Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Mistrz chińskiej kuchni miażdży recenzję Macieja Nowaka, jednego z jurorów w Top Chef

344 350  
2466   183  
Znany z występu w "Top Chef" Maciej Nowak wybrał się 29 listopada do chińskiej restauracji "China Garden". Wybitnemu krytykowi jedzenie nie smakowało, więc postanowił pochwalić się tym na łamach gazeta.pl. Na jego nieszczęście trafił na godnego siebie przeciwnika - szefa kuchni "China Garden", który zmasakrował go jedną ciętą ripostą...

Nowak napisał:
O św. Gastronomio!

Naprawdę nie lubię pisać o katastrofalnych restauracjach. Bywanie w nich powinno zapewniać dobre samopoczucie, a nie - ciężkie terkotanie żołądka i konwulsje udręczonego przewodu pokarmowego. A tak właśnie zakończyły się dla mnie odwiedziny w China Garden przy pl. Unii Lubelskiej.

Ostatecznie sam sobie jestem winien. Od dawna wiem, że nie należy wchodzić do restauracji, w których nie ma żywego ducha. W niedzielne popołudnie China Garden wyglądał jak opustoszały skład chińskich mebli, ale pomyślałem, że dzień mamy wyborczy i być może ludność Warszawy zamiast wciągać specjały Państwa Środka stoi w tasiemcowych kolejkach, by okazać wsparcie miłościwie nam panującej władzy zwierzchniej. Niestety, frekwencja przy urnach nie okazała się imponująca, a pustki w China Garden nie miały wymiaru politycznego. Najwyraźniej inni byli bardziej przezorni niż ja i nie dali się nabrać na serwowane tu dania, które z nielicznymi wyjątkami przypominały porcje gliny, wymieszanej z błotem i petami. O św. Gastronomio, nie wpędzaj mnie więcej na takie miny.

Do jedzenia w zasadzie nadawały się wyłącznie sprężyste, jaskrawozielone wodorosty w sosie czosnkowym (15 zł), plastry pręgi wołowej (19 zł) i kawałki makreli marynowanej w winie ryżowym (15 zł). Niestety, uchodzące za przysmak prowincji Jiangsu suszone tofu z orzeszkami ziemnymi i grzybami mun (15 zł) oraz kaczkę marynowaną w grubej soli (17 zł) zamówiłbym wyłącznie dla kilku wyjątkowo mi niemiłych kolesi w szarych marynarkach. Wielkim rozczarowaniem okazały się też języczki kacze (21 zł), które w Zielonym Niedźwiedziu same pchają się do buzi, a tutaj odstręczają konsystencją i burym smakiem. Dajmy sobie spokój z zupą pikantno-kwaśną (7 zł) oraz z pierożkami wonton (15 zł). A kysz, a kysz, a kysz! Miłą kulinarną zabawką mogłaby być krewetka w panierce z ziemniaczanych chipsów (8 zł), ale gdy wyczuwasz, że wypaćkano ją majonezem z keczupem tracisz natychmiast apetyt.

Nie chce się do tego wracać

Dalej jest już z górki, gdyż wszystko utopiono w nieprzyjemnym tłuszczu i w tajemniczy sposób pozbawiono smaku. Żadnej różnicy nie ma między kapustą z boczkiem (27 zł), wołowiną w sosie ostrygowym (39 zł), kaczką smażoną na chrupiącą (37 zł) czy kurczakiem gongbao (33 zł). Wszystko smakuje na sposób ogólnoazjatycki i na pewno nie chce się do tego wracać. Nawet dogrywka zaproponowana przez rezolutnego pana kelnera, który zorientował się, że nie wpadłem w zachwyt nad kuchnią China Garden, nie wypadła specjalnie imponująco. Jedynie poprawne były żabie udka oraz plastry korzenia lotosu. Specjalnego zachwytu nie wzbudziły uszy królicze, zasmażane z warzywami. Potrawka ze skórek wieprzowych, lekko kleista, kolagenowata z pewnością ma walor zdrowotnościowy, ale wdzięku tyle, co zupa z tranu.

Kuchnia chińska potrafi osiągać olśniewające szczyty. Wiem to z wizyty na Tajwanie, wiem z książek, wiem z telewizji, po części też z warszawskich restauracji Peking Duck na Drawskiej, China Town obok Dworca Centralnego czy Bliss na Mariensztacie. Gdybym jednak miał uwierzyć w to na podstawie doświadczeń z China Garden, byłoby to absolutnie niemożliwe.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Mistrz chińskiej kuchni pokazał, że nie tylko potrafi przyrządzać ostre potrawy, kroić mięso ostrym nożem, ale także, gdy wymaga tego sytuacja, udzielić ostrej riposty:

Witam,
z przykrością i rosnącym zdumieniem czytałem artykuł pana Macieja Nowaka dotyczący jego wizyty w Restauracji China Garden, której jestem właścicielem. Oczywiście gusta i smaki bywają różne, a każdy ma prawo do własnej oceny, niemniej jednak do kilku kwestii chciałbym się ustosunkować.
Celem naszych restauracji i ideą, która kierowała nami podczas ich otwierania, było pokazanie ludziom PRAWDZIWEJ kuchni chińskiej – zaprezentowanie potraw regionu Jiangsu w oryginalnej wersji, przyrządzanych w tradycyjny sposób – jednym słowem takich, jakie zjeść można w Chinach. Nie modyfikujemy naszych dań po to, aby dostosować je do powszechnego wyobrażenia o chińskiej kuchni. Zarówno ja sam, jak i pozostali kucharze naszej restauracji, jesteśmy mistrzami sztuki kulinarnej pochodzącymi z konkretnego regionu i prezentujemy jego kuchnię. Trudno o lepszą znajomość tematu. Nasze pochodzenie, doświadczenie i umiejętności są gwarancją tradycyjnego smaku. Doceniają go Chińczycy będący naszymi stałymi gośćmi – w ogromnej mierze są to osoby światowe, o wymagających gustach. Gusta te zaspokajają nietypowe dla polskiej kuchni smaki, np. kaczka w soli morskiej czy kacze ozory. Oczywistym jest, że nie wszystkie spośród tych potraw, a nawet samych produktów odpowiadać będą polskiemu podniebieniu. Przykładem mogą być wspomniane kacze ozory - popularne i drogie w Chinach eksportowane są do Państwa Środka między innymi z Polski, gdyż tu nie cieszą się powodzeniem. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować, że wszystkie nasze dania przypadną do gustu każdemu klientowi, ale możemy zapewnić, iż będą to dania w pełni oryginalne i tradycyjne – takie, jakie jedli i jedzą mieszkańcy naszej rodzimej prowincji.
Ciężka noc po obfitym posiłku nie musi być efektem złego jedzenia – czasem bywa skutkiem jego nadmiaru lub nieprzyzwyczajenia do spożywanych składników, które w wypadku kuchni chińskiej są bardzo specyficzne. Rzadko zdarza się, aby nawet dwóch Chińczyków zjadło naraz kilkanaście potraw. Jeśli takiej uczcie towarzyszy jeszcze ponad pół butelki mocnej wódki, skutki rzeczywiście mogą być przykre, nie wyłączając bólu głowy i podkrążonych oczu.
Krewetki, które miał okazję próbować Pan Maciej, przyrządzane są według receptury spotykanej już w dokumentach spisanych pomiędzy 960 a 1127 rokiem. Zapewniam, że ówcześni Chińczycy (jakkolwiek przypisuje się im wiele wynalazków) nie znali jeszcze ketchupu ani majonezu… Owszem, wśród składników sosu znajduje się zarówno nabiał, jak i pomidory, ale te ostatnie pojawiają się też w zupie pomidorowej i nie oznacza to, że moczymy w niej krewetki.
Nasze potrawy z pewnością oferują też bogactwo smaków. Ciężko nie czuć różnicy pomiędzy kaczką smażoną w cieście a wołowiną w sosie ostrygowym, gdyż nie łączą ich nawet składniki… Trudno mi wskazać przyczyny takiego zobojętnienia na smak. Być może problem wynika z przyjętej przez nas filozofii. Otóż w naszych restauracjach całkowicie zrezygnowaliśmy z używania glutaminianu sodu, który niestety staje się dziś coraz powszechniejszym ulepszaczem i wzmacniaczem smaku. Dlatego nasze dania rzeczywiście smakują inaczej – jednym bardziej, innym być może mniej… Przykro nam, jeśli niektórym wcale…
Myślę, że do uczciwego oceniania kuchni dalekiego kraju azjatyckiego nie wystarczy kilka przeczytanych książek, obejrzenie programów telewizyjnych, a nawet wycieczka do Tajwanu. Dla mnie – Chińczyka, mistrza i recenzenta kuchni chińskiej – sztuka kulinarna to element kultury i tożsamości; tradycja, w której kultywowanie wkładam całe serce i która pod każdym względem jest wyjątkowa. Jeśli ktoś nazywa to wszytko „ogólnazjatyckim” i zamyka w jednej kolacji, daje dowód swojej ignorancji.

Li Chi
Mistrz chińskiej sztuki kulinarnej
Właściciel Restauracji China Garden
21

Oglądany: 344350x | Komentarzy: 183 | Okejek: 2466 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.12

04.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało