Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Jak się podróżuje po Filipinach - bojowniczka JM pokazuje nieznaną stronę tego kraju

73 614  
456   41  
Wiecie, że "Hey Joe! Where are you going?" to tekst którym Filipińczycy zaczepiają wszystkich białych bez względu na rzeczywiste imię i narodowość? To powiedzonko to tylko jedna z pozostałości po czasach, kiedy Filipiny były kolonią Stanów Zjednoczonych. Amerykanie zostawili tu jeszcze wiele innych pamiątek.

Zza kierownicy

Tagbilaran, stolica Boholu, wygląda jak zaprojektowany przez szalonego mnicha z zakonu św. Juliana Szpitalnika, patrona cyrkowców. Kicz jest stylem dominującym w motoryzacji, architekturze, modzie i wszelkich dekoracjach. Proporczyki, koronki, sztuczne kwiaty i brokat mieszają się z Jezuskami, Maryjami i cytatami z Biblii. Wszędzie panuje gwar i tłok, z każdego miejsca docierają dźwięki handlu, zapachy jedzenia i niekończący się hałas klaksonów.

Dlaczego akurat klaksonów? W Tagbilaranie "prawo drogowe" to dość luźne pojęcie. Nieważne, czy Twój pojazd ma lusterka, czy działają Ci światła w nocy albo czy umiesz obsługiwać kierunkowskazy podczas skrętu. Przy wypożyczaniu motocykla lub skutera nie wymaga się nawet prawa jazdy, wystarczy 350 - 500 peso dziennie (25-35 PLN). Właściwie nie musisz mieć rejestracji, wystarczy napis informujący, że jej nie masz. Jedyną rzeczą, która jest tu absolutnie niezbędna, jest klakson.


Mijanie, hamowanie, wyprzedzanie, ostrzeganie idących poboczem pieszych, skręt w uliczkę - każdy manewr trzeba sygnalizować głośnym trąbnięciem. Pierwszeństwo też ma ten, kto naciśnie klakson pierwszy. I wiecie co jest niesamowite? To działa! W ciągu mojego pobytu na Boholu widziałam tylko dwa rodzaje znaków drogowych: uwaga szkoła/roboty drogowe/most oraz jeden - tak, tylko jeden na całej wyspie - znak ograniczenia prędkości. A mimo tego każdy wie jak ma jechać i biorąc pod uwagę chaos, jaki tu panuje, wypadków jest mało. Większość oczywiście motocyklowych, ale to nie dziwi. Filipińczycy potrafią jechać na motorze wioząc z tyłu nieprzywiązaną lodówkę albo po prostu w szóstkę i bez kasków. Na szczęście tutejsze motory nie wyciągają więcej jak 100 na godzinę. Jak w tym chaosie przejść przez zatłoczoną ulicę? Należy znaleźć Filipińczyka i iść tuż obok niego albo po prostu zamknąć oczy, wystawić rękę niczym Jedi i zdecydowanie iść do przodu. Zawsze Cię jakoś ominą.

Transport publiczny

Habal-habal

Na Filipinach, zwłaszcza w tych bardziej odległych od stolicy regionach, istnieją trzy specyficzne rodzaje lądowego transportu publicznego. Pierwszym z nich jest habal-habal, czyli najzwyklejszy motocykl małej mocy, zabierający kierowcę i dwóch pasażerów (chyba że są mali, to nawet 5). Właściciele takich motocykli mają swoje dworce, gdzie wyłuskują potencjalnych klientów.

Trycykl

Drugim rodzajem publicznego transportu są trycykle, czyli motocykle z zabudowanym wózkiem. Tłoczą się wszędzie. Każdy z nich ma numer, rejestrację, trzy miejsca siedzące dla pasażerów, okienka oraz oczywiście – cytat z Biblii. Styl jazdy kierowców też można podsumować podobnym cytatem: Only God can save us. Po miesiącu mam już swoje ulubione trycykle: z oknami w kształcie serduszek oraz z napisem Niepokalane poczęcie DO WYNAJĘCIA. Ten kierowca namalował na swoim pojeździe "In God we trust" i nic dziwnego, bo z takim numerem na szczęście raczej liczyć nie może.


Przejażdżka taką pseudo taksówką po Tagbilaranie kosztuje 8-10 peso od osoby (czyli ok. 50-70 gr), oczywiście jeśli nie jest się turystą. Guzy na głowie są gratis. Czasami trycykl nie daje rady pod górę, bo nie jest przewidziany dla ciężkich białasów, tylko dla małych Filipińczyków. Jednakże jeśli chodzi o przewóz nietypowych towarów, to ma zaskakujące możliwości. Po co komu ciężarówka, kiedy wszystko można przewieźć tak:


Kierowcy trycykli wydają z siebie specyficzne odgłosy, a najczęściej Alona Beach! Alona Beach! Panglao! Panglao!, chociaż po miesiącu zorientowali się, że nie jesteśmy turystami i teraz wołają za nami Corella! Tarsier Fundation? A my cierpliwie odpowiadamy Jeepney!

Jeepney

Użyjcie całej swojej wyobraźni, żeby wyobrazić sobie pojazd z poniższego zdjęcia w kolorze ciemnej zieleni, zabierzcie mu wszystkie ozdoby i dach. Co widzicie? Tak, to był kiedyś amerykański, wojskowy jeep! Kiedy ponad pół wieku temu USA wycofywało swoich żołnierzy z wysp, postanowili sprzedać lub oddać Filipińczykom swoje pojazdy. Wtedy były brzydkie i niefunkcjonalne, więc zostały przerobione przez tubylców.



Co oznacza ładny i stylowy? To znaczy, że się błyszczy, ma wszystkie kolory, dużo koronek i proporczyków, świętą figurkę i GOD BLESS. Co oznacza funkcjonalny? To znaczy, że mieści się w nim dużo małych ludzi i jeszcze trochę może zwisać po bokach.


Odpowiedź na pytanie ilu Filipińczyków mieści się w jeepneyu jest prosta – wszyscy. Zmieści się dziwna, bezzębna staruszka wioząca wyjątkowo śmierdzącą rybę z targu, jeszcze dziwniejszy, bezzębny, uśmiechnięty staruszek o posturze kościotrupa, karmiąca matka, kobieta ze zdeformowaną twarzą, pijaczek, chłopak z gitarą, ochroniarz, dziewczyna z supermarketu...


Po 6 miesiącach już ich rozpoznaję. Nawet jeśli jeepney wydaje się być pełen, to zawsze jeszcze gdzieś upchnie się dzieci wracające ze szkoły. A jeśli zajdzie taka potrzeba, to można załadować cały dach i pół wnętrza drewnem na opał. Poniżej chłopiec siedzący we wnętrzu jeepneya na górze kokosów.


My też oczywiście się zmieścimy. Przejażdżka kosztuje 2-3 złote i jest lepsza niż jakiekolwiek wesołe miasteczko czy cyrk. Będziemy uderzać głową w sufit dopasowany do ludzi o wzroście nie przekraczającym 150 cm i usiłować upchnąć gdzieś przydługie nogi albo pozwolą nam wskoczyć na dach. A podróż na dachu jest jak najbardziej niesamowita kolejka górska z widokiem na wszystkie wioski, z machaniem do roześmianych dzieci (i nie tylko) po drodze, z wiatrem we włosach i przeszkodami w postaci liści bananowców, drutów i kabli.




Pozostaje tylko śpiewać Dumb ways to die i mieć nadzieję, że przejażdżka nie skończy się ostrym hamowaniem. Albo deszczem. W czasie deszczu nikt nie chce jechać na dachu, ale czasem nie ma wyboru. Wtedy, szczególnie po zmroku, można naprawdę poczuć, co to znaczy dostać z liścia w twarz.


Rozkład jazdy jeepneyów jest jak jednorożec. Wielu wyruszyło na jego poszukiwanie, błądziło po bezdrożach, pytało mędrców, wystawiało blond dziewice na przynętę, ale jeszcze żadnemu śmiałkowi nie udało się go odnaleźć Prawdopodobnie dlatego, że rozkład jazdy nie został tutaj jeszcze wynaleziony. Jest to jedna z przyczyn, dla których każda teoretycznie półgodzinna droga do miasta jest przygodą, a terminy spotkań są bardzo elastyczne.

Autostop

Czasem czekając na jeepneya zdarza nam się razem z innymi wolontariuszami łapać stopa. Pewnego razu próbowaliśmy jak zwykle dotrzeć do Internetu, a jeepney nie przyjeżdżał, więc zdesperowani wystawiliśmy naszego farbowanego blondyna na przynętę. Pierwszy przejeżdżający samochód zatrzymał się z piskiem opon. Are you going to Tagbilaran? O.o. Tagbilaran? O.o. Taka ilość O.o. nam wystarczyła, więc wskoczyliśmy na tył samochodu i pojechaliśmy. Na zdjęciu poniżej usiłuję przetrwać jazdę pickupem w pyle robót drogowych.


Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy skręciliśmy w złą drogę i tak oto zostaliśmy porwani przez bandę bogatych filipińskich nastolatek. Dlaczego? Dla okupu? Żeby nas sprzedać do burdelu? Nie. Główną przyczyną nagłych ataków Filipinek jest chęć zrobienia sobie zdjęcia z egzotycznymi ludźmi, dodanie ich do znajomych na fejsbuku oraz „dyskretne” wypytanie chłopców o stan cywilny. Po wszystkim odstawili nas do miasta. Poniżej grupowe zdjęcie z porywaczami przy ich małym, domowym ołtarzyku.


Sytuacja może się wydawać dziwna i w Europie pewnie skończyłaby się źle. Jednak Filipińczycy czasem bywają dziwaczni, ale przynajmniej ci na Boholu chcą być mili i gościnni. Wspominam historię, jak zepsuł nam się samochód, kiedy na całej wyspie nie było prądu. Wtedy pomógł mocno podchmielony mechanik z latarką, który pojawił się nie wiadomo skąd. Pamiętam, jak utknęliśmy w nocy w środku niczego i Barangay Captain (odpowiednik polskiego wójta) odwiózł nas do domu własnym samochodem, bo uznał, że zaopiekowanie się nami to jego obowiązek. Myślę o wszystkich tych ludziach, którzy mnie podwieźli, ugościli, nakarmili i potraktowali jak przyjaciela i muszę przyznać, że nigdzie indziej nie spotkałam się z taką gościnnością jak na Boholu.

Słowo od Dominiki, autorki tekstu

Co ja tu robię? To bardzo dobre pytanie. Wciąż się zastanawiam nam tym jak to się stało, że tu trafiłam. Z ćwiartką na karku prawie skończyłam bardzo poważne studia z perspektywą zatrudnienia w poważnym banku na poważnym stanowisku. Co z tym zrobiłam? Spojrzałam na mapę, wybrałam kraj na końcu świata i zrobiłam wszystko, by się tam znaleźć. W ten sposób wylądowałam na Filipinach na Wolontariacie Europejskim w fundacji zajmującej się ochroną wyraków w środku dżungli wraz z trzema innymi wolontariuszami. Już prawie 7 miesięcy jestem na Boholu, pracuję i mieszkam wśród Filipińczyków. Kiedyś Filipiny były dla mnie tylko plamą na mapie. Jakiś czas temu stały się bardzo realną, równoległą rzeczywistością.

Zaczęłam pisać, ponieważ moja rodzina i znajomi chcieli wiedzieć co u mnie słychać i jak mi się mieszka w mojej dżungli. W ten sposób powstało całkiem sporo relacji z życia na filipińskiej prowincji i z podróży. Pierwszą część o transporcie na Boholu zaczęłam pisać zaraz po moim przyjeździe w czerwcu i rozwijała się w miarę jak odkrywałam nowe drogi i nowe fakty. Kultura i styl życia Filipińczyków są dla mnie źródłem ciągłej fascynacji, ale nie wiem jak moje zainteresowanie tematem przekłada się na jakość pisanych tekstów. Chcielibyście dowiedzieć się co ciekawego można znaleźć w tutejszym supermarkecie? Wyjaśnić Wam co to są te wyraki? Interesuje Was jak wygląda filipińska fiesta i co się na niej pije? Chętnie posłuchacie legendy o Morskich Cyganach? Schować wszystko do szuflady czy podzielić się z Wami?
5

Oglądany: 73614x | Komentarzy: 41 | Okejek: 456 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.11

24.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało