Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki XXX - pijackie, sportowe i... haślane??

30 148  
9   31  

Wielki jubileusz czy też mały jubel... nikt już nie pamieta. Joe pochrapując na redakcyjnym biurku mruczy coś jeszcze o okrągłym wydaniu... Kozak przytulony do flaszki coś o jakimś benefisie mamrocze.... whisky jak to whisky - nic już nie jest w stanie powiedzieć, a i reszta redakcji dziś już kontaktu ze światem realnym nie nawiąże. A wszystkiemu winne jest okrągłe trzydzieste wydanie autentyków...

Zaczyna dziś krolowa_sniegu. Strasznie podoba nam się humor prezentowany przez jej kolegów i przyjaciół. Nawet jeden z redakcyjnej ekipy został oddelegowany w jej strony, coby się dowiedzieć o nich czegoś więcej...

Podczas imprezy, wśród aplauzu ze strony samców włączono kawałek
zaczynający się mniej więcej "zaprosiła mnie do trójkąta,
nagle kumpel zwraca się do swojej dziewczyny:
- Kochanie, a kiedy ty mnie zaprosisz do trójkąta???
- Misiu w każdej chwili!!!
Kumpel podekscytowany:
- Naprawdę!!!! zdobyłabyś się na to?????????
- Tak, myślę, że już dojrzałam do macierzyństwa...

Siedzę sobie na zajęciach z kumplami. Nuuuuuudaaaaa.
Nagle Czaruś mówi:
-Wiecie jakie jest moje największe marzenie erotyczne???
-???
-Siedzę sobie w hotelowym barze, gra muzyka, leniwie sączą drinka, nagle przy barze siada piękna kobieta, po prostu boska, zamawia lampkę wina i zaczyna je pić patrząc mi prosto w oczy.....ja dosiadam się do niej, patrzymy na siebie bez słowa, pytająco unoszę brew, a ona kiwa głową... razem wychodzimy i idziemy do jej pokoju, ona powoli kocimi ruchami ściąga z siebie ubranie......kładzie się na łóżku i patrzy na mnie z takim ogniem pożądania gładząc swoje ciało...
Czaruś w tym momencie przerywa.
My:
-I co!!!!???? co robicie????
Czaruś triumfująco:
-I ja wtedy mówię z niesmakiem "aleś ty dziewczyno łatwa" i wychodzę......

(niniejszym dementujemy, że nasz fizyczny udał się do krolowej w celach niezbożnych - to tylko redakcyjna delegacja)


Krótki cykl pod wspólnym tytułem "Ciusia pijackie opowieści":

Impreza na leśnej polanie nieopodal mojej wsi. Ognicho, beczka piwa, skrzynka wódki, zajebiste towarzystwo. Godzina 2. w nocy. Żyją ze 3 osoby z 20 początkowych. Jeden z kumpli leży nie przytomny w dziwnej pozie pod prowizoryczną ławeczką, przykryty jakąś metalową siatką znalezioną w lesie. W pewnym momencie budzi się, zauważa ową siatkę leżącą również na jego głowie i z wyraźnym zaciekawieniem pyta: "Ooo... a gdzie gołębie?"

Impreza u mnie w domu. Większość była jeszcze w stanie podnieść się z wyra i iść do domku. Jeden kumpel nie był. Padł nieżywy. No to stwierdziłem, że niech sobie pośpi ze dwie godziny, a później jak będzie trochę bardziej "na chodzie" odprowadzę go do domku. No i on sobie kima na wyrku, a ja siedzę niedopity na fotelu i czekam, aż mu trochę przejdzie. Wybiła piąta rano. W całym domu cisza jak makiem zasiał. Budzę go delikatnie i mówię, że idziemy, a on na to: "Spoko. Jak się skończy ta piosenka."

Pewnego piątku ściągnąłem z netu instrukcję obsługi prostego efektu gitarowego ZOOM 505. Była se ona po angielsku, więc długo nad nią siedziałem. A musiałem się zorientować co i jak, gdyż miałem te wiadomości przekazać kumplowi, gitarzyście. Zatem słownik i jadę z tą instrukcją calusieńki dzionek. Jak skończyłem to taki z siebie byłem dumny, żem się schlał srodze. A zonk polegał na tym, iż musiałem wstać rano o 4:30 żeby zdążyć na autobus o 5:30, żeby dojechać na wieś na 11:00 i na wesele (do pracy, miałem grać). W każdym razie po ochnastu minutach dzwonienia budzika ani drgnąłem. No to Lucuś (współspacz), prawy jak Gandalf, wstał i zaczyna mnie budzić:
- Sapo, wstawaj...
- Yyyy.... bbbb... grh....
- Wstawaj, bo na wesele musisz jechać!
No i telepie mną na wszystkie strony, tarmosi, próbuje dobudzić, ja wreszcie pomiędzy bełkotami wycedziłem przez sen:
- Wpier#ol mi, a nie efektowi.
(chyba byłem srodze przejęty tym efektem)
Lucuś aż se usiadł ze śmiechu. No, ale nic to: próbuje mnie dalej dobudzić. No i mi tłumaczy, że muszę wstać, bo to jedyny autobus jaki do mnie na wieś jedzie, że jak się na niego spóźnię, to już tego dnia nie będę miał czym pojechać w me rodzinne strony, a mam grać na weselu, etc... A ja na to jego tłumaczenie stwierdziłem (też przez sen):
- Spoko. Chłopaki pociągną pierwszy kawałek beze mnie.

(siusiek - Redakcja uchwaliła po 0,5% swoich kosmicznych uposażeń wpłacac na fundusz, który pozwoli zapewnić Ci godziwy prywatny odwyk... za może jakieś trzydzieści lat)

W tematyce zmieści się także Quietc:

Rok mniej więcej 96. W górach, z dala od osad ludzkich, impreza na 30 osób. Sprzęt dowieziony uazem, więc jest co pić. Tak jak i Siusia jest ognisko, piwo, wódka etc. Po północy większość już jest pijana. Część osób podobierała się w parki i zniknęła w krzakach. Około 3 nad ranem wszyscy usłyszeli ryk zbliżającego się niedźwiedzia. Powtarzam, góry, środek lasu, do najbliższego domu jakieś 40 minut drogi. Po chwili ryk się powtarza. Wszyscy zbiegli się do kupy przy ognisku. Ktoś nakazał cisze. Po chwili znowu ryk, ale już z bliska. Wszyscy byli przekonani, że to miś się zbliża. Ktoś pobiegł do uaza, żeby było czym uciekać. Po chwili wraca:
- To żaden ku#wa niedźwiedź, to Adam (ja) śpi pijany w uazie...

(dementujemy również że nick bojownika Quietca ma jakikolwiek związek z powyższym wydarzeniem)

W cyklu poradnikowym coś dla bojowników, którzy niedługo zaczną się starać o pierwszą pracę (to za sprawą Makers’a):

Kandydat po studiach umówiony jest ze mną na konkretna godzinę. Przychodzi, proponuję mu herbatę lub kawę. Wybrał kawę. Zaczynamy rozmawiać. Pokazał mi swoje CV, portfolio itp., zaczął opowiadać o swoich projektach, ble ble ble...
Koleżanka przynosi dwie kawy. Dla mnie z mlekiem i cukrem, przed chłopakiem stawia czarną i pyta się: Może mleczko albo cukier?
Kandydat odpowiada stanowczo: Nie, dziękuję. Prawdziwi mężczyźni pija tylko czarna i gorzką!
...
A szkoda. Porfolio miał takie fajne...

I dla tych, którzy jeszcze studiują (za sprawą EvilS’a):

Swego czasu prowadziłem zajęcia dla studentów III roku. Któregoś dnia, niedługo przed świętami wielkanocnymi wchodzę do sali i widzę, że w drugiej ławce trwa jakaś zażarta dyskusja pomiędzy trzema dziewczynami. Przed jedną z nich na ławce stoi duży czekoladowy zajączek, więc zaczynam się domyślać, że chodzi o zwolnienie grupy z zajęć (środa była z jakiegoś powodu wolna, zatem biedaczki musiałyby przytelepać się tylko na zajęcia w poświąteczny wtorek).
Tak więc sobie rozmyślam i wypakowuję papierzyska, a dyskusja w drugiej ławce przybiera na sile (i głośności). Ostatecznie słyszę:
- Idź ty, tobie widać sutki!
....
Kiedy przyszła, dzierżąc dzielnie zajączka, sprawdziłem. Istotnie, sweterek niczego nie ukrywał

Problemy z komunikacją międzypokoleniową są tematem autentyka nadesłanego przez Krzfff’a:

Akcja rozgrywa się w sklepie spożywczym późnym popołudniem. Przed kasą stoi kolejka. Jej rozkład jest mniej więcej taki: kilka osób z przodu, pan około 50-siątki z wypełnionym po brzegi koszykiem, jakaś kobieta, dwóch dryblasów w dresikach i bluzach z kapturem trzymających po dwa piwka w każdej ręce oraz reszta kolejki.
W pewnym momencie zakapturzony zaczepia pana przed sobą:
- E... panie chcesz pan stracić jajka.
Oho, zaraz będzie zadyma, myślę, jednakże facet przed nimi udaje że nie słyszy i nie reaguje.
- E... gościu - dalej zaczepia dryblas - mówiłem ci chyba że zara stracisz jajka.
Napięcie rośnie, atmosfera gęstnieje, ale facet przed nimi dalej stoi i się nie odwraca.
- E... kurna, panie nie udawaj że nie słyszysz, do ciebie mówie, jaja zara pan ...
Nie zdążył dokończyć. Wzburzony facet który stał przed nimi odwrócił się cały czerwony na twarzy.
- Co ty sobie myślisz szczeniaku, że jak ...
I nie dokończył bo z koszyka wypadła mu torebka z jajkami, która od jakiegoś czasu wisiała już nad skrajem przepaści i jajka rozbiły się o posadzkę.

(jak widać dres też człowiek... czasami...)

Osk ma kolegę, który rozbawił nas do łez. Jednak dręczy nas bardzo pytanie: Skąd ten kolega mieszka?

Sobota wieczór, my już po wizycie w knajpie i kilku głębszych idziemy sobie spacerkiem po Monciaku (główny deptak spacerowy w Sopocie) i wesoło gadamy. Nagle jeden kolega spogląda na zegarek i z przerażeniem stwierdza że do pociągu do domu pozostało mu sześć minut. Szykował się do biegu, jednak zaczęliśmy mu perswadować, że w tak krótkim czasie i tak nie zdąży. On jednak się uparł i pędem wyrwał się w górę Monciaka ku kolei.

Spotkaliśmy go cztery minuty później idącego w naszym kierunku. Kiedy zbliżyliśmy się na odległość głosu, powalił nas tekstem "Nie to żebym miał problemy z bieganiem, bo nie mam... ale powiedzcie mi, którędy się idzie na kolejkę?"

I znów o bieganiu - ale teraz andorra:

Jestem trochę chory i biorę zastrzyki. Przychodzi w tym celu pielęgniarka.
Pielęgniarka owa chodzi też do pewnej starszej pani (97 lat). Pani ta była długo w szpitalu i obecnie mało chodzi. Leży głownie w pampersie, ale pielęgniarka wyprowadza ją , jak przyjdzie, do toalety. Starsza pani słabo chodzi, posługuje się laską, a ponadto trzeba ją trochę przytrzymywać.
Wczoraj kiedy szły z toalety do łóżka, starsza pani stanęła i mówi
do pielęgniarki: "co pani tak dziś zapier***a?

(question brzmi - czy te wszystkie newsy medialne o fatalnej kondycji polskiej słuzby zdrowia mamy sobie już w buty wsadzić?? czy to tylko pierwiosnek??)

A na koniec dwie historyjki znów tematycznie ze sobą połączone. Chyba. Nie wiemy. Ale J-23 wie na pewno. Choć nie wie czy Redakcja wie. :}}

Najpierw chef:

Wracaliśmy ze znajomymi z Gdańska do Krakowa umilając sobie podróż napojami alkoholowymi. Zmęczeni i mocno wstawieni postanowiliśmy zamówić sobie telefonicznie taksówkę, aby odebrała nas z dworca (w Krakowie trzeba podać hasło, o które następnie pyta kierowca). Podjeżdża taksówka, a my gramolimy się do niej, wtem kierowca pyta o hasło. Powszechna konsternacja. Kolega wytężył umysł i pytającym tonem powiedział do kierowcy:
-Żyrafy wchodzą do szafy??

Potem yacekplacek:

Podawałem kolesiowi płytę przez konduktora pociągiem. Konduktorowi powiedziałem ze płyty ma dać gościowi, który poda hasło.
- Jakie? - spytał przytomnie konduktor.
- Obojętnie - odpowiedziałem - Często ktoś podchodzi do pana i podaje hasła?
Konduktor przyznał że nie, wziął płyty i pojechał z gwizdem zielonej elektrycznej lokomotywy Polskich Kolei Państwowych.
Zadzwoniłem do kolegi i mówię mu "Kolego, płyty pojechały koleją, ale sprawa wygląda tak, że musisz podać hasło"
- Jakie? - kolega okazał się przytomnością równą konduktorskiej.
- "Niech nam żyją tysiąc lat Polskie Koleje Państwowe" - odparłem.

Na stacji przy pociągu znalazł TRZECH konduktorów i dwóch z nich podziękowało ślicznie i dłuugo odprowadzało kolegę wzrokiem. Dopiero trzeci po podziękowaniu wręczył paczkę. :)

Oczywiście, gdy podobne zabawne historie wydarzą się w waszym życiu, nie zapomnijcie podzielić się nimi na forum "KAWAŁKI MIĘSNE". Dla najlepszych - poczytne i zaszczytne miejsce na naszej stronie głównej! Innych nagród nie przewidziano - wciąż czekamy na coś co nas naprawdę powali... :)

Być może ta historia nie powinna się tutaj znaleźć... być może damy poczują się urażone... ale tyle się ostatnio na naszych forumach postuje o dziadach wszelkiej maści, że bobesh postanowił genezę "Dziadów" wyjaśnić:

Miałem na studiach kolegę (pozdrawiam gorąco Jacka). On zaś upatrzył sobie taką fajną koleżankę z innego wydziału – z tyłu Klaudia Szifer w polskim wydaniu... z przodu niestety Kayah przy niej była pięknością. Nos jak klamka od zakrystii w miejscowej katedrze stąd i ksywka tej panny – „klamka”. Niemniej jednak jak przechodziła w mini nie było faceta który by się nie obejrzał. Jacek biegał za nią już jakieś pół roku... z mizernym skutkiem....
Którejś nocy po gęsto zakrapianym wieczorze gdzieś około 5 rano obudziło mnie walenie do drzwi. Przyszli dwaj współspacze Jacka z wódką jeszcze i prośbą cobym ich przetrzymał do rana.... mieszkałem sam.
- Co jest?? – mało przytomny jeszcze byłem....
- Byliśmy w klubie... Jacek zdybał klamkę i zamknął się w pokoju... udaje, że go ku#wa nie ma... a klucz w zamku....
- Dooobra... dajcie mu spokój... może wreszcie ją wydupcy i będzie raz z tym spokój....
- Wydupcy???? – koleś był niesamowicie rozbawiony - Chyba za pół roku... jak ją znam dziś co najwyżej pozwoli mu sobie cycki wytarmosić i może dziada wyczochrać....

Owocnego czochrania zatem bojownicy - nie zapomnijcie, że jutro dziad powinien być nawet przez was wytapirowany.... i do zobaczenia za tydzień.


Oglądany: 30148x | Komentarzy: 31 | Okejek: 9 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.08

20.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało