Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zwierzęta, które od czasu do czasu lubią sobie wciągnąć narkotyki

119 002  
307   21  
Jak wiadomo, szarą rzeczywistość i nudę dnia codziennego człowiek może sobie umilić poprzez przyjmowanie psychoaktywnych substancji.

Jedni skłaniają się ku pijaństwu, inni wolą subtelnie otumanić się skrętem z marihuany, a są też i tacy, co najbardziej lubią nawdychać się butaprenowych oparów. Okazuje się, że nie tylko nam bliskie jest ćpanie. Otóż także i inni przedstawiciele ziemskiej fauny z niemałą chęcią sięgają po wszelkiej maści środki zmieniające percepcję. Zacznijmy od słoni.

Ibogainowy odlot słonia

Okazuje się, że słonie dzielą z nami kilka zachowań – urządzają pogrzeby zmarłym członkom swoich stad, dbają o edukację słoniątek, zapewniają ochronę seniorom, a raz na jakiś czas lubią odreagować stresy poprzez solidne nagrzmocenie się alkoholem. W Indiach słonie mają w zwyczaju bezczelnie wkraczać do małych miejscowości i dokonywać konfiskaty zapasów... piwa. Alkohol często konsumują na miejscu, co niekiedy prowadzi do tego, że nieprzytomnie naprute zwierzęta zrywają kable dostarczające do domów prąd, wywracają się na samochody i wdają w bójki między sobą.


Zoologowie badający zachowanie tych zwierząt odkryli też, że słonie korzystają także z nieco bardziej szlachetnego narkotyku niż alkohol. Jak się okazało - należące do grupy tryptamin rośliny znane są nie tylko ludzkim poszukiwaczom psychodelicznych wrażeń. Słonie spożywają liście z pewnego afrykańskiego drzewa zwanego ibogą. W ten sposób przyjmują potężną substancję (ibogainę) o właściwościach silnie halucynogennych. Podobno starsze osobniki, które znają działanie tych roślin, niczym szamani „uczą” młodszych przyjmowania odpowiednich dawek narkotyku.

Koń ssący żabę

Zaobserwowano, że konie narkotyzują się przynajmniej dwoma substancjami. Jedną z nich jest roślina zwana ostrołódką, która jak się okazało, jest chwastem uzależniającym (ponoć europejscy farmerzy od dawna już szukają sposobu na oczyszczenie pastwisk z tego zielska). Natomiast jeśli masz szczęście być koniem żyjącym w Ameryce Południowej, to możesz sobie possać żabę. Jeden z gatunków tego płaza wykorzystywany jest przez Indian do produkcji zatrutych strzał, ale w pewnych dawkach sprawdza się jako silny środek przeciwbólowy o mocy wielokrotnie większej niż morfina.


Najwyraźniej brazylijskie konie doceniły psychoaktywne skutki uboczne związany z ciućkaniem tych żab – podobno całkiem często spotkać można naćpanych i wyjątkowo zadowolonych z siebie kopytnych amatorów tej używki.

Kocimiętka – frajda dla prawdziwego narKOTmana

Stany euforyczne wywoływane przez przyjmowanie darów Matki Ziemi znane są też każdemu kotu, który miał okazję skosztować kocimiętki. To taki niepozorny chwast, zawierający w sobie eteryczny olejek zwany nepetalaktonem. To właśnie ten składnik rośliny powoduje, że koty dosłownie tarzają się z radości, ślinią się obficie i miauczą coś od rzeczy. Nawąchawszy się kocimiętki, sierściuch będzie cieszył się kocim hajem przez kwadrans. Roślina ta znana jest nie tylko naszym, domowym towarzyszom, ale także i tygrysom, lwom i innym przedstawicielom kotowatych.


Jeśli nie masz w domu kocimiętki, to zaserwuj swemu czworonogowi nieco waleriany (kozłek lekarski) – ziele to działa na koty bardzo podobnie.

Pies i molekuła duszy

Podczas gdy curanderos z peruwiańskiej Amazonii częstują swoich pacjentów Ayahuascą, najlepszy towarzysz człowieka również eksploruje nieznane mu obszary świadomości, dzięki substancji bardzo zbliżonej do tej zawartej w szamańskim napoju.
Niektóre psy żyjące na terenie Środkowej i Południowej Ameryki (a także i te z Australii) nauczyły się tropić ropuchy trzcinowe. Płazy te posiadają gruczoły produkujące tzw. bufoteinę (5-HO-DMT). Czworonogi odkryły, że zlizywanie tej substancji z ropuszej skóry powoduje, że świat staje się znacznie ciekawszy.


Psy w swej szamańskiej ekstazie mają w zwyczaju polować na niewidzialne przedmioty i generalnie robić rzeczy, których trzeźwemu psu robić nie przystoi. Wprawdzie w wielu miejscach, gdzie występują wspomniane ropuchy, przyjmowanie bufoteiny jest nielegalne, ale przecież trudno aby policja zajmowała się tropieniem niestrudzenie poszukujących odpowiedzi na egzystencjalne pytania psich hippisów...

Opiumowe torbacze i kręgi na polach

Walabie bagienne to tacy krewni kangura. Są od niego jednak znacznie mniejsze i jak się okazuje, znacznie skłonniejsze są do oddawania się narkotycznym libacjom. O nietypowych upodobaniach tych australijskich torbaczy donieśli mediom tamtejsi farmerzy.
Początkowo zwrócili oni uwagę na tajemnicze kręgi powstałe na polach.


Zanim jednak miłośnicy teorii spiskowych i domorośli ufologowie zajęli się tą sprawą, rolnicy zauważyli, że walabie notorycznie włażą na tereny upraw i konsumują makówki... Australia jest jednym z niewielu krajów, w którym hodowanie opiumowego maku dla celów medycznych jest legalne. Torbacze po przyjęciu dużych ilości narkotyku wpadały w euforię, której upust dawały skacząc w kółko i wydeptując na polach kręgi...


Ćpie nawet i delfin

Rozdymki to takie charakterystyczne ryby, które w momencie zagrożenia „puchną”. Jeśli na przeciwniku nie zrobi wrażenia zamiana niepozornego zwierzęcia w prawdziwego, rybiego Hulka, to w zanadrzu rozdymka ma jeszcze jedną broń – tetrodotoksynę. To silnie toksyczna substancja, która niejednego morskiego zwierza wysłała na tamten świat. Delfiny jednak odkryły, że w pewnych dawkach tetrodotoksyna może dostarczyć konsumentowi bardzo przyjemny haj. Ekipa z telewizji BBC zaobserwowała grupę młodych delfinów, przekazujących sobie rozdymkę. Każdy z osobników wysysał swoją dawkę trucizny, a następnie cała odurzona gromadka wynurzała się z wody, aby przyjrzeć się własnym odbiciom na jej tafli.


Małpi alkoholicy z karaibskiej wyspy

Jakieś 300 lat temu na jedną z karaibskich wysp - St Kitts - wraz z afrykańskimi niewolnikami trafiły koczkodany. Małpy miały być maskotkami miejscowej arystokracji, jednak jak się okazało – zwierzęta nie za bardzo chciały się udomowić i wykorzystywały każdą okazję, aby odzyskać utraconą wolność. I tak też błąkające się po St Kitts koczkodany szybko odkryły dobrodziejstwa płynące z prężnie rozwijającego się tam przemysłu alkoholowego. Lokalni przedsiębiorcy czerpali bowiem korzyści z pędzenia rumu, a pozostałością po jego produkcji były walające się zbiorniki z resztkami sfermentowanej trzciny cukrowej. Małpy zauważyły, że spożycie tego świństwa powoduje przyjemny szum pod czerepem i zaczęły coraz częściej z tej używki korzystać. Dziś, trzy wieki później, na wyspie żyją kolejne pokolenia uzależnionych od alkoholu koczkodanów, które za łyk promilowego napoju są w stanie zabić. Obecnie głównym dostawcą alkoholu są turyści. Koczkodany do perfekcji opanowały metodę podkradania im drinków.


O innych zwierzęcych ćpunach pisaliśmy już kiedyś tutaj.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 119002x | Komentarzy: 21 | Okejek: 307 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.04

24.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało