Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

100 litrów na metr kwadratowy

11 528  
4   2  
Ponieważ mieszkam w okolicach Gdańska, to miałem wczoraj wątpliwą przyjemność wzięcia udziału w małym potopie, a to krótka relacja - niekoniecznie śmieszna
Myślałem, że dziś spokojnie położę do łóżka o i odeśpię weekend. Dzień był ciepły, niebo pochmurne, ale nic zapowiadało takiego finału. Ot po porostu o 15 zaczęło padać i tak już zostało do 2-3 w nocy. O 17 lało już równiutko, o 18 zadzwoniła mamuśka i mówi - "Synu, Orunia zalana jedź pociągiem do domu". A, że mieszkam pod Gdańskiem to pomyślałem - jak wszystko zalane to tylko pociąg. PKP ma tabor kanciasty i toporny – więc musi być odporne na wszystko. Ale poczekałem na kumpla zmotoryzowanego. O 19 ciągle pada, ruchem jednostajnym, ale już się zbieramy do super-hiper Skody 105. Znów telefon - matka mówi "Synu zapomnij pociągu. Gdańsk Główny metr pod wodą - pociągi jeżdżą tylko do Gdyni albo Szczecina, a przecież to nie mój kierunek.
Jedziemy we czterech samochodem. Prowadzi, który dość szybko uzyskał ksywę Noe. Później żałowaliśmy, że nie jest Mojżeszem, bo wiadomo - woda by się rozstąpiła, a tak płynęliśmy pełnoletnią Skodą.
Jedziemy na gdańskie wzgórza morenowe - bo wiemy już, że woda zbiera się w samym centrum, dworcu głównym. Korki maksymalne, ale się nie zrażamy - podczas jednego z korkowych postojów wyskoczyłem po browar, co na szczęście umiliło nam kawałek drogi.
Każdy dzwoni po znajomych, żeby zorientować się jak jechać, bardzo często kończy się to komunikatem „sieć zajęta”.
Po dwóch godzinach kluczenia zjechaliśmy na dół drogi dojazdowe do obwodnicy trójmiejskiej odcięte, Słowackiego to teraz rwący potok, pozostaje tylko spłynąć z wodą w dół. Nikt z nas nie chce wierzyć, że Gdańsk jest odcięty od kierunku tczewskiego, próbujemy przez Orunię. Zjeżdżamy przez nowe, nieumieszczone jeszcze na mapie strumienie, goniąc się z kawałkami asfaltu. To cud, że Skoda ciągle jedzie, bo tak naprawdę płynie jak motorówka, ale może to dzięki temu, że czescy inżynierowie umieścili silnik z tyłu, i kliwater tworzący się za samochodem odsuwa wodę na boki omijając silnik.

Widok z okien samochodu nie jest budujący - po poboczach pełno porzuconych samochodów. Wygląda to tak jakby obcy porywali biednych kierowców do swoich pojazdów UFO, ale to raczej przemoknięte silniki zmuszają ludzi do spacerków przez miasto. Ludzie biegają po wodzie jak po plaży. Naprowadziliśmy kobitkę na klapka, którego porwał jej rwący nurt rzeki Kartuskiej. Inni chodzą w sztormiakach i z butami pod pachą.

Momentami ciężko uwierzyć, że to nie film ani żaden reality show - to się dzieje naprawdę. Setki samochodów jeżdżą w kółko, nikt nie wierzy, że jak ktoś mówi, że nie ma przejazdu to nie ma przejazdu - każdy musi spróbować. Dzięki takiemu podejściu robimy dodatkowe 10 km równe w tych warunkach koło 2 godzin. W Oruni droga kończy się na parku, w którym kiedyś był wąski strumyczek płynący miedzy 2 stawami, a teraz okazuje się być wielką rzeką, która płynie po dodatkowo po moście a park wygląda niczym dolina 5 stawów albo mini Śniadrwy. Odcina nam drogę w kierunku Tczewa. Woda w kilkanaście metrów przed nami sięga ludziom do pasa - brodzi w niej sporo osób - zostawili pewnie swoje samochody gdzieś po drugiej stronie „zatoki”. Twardziele wsiadają jednak do samochodów i ruszają. Polonez idzie pierwszy – zgromadzony tłum bije mu brawo za odwagę - przeprawa ma długość około 100 m i sięga do okien w drzwiach – chwila napięcia i poldek jest po drugiej stronie. Zaraz po im rusza Audi, znów z brawami... jedzie..... i w połowie staje, widać tylko jak kierowca wyskakuje z wozu i z dwoma ochotnikami pchaj go dalej - polska motoryzacja to jednak to!

Po namyśle wracamy jednak pod górę w kierunku obwodnicy. Jest już 23, a plotki o tym że przestaje padać są grubo przesadzone, deszcz jest nieustępliwy - świat oszalał, chmurom odbiła palma. Tym razem okazuje się, że wybraliśmy najlepszą możliwą trasę –Szadołki, przeprawa kilkanacie metrów przez półmetrową wodę, obwodnica i jesteśmy już w domu.

Dopiero wtedy dowiedziałem się, że główna droga Gdańsk – Łódź biegnąca równolegle do kanału Raduni i tuż obok Parku Oruńskiego zmieniła się w drugie koryto rzeki – wał został przerwany w dwóch miejscach, woda na Trakcie św. Wojciecha miała metr głębokości i płynęła wartkim nurtem w kierunku Gdańska Głównego.... Dwa domy zawaliły się. Dziś droga jest nieprzejezdna, cała zasypana szlamem i gliną, zero komunikacji z Gdańskiem, a ja siedzę w domku.....

Oglądany: 11528x | Komentarzy: 2 | Okejek: 4 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.12

30.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało