Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

W co wierzyły w latach 80. dzieciaki z ZSRR

218 829  
584   70  
Dzisiaj, w dobie internetu, każdą informację można łatwo zweryfikować, ale dawniej obowiązującą prawdą była ta opowiedziana przez kolegów z podwórka. Oto kilka legend miejskich, które spędzały sen z powiek najmłodszym radzieckim obywatelom.

#1. Imperialistyczne gumy z żyletkami

Guma balonowa była w tamtym okresie niczym waluta wprowadzona do obrotu i podlegająca spekulacjom. Szczęśliwy posiadacz papierka po "Turbo" automatycznie zyskiwał w oczach kolegów, a ten, kto wyjął z kieszeni całe opakowanie i poczęstował nim innych, stawał się równy bogu. Jednak nawet ten niewinny smakołyk miał swoją legendę. Powiadano, że zachodni wrogowie opracowali nową metodę dywersji i umieszczają w niektórych gumach żyletki, by krzywdzić radzieckie dzieci. Do dziś niektórzy dorośli łamią gumę na pół zanim włożą ją do ust.

#2. Samochód za rubla i imperialistyczni poszukiwacze metalu


W 1965 roku w Związku Radzieckim, z okazji 20. rocznicy pokonania Niemców, wybito specjalną jubileuszową monetę o nominale jednego rubla. Dla dziecka była to spora kwota, ale nie to zajmowało młode umysły lat 80. Dzieciaki święcie wierzyły, że monetę wykonano z jakiegoś supermetalu i teraz Amerykanie wraz z Japończykami chcą koniecznie przejąć jak najwięcej tych cudownych monet. Oczywiście Związek Radziecki nie może na to pozwolić, więc powołał do życia tajną organizację, która wymieni każdy egzemplarz cudownej monety na nowy samochód.

#3. Aparat prześwietlający ubranie


Pamiętacie jeszcze błony fotograficzne, które kupowało się w kiosku i wkładało do aparatu? Dzieciaki w ZSRR wierzyły w istnienie tajemniczej czerwonej kliszy, dającej możliwość robienia nagich zdjęć ubranym osobom. Domyślacie się zapewne, że czerwonej kliszy najbardziej obawiały się dziewczyny. Ich koledzy ciągle terroryzowali je groźbą pokazania całemu światu ich zdjęć rzekomo wykonanych na tej błonie.

#4. Bonus w grze


W połowie lat 80. na radzieckim rynku pojawiły się pierwsze egzemplarze konsoli "Elektronika IM 02", a dzieciaki oszalały na punkcie gry, w której zadaniem było łapanie spadających jajek. Posiadacze konsoli przekonywali pozostałych, że po zebraniu odpowiednio wysokiej liczby punktów na ekranie wyświetli się bajka "Nu pagadi" lub Zając dający Wilkowi bukiet kwiatów. Istniała też wersja, według której wyświetlić się miała disnejowska kreskówka. Najwyraźniej nikt nie zadał wtedy pytania jak to możliwe, skoro ekran konsoli jest wręcz prymitywny i czarno-biały?

#5. Polowanie na komary


Wspomnieliśmy wcześniej, że jeden rubel był całkiem sporą sumą dla ówczesnych dzieci. Jak więc starano się wtedy trochę dorobić? Ot, chociażby oddając komary do skupu. Jedna z popularnych legend mówiła, że za wybicie odpowiedniej ilości komarów można nieźle zarobić lub dostać coś fajnego. Niestety najmniejszą przyjmowaną jednostką miał być kilogram, więc ci bystrzejsi szybko doszli do wniosku, że uzbieranie takiej ilości komarzych trupów może zająć nawet całe życie.

#6. Jak zostać radzieckim karateką


Popularność filmów z dalekowschodnim mordobiciem przy jednoczesnym trudnym dostępie do treningów sprawiła, że na podwórkach powstał "ludowy system treningowy". Zgodnie z jego naukami, wystarczyło długo nacierać kant dłoni rysikiem, by móc rozbijać nią cegły. Niestety dwa warunki poprawnego wykonania tej swoistej zaprawy były trudne do realizacji. Po pierwsze ołówek musiał koniecznie być importowany z Chin (a wtedy chińska produkcja nie zalewała jeszcze świata), po drugie trzeba było zużyć cały rysik. Jeśli komuś udało się dostać taki ołówek, to i tak nie miał wystarczająco dużo cierpliwości by zmarnować go na swoją dłoń. Ci nieliczni, którzy posiadali taką cierpliwość, kończyli na izbie przyjęć.

#7. Tajemniczy autobus i mordercze zabawki, czyli legendy w służbie wychowania


Legenda o czarnej wołdze znana jest także nad Wisłą, ale tylko w ZSRR dzieciaki obawiały się również autobusu z przyciemnianymi szybami, który porywa dzieci. Rozpoznać ten pojazd było dość łatwo - oprócz wspomnianych ciemnych szyb miał rejestrację zaczynającą się od liter SSD, czyli jak rozszyfrowywała je ulica, "Śmierć Sowieckim Dzieciom". Straszenie porwaniem pomagało rodzicom wbić swoim pociechom do głowy, że nie wolno rozmawiać z nieznajomymi i wsiadać z nimi do samochodu. Oprócz tego dzieciaki straszono tajemniczymi zabawkami, które znajduje się na ulicy. Po przyniesieniu do domu następuje ich aktywacja i zabawki mordują całą rodzinę z psem włącznie.

Oglądany: 218829x | Komentarzy: 70 | Okejek: 584 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

22.07

21.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało