Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak powstawał "Conan Barbarzyńca"?

117 834  
457   58  
Ach, lata 80. Czasy, kiedy do obsługi komputera potrzebny był śrubokręt, w radiu królowały Modne Tłoki, a fryzura na „czeskiego piłkarza” wcale nie oznaczała, że jej właściciel jest hipsterem o autoironicznym poczuciu humoru.

Jedynie najbogatszych stać było na magnetowid, a każda kaseta video była warta fortunę. W tych zamierzchłych czasach narodził się Conan – brutal z Cymerii, osiłek, który zawładnął wyobraźnią dzieciaków na całym świecie.

Właściwie to trzeba by raczej powiedzieć – odrodził się na kinowym ekranie. W momencie kiedy filmowy barbarzyńca o szczęce Arnolda S. ciął na plasterki swych przeciwników, literacki Conan liczył już sobie 50 wiosen.


Robert E. Howard już w 1932 roku napisał pierwsze opowiadania o muskularnym Cymeryjczyku. Kto czytał te dzieła, ten wie, że najczęstszym zajęciem tego barbarzyńcy o wrażliwości kowalskiego młota, było spuszczanie łomotu i brzuchacenie powabnych niewiast. W książkowej sadze Conan to narodzony 10 tysięcy lat temu, wśród wojennej pożogi, złodziej, zabójca na zlecenie, najemnik i odpowiednik współczesnego koksa. Jednym słowem – idealny materiał na filmowego bohatera z lat 80.

Chcemy tego zakapiora z „Pumping Iron”!

Pomysł przeniesienia na duży ekran książkowego herosa narodził się już w latach 70., kiedy to producent filmowy Edward R. Pressman wraz ze swoim przyjacielem, Edeardem Summersem, oglądał „Pumping Iron” - dokument o kulturystach ubiegających się o tytuł „Mister Universum”.


Zachwyceni muskulaturą młodego Arnolda Schwarzeneggera producenci doszli do wniosku, że grzechem by było nie wykorzystać jego walorów do stworzenia filmu, w którym austriacki osiłek mógłby zaprezentować swoje cielesne atuty. Summers, miłośnik opowiadań Roberta E. Howarda, od razu wiedział jaka rola byłaby dla Arniego najlepsza...
Pressman usiłował nakłonić kulturystę do współpracy wysyłając mu komiksy o Conanie. Te ilustrowane były pracami Franka Frazetty – gościa o wyjątkowym talencie do tworzenia obrazów baśniowych awanturników na sterydach.


Arnold, którego jedynym poważnym kontaktem z aktorstwem był nakręcony w 1969 roku koszmarek pt. „Herkules w Nowym Jorku” (w pozostałych przypadkach kulturysta zazwyczaj dorabiał sobie jako aktor drugo i trzecioplanowy), długo wahał się, czy przyjąć propozycję zagrania w kolejnej produkcji. Dopiero osobiste spotkanie z Pressmanem i zaoferowane przez producenta 2,5 miliona gaży przekonało kulturystę do ponownego występu przed kamerą. Warunek był jeden – za scenariusz ma się zabrać ktoś z dużym doświadczeniem.

Kto tego nie zrobi lepiej niż Oliver Stone?

Tak się akurat złożyło, że producenci natrafili na wczesną wersję scenariusza do filmu o wojnie wietnamskiej pt. „Pluton”. Jego autor - Oliver Stone - wydawał się idealnym kandydatem do pracy przy „Conanie”. Młody filmowiec szybko zakasał rękawy i... stworzył zarys dwunastu scenariuszy filmów, których miejsce mieć będzie w postnuklearnym świecie. Mroczna, przygnębiająca atmosfera projektu miała ponoć dużo wspólnego z demonami kłębiącymi się w głowie Stone'a, który w tamtych czasach walczył z uzależnieniem od twardych dragów. Oliver chciał doprowadzić do powstania wieloczęściowej serii – czegoś na kształt przygód Jamesa Bonda. Kto wie? Może i doszłoby do realizacji tego scenariusza... Niestety – kiedy okazało się, że nakręcenie jednego filmu kosztować miało 40 milionów dolarów, producenci w popłochu wycofali się z przedsięwzięcia.


Pressman nie tracił jednak nadziei i szybko pojechał na spotkanie z Ridleyem Scottem. Wprawdzie słynny reżyser z miejsca odrzucił propozycję realizacji projektu, ale na szczęście dla filmowców – w hotelu obok mieszkał akurat Dino De Laurentiis – włoski producent, specjalista od kina fantasy, horrorów i spaghetti westernów. Innymi słowy: kina klasy be minus. Dino zachwycił się postacią Cymeryjczyka (oraz scenariuszem Stone'a) i po długich negocjacjach zgodził się film wyprodukować oraz zapewnić mu odpowiedni nakład finansowy.

Brudny Harry z mieczem

Do pracy zaprzęgnięty został nowy scenarzysta (a jednocześnie również i reżyser filmu) – John Milius, gość, który dał światu „Brudnego Harry'ego” oraz kolejną część słynnej serii z Eastwoodem - „Siłę Magnum”. Jako że oba te filmy ostro krytykowane były za ogromne nagromadzenie przemocy, wybór ten wydawał się wprost idealny.
Mimo że scenariusz został napisany na nowo, sporo pomysłów Olivera Stone'a zostało zachowanych w ostatecznej wersji „Conana Barbarzyńcy”. Dodatkowo Milius, który był ogromnym fanem kultury japońskiej i filmów Kurosawy, przemycił do swego dzieła wiele elementów dalekowschodniej kultury. Milius zatrudnił też grupę badaczy, którzy dostarczyli mu dogłębną wiedzę o dawnych celtyckich i nordyckich ludach, a także broni przez nie używanej. Celem było stworzenie świata osadzonego w prehistorii (nie zapominajmy, że historie opisane na łamach książek Howarda rozgrywają się 10 tysięcy lat temu!), więc sporo roboty mieli też charakteryzatorzy oraz rekwizytorzy, którzy spędzili długie tygodnie na łączeniu motywów ze starożytnego Egiptu z ornamentami zapożyczonymi z prekolumbijskiego Meksyku. Oczywiście nie można było też zapomnieć o inspirujących obrazach Franka Frazetty...


Ostateczna wersja scenariusza to prawdziwy miszmasz historii opisanych w 25 książkach Howarda. Ba, niektóre kluczowe motywy (w tym na przykład imię głównego arcyłotra - Thulsa Doom) pochodzą z zupełnie innej serii autora przygód Cymeryjczyka. Mowa tu o „Kullu z Atlantydy”. Przy okazji – cykl ten też doczekał się ekranizacji. W 1997 roku powstał film „Kull Zdobywca”, gdzie w rolę tytułową wcielił się sam Kevin Sorbo - znany nam wszystkim serialowy Herkules!


Odchudzić Arnolda!

Podczas gdy producenci zajęci byli poszukiwaniem reszty obsady, Arnie zaczął ćwiczyć walkę mieczem. I tu pojawił się kłopot. Potężny Austriak był zbyt masywny, a wielkie mięśnie jego klatki piersiowej skutecznie krępowały mu wiele ruchów. Co tu się dziwić – aktor był tak napompowany, że wyzwaniem dla niego było już przyłożenie sobie słuchawki telefonicznej do ucha, a co tu mówić o zgrabnym wymachiwaniu żelastwem...
I tak też oprócz nauki fechtunku, pływania, jazdy konnej, wschodnich sztuk walk oraz... wspinaczki (producenci zażyczyli sobie, aby Arnie mógł bez problemu skoczyć z wysokości 4,5 metra), kulturysta zmienił dietę i zabrał się za ćwiczenia, dzięki którym udało mu się zrzucić trochę masy.


Tymczasem w roli Valerii – wojowniczki oraz kochanki Conana – producenci pragnęli obsadzić aktorkę o tanecznych umiejętnościach. Wybór padł na Sandahl Bergman – posągową blondynkę, która oprócz tańczenia pracowała także jako kaskaderka.


Zarówno bardzo wysoka Sandahl, jak i napakowany Arnold mieli tak nietypowe wymiary, że trudno było dla nich znaleźć dublerów. W związku z tym wszystkie popisy kaskaderskie aktorzy musieli wykonywać sami.


Mało brakowało, a posępnego arcyłotra Thulsa Dooma zagrałby sam James Bond. Początkowo producenci byli zgodni, że w roli tej najlepiej wypadłby Sean Connery. Szkocki gwiazdor pewnie i by się wcielił w tę postać, gdyby nie... Darth Vader. Usłyszawszy charakterystyczną barwę głosu aktora, który dubbingował go w „Gwiezdnych Wojnach” - Jamesa Earla Jonesa, filmowcy jednogłośnie zdecydowali, że to właśnie on powinien zagrać postać Dooma.
Jones szybko zgodził się na propozycję zagrania w "Conanie Barbarzyńcy" – aktor dostrzegł w osobie Thulsa wiele odniesień do rzeczywistych przywódców sekt (z Charlsem Mansonem na czele), traktowanych przez swych podwładnych jako wcielenia najczystszej boskości.


Akcja!

Początkowo planowano kręcenie filmu na terenie byłej Jugosławii, jednak z racji na niepewną sytuację polityczną w tym kraju ekipa ostatecznie wylądowała w Hiszpanii, gdzie na potrzeby produkcji wybudowano aż 49 planów filmowych. W przedsięwzięcie wpakowano ogromne pieniądze – samo zbudowanie u podnóża gór Świątyni Seta, w której urzędować miał Thulsa Doom, kosztowało okrągłe 3 miliony dolarów! 80 tysięcy dolców wydano też na... marmurowe wióry, które miały symulować śnieg w scenach pokazujących młodość Conana w cymeryjskiej wiosce.


Kamera! Akcja! Mimo że wszystko zapięte było na ostatni guzik, to już po kilku pierwszych klapsach doszło do paru małych katastrof. Psy, które miały zaatakować Conana po tym, jak ten wspiął się na skałę, okazały się silniejsze niż wszyscy mogli się tego spodziewać i dosłownie zepchnęły aktora wprost z krawędzi. I tak po pierwszym ujęciu Arnie był już solidnie poturbowany. Niedługo potem oberwał też głową toporka, co to odpadł z rękojeści i trafił Schwarzeneggera prosto w szyję. Rany trzeba było maskować grubą warstwą makijażu.


Nieźle oberwała też Sandahl Bergman. Miecz, którym władała jej postać miał otwartą rękojeść i nie chronił dłoni aktorki. Podczas jednej z walk ostrze broni przeciwnika trafiło w jej palec wskazujący rozcinając go aż do kości. Na szczęście udało się kończynę poskładać do kupy – Bergman założono sześć szwów i skierowano z powrotem na plan.
O morale obsady zadbał sam John Milius, który wygłaszał motywujące przemówienia o tym, że ból to zjawisko krótkotrwałe, natomiast film to dzieło, które trwać będzie wiecznie!


Ten cholerny akcent!

40 do 50 razy trzeba było powtarzać niektóre ujęcia. I to wcale nie dlatego, że aktorzy nie radzili sobie z karkołomnymi wyzwaniami stawianymi im przez twórców. Problem dotyczył twardego, Arnoldowego akcentu, który nijak nie pasował do granej przez niego roli. Aby nieco poprawić tę sytuację, Arnie dzień w dzień udawał się do przyczepy Miliusa, aby wraz z nim ćwiczyć mówione kwestie tak długo, aż nie będą one brzmieć jakby wypowiadała je austriacka betoniarka.


Pomocą służył też James Earl Jones, który prowadził ze Schwarzeneggerem lekcje oratorskie w zamian za jego rady dotyczące ćwiczeń fizycznych.
Tak czy inaczej producenci musieli zrezygnować z początkowego pomysłu, aby Arnold był również i narratorem filmu. Co więcej – filmowcy zdecydowali się uszczuplić ilość jego monologów do absolutnego minimum.


Zbyt brutalny!

W słynnej, do dziś mocno kontrowersyjnej scenie ukrzyżowania głównego bohatera na drzewie, aktor w rzeczywistości siedział na rowerowym siodełku. Jednak sępy, które z zainteresowaniem pastwiły się nad dogorywającym bohaterem były prawdziwe. Ptaki zostały przywiązane do drzewa tuż obok aktora. W ujęciu, w którym Conan zagryza jedno z ptaszysk, użyto zdechłego sępa znalezionego przez ekipę. Jako że truchło nie było zbyt świeże, najprawdopodobniej widoczna na filmie reakcja Arniego nie musiała być udawana... Zaraz po zakończeniu ujęcia aktor musiał od razu zdezynfekować swe usta, aby uniknąć złapania jakiegoś choróbska.

https://joemonster.org/i/2015/02/-f1e77665-d505-49a6-898d-9fce84f0451e.gif

Twórcy „Conana Barbarzyńcy” chcieli dać swym odbiorcom to, na co ci liczyli – brudny, krwawy, bezkompromisowy film. W latach 80. nikt jeszcze tak bardzo nie trząsł się nad wiekowymi ograniczeniami i większość kultowych produkcji, które wszyscy z rozrzewnieniem wspominamy, posiada na okładce charakterystyczne kółeczko z osiemnastą w środku.
Na planie filmu nie mogło więc zabraknąć specjalistów od efektów gore, którzy dbali o odpowiedni wygląd ran oraz o realistyczną prezencję kukieł udających trupy.
Rekwizytorzy dostarczyli na plany hektolitry krwi zakupionej w hiszpańskich rzeźniach, a wiele ze zbudowanych z włókna szklanego mieczy wykorzystywanych w filmie posiadło specjalne zbiorniki wypełnione posoką, która tryskała w chwili gdy oponent został ugodzony.


Jedna ze scen była tak brutalna, że sami twórcy zrezygnowali z jej publikowania. Mowa tu o scenie dekapitacji matki Conana przez Dooma. W oryginalnej wersji mamy zbliżenie na obciętą, wykrzywiającą się w upiornych grymasach głowę, z której ust i oczu tryska krew. Ostatecznie zdecydowano się na zastąpienie tego ujęcia innym – równie wymownym, aczkolwiek mniej okrutnym.
Kiedy gotowy 140-minutowy materiał trafił do producentów wykonawczych studia Universal, ci nie kryli swego szoku. Film był zdecydowanie zbyt okrutny, aby komukolwiek go pokazać! A przecież wszyscy spodziewali się, że odbiorcami baśniowego „Conana Barbarzyńcy” będą te same dzieciaki, które tłumnie szturmowały kina podczas seansów „Gwiezdnych Wojen”! Zdecydowano się więc przesunąć premierę filmu o pół roku, aby dać czas jego twórcom na ocenzurowanie widowiska. Z oryginalnej wersji dzieła wywalono aż 11 minut krwawego materiału. Dopiero wówczas Conan mógł zaatakować kina. A i tak recenzenci uznali, że jest to produkcja przesadnie okrutna.
https://joemonster.org/images/vad/img_31819/cd8a9a1a91282b1d681c32190f221064.gif
Również i politycy nie kryli swego oburzenia. Wielu z nich twierdziło, że film gloryfikuje siłę fizyczną podążając tym samym za nietzscheańskimi ideałami aryjskiego nadczłowieka. Szczególnie oburzeni krytycy uznali wręcz, że film ten jest jawnie faszystowski...
Na szczęście innego zdania byli widzowie, którzy pozwolili Conanowi podbić swe serca. Duża w tym zasługa scenarzystów, którym udało się zamienić arcypoważną, książkową historię w film niepozbawiony kloacznego humoru, lekkości i ironicznego kiczu.
Trzeba przyznać, że „Conan Barbarzyńca” przetrwał próbę czasu i w dalszym ciągu seans tego filmu może przynieść sporo frajdy, jeśli tylko przymknie się nieco oko na pewne techniczne niedoskonałości.


W międzyczasie powstała kolejna część filmu („Conan Niszczyciel”) oraz ekranizacja innej historii autorstwa Howarda - „Czerwona Sonja”. We wszystkich częściach wystąpił Arnold Schwarzenegger, dwukrotnie wcielając się w Conana. W „Czerwonej Sonji” zagrał identycznego herosa – Kalidora. Czemu tak się stało? Ano dlatego, że studio Universal wykupiło prawa do postaci Conana, a „Czerwoną Sonję” realizowała wytwórnia Famous Films.
Oprócz tego nakręcono też dwa seriale animowane, jeden aktorski oraz wyjątkowo kiepski remake oryginalnego filmu z 1982 roku.
Tymczasem od jakiegoś czasu zapowiadany jest film pt. „Legend of Conan”, w którym po raz kolejny zobaczymy Arniego. Miejmy nadzieję, że jego stan zdrowia pozwoli mu sprostać roli szlachetnego barbarzyńcy.



"Najważniejsze w życiu jest stanąć twarzą w twarz ze swym największym wrogiem, ujrzeć jego krew wsiąkającą w ziemię i usłyszeć lament jego kobiety" - Conan z Cymerii

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
3

Oglądany: 117834x | Komentarzy: 58 | Okejek: 457 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.11

19.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało