Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Piekielne autentyki XXXIII

53 326  
233   33  
Mam często styczność z branżą motoryzacyjną. Garść historii warsztatowych. Coraz bardziej przekonuję się, że nie jest to branża dla intelektualistów.

Zawieszenie przednie samochodu, kolumna McPhersona. Większość aut to ma. Amortyzator posiada dolny talerz, na nim sprężyna, na górze górny talerz. Sprężyna jest ściskana pomiędzy talerzami. Górny talerz jest nawleczony na trzpień amortyzatora i trzymany nakrętką. Sprężyna jest ściśnięta i posiada znaczną energię potencjalną. Jak wielką? Utrzymuje ciężar samochodu.
Do demontażu sprężynę ściska się specjalnym przyrządem, wtedy można bezpiecznie odkręcić nakrętkę zabezpieczającą i wszystko rozebrać.
Podczas pobytu na zaprzyjaźnionym warsztacie patrzę i oczom nie wierzę: jeden z mechaników wyjąwszy uprzednio całą kolumnę z auta odkręca właśnie nakrętkę. Postawił pionowo, nachyla się nad tym i odkręca. Ścisku do sprężyn nie założył. Kiedy gwint się skończy, sprężyna wraz z talerzem wystrzeli do góry i pozbawi go głowy.
Pokazałem to szefowi, mówiąc:
- Pański pracownik właśnie popełnia samobójstwo.
Miał szybki czas reakcji, ofiar nie było.

Sprężyna ponownie. Tym razem przyrząd do ściskania zepsuł się. Kreatywni mechanicy wpadli na pomysł, że umieszczą sprężynę w futrynie drzwi, ścisną podnośnikiem, owiną drutem i potem założą...
Ściskana sprężyna lubi się jednak wyboczyć. Każdy może to sprawdzić, ściskając palcami sprężynkę od długopisu.
Oj, wyskoczyła wam spomiędzy palców i poleciała gdzieś?
Z jaką siłą wyskakuje z futryny ciężka sprężyna ściśnięta siłą kilkuset kg? Wystarczającą do rozbicia żeliwnego kaloryfera. Ofiar nie było.

Panowie mechanicy wymieniają olej w drogim SUV`ie.
Już wypuścili co mieli wypuścić, wlewają nowy. Przez lejek, kultura, profesjonalizm, żeby nie uronić ani kropelki.
Ledwo zaczęli wlewać, jak lejek im upadł do kanału, którego podłoga wysypana była piaskiem. Zaolejony lejek pokrył się piaskiem jak panierką.
Panowie bez zmrużenia oka podnieśli, umieścili we wlewie i kontynuowali. Nie pominąłem w opisie etapu "starannie oczyścili lejek z piasku". Nie oczyścili.

by arai

* * * * *


Akcja dzieje się w zwykłym osiedlowym sklepie spożywczym.
Właśnie obsługiwany jest starszy pan, za nim stoi starsza pani.
Pan kupił całkiem sporo i mówi:
- Znalazłem 100 zł to sobie dziś nakupuję.
Na to stojąca za nim kobieta:
- O! To ja zgubiłam! Proszę mi oddać!!
Jak tylko to powiedziała, kasjerka i obsługiwany pan zaczęli się głośno śmiać. Oczywiście chciwa klientka nie wiedziała dlaczego.
Kasjerka jej tłumaczy:
- Ten pan zawsze jak więcej kupuje, to żartuje, że albo znalazł albo wygrał pieniądze!
Klientka cała czerwona wyszła ze sklepu...

by bukimi

* * * * *


Mój chłopak pracował w Orange. Przyszedł klient podpisać umowę, więc zaczyna się wypełnianie formularza - imię, nazwisko, adres... itd.
Chłopak: - Pana zawód?
Klient: - Stolarz.
Chłopak spojrzał na jego rękę i żartując mówi z uśmiechem:
Chłopak: - Eee... co z pana za stolarz, jak pan ma wszystkie palce?
Facet wyjmuje drugą rękę spod stołu... a tam trzech palców nie ma.

by syzora

* * * * *


Debil na Allegro vol. 438489.

Jeżeli ktoś nie wie, to wyjaśnię, że płacąc przez PayU wypełnia się pole "Adres dostawy". Z automatu jest tam wpisany adres z danych z Allegro, ale adres ten można zmienić, w zależności od tego czy adres do wysyłki ma być taki jak na Allegro czy inny. Jest to najprostszy i najwygodniejszy dla obu stron sposób zmiany adresu dostawy.

Pakuję sobie wczoraj wieczorem paczki do wysłania na rano. Ok. 21 otrzymałam wpłatę przez PayU, więc od razu zapakowałam przesyłkę i rano wysłałam razem z innymi.

Dziś ok.11 dostaję maila:

"Cześć, zmieniam adres do wysyłki na..." I tyle. Zero nicku, nr aukcji czy czegokolwiek. Pytam więc grzecznie, o którą aukcję chodzi. A chodziło właśnie o aukcję, która została opłacona dnia poprzedniego wieczorem i przesyłka została rano wysłana. Odpisuję:

- Bardzo mi przykro, ale przesyłka została rano nadana na adres podany w formularzu opcji dostawy.
- Aha. Ale nie chcę wysyłki na ten adres, proszę wysłać na...
- Napisałam, że przesyłka została już wysłana, nie ma możliwości zmiany adresu.
- Ale bardzo mi zależy na wysyłce na inny adres, proszę o wysyłkę na....
- Proszę pani, czy pani nie rozumie, co ja piszę do pani? Przesyłka została JUŻ WYSŁANA. Nie mam już tych rzeczy, są w drodze na adres podany w formularzu. Adres do wysyłki należy wpisać właśnie w formularzu, a nie wysyłać zwykłym mailem 12 godzin po dokonaniu wpłaty.
- Ale z czego robi pani problem? Ok, pomyliłam się, wpisałam w formularzu zły adres, każdemu się zdarza, chce mnie pani teraz ukarać?
- Dobrze, kiedy przesyłka do mnie wróci i opłaci pani kolejny raz koszty wysyłki, wyślę ją na wybrany adres.
- A skąd ta przesyłka ma wrócić? Komu ją pani wysłała i dlaczego mam płacić za kolejną przesyłkę?
Szczerze, to już naprawdę nie wiedziałam, co napisać. Naprawdę. Odpisałam więc, to co sobie akurat pomyślałam:

- Czy pani rozumie język polski i potrafi czytać? Bo mam wątpliwości! Przesyłka została dziś rano wysłana na adres, który wczoraj podała pani w formularzu! Jeżeli wróci do mnie, bo nie zostanie odebrana, to wyślę ją ponownie na wybrany adres, jeżeli opłaci pani koszt przesyłki po raz drugi!
- Kpiny chyba sobie pani urządza! (jest jakiś promyk nadziei - skoro się tak burzy to znaczy, że cokolwiek zrozumiała). Mam prawo zmienić adres do wysyłki, a pani ma obowiązek to respektować! Wysyłka ma nastąpić na adres....
- No cóż, nadal pani nic nie rozumie. Przesyłka została już nadana, a więc już nastąpiła, jest za późno na zmianę adresu!
- No i sama się pani wkopała! Nie wysłała pani jeszcze przesyłki, bo w regulaminie pani aukcji jest napisane, że wysyła pani towar w ciągu 3 dni, więc mam 3 dni od wpłaty na zmianę adresu wysyłki!
Tu nastąpiło z mojej strony łopatologiczne tłumaczenie różnicy pomiędzy "w ciągu" a "po". Zgadnijcie jaką dostałam odpowiedź?

- Nie wiem po co mi pani to pisze. Życzę sobie przesyłkę na adres... i nie przyjmuję odmowy!

Nie mam już siły nic odpisać. Poczekam na rozwój wydarzeń.

by digi51

* * * * *


Dość niedawno byłem w Egipcie.
Ciepło, słonecznie, ogólnie wręcz idealnie.
Chodziłem sobie po bazarze, dość popularnym wśród polskich turystów. Sprzedawcy krzyczeli coś po polsku, oczywiście kalecząc niemal każde słowo. Ciężko było cokolwiek zrozumieć, jednak wśród zgiełku najbardziej można było rozpoznać bardzo niski, męski głos krzyczący:

- Ch*jowy baziar! Najlepsze cieny! J*bane oszusti! Tylko u mni!

Ciekaw jestem, czy ktoś powiedział mu co to naprawdę znaczy, i czy wciąż zachęca w ten sposób do kupna na swoim stoisku :)


by flowlie

* * * * *


Stoję przy kasie, znudzona podpieram brodę i obserwuję życie toczące się dookoła. Nagle zza filaru wyłania się Gwiazda - cudna białogłowa w dopasowanych legginsach podkreślających jej zmysłowe kształty, w butach na wysokim obcasie (genialnych, swoją drogą, za takie buty mogłabym zrobić komuś obiad i posprzątać kuchnię!) i z modną torebką w łapce błyszczy już z daleka od niesamowitej ilości cekinów i błyskotek, którymi się ozdobiła. Idzie, biodrami kołysze, trzepocze rzęsami, wydyma pomalowane burgundową szminką usta, roztacza wokół siebie zmysłową woń perfum. Ładna, nie tandetna, ale trochę przesadzona. Chłopom od oglądania się za nią aż karki chrupią, dziewczęta strzelają z oczu takimi piorunami, że sam Zeus czuje się o nie zazdrosny.

Wtem Gwiazda zatrzymuje się przed moim sklepem kształtną dupką w moim kierunku, rozgląda się na prawo, lewo, jeszcze raz na prawo, po czym wkłada smukłą dłoń w galoty i zaczyna intensywnie grzebać.

Tuż przed moimi oczami.

Grzebie, grzebie, drapie się, cały czas się rozglądając, po czym - uwaga uwaga - wyjmuje zużytą podpaskę, wrzuca ją do doniczki, poprawia odzież i zadowolona ponownie podejmuje swój spacer gazelim krokiem.

5 metrów dalej wielki, jebutny znak z narysowanym chłopkiem i dziewczynką, informujący o obecności za magicznymi drzwiami toalety.

by Zeraili

* * * * *


O tym jak moja narzeczona stała się moją Eks.

Kiedy poznaliśmy się z moją narzeczoną, oboje mieszkaliśmy z rodzicami. Ale po dwóch latach zaczęliśmy myśleć o zmianie. Ja chciałem się wynieść z domu bo mieszkałem w ciasnym blokowym mieszkanku z rodzicami i rodzeństwem, a jej rodzice postanowili się wyprowadzić z miasta do domu na wsi, a mieszkanie w mieście wynająć.

Po kilku tygodniach udało nam się znaleźć super mieszkanie, oboje nawet nie mało zarabiamy, więc padło na dwupokojowe mieszkanko niedaleko centrum. Zabraliśmy się za urządzanie co mimo iż jestem facetem bardzo lubię. Trochę je przerobiliśmy tak, że powstała kuchnia z małym salonem, sypialnia i mały gabinet (po pracy często dodatkowo pracuję w domu więc to miał być takie moje małe biuro). Wszystko już prawie skończone, i nagle pojawił się problem. Mamusia mojej dziewczyny.

Do tej pory miałem z nią dobry kontakt, ale jak się przekonała, że na serio chcemy razem zamieszkać to zaczęły się schody. Rzeczona mamusia jest bardzo wierząca i zaczęły się gadki, że jakże to tak można mieszkać razem przed ślubem, że to grzech i nie tak wychowywała córeczkę.

Sytuacja zrobiła się trochę dziwna, ale moja narzeczona (która notabene jest niby wierząca ale do kościoła nie chodzi i ma w dupie wszystko co z nim związane) wymyśliła, że powiemy mamusi, że ona tam mieszka sama, a najwyżej jak by ją rodzice odwiedzili, to ja pójdę na jedną noc do rodzinnego domu. Nie bardzo mi się ten pomysł podobał ale zapewniała mnie, że tak uwielbiają mieszkać na wsi, że przyjadą najwyżej raz na ruski rok.

No i się zaczęło.

Pierwsze trzy miesiące były super, rodzice raz nas odwiedzili na obiad i pojechali do domu wieczorem, a ja sobie kończyłem urządzanie mieszkania, itd.

Tydzień później niedoszła teściowa przyjechała na weekend. No i pierwszy raz zostałem wysłany do rodziców. Trochę się zdziwili, no ale musieli zrozumieć, że na wsi nie ma takiego dobrego fryzjera, tipsów i sklepów jak w mieście i jakoś przebiedowałem z bratem w starym pokoju.

Za dwa tygodnie sytuacja się powtórzyła, tym razem przyjechał brat mojej dziewczyny z żonką i znowu zostałem odesłany.

Na następny weekend przyjechała znowu mamusia, znowu na zakupy i posiedzieć z córeczką.

Trochę już się wkurzyłem, ale dziewczyna mi nagadała, że przecież obiecałem.

Dwa tygodnie spokoju i znowu przyjechał brat.

W końcu, postanowiłem z nią pogadać, nie po to płacę większość rachunków, żeby mnie eksmitowała co tydzień, zwłaszcza jak mam wolne i chciałbym sobie odpocząć we własnym mieszkaniu. To mi zrobiła awanturę, że nie szanuję jej rodziców, że dla niej rodzina jest ważna, a nie to co dla mnie i może ja lubię patologię ale ona nie będzie odmawiać własnej mamie.

Przez jakiś czas był spokój (o ile spokojem można nazwać to, że mamusia do niej wydzwania 10 razy dziennie i gadają o dupie Marynie, np. rozwiązują krzyżówkę przez telefon) i to o każdej porze dnia, od 7 rano, po 2 w nocy.

Pewnego dnia wróciłem do domu i zauważyłem, że coś jest nie tak. Wszystkie moje rzeczy zniknęły z półek szafek i łazienki (znaczy tylko takie rzeczy które były wyraźnie męskie, bo książki, filmy, elementy wystroju zostały).
Jak zapytałem o co chodzi to się okazało, że znowu mamusia przyjeżdża i moja dziewczyna pochowała moje rzeczy, bo mama zaczęła podejrzewać, że ja tam mieszkam. Wkurzyłem się i powiedziałem, że chyba czas z nią porozmawiać i powiedzieć jej prawdę, na co moja dziewczyna się poryczała i powiedziała, że jak weźmiemy ślub to będzie już normalnie, a teraz ona nie może tego mamie robić, bo takie ma zasady.
Moje zdanie, że to totalna hipokryzja, bo tak na serio ze mną mieszka puściła mimo uszu i znowu wylądowałem u swoich rodziców. Niestety zapomniałem z tego wszystkiego zabrać trochę rzeczy do rodziców, więc zadzwoniłem żeby mi podrzuciła autem.

Wieczorem przyjechała do mnie z 3 walizkami i torbą. Zapakowała tam chyba wszystkie moje ciuchy, kosmetyki, itp.
Jak zapytałem po co mi to wszystko to stwierdziła, że przecież jej kazałem przywieźć rzeczy, a do tego mamusia zostanie kilka dni tym razem.

No i teraz finał.

Po jakimś tygodniu dzwoni dziewczyna, żebym wracał.
Wchodzę do mieszkania, idę do mojego pokoju jak gdyby nigdy nic. A tam nie ma mojego pokoju. Biurko, komputer, szafka na książki, fotel, wszystko zniknęło, a zamiast tego pojawiło się wielkie łóżko i szafa. Pytam się więc:
- Gdzie moje rzeczy?
- Wyniesione do garażu.
- Dlaczego?
- Rodzice się wprowadzają, bo się zbliża zima i na wsi im się znudziło.
- Czemu ja nic o tym nie wiem?
- Bałam się że będziesz zły (nie no serio?)
- Czemu w takim razie nie wprowadzą się do starego mieszkania, które wynajmują?
- Im tak wyjdzie taniej, nie martw się, zapłacą twoje rachunki.
- Co ja mam w takim razie zrobić?
- Przecież masz gdzie spać (u rodziców).

Szczena mi opadła, a ona jeszcze się zdziwiła, że się wściekam bo "przecież jak się poznaliśmy to też tak było, że mieszkaliśmy z rodzicami, więc ona nie wie o co mi chodzi".

Tak więc zostałem wywalony ze wspólnego mieszkania i zostałem na lodzie, z meblami biurowymi, których nie mam gdzie dać (u rodziców się nie zmieszczą), już nie wspomnę o czasie i pieniądzach jakie włożyłem w urządzanie tego mieszkania.

A moja narzeczona stwierdziła, że jak wezmę z nią ślub to będzie jak dawniej, a póki co mogę ją odwiedzać, ale jakoś o dziwo już nie mam na to ochoty.

by forsaken_soul

* * * * *


Pracuję w Empiku. Ostatnio jak stałem na kasie, podszedł do mnie zwyczajnie wyglądający koleś i położył na ladzie książkę grzbietem do góry, tak, że nie było widać okładki. Po chwili uśmiechnął się do mnie. Myśląc, że w końcu trafił się jakiś sympatyczny klient, odwzajemniłem uśmiech.
Odwracam książkę, zerkam na tytuł, a tam "Radość seksu gejowskiego''.

by Rafał

* * * * *


Słynne są tu opowieści o piekielnych matkach. Niestety i mojego zawodu one nie omijają... Pamiętam pewną sprawę kiedy to zostaliśmy wezwani do kilkulatki w kiepskim stanie. Dojechaliśmy na miejsce (dodam, że dzielnica wcale nie jakaś zapuszczona). Najpierw nikt nam nie otwierał, zadzwoniliśmy do sąsiadów czy może wiedzą gdzie są właściciele, bo może nie chcieli czekać na karetkę, "zapomnieli" odwołać i sami pojechali na SOR (zdarza się).
Nie, nikt nie widział, nikt stąd nie wychodził, ale w sumie to pani sąsiadka wezwała pogotowie bo "oni to by nie mieli chęci"...

W głowie zapaliła mi się lampka "będzie ciężko" i nie całkiem się myliłem. W końcu usłyszeliśmy płacz dziecka zza drzwi. Wykombinowaliśmy, że sąsiadka zadzwoni bo niby coś chce i udało się. Otworzyli. Jak już nas mamuśka zobaczyła to łaskawie pozwoliła wejść i zobaczyć co z córką. A córka... Cóż, 4 i pół roczku, zapuchnięta od płaczu, z wymiocinami wokół i siedzi. Mamuśka nawet nie zainteresowała się, po wpuszczeniu nas do środka wróciła oglądać TV.

Zdecydowaliśmy zabrać małą do szpitala.

J - Przepraszam, musi pani udać się z nami. Córkę trzeba koniecznie zawieźć do szpitala, podejrzewamy, że zjadła coś niedozwolonego, ponieważ zaczęła wymiotować krwią (zdarza się, że dzieci w pewnym wieku łykają różne dziwne przedmioty, które później ranią im przewód pokarmowy, w dodatku dziewczynka powtarzała "boli od misia" - jak się okazało później w szpitalu był to mały, metalowy miś, breloczek do kluczy).
M - A muszę? Wie pan, zaraz mój serial bę...
J - Proszę pani, pani córka wymiotuje krwią, musi pani jechać z nami...
M - A za 30 minut możemy? To nie trwa długo.

Spojrzałem na kolegę bardzo wymownie...

K- Wie pani co? Pani córka łyknęła jakieś badziewie, krwawi z przewodu pokarmowego, a pani chce oglądać serial!? Poje... Normalna jesteś kobieto!?
M - Jak pan śmie!?
K - JA!? Twoja córka się wykrwawia!

Małą spakowaliśmy do karetki, wróciłem na górę upewnić się, że mamuśka zaraz do nas dołączy. Na górze niespodzianka, bo pani powywalała ciuchy z szafy i przebiera się... Stanąłem w kuchni i czekam ponaglając ją. Po chwili weszła do kuchni w prawie kompletnym negliżu i kiedy spytała jaką bluzkę powinna ubrać, nie wytrzymałem...

J - Jeśli chce pani robić sobie żarty z ratowników kosztem krwawiącej wewnętrznie córki to proszę bardzo, równie dobrze ten czas możemy stracić na wezwaniu policji i opieki społecznej i wtedy na pewno nie skończy się to tak jakby pani chciała. Już pani teraz zapowiadam, że zostanie pani obciążona kosztami całej akcji, a i mandat na pewno panią nie ominie bo to, proszę pani, jest utrudnianie pracy ratownikowi. Uważa pani, że to zabawne? Może dla zabawy łyknie pani ze dwie żyletki? I poczuje się jak czteroletnia dziewczynka, której w żołądku zbiera się krwawa bulgotanina? Nie mówiąc o tym, że możliwym jest wydostanie się ostrego przedmiotu z przewodu pokarmowego i poranienie innych organów.

Miałem nadzieję, że po takim wywołującym poczucie winy u większości ludzi wywodzie ,pani złapie pierwszy lepszy ciuch i poleci do córki, ale... Pani rzuciła tylko:
- A to ja nie jadę, bo pewnie nie wrócę do 20...
Obróciłem się i poszedłem do karetki.

W szpitalu zgłosiliśmy wszystko ordynatorowi, który powiadomił odpowiednie "władze". Mamy nadzieję, że dziewczynka nie wróciła więcej do mamy...

by zaszczurzony

<<< W poprzednim odcinku

3

Oglądany: 53326x | Komentarzy: 33 | Okejek: 233 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

17.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało