Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Głupota innych narodów - doświadczenia bojowników JM

90 613  
509   115  
Kogutto86 pisze: Proponuję taki mały konkurs. Wklejajcie sytuacje ukazujące głupotę innych narodów. Z nas śmieje się cała Europa i pół świata, teraz my możemy pośmiać się z nich.

Hornblower:

Kolega pokazał kiedyś jednemu fakenowi fotki z wnętrzami Pałacu Poznańskiego (taki reprezentacyjny pałac XIX-wiecznego fabrykanta) i powiedział, że to jego chata. Angol przytomnie zapytał, dlaczego w takim razie pracuje w UK za najniższą stawkę. Ten mu odpowiedział, że taki ma kaprys - chce zobaczyć, jak to jest być biednym robotnikiem.

* * * * *

Koleżanka z pracy spytała mnie krótko po moim wstąpieniu do firmy, skąd jestem?
- Z Polski. Wiesz, gdzie to?
Chwilę się zastanawiała i ku mojemu zaskoczeniu odparła:
- W Europie.
- A dlaczego w Europie?
- Bo jesteś biały.
Na cały luty firma posłała mnie służbowo do Walii, do niewielkiego kurortu nadmorskiego. Wynajęto mi B&B w wiosce, jakieś 4 km od miejsca pracy. Jeździł tam bus, ale rano zawsze chodziłem piechotą - tylko z powrotem korzystałem z komunikacji publicznej.
Oczywiście miejscowi pokpiwali sobie z tego zwyczaju - taki szmat drogi na pieszo? No tak, dziki Polak.
Któregoś dnia spadł rano śnieg, ot 2-3 cm. Po południu już go nie było. Tradycyjnie poszedłem do roboty rozkoszując się białym puchem. Po drodze już dowiedziałem się, że lotniska, szkoły i niektóre firmy zamknięto do odwołania. Później okazało się, że jeśli ktoś, jak ja, mieszkał poza miastem - dzwonił do managera i mógł zostać w domu!
Dlatego z zaskoczeniem przyjęto moje pojawienie się w pracy.
- Jak dotarłeś? - pytają Walijczycy
- Jak zwykle, pieszo - odparłem. Tematem dnia był "crazy Pole", który desperacko przedzierał się przez zaspy i bezdroża, ale, wiadomo, w Polsce to normalka.
Drugiego dnia znów spadł śnieg, ale WYJĄTKOWO, z uwagi na śliską nawierzchnię (bałem się, że może mnie ktoś potrącić), wsiadłem w autobus.
- A dziś jak? - pyta ciekawski tłumek
- Dziś busem - odpowiadam, pewien, że dziś już sensacji nie będzie.
Ale nie, Walijczycy posmutnieli. Jeden mówi:
- Guys, sytuacja jest zła - nawet Polak musiał dziś skorzystać z busa.

* * * * *

Landlord (właściciel mojej chaty i paru innych) dzwoni raz do mnie i mówi, że chce od niego wynająć lokal gość z jakiegoś dziwnego kraju, ale nie może się z nim dogadać, bo słabo zna angielski.
- Mógłbyś z nim pogadać?
- Ale z jakiego kraju?
- Na paszporcie pisze L-I-E-T-U-V-A
- A znaczy się Lithuania (Litwa) - nie słyszałeś o takim? Mały kraj, ale sąsiaduje z Polską.
- Super, to na pewno się z nim dogadasz.
- Daj go do telefonu - mówię, wiedząc, że jak gość zna tylko litewski, to za Chiny Ludowe się nie dogadam. Szczęśliwie znał rosyjski i jakoś to poszło.
Dwa, trzy tygodnie później spotykam go na ulicy i opowiada mi o jakichś Słowakach.
- Mówili mi, że to też wasi sąsiedzi. U nich tez obowiązuje polski, jak na Litwie?

* * * * *

W pierwszej pracy pod koniec miesiąca trzeba było sobie zliczać godziny pracy. Często pracowało się pełną godzinę 15, 30, 45 minut.
No i jednej Angielce wyszło: 156 godzin i 75 minut.

* * * * *

Szewa:

Teraz historia znajomej (też z Anglii). Jej supervisor zawsze na koniec dnia mopował podłogę w restauracji. Nie robił tego od końca sali do wyjścia, tylko jechał po okręgu, aż w końcu zostawał na środku, gdy wokół było mokro. Czekał, aż podłoga wyschnie i dopiero wtedy wychodził. Kiedy znajoma zwróciła mu uwagę, że można wykorzystać pierwszy sposób, to koleś aż się oburzył, jak ona może pouczać swojego przełożonego.

* * * * *

marzano:

Widać że Angolom blisko do Amerykańców. Swego czasu w Stanach, gdzieś w Ohio, dziewczyna, lat około 18 zapytała mnie, czy w Polsce nadal jeździmy konno i czy mamy normalne drogi (na szczęście nie pytała o autostrady), a w osłupienie wprawiłem ją, pokazując jej swój - kupiony w Polsce - telefon komórkowy, który był "nowocześniejszy" niż jej.

Z kolei pewien Afroamerykanin, lat około 30, zapytał mnie, jak długo trwa podróż z Polski do USA pociągiem.

* * * * *

Bolo:

Wiara w białe niedźwiedzie w Polsce i liczenie każdego, nawet najprostszego działania na kalkulatorze były również nieodłącznym elementem mojej pracy z Angolami.
Z bardziej idiotycznych rzeczy jakie mnie tam spotkały to pytanie podczas jazdy windą: "Czy w Polsce też macie windy?"
Byli niesamowicie zdziwieni, kiedy powiedziałem im, że mamy u nas w kraju więcej niż jedno lotnisko.
No i jednemu młodemu Anglikowi udało się wkręcić, że w Polsce nie ma żadnych samochodów, bo wszystkie już ukradli. Łyknął bez zastanowienia.

* * * * *

odgdog:

Moja dziewczyna w USA kłóciła się z kolesiem o to, co jest stolicą Polski. Koleś był pewny, że Oslo.

* * * * *

ComeWithMe:

19-letnia Angielka bodajże z miesiąc temu pytała się mnie, czy Polska leży w Azji. Oczywiście na tak głupie pytanie mogła być tylko jedna odpowiedz: "Yes, of course". Było nieźle śmiechu z kolegami. Ale co dziwne okazało się, że młodzież angielska nie ma zielonego pojęcia, gdzie leży Polska, a większość nie ma pojęcia o krajach takich jak Niemcy, Francja, Włochy, itp. Spytałem dziadka, z którym pracuję, czy może on wie gdzie leży Polska: w Azji czy już może w Europie? Odpowiedział mi, że można powiedzieć, że częściowo w Europie, ale nie byłby tego taki pewny.

Kiedyś ta sama młoda dziewczyna, nazwijmy ją po imieniu Natasha (imię rosyjskie, ale jest 100% Angielką), pytała się, jak my wytrzymujemy to zimno w Polsce, bo podobno "Polacy żyją w igloo", a wkoło chodzi pełno białych niedźwiedzi. Pytałem, skąd ona bierze takie newsy? No jak to skąd - w szkole ją tego uczyli.
I teraz jak mnie spotykają idiotyczne sytuacje (2-3 razy w tygodniu), tłumaczę sobie to tak: Polska leży w Azji, ja mieszkam w igloo, a po ulicy chodzą białe niedźwiedzie.

Rozmawiam z Polakami (na fabryce) po polsku, a jeden Anglik po pół roku pracy mówi do mnie, że nie może mnie czasami zrozumieć, czy nie pochodzę czasem z Liverpoolu?
Nie wiem jak on chciał mnie zrozumieć... Mówiłem po polsku.

Natasha, jedna z głównych bohaterek moich przygód, życia i pracy w Anglii miała coś z nogami, zawsze chodziła jak kaczka. Skarżyła się wszystkim, że bolą ją nogi i zawsze jak szła po hali (fabrycznej), znosiło ją na lewo.
Po czterech miesiącach kumpel wyczaił dlaczego - codziennie ubierała dwa lewe gumowce.
Po przejściu z Agencji pod Fabrykę dostała własne i je podpisała.
I tak skończyły się jej kłopoty z nogami.

Niedawno była zmiana czasu.
Superviserka chodziła po hali i każdemu po kolei mówiła, że u nich w Anglii jest taki zwyczaj, że przesuwa się czas o godzinę.
Wyobraźcie sobie, w jakim szoku była, gdy moja dziewczyna powiedziała jej, że w Polsce też to robimy.

* * * * *

Master.com back:

Pamiętam ze swojego pobytu w Anglii pytające zdanie Anglika do mojego kolegi, który wracał samochodem do Polski:
A: "Nie boisz się jechać samochodem do Polski?"
Kolega: "Nie, dlaczego? Będę jechał ostrożnie"
A: "Ale nie o to chodzi, nie boisz się jechać do Polski, kiedy tam u Was jeszcze wojna trwa"
Jak najbardziej autentyczna sytuacja. Być może mylą nas z Bałkanami, bądź uważają, że stan wojenny trochę się przeciągnął.

* * * * *

illy:

Mnie Angol, u którego wynajmowałam pokój, chciał nauczyć, jak się obsługuje czajnik elektryczny :C:C:C
Ale sprawiedliwość muszę Mu oddać, że jak obdarzyłam go zimnym spojrzeniem i stwierdziłam: "Wiesz, my serio MAMY czajniki elektryczne w Polsce!" - to zaczął mnie przepraszać :)

* * * * *

A wykładowca (!!!) na Uniwerku spytał się mnie: "Jak ty piszesz prace domowe po angielsku? Czy wpierw piszesz je po polsku - a potem tłumaczysz?"
Nie mógł jakoś zrozumieć, że ja mogę tak... od razu po angielsku.

* * * * *

I przypomniała mi się scenka rodzajowa. Też UK. Zajęcia z metod statystycznych - z całego kursu, na który chodziło 30 osób (głównie studiujących biznes, ekonomię, itp.), rozumiały cokolwiek dwie osoby: ja (studiująca psychologię) i Włoch (matematyk).
W akcie desperacji prowadzący zajęcia, rwąc włosy z głowy zawołał:
"Dlaczego tylko Monika i Christian cokolwiek rozumieją?!?!?!"

Ktoś z sali odpowiedział: "Bo on jest matematykiem, a ona Polką" :D

* * * * *

lava_hunter:

O te niedźwiedzie polarne zapytał mnie parę ładnych lat temu nauczyciel geografii, więc myślałam, że sobie żartuje, ale im dłużej tu siedzę, to pytanie pojawia się jak najbardziej serio. Czy ktoś może wie skąd to się wzięło? Przecież na zdrowy rozum skąd polarne w polskim klimacie? (dobra, wiem, że tu nie mają zdrowego rozumu :C)

Anglia: zajęcia z multikulturalizmu, wykładowca Anglik: "Karykatury Mahometa pojawiły się w gazetach takich krajów jak (...), (...), Czechosłowacja, (...)

* * * * *

SMS od koleżanki Angielki w dniu, kiedy spadł pierwszy śnieg w lutym (jakieś 3-4 cm, dawno rozjeżdżony przez auta): w wiadomościach podają, żeby nie wychodzić z domu; myślisz, że zamknęli uni i odwołali zajęcia? (dla niedowiarków, że 10 cm śniegu może wywołać prawdziwą panikę: https://news.bbc.co.uk/1/hi/uk/6338151.stm)

* * * * *

Emerytowany wykładowca teorii socjologicznej: czy w Polsce nadal mówicie po rosyjsku? (zdziwił się gdy mu powiedziałam, że jest taki język jak polski).

* * * * *

Ciotka mieszka w Stanach w okolicach Chicago i pracuje w hotelowym biurze. Gdy leciała do Polski na parę dni, koleżanka z pracy zapytała się, ile potrwa jazda samochodem.

* * * * *

Koleżanka z Korei: czy Polska leży na wyspie obok Hongkongu?

* * * * *

marekb:

Mam kumpla mieszkającego od lat 80. w Niemczech. Przyjeżdża często do Polski i raz namówił kolegę z pracy, żeby wybrał się z nim na weekend. Facet nigdy u nas nie był, ale za to znał doskonale Polskę z niemieckich mediów. W swoje 20-letnie audi załadował cały bagażnik słodyczy, owoców, konserw i wędlin w folii (dał się przekonać, żeby nie brać zapasu chleba). Po przyjeździe i rozpakowaniu się (mieszkali w nowym, ogrodzonym domu, który buduje kumpel) przez całą noc siedział w oknie i pilnował samochodu. Nad ranem bidulka usnął, a kumpel pojechał na zakupy. Kiedy Niemiec się obudził, nie mógł uwierzyć, że zapach roznoszący się z kuchni to świeżo wędzone mięso ("mięso tak nie pachnie") - dopiero kiedy spróbował, to zmienił zdanie. Cały zapas niemieckich konserw i wędlin zjadły psy...

Drugi szok to wizyta nad morzem. Joachim przyznał, że spodziewał się chałup krytych strzechą - i faktycznie na takie trafił. Niestety, standard oferowany przez te lokale był grubo poza zasięgiem jego portfela :C Oczywiście cały czas miał na oku zaparkowany przy ulicy samochód - odpuścił sobie dopiero wtedy, kiedy zobaczył, że połowa samochodów stojących na promenadzie to wozy Niemców (a do tego same lepsze i nowsze marki). Kiedy jeszcze okazało się, że w każdym miejscu można dogadać się po niemiecku, to szczena mu całkiem opadła.
Dziś Joachim przyjeżdża do Polski częściej - ale zawsze witamy go nieśmiertelnym pytaniem "A konserw nie zapomniałeś ?"

* * * * *

Dewes:

Pewien Amerykanin, współpracownik mojego kolegi całe życie był przekonany, że polski i niemiecki to języki pokrewne. Dopiero jak mu kolega powiedział zdanie po polsku, po czym przetłumaczył je na niemiecki i zapytał z lekką nutką ironii, czy to brzmi podobnie - ujrzał twarz z oczami jak pięciozłotówki i usłyszał pytanie: "to w ilu językach ty mówisz?".

* * * * *

kondish:

Kilka lat temu przez miesiąc przebywałem wraz z rodzicami w Libanie. Naszym przewodnikiem był Libańczyk, który prowadził sklep przy bazie ONZ i znał bardzo dobrze język polski (no, może jego gramatyka nie była jak u prof. Miodka, ale ogólnie jakichś poważnych błędów językowych nie czynił). Kiedy jechaliśmy samochodem, moja rodzicielka postanowiła zapytać, czemu koło dróg w Libanie jest tyle śmieci. Na to Tygrys (bo tak mu było na imię) stwierdził: Bo u Arabów jest tak, że Allah stworzył dwa śmietniki: jeden po prawej stronie drogi, a drugi po lewej stronie.

Innym razem matka zobaczyła jakieś żółte kwiatki i oczywiście chciała się dowiedzieć, co to za kwiatki są. Na to pytanie Tygrys odrzekł: "No, to są, hmm..... a co ja, k*rwa, botanik jestem"

Kiedy byliśmy w restauracji, prowadzonej ponoć przez jakiegoś wysoko postawionego członka Hezbollahu, Tygrys opowiadał nam o muzułmanach (sam był chrześcijaninem), gdyż byliśmy zdziwieni, że piją alkohol, a przecie Koran tego zabrania. Według jego teorii Allah zabrania picia alkoholu, ale... w nocy jest ciemno, więc Allah nie widzi.

I jeszcze jedna opowieść z Libanu, tym razem o Hindusach. Mój ojciec prowadził sklep w polskiej części bazy ONZ, więc jak przyjechałem, to trochę mu pomagałem. Często wpadali żołnierze z Indii, którzy (mówiąc delikatnie) nie pachnieli zbyt dobrze (a zwłaszcza oficerowie). Kiedy przychodzili, w sklepie unosił się niezbyt przyjemny zapach, który był spotęgowany tym, że produktem, po który przychodzili, były perfumy... damskie. Kiedy przychodzili z żonami, to one też brały perfumy... męskie.

Pewnego dnia, kiedy było jakieś 35 stopni w cieniu, oczom mym ukazali się Ghańczycy. Wszystko byłoby OK, tyle że ubrani byli oni w puchowe kurtki, czapki zimowe i rękawiczki... w końcu to było tylko 35 stopni :D

* * * * *

QuietC:

Moja siostra mieszka w Londynie ze swoim chłopakiem, rodowitym Anglikiem, którego rodzina pochodzi z Barbadosu, na który zostali pewnie sprowadzeni jako niewolnicy z Afryki kilkaset lat temu. Inaczej mówiąc - z Murzynem. Kevin to bardzo fajny facet, ale jak spadnie 3 cm śniegu to on samochodem nie jedzie i co najwyżej zamawia taksówkę, bo: zaspy śnieżne, ślisko i ogólnie katastrofa klimatyczna. Trzeba było widzieć jego minę, jak zeszłej zimy po raz pierwszy zawitał do Polski. I to jeszcze w góry. Nie mógł uwierzyć, że można jeździć w takich warunkach.

* * * * *

brtk:

Gdzieś na wiosce w Irlandii zachciało mi się kawy:
- Poproszę dużą białą kawę
- Bardzo mi przykro, nie ma. Czy może być czarna z mlekiem?

* * * * *

fairfax:

Kilka mi się z USA przypomniało:

Zagadnęła nas jakaś kobieta
- Jak długo jesteście w USA ?
- Dwa tygodnie
- I tak dobrze mówicie po angielsku?

Gadam z jakimś kolesiem, pyta mnie o mój akcent i w końcu pyta skąd jestem
- Polska
- Ke? - gościu intensywnie myśli
- Polska w Ohio ??
(Tu trzeba jednak nadmienić, że istnieje miejscowość Poland w Ohio)

No i nagminnie zadawane pytania typu:
- To wy macie w Polsce telefony, internet, etc

* * * * *

eskie:

Wczoraj wpadł do mnie przejazdem wujek z Ameryki, mieszkający w NY, który przyjechał do swojej rodziny w Polsce. Wuj ma 50 lat, a jego syn, który też był, ma 25.

Żegnamy się i mówię:

"Wujek, dajcie e-maila"
"Co?"
"No e-maila, adres poczty elektronicznej"
"Nie mamy"
"A może macie skype?"
"Nie, też nie mamy"
"To chodźcie do mnie do biura, to wam założę maila, i sobie po waszym powrocie będziemy pisać"
"Ale my komputera nie mamy"

I w tym opowiadaniu głupi to jestem ja. Założyłem, że w USA komputer i internet jest tak samo popularny jak w Polsce :)

* * * * *

gen_Italia:

Mnie w Stanach rozwaliło, jak jeden grubas zamówił sobie dwa ogromniaste hamburgery ze wszystkimi możliwymi dodatkami i do tego dietetyczną colę. Kiedy go spytałem, czemu tak czyni, powiedział, że się odchudza.

Jak jednemu Amerykańcowi powiedziałem, że skonfiguruję mu w laptopie połączenie bezprzewodowe, to myślał, że sobie jaja robię, bo skąd ja, kucharz i to do tego z Polski, mam takie rzeczy wiedzieć. Przecież trzeba fachowca wezwać. Przytomnie założyłem się z nim o browara. Mało mu gały z oczodołów nie wylazły jak zobaczył, że faktycznie można.

Widziałem też w USA takie tablice przed co większymi górkami: "Strome wzniesienie, zredukować bieg". To co, sami by na to nie wpadli?

I jeszcze jedno: stała sobie na górce tabliczka mówiące, żeby nie zjeżdżać na sankach, bo można sobie krzywdę zrobić. I niby nic w tym dziwnego, ale każdy, kto chciałby z tej górki zjechać, musiałby skończyć na ścianie znajdującego się na dole budynku. Pytam kumpla, (Amerykanina, w dodatku miejscowego) po jaką cholerę ta tabliczka, przecież to chyba oczywiste. Okazało się, że jednak nie - poprzedniej zimy ktoś zaliczył bliskie spotkanie ze ścianą i się połamał. Potem podał właściciela terenu do sądu i wygrał, bo tabliczki ostrzegawczej nie było.

* * * * *

Bullterier_K:

Znajoma była kiedyś w USA i zadali jej pytanie całkiem poważnie, czy w Polsce kobiety też chodzą w ciąży 9 miesięcy.

* * * * *

Trupojad:

W Bari będąc (południe Italii), miałem kontakt ze studencką bracią (matula wykładała polonistykę na miejscowym uniwerku)
No i clue: Znajomość Polski na południu Włoch:
- Po ulicach chodzą ludzie z kałasznikowami
- Podstawą polskiej fauny są niedźwiedzie polarne
- Jazda pociągiem = samobójstwo (zabiją, okradną, zgwałcą i pewnie jeszcze zjedzą)
- Pobyt w szpitalu = samobójstwo (zakażą krew jakąś zarazą, okradną, zgwałcą i zjedzą)

Ale najlepsze było to, ze jak zamówiłem sobie DRUGIE piwko w knajpie, to stwierdzili, że będą mnie odnosić chyba do domu... Oni brali 2 piwa na 4 osoby... A i tak jeden się skuł :D

* * * * *

medyko:

Rodowity Dublińczyk zapytał mnie kiedyś, czy Polska graniczy z Holandią.

Drugi inteligent twierdził, że w Polsce jest tak jak w Irlandii jeszcze 15 lat temu: w mniejszych miastach instalacje elektryczne w budynkach zawieszone są na gwoździach wbitych w ścianę.

Oczy panienek pracujących w księgowości, kiedy powiedziałem, że w mieście, które nie jest stolicą kraju, jest centrum handlowe, w którym jeździ turystyczny tramwaj... nie do zapomnienia.

Mimo pokazywania zdjęć Irole w dalszym ciągu nie wierzą, że poza Wlk. Brytanią i USA istnieją sklepy elektroniczne wielkości Media Markt.

I jeszcze jedno:
Landlord, kiedy opisywał mi okolice domu, w którym będę mieszkał: A po lewej będziesz miał TESCO, wiesz, taki duuży sklep. Wy macie w Polsce TESCO?
No i oczywiście nie chciał wierzyć, że nie tylko TESCO, ale tez kilka innych marek hipermarketowych.

* * * * *

chaos:

OK, pro forma.

Mówię biegle (tylko) dwoma językami obcymi i jednym narzeczem berlińskich aborygenów.

Jakieś 2 miesiące po rozmowie o pracę w jednej z centralnych jednostek Kolei Niemieckich, kiedy dostałem polecenie uporządkowania dokumentacji na dysku sieciowym, znalazłem notatkę, w której kumpela z pracy pisała do mojego referenta "tylko upewnij się, czy on umie mówić po niemiecku". To było już po rozmowie przeprowadzonej po niemiecku.

Jakiś czas później mój szef stwierdził, że mówię bardziej gramatycznie niż wielu Niemców.

Inna sprawa to to, że jak przyszedłem do pracy, to pokazywali mi jak się włącza komputer. Zdziwienie w moim wydaniu było popisową grą aktorską.

Zdziwienie było jednak autentyczne, kiedy okazało się, że z powodu mojego negatywnego stosunku do niemieckiej wersji excela, wolę pracować na prywatnym laptopie z polskim (o majn gott) windowsem i polskim (ach du szajse) officem.

Dwa miesiące później byłem oficjalnym ekspertem ds. excela w biurze.

Ale to jeszcze małe miki, teraz będzie hardcore.

Szef działu zajmującego się między innymi żywnością podczas mojej prezentacji:

- A te salmonelle to niebezpieczne są? (nadmienię, że koleżanka z działu nazywała się Suzanne)
- Tylko jak się je wkurzy.

Chwilę później.

- A co się stanie, kiedy będziemy przetrzymywać wino za długo i będzie przeterminowane?
- Biorę każdą ilość. Albo moje dzieci. Jak nie moje dzieci, to moje wnuki.

Nie zapominajmy o moim ulubionym dowcipie:

Zdanie z 3 kłamstwami: "uczciwy Polak jedzie do pracy własnym samochodem".

Któregoś dnia nie zdzierżyłem: "a my też mamy takie zdanie z 5 kłamstwami: Zadowolony z życia niemiecki rzemieślnik :C jedzie po dobrze wykonanej pracy :C do swojej pięknej :C , szczupłej :C żony i dobrze wykształconych dzieci :C".

Mało tego?

W niemieckiej knajpie... Towarzystwo kilkunastu Niemców i wśród nich moja (czasem) skromna osoba. O przezwisku Wilkouak z racji charakteru i fizjonomii..

Kelner podchodzi.

"A wiecie co to znaczy po polsku BMW?"
Tu miny p.t. "będzie się działo". I działo się

Odwracam się do gościa i czystą polszczyzną

"Będziesz miał wydatki" (a co? )

Niee.. Bald mein Wagen (zaraz mój samochód).

Moja riposta nie nadaje się do zacytowania, bo mod się przyczepi :C

Oglądany: 90613x | Komentarzy: 115 | Okejek: 509 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.02

20.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało