Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Trzy bardzo stare materiały, które zawstydzają współczesnych naukowców

186 443  
420   56  
Wydaje nam się, że nowa technologia to lepsza technologia, a współcześnie stosowane materiały pod każdym względem przewyższają materiały stosowane w średniowieczu czy starożytności. Stal damasceńska jest jednym z przykładów obalających tę tezę. Mimo wielu starań i prób, a nawet analizy wykonanych ze stali damasceńskiej wyrobów, w dalszym ciągu nie udało się odtworzyć legendarnej technologii. Ale stal damasceńska to nie jedyny niesamowity materiał, który nie dotrwał do naszych czasów.

Orichalcum

Mówili o nim starożytni poeci, między innymi Hezjod. Platon pisał o nim "kawałek ognia". Czym było orichalcum lub – według innych – orychalk? Rzecz w tym, że nie wiadomo. Legenda sięga daleko wstecz, do czasów mitycznej Atlantydy, której mieszkańcy mieli specjalizować się w wydobywaniu orichalcum. Metalu, który miał być niezwykle odporny, wytrzymały, a przy tym niezwykle drogocenny. Bardziej wartościowe od orichalcum miało być tylko złoto.


Przez długi czas zdania były podzielone, przy czym przeważało domniemanie, że nic takiego jak orychalk nie istnieje. Pogląd ten zmienił się nie tak dawno temu, kiedy u wybrzeży południowej Sycylii znaleziono wrak statku sprzed 2 600 lat. A w nim 39 sztabek… orichalcum.

Czy faktycznie był to materiał Atlantów? Nie wiadomo. Nie wiadomo również, czy to w ogóle orichalcum. Grunt, że znalezione sztabki nie przypominały niczego znanego. Analizy wykazały, ze znalezisko ze statku miało w składzie ok. 75% miedzi, 15% cynku oraz domieszki innych pierwiastków, między innymi cynku, ołowiu i żelaza. Co przemawia za orychalkiem? Między innymi to, że statek, na którym znaleziono podejrzane sztabki, płynął do Geli. Miasto to słynęło w starożytności z warsztatów, w których wykwalifikowani artyści wyrabiali słynące w całym regionie metalowe ozdoby. Orichalcum mogło być jednym z wykorzystywanych przez nich materiałów.

Brąz koryncki

Miedź, złoto i srebro, a być może cały szereg innych składników nieodgadnionych dla współczesnych naukowców. Brąz koryncki spędza sen z powiek historykom, materiałoznawcom inżynierom, a nawet poszukiwaczom skarbów. Mowa bowiem o materiale, który miał być ponoć cenniejszy nawet niż złoto.


Według starożytnych poetów brąz koryncki powstawać miał w trzech lub nawet czterech – w zależności od wykorzystywanych składników – wariantach. Wymyślono go przez przypadek podczas pożaru Koryntu, kiedy wysoka temperatura stopiła przechowywane zapasy złota, srebra i miedzi. Gotowa mieszanka miała potem zostać udoskonalona i nazwana brązem korynckim. Ale i ta wersja podawana jest w wątpliwość – nawet przez starożytnych autorów.

Fakt jest jednak faktem, że wyroby wykonane z brązu korynckiego osiągały na rynkach zawrotną wartość i cenione były wszędzie, gdzie docierały. Nie dotrwały jednak do współczesności. Nie zachowały się ani żadne wyroby z brązu korynckiego, ani też jego receptura. W niektórych źródłach opisane zostały być może składowe procesu wyrobu cennego brązu, ale są to informacje niekompletne i niepotwierdzone.

Tumbaga

Niektórzy twierdzą, że brąz koryncki to to samo co tumbaga, ale swoje przypuszczenia opierają wyłącznie na występowaniu w obu stopach złota i miedzi. Tymczasem ten specyficzny rodzaj brązu wywodził się z Grecji, natomiast tumbaga pojawiła się znacznie dalej, po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego.


W okresie prekolumbijskim, na terenie Środkowej i Południowej Ameryki wykorzystywano specyficzne stopy złota i miedzi z domieszkami, a dzięki starannie dobieranym proporcjom uzyskiwano żądany efekt – materiał różniący się w zależności od potrzeb odpornością, kolorem czy połyskiem. Była to właśnie tumbaga, którą wykorzystywano powszechnie do wyrobu ozdób i przedmiotów kultu religijnego. Jednak do naszych czasów w czystej formie zachowało się tylko około 200 sztabek tego stopu – i to w dużej mierze przez przypadek.

Przybyły do Ameryki Cortez nie zadawał pytań. Razem z innymi konkwistadorami rabował wszystko, co był w stanie udźwignąć, a następnie wysyłał z powrotem do Europy. Taki los spotkał też całe pokłady tumbagi, które jednak po wyładowaniu w Starym Świecie były przetapiane w taki sposób, by odzyskać składowe metale – srebro, złoto i miedź. Cała tumbaga, jaką przywieziono do Europy, została tym samym zniszczona. Jednak w 1992 roku z jednego z wraków zatopionych u wybrzeży Bahamów udało się wydobyć 200 sztabek. Jedyne 200 sztabek tumbagi takiej, jaką wykorzystywano w czasach prekolumbijskich.

---

Przy okazji – tumbaga, mimo podobnie brzmiącej nazwy, nie ma absolutnie nic wspólnego z tombakiem, czyli mało wartościową mieszanką miedzi i cynku, wykorzystywaną powszechnie w jubilerstwie w zastępstwie znacznie droższego, a podobnie wyglądającego złota. Dokładna receptura żadnego z trzech materiałów, podobnie zresztą jak wspomnianej wcześniej stali damasceńskiej, nie jest znana. Starożytni i średniowieczni mistrzowie grają na nosie naszym współczesnym technologiom i pokazują nam, jak mało jeszcze umiemy. To zresztą dowód także na to, jak wiele zmarnowaliśmy okazji i zaprzepaściliśmy szans, bo za pogrzebanie mądrości przodków możemy winić tylko siebie.

A nóż na pierwszym zdjęciu damasceński jest tylko z nazwy - wielu producentów próbuje reklamować swoje produkty jako wykonane ze stali damasceńskiej, ale nie ma w tym nic poza marketingiem. Współczesna "stal damasceńska" wizualnie przypomina oryginalną, ale jej wytrzymałość wciąż ustępuje wzorowi.

Źródła: 1, 2, 3, 4
24

Oglądany: 186443x | Komentarzy: 56 | Okejek: 420 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało