Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Sztuka trollowania, czyli internauci kontra wielcy i sławni

198 233  
505   41  
Sztuka dobrego trollowania wymaga czegoś więcej niż samej tylko chęci podłożenia ognia i tańczenia na gorejących zgliszczach. Szczególnie jeśli za przeciwnika masz takie nazwiska jak Zuckerberg, Pitbull czy Bieber.

Mark Zuckerberg pokazuje jak strollować z k(l)asą

Pamiętacie taką antyczną reklamę, gdzie pewien staruszek taranuje swoim samochodem wóz zaczepiających go młodzieńców, kulturalnie odpowiadając na ich zaczepkę tekstem „Trzeba mieć fantazję i pieniądze, synku”? Otóż Mark Zuckerberg najwyraźniej wyznaje właśnie taką zasadę. Całkiem niedawno właściciel Facebooka miał okazję poczuć na własnej skórze atak pewnego hejtera, który to głośno toczył pianę o... facebookowy guzik umożliwiający użytkownikom tego portalu społecznościowego wpłacenie pieniędzy na poczet walki z epidemią eboli.


Oburzony internauta rezolutnie stwierdził, że to kiepski zabieg marketingowy, żerujący na ciężkiej doli zarażonych ludzi. W odpowiedzi na zaczepkę Mark kulturalnie poinformował go, że wyłożył na ten cel 25 milionów dolarów z własnej kieszeni, powodując tym samym, że zaciekły hejter podkulił ogon i skomląc żałośnie zniknął gdzieś w odmętach Internetu.


Gdzie wysłać Pitbulla?

Pitbull to taki średnio utalentowany raper, który dość często staje się celem ataków internetowych malkontentów. Na szczęście wśród hejterskich zastępów znalazło się kilku całkiem kreatywnych trolli, którzy wykorzystali kampanię promocyjną muzyka do zrobienia mu dość chłodnego psikusa. Artysta obwieścił, że odwiedzi jeden ze sklepów Walmart, który dostanie największą ilość polubień Facebooku.


Pewnie mocno się zdziwił, gdy dowiedział się o pewnym markecie tej sieci położonym w liczącej sobie lekko ponad 6 tysięcy mieszkańców mieścinie, gdzieś daleko... na Alasce, gdzie piździ jak w kieleckim, a psy dupami szczekają. Najwyraźniej 70 tysięcy internautów, którzy gromadnie kliknęli „lubię to” pod profilem tego właśnie sklepu, uznało, że miejscowa społeczność bardzo potrzebuje wizyty tak znamienitego gościa jak Pitbull.


Jak pokazać złemu reżyserowi pogardę dla jego twórczości

Jako że wielu miłośników kina czuje wielki zawód związany z poziomem ostatnich filmów w reżyserii M. Nighta Shyamalana (to ten gość od „1000 lat po Ziemi”), grupa dowcipnych trolli otworzyła stronę internetową zbierającą kasę, dzięki której Night będzie mógł uzyskać fachowe wykształcenie na nowojorskim uniwersytecie. Zadaniem akcji jest zgromadzenie 150 tysięcy dolarów. Założyciele serwisu proszą o szybkie wpłaty, aby czym prędzej osiągnąć wyznaczony cel, zanim reżyser zdecyduje się po raz kolejny stanąć za kamerą.


Wandal z Wikipedii

Stwórzmy encyklopedię, którą będą mogli tworzyć i edytować sami internauci – powiedzieli założyciele Wikipedii. Świetny pomysł – rzekli internauci. Hłe, hłe, hłe – zarechotały trolle. Jednym z takich złośliwców był koleś o ksywce „Willy on Wheels”. Użytkownik ten miał w zwyczaju dodawać końcówkę „on wheels”, czyli „na kółkach” do każdego wikipediowego artykułu. To dzięki niemu mogliśmy dowiedzieć się o istnieniu m.in. Muzyki w języku Braille'a na kółkach.
Willy i jego kumple stworzyli nawet skrypt automatycznie edytujący wpisy z Wikipedii, a pewnego dnia internauci natknęli się nawet na taką główną stronę internetowej encyklopedii:


Willy na Kółkach pewnie i do dziś siałby chaos i anarchię, gdyby nie to, że pewnego dnia ruszyło go sumienie i przestał atakować Wikipedię. Napisał nawet szczery list, w którym przeprosił wszystkich za swoje złośliwości. Obecnie słynny troll jest oficjalnym współpracownikiem Nonsensopedii.

Powiedzcie, drodzy fani, gdzie Justin Bieber ma zagrać kolejny koncert?

Niestety, za miłość i bezgraniczne oddanie milionów nastoletnich fanek trzeba zapłacić wysoką cenę. Justin Bieber, który od lat próbuje pozbyć się opinii delikatnego, wrażliwego chucherka o twarzy dziewczynki, jest artystą, który codziennie musi zmagać się z armią szczerze nienawidzących go trolli. W 2010 roku, kiedy małoletni piosenkarz skutecznie podbił serca równie małoletnich niewiast na całym świecie, na stronie internetowej serwisu Faxo pojawił się konkurs, który z założenia miał być ukłonem w stronę miłośniczek twórczości Biebera z krajów, których artysta jeszcze nie miał okazji odwiedzić. Fani mieli swoimi głosami zdecydować, w jakim kraju ich idol ma odbyć kolejną trasę koncertową. W ciągu dwóch dni przeszło pięćset tysięcy osób oddało swój głos na... Koreę Północną.


Sprawa była na tyle poważna, że głos zabrał nawet ambasador Korei, który całkiem poważnie powiedział, że wszelkie petycje o przyjęcie Justina Biebera w kraju Kim Dzong Ila zostaną przekazane władzom w Phenianie.
Niestety, ku rozpaczy całego świata akcja pozbycia się bożyszcza nastolatek poprzez wysłanie go wprost do piekła na Ziemi skończyła się fiaskiem.

Spektakularny pocisk po osobie gorliwie wierzącej

Na długo zanim ludzie zaczęli cieszyć się dostępem do Internetu, na tym świecie znalazło się kilku śmieszków, którzy potrafili w bardzo efektowny sposób zadrwić sobie z osoby zbyt bardzo manifestującej swoją wiarę.
W 1725 roku Johann Beringer - szanowany dziekan wydziału lekarskiego na Uniwersytecie w Wurzburgu - wydobył z ziemi fragmenty wapiennych skał z pięknie zachowanymi odciskami prehistorycznych jaszczurek, żab i pająków. Jednak to nie doskonały stan znaleziska zrobił na naukowcu szczególne wrażenie, a... imię Boga wyryte w języku hebrajskim, arabskim i po łacinie na niektórych ze skamielin.

Naukowiec tak bardzo podniecił się tym znaleziskiem, że nie czekając aż jego emocje nieco opadną, spłodził książkę dokładnie opisującą każde ze znalezisk, ale także starającą się w racjonalny sposób wytłumaczyć pochodzenie boskich inskrypcji. Beringer, jako człek głębokiej wiary, doszedł do wniosku, że to sam Wszechmogący zakopał skamieniałości w ziemi i osobiście się na nich podpisał.

Tymczasem autorzy tego psikusa – Ignatz Roderick, profesor geografii i matematyki, oraz Johann Georg von Eckart, uniwersytecki bibliotekarz – zobaczywszy, że żarcik nieco wymknął się im spod kontroli, usiłowali zasugerować swemu druhowi, że być może padł on ofiarą okrutnego żartu. Beringer nie tylko nie uwierzył w te sugestie, ale i pozwał kolegów do sądu, aby ukarać ich za „próbę umniejszenia wagi jego znaleziska”. Dopiero na sali rozpraw na jaw wyszła prawda o spektakularnym żarcie pracowników uniwersytetu, którzy w ten sposób pragnęli ośmieszyć słynącego z arogancji i pychy kolegę.
Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 198233x | Komentarzy: 41 | Okejek: 505 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało