Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Malezyjska dżungla i plantacja herbaty oczami bojowniczki Joe Monster

93 932  
312   43  
W drugiej części relacji z podróży po Malezji pozostawimy w tyle miasta, tłumy i świątynie i odnajdziemy spokój w otwartych przestrzeniach i pierwotnych lasach Półwyspu Malajskiego. Odwiedzimy najstarszą plantację herbaty oraz najstarszą dżunglę, a także będziemy cieszyć się ciszą w lesie mglistym.

WYŻYNA CAMERONA

Ze względu na zmianę planu podróży przepadł nam zarezerwowany nocleg, ale ze znalezieniem innego nie było problemu. Przywitało nas 20 stopni Celsjusza, deszcz i świeże powietrze. Och, jaka ulga po dwóch miesiącach w lepkim, filipińskim upale. I gorący prysznic! Pierwszy od dwóch miesięcy! Miałyśmy trochę problemów ze zdobyciem informacji na temat odjazdów autobusów następnego dnia, ponieważ właściciel hotelu usiłował nam wmówić, że nie ma transportu o tej porze do George Town. Oczywiście autobus był, a on o tym wiedział, tylko musiałyśmy się nachodzić i napytać. Minivan o 16-tej. Wygodny i praktyczny. W podobnej cenie jak autobus. Właściciel hotelu nas po cichu znienawidził.

Plantacja herbaty

Widok przecudny o poranku na wzgórza porośnięte krzewami herbacianymi. Iskrzące się liście herbaty w najstarszej plantacji w Malezji. Mimo że jestem strasznym śpiochem, to uznałam, że widok był warty bólu wstawania o 6 rano.



Krzewy herbaciane w naturalnym środowisku osiągają wysokość niemałych drzew. Jednakże taka wysokość nie ułatwia zbierania młodych liści, dlatego na plantacjach krzewy są regularnie przycinane i rosną w rządkach.

Jak uczesane grabkami.
 
Nic tylko biegać
 
A oto i ja. Zdjęcie robione przez Juliję.

Czarna, zielona i biała herbata pochodzą z tej samej rośliny. W zależności od sposobu suszenia powstaje czarna albo zielona herbata, do której można dodać różne zioła i owoce, aby osiągnąć określony smak. Biała herbata jest najlepszej jakości, robiona z najmłodszych liści.
 

Najgorszej jakości jest herbata w torebkach – pył, kurz i brud odfiltrowany razem z najdrobniejszymi, pokruszonymi liśćmi. To w pełni wyjaśnia dlaczego z jednego Liptona można zrobić trzy ciemnobrązowe herbaty ;)
 

Najlepsza herbata to taka, która po dodaniu wody rozwija się w liście. Takiej właśnie mogłam spróbować w herbaciarni na plantacji BOH. Niestety, moje mało wyrafinowane kubki smakowe stwierdziły jasno - herbata jak herbata, ale po zimnym poranku w polu wyśmienita.

Las mglisty (The mossy forest)

Kiedy przewodnik powiedział nam, że w środku lasu jest klimatyzacja - nie uwierzyłam mu. Myślałam, że żartuje. Jednak kiedy weszliśmy do środka okazało się, że rzeczywiście – jest chłodniej i przyjemniej niż na zewnątrz. To wszystko przez mech, który porasta tutejsze drzewa.


Nawet ziemia, po której się chodzi, nie jest ziemią a korzeniami i gałęziami porośniętymi mchem, przykrytymi liśćmi i zawieszonymi nad urwiskiem. Każdy krok sprawiał, że korzenie się uginały i powstawał głęboki, dudniący dźwięk.


W tym lesie rośnie także dużo pięknych, mięsożernych roślin.


Z wyjątkowo gadatliwym przewodnikiem rozmawiałyśmy też o jego doświadczeniu w kłusownictwie (albo jak on to ładnie określał - wyszukiwaniu okazów flory i fauny). Między innymi opowiedział nam o tym jakich zwierząt najbardziej się boi kiedy zapuszcza się w las. Można by pomyśleć, że to będą kobry, jadowite pająki albo malezyjskie tygrysy. Otóż nasz przewodnik najbardziej nie lubi szerszeni, bo są wredne, agresywne i uparte i potrafią nieźle człowieka podziabać. A największy strach wzbudzają w nim... kolorowe gąsienice. Dlaczego? Dlatego, że niektóre z tych małych kolorowych zwierzątek posługują się trucizną, która powoduje niewyobrażalny ból trwający przez kilka dni, na który nie pomaga absolutnie nic. Nasz przewodnik miał nieszczęście przypadkiem takie pogłaskać i nabawił się traumy.

By odciągnąć Waszą uwagę od przykrych tematów, poniżej paprotki:


Na koniec, zupełnie gratis i tylko dlatego, że przewodnik miał dobry dzień, zabrał nas do plantacji truskawek i do sanktuarium motyli. Po tym, jak ominął mnie polski czerwiec, cieszyłam się jak małe dziecko z kilku truskawek i truskawkowego soku. Sanktuarium motyli – no cóż, jeśli ktoś lubi wyrywać muchom nóżki, to pewnie będzie to dla niego duża atrakcja.


 

TAMAN NEGARA

Do Taman Negara, najstarszej dżungli świata, pojechałam sama, spodziewając się dzikiego, odludnego miejsca i trekingu. Trafiłam do resortu i ośrodka turystycznego w środku najstarszej dżungli świata. Moje wątpliwości rozwiał już widok dzieci i starszych ludzi w autobusie, zamiast młodych ludzi z plecakami. Bardzo się zawiodłam. Nie polecam nikomu, kto ma nadzieję zobaczyć dziką dżunglę, chyba że jedzie do Malezji z gromadką małych dzieci. To bardziej spacer po leśnym molo, do zrobienia w japonkach. Jedyne co mi się podobało, to inicjatywa przewodnika, który opowiadał o zastosowaniach mijanych po drodze roślin. Do miejsca w którym nocowałam płynęliśmy łódką w górę rzeki dobre 3 godziny. Z obu stron rzeki dżungla, z której czasem wyglądały małpy albo ptaki.
 

Czasem na brzegu pojawiały się rybackie chatki, łódki i sieci oraz dzieci Orang Asli – pierwotnych mieszkańców Malezji.
 
W malezyjskiej dżungli w końcu odnalazłam liany oraz dziwne powyginane pnącza.

Ten las sprawia zdecydowanie inne wrażenie niż moja filipińska dżungla. Czuć, że nie jest oswojony i gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że 200 tygrysów to wystarczająco dużo, żeby mnie zjeść.
 
 
Jak wcześniej wspomniałam, specjalna ścieżka została zrobiona z myślą o obserwowaniu ptactwa, które, o ironio, uciekło gdy tylko zaczęli jej używać turyści.
 

Byliśmy z wizytą także u Orang Asli. Wycieczka sprawiała wrażenie bardzo dziwnego parku tematycznego i wszyscy czuliśmy się niezręcznie podglądając miejscowych ludzi. Fajnie było jednak zobaczyć jak rozpalają ogień przy pomocy patyków w ciągu 10 sekund oraz spróbować postrzelać zatrutymi strzałkami. Dlaczego Orang Asli używają zatrutych strzałek? Dlatego, że szanują przyrodę i zwierzęta. Trucizna ogłusza upolowane zwierze w krótkim czasie i wtedy można je odnaleźć w dżungli i zabić. Jeśli postrzelonej zwierzynie uda się ukryć i nie można jej odnaleźć, to po jakimś czasie trucizna przestanie działać, a zwierzę obudzi się i ucieknie.
 
 

Jednak oglądanie brudnej wioski pełnej papierków po cukierkach mogliśmy sobie darować. Był to smutny widok ludzkiego zoo.
 
 
Specjalny rower do jeżdżenia po plaży

Tu kończy się relacja z mojej pierwszej wyprawy po Azji poza Filipiny. Udało mi się to wszystko zobaczyć tylko dzięki temu, że spotkałam na swojej drodze dwóch couchsurferów, którzy nas ugościli, oprowadzili po swoich miastach i okolicy oraz pomogli w zaplanowaniu podróży dwóm nieogarniętym dziewczynom. Należą im się za to podziękowania, bo wyprawę uważam za udaną i tym samym z całą pewnością nie ostatnią.

<<< W poprzednim odcinku

5

Oglądany: 93932x | Komentarzy: 43 | Okejek: 312 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.01

20.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało