:

Lat temu kilka, kiedy to byłem w liceum, wraz z moją klasą pojechaliśmy do Francji na wycieczkę. Kiedy zwiedzaliśmy Paryż, w pewnym momencie (tuż przy Ritzu) podchodzi do nas gość i zaczyna do nas w naszym ojczystym języku gadać: "Ooo Polacy! Witam ja nazywam się (...) i jestem obywatelem Świata". Troszku zdziwieni słuchamy dalej... "No tak, bo ja jestem kloszardem. Nie żadnym zwykłym menelem, tylko KLOSZARDEM!! Przyjechałem tu 2 lata temu, a byłem już w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii." Ledwo powstrzymujemy śmiech, a pan Kloszard dalej nawija: "Bo wiecie, tutaj alkohol drogi jest, niee? Bo ja tutaj 2 przecznice obok mam melinę. I nie to że jakiś trefny towar, naprawdę super... bo ja jestem KLOSZARDEM, a nie jakim żulem!". Niestety musielśmy opuścić naszego rozmówcę, gdyż autokar nam odjeżdżał i nie dowiedzieliśmy się, jaka jest różnica pomiędzy menelem/żulem a kloszardem :D

* * * * *

Wasik:

Znajomy kiedyś opowiedział mi jak pracował w Szwajcarii. Kilka lat temu się to działo. Zatrudnił się u hodowcy bydła. Pierwszego dnia Szwajcar oprowadzał go po swoim rancho i pokazywał wszystkie dogodności. Czyli gdzie włączyć światło, gdzie jest kran z wodą, itp. Brał to za dobrą monetę, bo przecież musi wiedzieć, co, gdzie i jak. Załapał o co chodzi dopiero jak Szwajcar pokazał mu TV i magnetowid i zaczął tłumaczyć, że tutaj się takie ludziki pokazują, a tu się wkłada kasetę. Wkurzył się i powiedział, że u nas już nikt nie ma takich staroci i że u nas to tylko DVD. Gość myślał, że w Polsce to o prądzie nikt nawet nie słyszał, a kran z wodą to jakiś magiczny wynalazek.

Inny mówił mi, jak to w dawnych czasach pojechał Fiatem 125p do Niemiec. Siadł mu akumulator i zapytał Niemca, czy może się podpiąć do jego akumulatora kablami, żeby silnik odpalić.
- Nie ma u mnie nic takiego - stwierdził z przekonaniem Niemiec.
Na usprawiedliwienie można dodać, że miał Mercedesa i akumulator w bagażniku chyba. Może nie słyszał o tym, że samochód może nie odpalić, bo ma "Batery kaputt"

* * * * *

Jabberwocky-3422:

Lat temu wiele, moja ówczesna niemiecko-angielska landlady z okolic Hamburga wybrała się z dziećmi samochodem na wycieczkę na Sylt. Wróciła mocno wkurzona, bo zarobiła mandat (coś koło 200 DM) za przekroczenie prędkości na moście - drobne 120 zamiast 40. Na moje zdziwienie, że się tak tanio wywinęła, odparła, że sobie z niej żartuję, a policaje też się na nią uwzięli, bo mówili, że prowadziła niebezpiecznie, a przecież jej furka dopiero co była na warsztacie.
Po tym tekście odpłynąłem...
Pikanterii dodaje fakt, że zwykła była prowadzić w takich prawdziwych holenderskich sabotach bez żadnych pasków czy innych skórzanych elementów podtrzymujących. Przeżyłem taką jazdę i mam podejrzenie, że musiała się uczyć jazdy na małym autku, w którym wskazówka w pionie pokazywała 60 km/h.

* * * * *

pk1000:

Parę ładnych lat temu pojechałem zawieźć ze znajomym silnik do auta, bo mu padł w Niemczech i wcześniej wyjął i naprawił w Polsce. Zaczepił nas Niemiec obok sklepu i spytał, czy chcę pracować. Ja na to, że nie, że nie potrzebuje kasy. Nie mógł uwierzyć, że Polak nie chce pracować u Niemca. A jak dawał 12 marek za godzinę w polu i nadal nie chciałem, to powiedział, że dziwny jestem i dał nam spokój.

w 1995 roku we Francji mechanik samochodowy nie mógł uwierzyć, że maluchy jeszcze produkują gdzieś i upierał się, żeby mu podać rok produkcji, a nie datę zakupu samochodu (potrzebowałem część do malucha i mówiłem, że rok prod. 1990)

* * * * *

offca-lady:

Dobre kilka lat temu brałam udział w regatach, które częściowo odbywały się na wodach niemieckich. Po przebyciu któregoś tam etapu moja łódka przypłynęła do niemieckiego miasta. Dobijaliśmy do kei, na której siedział jakiś stary dziad - na oko woźny, dziadek klozetowy albo coś w tym guście, poza wyżej wymienionym - nikogo. Jako mówiąca najbardziej płynnie z całej załogi po niemiecku zostałam oddelegowana do zasięgnięcia informacji, gdzie tu jest bosmanat i z kim mam gadać co do postoju, etc., ewentualnie negocjować, jakby się okazało, że ówże dziad reprezentuje właściciela mariny.
Podchodzę, grzecznie zaczynam gadkę, facet odpowiada, udziela informacji, a na koniec mówi do mnie:
- Ty się niemieckiego w szkole uczyłaś? (podkreślę, że ja mu "Sie" przez całą rozmowę, a on olał i per "du" do mnie)
Odpowiadam, że tak (bo istotnie: po podstawówce i liceum z poszerzonym niemieckim plus różne kursy nejtiwspikery, itp).
A koleś zmierzył mnie wzrokiem krytycznym i z bezdenną dezaprobatą dla mego akcentu, mówi:
- To słychać.
Irytacja mnie wzięła, bo może nie mówię jak rodowita Niemka, ale w końcu przyjeżdżam do jego kraju i w jego języku gadam więc co wydziwia. Zapytałam go:
- A pan zna jakiś język poza niemieckim?
- Nie.
- To widać...
Minę miał bezcenną :D

Arogancja niektórych przedstawicieli niektórych narodów jest osłabiająca.

No i klasyczna historyjka o naszym klimacie. Pani w tabaku w Monako spytała mnie (wrzesień to był i 25 stopni w cieniu, a ja ubrana w bluzkę bez rękawów) skąd jestem i czy mi gorąco. Na moją odpowiedź, że z "Pologne" i tak, całkiem ciepło, ze zrozumieniem pokiwała głową "Bo u was to ciągle śnieg leży..."

* * * * *

deemahn:

A ja i tak najbardziej lubię klasyk z dowolnego lotniska w UE, kiedy do kontroli paszportowej w budce z wyraźnym napisem UE ONLY dziarskim krokiem zmierza obywatel (-ka) bratnich US of A i wręcza panu celnikowi paszport, po czym zaczyna się awantura, ze "jak to inne okienko, przecież z USA jest i na pewno pan celnik się myli".
No ale ponad 40 procent tych władców świata jest pewnych, że USA są w Unii Europejskiej.

* * * * *

The_mon:

Ponieważ pracuję w kolejnej już amerykańskiej firmie, mogę powiedzieć, że to standard. Amerykanie są bardzo dumni ze swojego kraju i jego dokonań (i słusznie), niestety są jednocześnie niedouczeni, a bardzo zadufani w sobie. Parę przykładów:

1997 - Pierwsza wizyta w USA, szkolenie dla pracowników na poziomie podstawowym, po szkoleniu egzamin ze znajomości produktu i zadań matematycznych na poziomie 6 klasy podstawówki. Na 52 szkolonych - 15 obcokrajowców, reszta Amerykanie po koledżu i Vica (taki odpowiednik pomaturalnego technikum)
Wyniki: 15 obcokrajowców w pierwszej 20-tce, pierwszy Amerykanin na 7 miejscu.

Tak gdzieś w tym samym czasie.
Rozmowa w barze z nowym amerykańskim managerem: - Ameryka dominuje nad światem, nie ma już innych mocarstw
Mój komentarz: - A nad Ameryką krąży sobie jedyna na świecie Radziecka stacja orbitalna MIR.
Facet nie uwierzył, zadzwonił do kolegi sprawdzić, wrócił blady po 10 minutach. Z wrażenia nie postawił nam 2 kolejki :)

1999 - Sklep z RTV:
- Skąd jesteś
- Z Polski
- A... znam świetny Polish Joke
- Dobra, zaraz mi opowiesz, ale na razie poproszę amerykański telewizor
- Proszę sobie wybrać, wszystkie są amerykańskie
- Nie no, niech pan sam zobaczy, sony, sanyo, panasonic... toż to sama Azja
Facet z nadzieją pokazuje mi RCA (firma faktycznie amerykańska)
Odwracamy karton, a tam Made in Taiwan.
Facet leci po managera, sprawdzają po całym sklepie, nic co wyprodukowano w USA.
Faceci zdruzgotani, a ja, udając oburzenie, wychodzę.
W 20 minut później przechodzę obok - sklep zamknięty i karteczka z napisem "Storage Check" - 2 dni tak wisiało :))

Standardowe wyposażenie pracownika amerykańskiej korporacji informatycznej:
Torba made in Pakistan
Notebook made in PRC
Linka zabezpieczająca (zwykle Kensington Lock) made in USA

USA 2006 - Rozmowa z młodym człowiekiem, który stara się o pracę:
- Chciałbym przyjść do was pracować na rok, a potem zajmę się wolontariatem w krajach afrykańskich albo arabskich.
- A w jakich?
- Angola, Kongo, Libia, Egipt, może Chile (sic!), Irak
- Proszę pana, wymienił pan same kraje, w których Amerykanie nie są mile widziani
- Tak? A dlaczego?

Albertvlle, 4 gwiazdkowy hotel
Co ma pan z win importowanych?
- Sutter Home? (niezłe, tyle że z Kalifornii)

Wizyta w serwisie samochodowym, ja i dyspozytor
D: - Czemu pan przyjechał?
J: - Bo zapaliło się check engine i nie gaśnie przez cały czas
D: - Mówił pan, że ta 2. kontrolka zapaliła się panu wcześniej
J: - Tak, ale to, o ile wiem, jest wskaźnik poziomu płynu do spryskiwacza
D: - Naprawdę?

W hotelu w Portland w Oregonie
- Skąd pan jest ?
- z Polski
- Poland, hmm... to gdzieś między Finlandią a Brazylią?
(w sumie miał racje :) )

Jadę z koleżanką do Portland, łapiemy gumę (oczywiście zero lewarka i klucza), panienka niewiele myśląc - za telefon i po pomoc drogową. Szuka zasięgu po całej drodze. Zrozpaczona wraca, informując, że jesteśmy za daleko, komórka (starego typu) działa. Wyciągam moją nieśmiertelną nokię 6310i (to był telefon!) - jakąś sieć mam, wiec podaję jej - zadzwoń
Szok i nie dowierzanie - zadzwoniła
- Skąd masz taki telefon?
- To szpiegowski po KGB, kupiłem w demobilu
Mina panienki bezcenna.
Po godzinnym czekaniu dociera do nas laweta, która obiecuje nas dowieźć do najbliższego miasteczka. Pytam faceta o lewarek i klucz. Facet ma, ale że wygląda mi na 70-tkę, wiec sam zdejmuję marynarkę, zakasuję rękawy i zmieniam sam koło w 10 minut.
Facet zaskoczony tempem patrzy na zegarek:
- Był pan na szkoleniu?
- Nie, w wojsku :)
W kontekście mojej poprzedniej wypowiedzi koleżanka patrzy na mnie dziwnie, nie daje się już zapraszać na drinka.

* * * * *

Marreco:

Amerykanie to tępaki, co prawda nie wszyscy, ale większość :C
Bohaterem opowiadania nie będzie jednak Amerykanin, a mój kolega Pakistańczyk :D
Rzecz miała miejsce w koledżu w trakcie kursu tzw. ESL czyli English as Second Language. W klasie mam 18 osób, większość z Korei Płd, są też z Turcji, jakiś dziadek z Niemiec, ja z Polski, no i Pakistańczyk.
Zadanie było proste - opowiedzieć o swoim kraju. No i (k)olega zaczyna: "To może ja tak ogólnie o Pakistanie opowiem"
(N)auczycielka: "To pokaż wszystkim na mapie, gdzie leży Pakistan"
Kolega szuka, szuka, szuka... W Afryce nie ma! W Ameryce Płd. nie ma!
Przerażenie w jego oczach coraz większe... Dopiero Koreańczycy mu podpowiedzieli "Koło Indii!! Koło Indii patrz!!" :C
W końcu znalazł :D

* * * * *

Lucens:

Amerykanie generalnie niewiele o świecie wiedzą, ale mnie rozłożył jeden z nich:
Słuchaliśmy sobie w pracy Marilyna Mansona (zacząłem sobie nawet podśpiewywać). Zaintrygowany tym amerykański kolega zapytał, czy u nas Manson jest po polsku?! Myślało biedactwo, że każda piosenka jest w danym kraju dostępna w wersji językowej danego państwa... Twierdził, że nie słyszał jeszcze w całym swoim życiu piosenki śpiewanej w języku innym niż angielski.

* * * * *

YarekQ:

Jeden prosty:
Wczoraj szukam mapy (elektronicznej - na CD) do mojego samochodu, więc www-->site producenta--->region (central Europe) - I CO???
Wg producenta (znana i renomowana firma, przez litość nie wymienię nazwy) pojęcie "Central Europe" obejmuje kraje tylko i wyłącznie NA ZACHÓD od Odry. Wysłałem im maila, że ich website jest "slightly misleading" i geometryczny środek Europy jest od lat w Polsce.
Powaliła mnie ich odpowiedź (w skrócie): "Sprawdzimy to..."

Drugi trochę dłuższy, za to wyjaśniający, skąd te wszystkie niedźwiedzie na naszych ulicach:
W pracy jeżdżę dużą terenówką, bo inaczej z reguły się nie da, zawsze z dużą mocną ramą z przodu (tak na wszelki wypadek) chroniącą to, co za nią i niszczącą to, co przed nią - podczas zderzenia. Kiedyś z kolegą z Australii wsiadaliśmy do auta, w którym właśnie zainstalowano taką nową, śliczną, chromowaną ramkę - błyszczała się w słońcu cudnie, a my jak typowi faceci zaczęliśmy się nią zachwycać, czemu przysłuchiwała się grupka pracujących Angoli. Mike jako typowy mieszczuch (mieszka w Sydney) z całą powagą stwierdził "My montujemy takie przeciw kangurom", na co ja równie szczerze "a my przeciwko niedźwiedziom". Zapomniałbym o tym całym stwierdzeniu, gdyby nie to, że Angole jeszcze kilkadziesiąt minut później sprzeczali się, co jest cięższe - kangur czy niedźwiedź.

* * * * *

annike:

Mieszkam sobie już jakiś czas w Oslo i tu też ludki nie za bardzo są zorientowane, gdzie leży nasz pięęęękny kraj :C

W kiosku, kupuję znaczek...
- Poproszę znaczek do Polski
- yyyyy (chwila zamyślenia...) A to jest w Europie?

Nie, na księżycu :D

Pewien ciemnoskóry osobnik płci męskiej (taaa, rodowity Norweg z pewnością :C ) zapytał mnie kiedyś, jakiś rok temu, jak nam się żyje w "tej komunistycznej Polsce"?

Wielkie oczy robią, jak okazuje się, że oprócz polskiego potrafię się posługiwać biegle angielskim, a jak już usłyszą, że mówię też w ich języku, to szczęka opada im do ziemi (bo jak taka "Polka" może się nauczyć ICH JEDYNEGO NA ŚWIECIE SŁUSZNEGO JĘZYKA)
Tak, Norwegowie są jeszcze bardziej zapatrzeni w siebie niż Amerykanie :C

Nie wspomnę o dużych oczach "też macie w Polsce internet?" :D

* * * * *

plumbum:

Kiedyś już wrzucałem moje historie z Anglii, ale co tam.

Było to jakieś naście lat temu. Będąc w Londynie, chciałem wysłać kartki do znajomych. Kartki miałem, potrzebowałem jedynie znaczków, które można było kupić w kioskach/punktach z gazetami. W jednym takim miejscu pracował mocno opalony jegomość.Podchodzę do niego i proszę o znaczki na kartki pocztowe
- A gdzie chcesz wysłać? - pyta osmalony.
- Do Polski! - odpowiadam dumnie.
Osmalony myślał przez chwilę i oznajmił, że posiada znaczki tylko do Europy!!!

Sytuacja druga:

Pracowałem u jednego Turka z Cypru. Któregoś dnia pyta się mnie:
- Słuchaj, gdzie jest ta Polska?
- Wiesz gdzie są Niemcy? - pytam
- No wiem
- A Rosja?
- Acha - odpowiada Turek
- No to Polska leży między Niemcami a Rosją.
- Słuchaj - zagaduje dalej - a po jakiemu wy w tej Polsce mówicie, po niemiecku czy po rosyjsku?

* * * * *

cah:

No to teraz moje 3 grosze :) Udałem ja się byłem ze znajomą do naszej koleżanki, która przebywała na Erasmusie we Francji. Mieszkaliśmy u niej, w kamienicy zamieszkanej przez innych erasmusów, Amerykanów, itd., anyway samych studentów. Wchodziliśmy więc z nimi w interakcje, swoja drogą bardzo mili ludzie, ale...

Scena nr 1
Krótko po przyjeździe wybraliśmy się większą grupą na zakupy do Carrefoura. Pytanie pewnego Anglika do mnie: a czy w Polsce macie sklepy?

Scena nr 2
Pojechałem z polską koleżanką do Paryża. Zabrała się z nami amerykańska studentka. Po pewnym czasie stwierdziliśmy, że teraz pójdziemy do Centrum Pompidou.
[A]merykanka: Co to jest Centrum Pompidou?
[J]a: Nooo, muzeum sztuki współczesnej.
A: A co tam można zobaczyć?
J: Na przykład dzieła Dalego.
A: Dali? Who's Dali?!

Scena nr 3
W kamienicy była wspólna kuchnia. Dnia pewnego zatkał się zlew. Jako że nie ja byłem stałym mieszkańcem, uznałem, że to nie mój problem. Jak z ową sytuacją poradzili sobie stali mieszkańcy? Wzięli wiadro, wygarnęli wodę i wylali ją do toalety. Następnie wstawili wiadro do zlewu. I tak to sobie stało przez 2 dni, a oni przywykli do tego rozwiązania, podejrzewam, że gdyby nie moja skrajna irytacja, to dalej korzystaliby z tego niezwykle skutecznego i jakże wygodnego sposobu. Zakasałem rękawy, podłożyłem miskę pod rury, odkręciłem kolanko, wydostałem ze środka kilogramy makaronu i innych świństw i po 10 minutach było po sprawie. Tak zostałem bohaterem kamienicy, a legenda o polskim hydrauliku jest ciągle żywa :P

* * * * *

bareu:

Legenda o polskim hydrauliku mi przypomniała.

Austria. Akademik. Ludzie z całego świata. Pewnego razu gonię z bambetlami do pralni. Im bliżej niej jestem, tym bardziej się zastanawiam, co jest nie tak. Wchodzę do środka, a tam grupka ok. dziesięciu osób ślepia w niedziałające pralki.

J: Co się dzieje?
K: Pralki przestały działać.
J: Długo już tak sterczycie?
K: Jakieś dwadzieścia minut.

Rozglądam się po pralni. Jest! Niewielka skrzynka. Otworzyłem i zrobiłem pstryk. Czary zadziałały, a dziwom nie było końca.

Swoją drogą to żadna sierota nie wpadła też przez dwadzieścia minut na pomysł, żeby pójść do konserwatora, który był na drugim końcu korytarza.

* * * * *

antares444:

A teraz pewna ciekawa historia z udziałem Amerykanów, konkretniej wojskowych. Jakiś czas temu kuzynka z mężem zamieszkiwała w bazie wojskowej Ramstein Air Base. Pewnego dnia amerykański wojskowy zapytał: skąd jesteście? Odpowiedz była bardzo prosta - z Polski!
Pytanie drugie już bardziej dokładne: a gdzie jest Polska? Odpowiedz tylko troszkę zaskoczyła pytającego:w Europie! Na to wojskowy odpowiedział: jak kiedyś będę miał pieniądze, na pewno odwiedzę Europę :-) Dla niezorientowanych, wspomniana powyżej baza znajduje się u naszych sąsiadów, Niemców, natomiast ciekawski wojskowy mieszka w Niemczech już ładne kilka lat (co najmniej 6) :-)

<<< W poprzednim odcinku


Oglądany: 130134x | Komentarzy: 129 | Okejek: 484 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało