Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 starych, ale wciąż skutecznych sposobów na oszukanie naiwniaków

288 291  
467   52  
Wbrew pozorom nie będzie tu jednak o polityce... Rzut arbuzem, plama od musztardy i wygrana w lotto to rzeczy pozornie ze sobą niezwiązane. Niemniej coś jednak je łączy. Niestety właśnie to, że służą do okradania naiwniaków. Oto 7 sposobów, które warto znać, by samemu nie dać się oszukać.

#1. Metoda na arbuza

Tak prosta, że trudno uwierzyć, że aż tak skuteczna. A zaczęło się od japońskich turystów, którzy dokądkolwiek się udadzą, chcą pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie. Albo zatrzeć złe, jeżeli coś złego miejscowemu stanie się z ich winy.

Wykorzystali to oszuści, którzy zaczęli masowo wpadać na spacerujących Japończyków. W rezultacie uderzenia wypadał im z ręki arbuz i - rzecz jasna - rozbijał się o chodnik ku rozpaczy stratnego właściciela. Wiedziony poczuciem winy japoński turysta godził się zrekompensować szkodę, płacąc nieświadomie cenę znacznie przewyższającą wartość arbuza.

Jak wiele arbuzów straciło życie w ten sposób, trudno powiedzieć. Fakt jednak, że metoda "na arbuza" upowszechniła się w wielu miejscach na świecie. Obciążone sezonowymi ograniczeniami arbuzy również zostały zastąpione przez różne inne przedmioty. A biznes kręci się nadal, bo ludzie są jednak za dobrzy.

#2. Metoda na ofiarę

[Karol Karski na Cyprze]

Wydawałoby się, że wypadek samochodowy to nieszczęście, a kiedy potrąci się pieszego to już w ogóle nieszczęście podwójne. Co bardziej wrażliwym kierowcom jeszcze przez wiele lat od zdarzenia wyrzuty sumienia - niezależnie od tego, czyja faktycznie była wina - nie pozwalają spokojnie zasnąć. Ludzka słabość, którą postanowili wykorzystać oszuści - wymusić odszkodowanie, rekompensatę, kilkaset dolarów za milczenie itp.

Specjalizują się w tym głównie rosyjscy krętacze, którzy rzucają się na maski przejeżdżających samochodów. Co bardziej zapobiegliwi czekają, aż samochód najpierw się zatrzyma i dopiero potem nań wskakują. To z kolei rodzi pewne ryzyko - zdarza się bowiem, że doświadczony kierowca w lot pojmie zamiary oszusta i zdąży w ostatniej chwili cofnąć się o metr czy dwa, przez co niedoszła ofiara potrącenia pada ryjem na asfalt. Zamiast odszkodowania może wówczas liczyć co najwyżej na solidnego edukacyjnego kopa, który skutecznie leczy z roszczeniowych zapędów.

#3. Metoda na musztardę


Trudno powiedzieć, dlaczego narzędziem zbrodni stała się akurat musztarda. Cały zabieg w każdym razie polega na tym, by ubrudzonej musztardą ofierze przyjść z ofertą pomocy nie do odrzucenia. Oszust rzuca się na ubrudzonego z chusteczką i niemal siłą zdejmuje z niego kurtkę - oczywiście po to, by usunąć plamę. Zarazem usuwa też portfel z wewnętrznej kieszeni, pieniądze, dokumenty, klucze i wszystko, co raczy akurat się nawinąć. Że niby nikt nie pozwoli, by obcy zdjął z niego kurtkę na środku ulicy? Zdziwilibyście się...

#4. Metoda na lotto


Zwycięski los na loterii, szczęśliwy kupon, miliony czekające na odebranie... i tylko jeden drobny problem stoi na drodze - brak prawa do pobytu w kraju, a tym samym do wzięcia udziału w konkursie i odbioru nagrody. Co zrobić w tej sytuacji? Oczywiście podzielić się opowieścią o swoim nieszczęściu z kimś "legalnym". Opowiedzieć o problemie i - najlepiej - potwierdzić swoją wersję, dzwoniąc do rzekomego - podstawionego - pracownika instytucji organizującej konkurs. Zapewne niejedna osoba w tej sytuacji zwęszyłaby złoty interes i zaoferowała odkupienie zwycięskiego kuponu, tłumacząc dobitnie przyjezdnym, że lepszy rydz niż nic. I oni, wiedząc, że to wszystko fałszywka, skwapliwie by na propozycję przystali.

#5. Metoda na nigeryjskiego księcia


Aż trudno uwierzyć, że historia tego sposobu sięga XVI wieku! Kto wie, być może od tego właśnie wzięło się powiedzenie "w tym szaleństwie jest metoda". A co to za metoda? Jak zwykle polega ona na wciśnięciu kitu naiwnemu nieszczęśnikowi, który - zwiedziony perspektywą zarobienia kilku worków zielonych - zgodzi się zainwestować trochę kasy.

Dawniej hiszpański arystokrata, dzisiaj nigeryjski książę - zawsze z tymi samymi problemami, tj. wrogim rządem, ukrytym spadkiem, CBA na karku i putinowskimi podsłuchami, szuka pomocy u teoretycznie obcej osoby, w której dobre serce szczerze wierzy. I co najdziwniejsze, wciąż jeszcze się nie zawodzi! Minęło 500 lat odkąd po raz pierwszy zastosowano ten przekręt, a on nadal działa. Nie ma granic ludzkiej naiwności...

#6. Metoda na pierścionek zaręczynowy


Czy te oczy mogą kłamać? Nie jeśli należą do ślicznej dziewczyny, zapłakanej, bo zgubiła pierścionek zaręczynowy. Pyta czy przypadkiem go nie znalazłeś, a gdybyś jednak "coś i kiedyś" oferuje sowitą nagrodę. W dobrej wierze obiecujesz pomóc, dasz znać, a potem o całej sytuacji zapominasz...

Po jakimś czasie - zupełnym przypadkiem, oczywiście - wpadasz na kogoś, kto akurat znalazł pierścionek i jest skłonny się z nim rozstać. Za niewielką opłatą. Co robisz? Z całą pewnością dajesz się oszukać. Ale nie miej sobie tego za złe - chciałeś tylko pomóc biednej dziewczynie. Albo zasłużyć na większą nagrodę. Co samo w sobie też przecież nie jest grzechem. Szkoda tylko, że dziewczyny i tak nigdy więcej nie zobaczysz, a odkupiony właśnie pierścionek wart jest tyle, ile polityczne obietnice.

#7. Metoda na Stradivariusa


Podobno im prostszy plan, tym lepszy. Ten jest nieco bardziej skomplikowany, ale może okazać się całkiem skuteczny, bo bazuje na wykorzystaniu ludzkiej chciwości. Metoda na Stradivariusa to bez mała przedstawienie. Główny bohater - muzyk - pałaszuje obiad w restauracji, a następnie orientuje się, że zapomniał portfela. Po posiłku zostawia więc skrzypce "w zastaw" i udaje się po portfel.

W międzyczasie odzywa się wspólnik "muzyka", który okazuje się specjalistą od instrumentów. W nic nie wartych supermarketowych skrzypcach rozpoznaje wartego miliony Stradivariusa i oferuje kelnerowi sporą sumę za instrument. By jednak całe przedsięwzięcie powiodło się, plan trzeba utrzymać w tajemnicy przed "muzykiem". Ten ostatni wraca do restauracji i - pozornie zaskoczony - sprzedaje skrzypce zachłannemu kelnerowi. Teraz wystarczy tylko sprzedać instrument znawcy, który siedzi... zaraz? Już go nie ma? Jak to?! Nic nie szkodzi, w końcu kelner ma Stradivariusa... Zaraz... Jak to nie?

Źródła: 1, 2, 3

Oglądany: 288291x | Komentarzy: 52 | Okejek: 467 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.08

22.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało