Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Malezja, jej "okrutni" muzułmanie, buddyści i hinduiści oraz ich świątynie

40 793  
184   28  
Stickyrice: Dzisiaj podzielę się wspomnieniami i przemyśleniami z bardzo krótkiego pobytu w Malezji. Nie będzie to rozprawa teologiczna, ponieważ nie jestem teologiem, a jedynie zapis spostrzeżeń z wizyty w kraju, gdzie wyznawcy czterech wielkich religii żyją obok siebie we względnym spokoju. Chrześcijan w poniższym artykule pomijam celowo, ponieważ nie wiążą się z żadną konkretną grupą etniczną i nie są zbyt interesujący. Tym razem odwiedzimy trzy różne świątynie.

Niezwykły kulturowy miszmasz

Jak powinna wyglądać Malezja, zamieszkana jednocześnie przez muzułmanów, buddystów i hindusów, zgodnie z najgorszymi stereotypami? Ulice pełne hinduskich gwałcicieli i świętych krów, kobiety zmuszone do okrywania się burymi szmatami, a pod ścianami na chodnikach mnisi w dziwnych pozycjach, wypowiadający bardzo głębokie prawdy o życiu. Na dodatek wszyscy powinni próbować wyrżnąć w pień innowierców. Niestety muszę Was zawieść. W Malezji wszystko zdaje się być w miarę normalne. Ulice, samochody, budynki, centra handlowe i metro są bardzo zwyczajne.
W komunikacji miejskiej można spotkać muzułmanki, którym widać tylko twarze, dłonie i stopy, ale nie wyglądają brzydko czy niekobieco. Ich strój ma więcej wspólnego z elegancką suknią niż z burą szmatą. Ładne dziewczyny wyglądają w nich całkiem atrakcyjnie. Muzułmanie stanowią większość i to oni rządzą tym państwem, a jednak Malezyjki chińskiego pochodzenia mogą jechać tym samym metrem ubrane w szorty i trampki. Buddyści, zamiast wygłaszać mądre sentencje i uprawiać jogę, zajmują się lokalnym biznesem. Nie widziałam żadnych krów w Kuala Lumpur, a hindusi zajmowali się raczej przygotowywaniem niesamowitych potraw w swoich kramach, niż gwałceniem młodych kobiet. Większość z nich mieszka na terenach rolniczych lub zajmuje się informatyką czy inżynierią i z tego czerpie wysokie dochody.

Jeśli chodzi o spory na tle religijnym to owszem, pojawiają się konflikty i walki, ale polityczne, a w sobotnią noc w klubie można spotkać przedstawicieli wszystkich wyznań. Zastanawiające jest też to dlaczego hindusi, muzułmanie i buddyści pozostają oddzielnymi grupami po setkach lat życia w tym samym państwie. Zwłaszcza że nie są to nowo przybyli imigranci żyjący w gettach, tylko ludzie identyfikujący się jako Malezyjczycy od pokoleń. Odpowiedź jest bardzo prosta - często łatwiej jest zakończyć (albo w ogóle nie zaczynać) związek, niż dogadać się, w której świątyni ma odbyć się ślub i jakiej wiary mają być dzieci.

Meczet Wilayah Persekutuan (...bo Allah tak chciał)

Na początek wejdziemy do jaskini zła, która kształtuje niewinnych chłopców na ekstremistycznych bojowników mordujących kiepskich karykaturzystów. Aby zajrzeć do paszczy potwora należy zdjąć obuwie i boso poruszać się po wypolerowanych marmurowych posadzkach. Ponadto trzeba się ubrać adekwatnie do okazji (przykro mi, ale w tym odcinku także nóg nie będzie).


Jedyne na co mogę narzekać, to że w błękicie mi nie do twarzy i hijab powinien być w kontrastującym kolorze. Strój wygodny, praktyczny, ładny i zrobiony z dobrej jakości materiału. Jedyne, co nie pozwoliłoby mi nosić czegoś takiego na co dzień, to wrodzona przekora. Nie lubię, kiedy ktoś mi mówi jak mam się ubierać i co i komu pokazywać. Oprócz restrykcji dotyczących ubioru zaleca się także ciszę i nierobienie sobie głupawych lub obscenicznych zdjęć. Dodatkowo, wskazówka od gospodarza z couchsurfingu, nie jest mądrze przyznawać się do ateizmu, ponieważ może to spowodować próbę nawrócenia na islam. Rada bezcenna, jednak małe kłamstwo na temat wiary nie pomogło, ponieważ przewodnik i tak próbował udowodnić wyższość islamu nad chrześcijaństwem. Ale porzućmy niesnaski religijne i przejdźmy do konkretów.


Budowla przewyższająca rozmiarem paryską Sacre Coeur. W środku jest pałac ślubów z salami na 200, 500 i 1000 gości, wielkie sale do modlitw, pokaźne umywalnie i mnóstwo, mnóstwo korytarzy.


Jak sfinansowano budowę takiego molocha? Tak jak budowę Świątyni Opatrzności. Większość rządowych stanowisk jest obsadzona muzułmanami, więc pozwolenia na budowę, dofinansowanie czy wyprowadzanie pieniędzy z budowy to nie jest problem. Jedna z wielu takich w Kuala Lumpur, jednak zdecydowanie najprzyjemniejsza do zwiedzania, ponieważ turyści zwykle tu nie zaglądają.


Poniżej na zdjęciu bardzo uprzejmy terrorysta, który zauważył, że robię mu zdjęcie, więc zatrzymał się w pół kroku i poczekał, aż skończę. Potem podszedł i porozmawialiśmy przez chwilę o tym jak mi się podoba w meczecie.


Ostatnie piętro meczetu nie zostało dokończone i nie zbudowano dachu. Można się tylko domyślić, że układziki nie zawsze wychodzą na dobre.


Ornamenty zrobione z pięknych arabskich liter oraz motywów roślinnych.


Popatrzmy na modlitwę (jedną z 5. dnia). Poniższe obrazki powinny w pełni uzasadniać dlaczego kobiety modlą się w wydzielonej strefie, za mężczyznami. Nie jest to kwestia dyskryminacji kobiet, a raczej braku wiary w to, że mężczyźni będą w stanie skupić się na modlitwie w poniższym przypadku:



Za to kobiety mogą spokojnie z tyłu albo z balkonu podziwiać męskie tyłeczki i oddawać się myślom, które muzułmanom jakoś nie przyszły do głowy. Poobserwujmy także mały muzułmański ślub, który akurat odbywał się w jednym z pomieszczeń. Według naszego przewodnika panna młoda może nie zgodzić się na ślub, a mąż ma obowiązek troszczyć się o żonę i ją utrzymywać i jeśli tego nie robi, ta może zażądać rozwodu. Przynajmniej teoretycznie.



Przewodnik bardzo chciał, żeby zadawać mu pytania, ale na wszystkie odpowiedź była taka sama „bo Allah tak kazał”. Zakończyłam dyskusję uznawszy, że takie nastawienie do niczego nie prowadzi. Grzecznie zabrałam ulotkę na temat prawdziwej historii Jezusa, podziękowałam i zapomniawszy się chciałam uścisnąć przewodnikowi dłoń. Przeprosił i wytłumaczył, że muzułmanom nie wolno podawać kobietom dłoni, bo jeszcze mogliby się podniecić.

Przyszło do mnie wtedy takie wspomnienie zimy w Polsce, jak ubrana we wszystkie swetry, długi płaszcz z kapturem, buty za kolano, czapkę i gruby szal szłam przez jedno z warszawskich osiedli. Widać mi było tylko oczy, a grupa mijających mnie dresów i tak musiała cmokać w moim kierunku. Biedni muzułmanie nie wiedzą, że na problemy z nadmiarem wyobraźni skuteczna jest tylko całkowita kastracja, a dodatkowe warstwy ubrań u kobiet w ogóle nie pomagają. Nie podzieliłam się tym wspomnieniem z przewodnikiem i poszłam szukać swoich sandałów zostawionych na progu.

Jaskinie Batu

Pakujcie bicz i kapelusz, bo wyruszamy w podróż rodem z Indiany Jonesa! Nasza misja to ukraść kilka zdjęć i jedzenie z hinduskiej świątyni. Przed nami do pokonania niewiarygodnie długie schody pełne krwiożerczych małp, a w środku, dobrze się domyślacie, mroczne obrzędy odprawiane przez półnagich kapłanów. Tak właśnie czułam się odwiedzając Jaskinie Batu.

Charakterystyczna mieszanka lekko kakofonicznej muzyki, zapachu kadzideł i intensywnych kolorów poraziła moje zmysły już na samym początku, przenosząc mnie wraz z zachodem słońca w świat egzotycznych kultów fantazyjnych bogów. O ile islam pod wieloma względami przypomina chrześcijaństwo, to hinduizm wygląda jak wytwór społeczności cierpiącej na nadmiar fantazji. Wszędzie dodatkowe ręce, nogi i dziwne części ciała. Bóg, wokół którego wyrosło to całe zamieszanie wygląda tak:


To jest duży, złoty i błyszczący Murugan, bóg wojny, a za nim znajdują się schody i wejście do jaskini...


...oraz krwiożercza małpa. Może nie wygląda niebezpiecznie i żywi się roślinami, ale małpy mogą być naprawdę niebezpieczne dla turystów, którzy myślą, że kwiatki kupione u stóp schodów są do zawieszenia na szyi.


A oto i reszta towarzystwa z hinduskiego panteonu.



Jednak te drobne figurki robią marne wrażenie przy ogromie naturalnej jaskini, a jedynie dodają jej mglistej aury tajemniczości. W środku jaskini koguty. Wyobraźnia karmiona hollywoodzkimi filmami podsuwa obrazy mrocznych rytuałów z zarzynaniem kurczaków i malowaniem dziwnych znaków krwią.


Po wyjściu z jaskiń nadszedł czas na obiecaną kradzież jedzenia. Przypadkowo trafiliśmy na jakieś małe hinduskie świętowanie w świątyni u stóp schodów. Nie udało nam się odgadnąć o co chodzi, ale sam obrządek był niezwykle fascynujący.



Po wszystkich obrządkach nastąpiła nieodłączna część świętowania, czyli jedzenie.


Zostaliśmy zaproszeni do poczęstowania się tym, co jedli hindusi. Jako zdecydowany przeciwnik nadużywania przypraw muszę skapitulować i przyznać, że choć wyciskało łzy z oczu, to było pyszne. Po jedzeniu nastąpiło grupowe mycie rączek i znowu poszukiwanie moich sandałów.


Kek Lok Si

Skoro był motyw z Indianą Jonesem, to zdecydowanie muszą się też pojawić szaleni naziści, chcący wykorzystać artefakt do zawładnięcia światem. Niestety muszę Was zawieść. Nie o takich swastykach będzie mowa. Przenosimy się z Kuala Lumpur do George Town, które zachowało w sobie europejskiego ducha kolonizatorów i zachwyca urokliwymi uliczkami doprawionymi sztuką uliczną.

To miasto jest też wyjątkowe ze względu na strukturę demograficzną. Większość mieszkańców wyspy Penang stanowią Malezyjczycy chińskiego pochodzenia, zajmujący się handlem, a to ze względu na lokalizację i historię tego miejsca. To dlatego właśnie tutaj znajduje się jedna z największych buddyjskich świątyń w Azji Południowo-Wschodniej.

Na każdym piętrze...


...pod każdym dachem...


...sklep z pamiątkami made in China.


Buddyści zamienili swoją religię na bardziej opłacalną filozofię kapitalizmu. Biznes jest najważniejszy i to głównie jemu aktualnie oddaje się cześć w murach tej świątyni.
Prawdziwe marzenie kolekcjonera kurzołapów.



Są i smoki. Pięknie rzeźbione ornamenty.


Poniżej obiecana swastyka na jednym z wielu podobnych posągów w Kek Lok Si, jako znak przynoszący szczęście. Warto zauważyć, w którą stronę skręcają ramiona.


Ciekawostka - żółwie. Co robią w świątyni? Mechanizm jest bardzo sprytny. Buddysta może sobie takiego żółwika kupić, wypuścić na wolność i odwrócić karmę tym dobrym uczynkiem. Zastanawiam się, czy sprzedawanie wegetarianom żywych kurczaków do wypuszczania na wolność byłoby opłacalnym biznesem. Gdyby to się udało, miałabym minę jak ten żółw. Tak, wiem, że to zło w najczystszej postaci.


Aby uczcić aktualnie panujące w świątyni bóstwo konsumpcjonizmu, kupiłam kilka pamiątek dla rodziny w Polsce i zakończyłam zwiedzanie.

Malezja to ciekawy kraj, skłaniający do przemyśleń. Jak to jest, że gdy na świecie wciąż toczą się religijne wojny a mniejszości są prześladowane, w takiej Malezji trzy zupełnie odmienne kultury funkcjonują bez większych problemów obok siebie, będąc żywym zaprzeczeniem wszystkich negatywnych stereotypów, jakie o nich słyszałam?

<<< W poprzednim odcinku

11

Oglądany: 40793x | Komentarzy: 28 | Okejek: 184 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.11

19.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało