Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Piekielne autentyki XXV

58 295  
196   18  
Dzieci lubią zwierzaki, chyba każdy to zauważył. Jak się im wyjaśni, jak powinno się obchodzić z psem/kotem/żółwiem/ropuchą/dowolnym innym maluchem z zoologicznego czy schroniska, to będą chciały się nim zajmować. Wszystko kwestia podejścia.

Też miałam pieska. Nawet dwa, ale nie o tym chciałam napisać.
Właściwie można by rzec, że ja zwierzęta kocham. Wszystkie, niezależnie od rasy, gatunku czy typu, chociaż oczywistym jest, że moje własne są mi bliższe niż kundelek spotkany na ulicy.

Mój pierwszy pies zginął niecały tydzień przed jego pierwszymi urodzinami - wpadł pod samochód, czego niestety byłam świadkiem. Miałam wtedy może z 7 lat, na samym początku podstawówki byłam. Przeżyłam to strasznie - przez trzy dni tylko płakałam, potem chodziłam rozkojarzona (co nawet zauważyła wychowawczyni, z rodzicami rozmawiała, generalnie wykazała się dużym zrozumieniem), ale w końcu się jakoś ogarnęłam.
Nie na długo - może z miesiąc później na lekcji pani wychowawczyni zapowiedziała, że będziemy lepić z plasteliny zwierzaki. Jak ktoś chce może własnego, może wymarzonego, generalnie pełna dowolność - jak to w podstawówce ;)

Oczywiście ja, kompletna noga z wszelkich aktywności plastycznych ambitnie postanowiłam ulepić swojego ukochanego pieska. Taki hołd mu oddać, żebym go mogła pamiętać jako swojego ukochanego futrzaka. Całkiem ładny wyszedł, w każdym razie zwierzę przypominał, chociaż odrobinę spłaszczony był.
Pobiegłam więc do nauczycielki się pochwalić, wszak zazwyczaj moje "dzieła" nie przypominają niczego poza czarną dziurą, dumna z siebie byłam jak paw.

Nauczycielka popatrzyła na kulkę plasteliny, upewniła się czy to "ten" piesek i rzuciła z uśmiechem:
- On to już chyba po tym, jak go samochód rozjechał, taki płaski.

by Quaraliel

* * * * *


Jesienny wieczór. Hostel.

Siedzę w recepcji, gdy naglę słyszę huk. Coś uderzyło w drzwi. Otwieram, pod drzwiami leży facet. Jakieś młode małżeństwo próbuje go podnieść, ale facet leci im przez ręce. Wychodzę i mówię, żeby go nie ruszali (bo nie wiedziałem dlaczego leży, założyłem, że zasłabł). Położyli go, nachyliłem się nad nim i... o matkoboskokochano. Gorzelnia to mało powiedziane. Jestem dosyć duży, więc złapałem faceta pod pachy i jednym ruchem postawiłem na nogi, w sumie tylko po to, żeby posadzić go na schodku i oprzeć o ścianę.

- To pan się nim zajmie. - mówi małżeństwo.
- No dobra, a mogą państwo chwilę zaczekać, skoczę do środka po telefon i zadzwonię na izbę wytrzeźwień.
- Chyba pan żartuje! Przecież to normalny człowiek, czemu na izbę?
- No przecież go tak nie zostawię. - temperatura bliska zeru, ciemno, głucho.
- No przecież to hostel jest, niech pan go weźmie do środka!

Serio, myślałem w pierwszym momencie, że to żart. Ale nie, jeszcze pan dobra rada zaproponował, że "na pewno ma pieniądze gdzieś w kieszeni" i że "stratny hostel nie będzie".

- Nie mogę go przyjąć w takim stanie, jest brudny, zasmarkany, kompletnie pijany. Pan by przyjął kogoś takiego pod swój dach?
- Ale to jest hostel! To nie pana prywatny dom!
- Tak, to jest hostel, a nie izba wytrzeźwień ani noclegownia.
- To my go zaprowadzimy do innego hostelu - zaproponował pan dobra rada. No i świetnie. Pomogłem facetowi podnieść pijanego i jakoś go z żoną powlekli.

Minęło pół godziny.

Do recepcji wchodzi młoda dziewczyna:
- Dzień dobry... bo ja mam takie pytanie.
- Dzień dobry. Słucham, w czym mogę pomóc?
- Bo tu mamy takiego delikwenta zawianego i jego trzeba przenocować.
Okazało się, że przyprowadzili tego samego faceta. Gość szedł na czworakach, a raczej pełzał, dwie ulice dalej.
- Nie mogę go przenocować, ale zadzwonię zaraz na policję i go wezmą na izbę.
Dziewczyna przestała być miła.
- Wie pan co... to my jako obcy ludzie go tutaj przyprowadziliśmy, bo by zamarzł, a pan na izbę będzie dzwonił?!

No kurde, spodobał mi się argument "my, jako obcy ludzie", bo przecież ja to jestem bliskim krewnym każdego pijaka.
Wytłumaczyłem (kolejny raz tego wieczoru), że nie mogę przyjąć takiego gościa, nawet jeżeli oni za niego zapłacą.

Pani zatrzasnęła za sobą drzwi, bez słowa. Pewny tego, że się nim zajmą (była z chłopakiem, ale on nie wchodził do środka), wróciłem do swoich obowiązków. Coś mnie jednak tknęło. Wyszedłem przed hostel, okrążyłem budynek i oczywiście - facet siedział w altanie śmietnikowej.
Finał tego wieczoru miał miejsce dla pana na izbie wytrzeźwień. Do trzech razy sztuka.

I teraz tak. W mniemaniu zarówno pierwszej jak i drugiej pary to ja byłem tym piekielnym, który nie chciał przyjąć go do hostelu. Dlaczego w takim razie facet znalazł się jeszcze dwukrotnie na ulicy, w tym raz w śmietniku.
Pozostawiam to do oceny czytelnika.

by JohnnyCash

* * * * *


Spotkanie u znajomych w bloku. Nagle słychać głos z megafonu:

- Właściciel czarnego Mitsubishi Pajero proszony jest o podejście do samochodu w celu przestawienia pojazdu!

Wszyscy lecimy do okna, widzimy radiowóz i zaparkowane na trawniku Pajero. Patrzymy po sobie, bo trochę nas było, ale to nie "nasze". Kolega - właściciel mieszkania mówi, że to auto sąsiada. Komunikat się powtarza. Dyskutujemy o przyjazności mundurowych, którzy zamiast wystawić mandat lub wezwać lawetę najpierw grzecznie proszą. Nagle słuchać wrzask gdzieś z okna obok:

- Pi.....cie się cw..e j....e! Szorować krawężniki, a nie mandaty wystawiać!

Mundurowi poniechali dyskusji, wyjęli bloczek, krótkofalówkę. Dyskutujemy o zdarzeniu, że gość ma jaja, ale będzie miał kłopoty itp., ale kolega mówi w zamyśleniu:

- To jest auto sąsiada z dołu, a nie obok...

by maxi_kaz

* * * * *


Mama koleżanki, w lutym br., dostała ostateczne przedsądowe wezwanie do zapłaty z sieci PLUS na oszałamiającą sumę 0,00 pln... Standardowo, 7 dni na uregulowanie w/w należności, co pozwoli uniknąć dodatkowych kosztów, związanych z postępowaniem sądowym i egzekucyjnym, że to wezwanie to ostatnia szansa na uniknięcie kłopotów i tym podobne pierdoły...

Kto się pod czymś takim podpisuje?!? A no zacna pani radca prawny I.B., człowiek, który 5 lat studiował, potem robił aplikację radcowską, wszystko to kosztuje mnóstwo czasu i pieniędzy... Kompetencja jak się patrzy.

Jak by tego było mało, nr, co do którego jest roszczenie, nie istnieje od kilku lat...

by PooH77

* * * * *


Będzie o znaczeniu premii motywacyjnych.

Na początku mojej kariery zawodowej miałem dosyć skomplikowaną sytuację jeżeli chodzi o zatrudnienie. W jednym szpitalu psychiatrycznym miałem pół etatu, a w drugim 1/32. Taka kombinacja alpejska wynikała z tego, że chciałem otworzyć specjalizację. Pierwszy szpital w tym czasie nie miał akredytowanych miejsc specjalizacyjnych, za to miał wolne pół etatu. Musiałem mieć chociaż symboliczne zatrudnienie w drugim, bo ten akurat miał dużo miejsc specjalizacyjnych ale żadnych etatowych. W pierwszym pracowałem codziennie, a do drugiego przychodziłem by dochować formalności, raz w miesiącu na 5 godzin.

Pewnego dnia zostałem pilnie wezwany w drugim szpitalu do kasy, w której wszyscy dostawaliśmy wypłatę. Powodem wezwania była chęć wypłacenia mi dodatku motywacyjnego. Ucieszyłem się, bo z pieniędzmi było wtedy u mnie naprawdę krucho. Każde 10 zł miało znaczenie.

Pani kasjerka, po odebraniu ode mnie podpisu na pokwitowaniu, wyciągnęła szarą kopertę formatu A4, z której wysypała kilka złocistych monet, a następnie z namaszczeniem je przeliczyła.

Moja premia motywacyjna wyniosła dokładnie 32 grosze. Poczułem się doceniony.

by fak_dak

* * * * *


Studia - młodość i radość. Mimo, że finansowo pomagają mi rodzice, jakiś czas temu powzięłam decyzję, że dorobię sobie udzielając korepetycji. A co! Kobieta pracująca jestem, żadnego ucznia się nie boję! Oprócz dwóch ścisłych przedmiotów, z których jestem dobra (związanych stricte z moimi studiami) zaoferowałam pomoc w doskonaleniu władania innymi językami. Nauka języków obcych zawsze była moim hobby, a im bogatsza oferta - tym lepiej.

Tym razem, moi czcigodni (jak mawia Piotr Bałtroczyk) nie będzie o piekielnych nastolatkach, nawet nie o zawiedzionych rodzicach, mimo, iż takich historii każdy korepetytor może pisać na pęczki! Tym razem będzie o uczennicy trochę starszej...

Bardzo często osoby zapisujące się na takie "językowe" korepetycje, to ludzie, którzy chcą nauczyć się języka dla własnego użytku, bo taką mają pasję itp. W takim wypadku umawiam się na współpracę długoterminową (zazwyczaj dzwonią do mnie uczniowie z prośbą o przygotowanie do sprawdzianu, pomoc z zadaniem domowym, no sami pewnie wiecie jak to jest), staram się ustalić indywidualny program nauki (sprawia mi to nawet frajdę), a także proponuję pierwszą lekcję gratis. To taki ukłon w stronę konsumenta, no bo nie każdemu mój sposób prowadzenia lekcji musi przypaść do gustu, różne są powody.

Dzwoni do mnie [P]ani, mówi, że musi się nauczyć niemieckiego, chociaż troszkę, chociaż komunikatywnie, bo za miesiąc wyjeżdża do sąsiadów za chlebem. Ok, umówiłyśmy się, kobieta przyszła. Wiek 50+, zadbana, wypacykowana, szmineczka, paznokietki - aż mi się głupio zrobiło, bo ja w domu tak "na roboczo" latam :) Mówi, że nigdy wcześniej nie miała kontaktu z językiem. Uuu, może być ciężko, ale kilka razy w tygodniu, trochę samozaparcia, pracy w domu i dama jakoś tam będzie "szprachać" w tych Niemczech.

No to usiadłyśmy, wykładam Pani podstawowe zwroty, podstawowe przywitania, kilka czasowników, zaczynam omawiać koniugację, no i godzina zleciała. Źle nie było, ale dobrze chyba też nie, bo kobieta decyduje, że ona się jeszcze zastanowi, że da mi znać i pyta czy może na mnie liczyć. Czyli uprzejmie daje mi do zrozumienia, że nie. Ja serdecznie potakuję i chcę odprowadzić Panią do drzwi, ale ta coś tak wolno kroczy, ostentacyjnie bawi się guzikiem przy płaszczu. Zapala mi się czerwona lampka. Może chce skorzystać z toalety, ale wstydzi się zapytać? Może chce, żebym poszła do kuchni, przyniosła jej szklankę wody, a ona w tym czasie mi coś zwinie? NIE, nawiązuje się za to dialog:

[P] - Wie Pani, ja nie chciałabym być taka grubiańska, ale Pani zapomniała mi zwrócić pieniążki.
Chwila konsternacji, ja nie bardzo ogarniam rzeczywistość, Pani widzi jednak mój wyraz twarzy i kontynuuje:
- No bo pierwsza lekcja miała być gratis...
- I jest gratis, przecież nic od Pani nie wzięłam.
- Ale GRATIS! Pani ma mi zwrócić pieniądze za dojazd, ja dwa bilety musiałam zużyć, bo z przesiadką! A tu jeszcze powrót!
- Słucham? - oczy miałam już jak 5 złotych.
- Masz mi oddać pieniądze, ja nie mogę być stratna!! - w tym momencie stwierdziła, że to dobra pora na zaprzyjaźnienie się i przeszła na "ty".
- Nie oddam Pani żadnych pieniędzy - po czym otworzyłam jej drzwi i na odchodnym pożyczyłam sukcesów w nauce.
- Ty jesteś bezczelna! Co ty sobie myślisz, że jakaś mało bystra jestem? Ja i bez ciebie nawet sama się języka nauczę! Ja mam znajomych, ja wszystkim powiem jaki złodziej i szarlatan z ciebie gówniaro! Zobaczysz, jaką ci opinię narobię! - w tym momencie na szczęście urwała, i całe szczęście, bo już naprawdę nie mogłam słuchać tych tyrad (stałam osłupiała) i przekroczyła próg mieszkania. Ja cała zdziwiona, ze szczęką na podłodze już chciałam zamknąć drzwi, kiedy jeszcze wsunęła łeb i grożąc palcem wykrzyczała:
- I ja to zgłoszę do Urzędu Pracy, że ty nielegalnie prowadzisz działalność, nie myśl ty sobie!

O dziwo, nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji, ale daj palec, to wezmą ci całą rękę jak widać.

by Nevinova

* * * * *


W pewnej prywatnej firmie produkcyjnej zatrudniającej kilkadziesiąt osób, zapowiedziano na początku grudnia, że nie będzie jak w latach poprzednich dodatkowych 100 zł na święta, gdyż firma postanowiła wspomóc jakąś biedną, potrzebującą rodzinę.

Pracownicy między sobą ponarzekali, no bo jednak każdy liczył na coś ekstra, w szczególności, że wypłaty coraz bardziej okrojone, no ale jako, że cel szczytny został podany, to nikt się nie upominał.

Jakież było zdziwienie, gdy wczoraj zebrano wszystkich i powiedziano, żeby do końca tygodnia ludzie poprzynosili ubrania, jedzenie i słodycze dla tej potrzebującej rodziny, którą szefostwo postanowiło wesprzeć.

by kotus11

* * * * *


W tym roku przypadła mi służba w sylwestra. Wbrew oczekiwaniom wcale nie mieliśmy dużo wezwań do poobrywanych członków i poparzonych facjat. Za to zdarzyło nam się ciekawe wezwanie na jedną z domówek w mieście.

Na tej domówce sami niewyżyci, młodzi ludzie. Godzina, jak na sylwestra młoda, bo ledwie po 22, a tu już można by spokojnie karawanem wywozić poległych. Cóż, jak to się mówi: młodość rządzi się własnymi prawami. Ostrożnie stąpaliśmy po podłodze w obawie przed zdeptaniem jakiegoś denata. Wokół bałagan, smród i mnóstwo kotów, no nic, w gorszych warunkach było nam pracować. Dzielnie przebijamy się przez tłumy zataczających się małolatów, prowadzeni przez najbardziej ogarniętą osobę w pobliżu. W końcu posadziła nas na kanapie (na której aż strach było usiąść...) i przyprowadziła poszkodowaną. Ta krzaczasto wpełzła do pomieszczenia, a na sobie zamiast spodni posiadała wielką, prowizoryczną... pieluchę. Lekko zdezorientowani podeszliśmy do poszkodowanej. Ta, plując na wszystko wokół, zaczęła nam opowiadać historię swojego przyodziania.

Otóż w ferworze pijackiej walki o dorwanie się do gwinta butelki jakiegokolwiek alkoholu, dziewczyna - prawdopodobnie wycieńczona próbami - wpadła na genialny pomysł. Postanowiła dobitnie i rzeczowo określić, która butelka należy do niej. W tym celu ściągnęła spodnie i bieliznę i... z całej siły usiadła na butelce poddając się chwilowej "rozkoszy" i oznaczając dokładnie przynależność butelki. Niestety nie przewidziała, że butelka pod ciężarem jej ciała i siłą nacisku zwyczajnie pęknie pozostawiając resztki szkła w, ekhem, jej wnętrzu.
Współimprezowicze nie wiedząc co zrobić z tym faktem, przewinęli ją prześcieradłem i zadzwonili po pogotowie.

Jej desperacka próba przygarnięcia na własność procentowego napoju jednak nie powiodła się. Współimprezowicze przytargali miskę i przelali pozostały alkohol przez sitko, po czym jakby nigdy nic, spożytkowali lekko zabarwiony na czerwono napój.

A co tam... miało się zmarnować?

by zaszczurzony

<<< W poprzednim odcinku

2

Oglądany: 58295x | Komentarzy: 18 | Okejek: 196 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało