Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O niekumatych użytkownikach i cierpliwym informatyku

146 953  
500   75  
W życiu nawet najbardziej zacofanej technologicznie placówki przychodzi dzień, w którym trzeba zacząć wdrażać odgórnie narzucone polecenie informatyzacji. Wtedy też dany obiekt zyskuje nowego pracownika - informatyka. Jego zadaniem jest nie tylko administracja nowym komputerowym dobrem, ale też pomaganie użytkownikom tego dobra, którzy nie zawsze wykazują umiejętność szybkiego ogarniania sytuacji.

"Poznajcie moją przychodnię. Tak naprawdę to zdjęcie przedstawia jakąś losowo wybraną na google grafika. Przecież każda przychodnia wygląda podobnie, więc co za różnica?


"Pracuje w niej 250 ludzi, a 95% załogi to kobiety w wieku od 45 do 55 lat. Można powiedzieć elita".


"Nasze państwo zdecydowało ułatwić pracę lekarzy i stworzyć nowy program-online, który ma zamienić wszystkie dokumenty i przestawić rozliczenia na tryb automatyczny. Program jest dość prosty, otwiera się po prostu w przeglądarce. Wszystko jest intuicyjne i oparte na zasadzie "user friendly". Jednak w tej klinice nikt nie może niczego zrozumieć".


"Moim zadaniem jest przeszkolić cały personel z pracy na tym programie. Zrobiłem zajęcia, wszystko opowiedziałem, przygotowałem prezentację. Pytam ludzi, czy są jakieś pytania - wszyscy wszystko rozumieją. Po szkoleniu przez miesiąc przychodzili do mnie pojedynczo i zadawali jedno i to samo pytanie, które potem śniło mi się po nocach: "Pokaże mi pan jak wejść do programu, bo nie zrozumiałam?".


"Przez pierwszy tydzień przychodzili mniej więcej ogarnięci ludzie, którzy potrafią trzymać myszkę i włączyć "procesor". Z nimi było łatwo. "Proszę nacisnąć tutaj". Po jakimś czasie zapamiętali. W drugim tygodniu zaczęli przychodzić zombiaki, czyli kobiety w podeszłym wieku. Myszkę trzymały może kilka razy w życiu. Z nimi trzeba było pracować ciężko i długo, tłumaczyć funkcję każdej ikony, mówić prostym językiem. Niczym z dziećmi - wszystko łagodnie i w formie zabawy. Dzwoniły do mnie poza godzinami pracy, nawet w nocy i prosiły wytłumaczyć jak otworzyć te "gogle": "Otwieram, ale to się nie otwiera". Przeszedłem z nimi trzy etapy - ciekawość (ciekawe dlaczego jesteś taka tępa?), gniew (naprawdę jesteś taka tępa?!), a na końcu pokora (jestem tępy).


"Trzeci tydzień zaczął się jak każda wielka bitwa - słonecznym poniedziałkiem. Przyszła uśmiechnięta babcia z prośbą o wytłumaczenie. Dała pendrive i poprosiła, żebym zgrał jej internet. Nic nowego, standard - wydawało mi się. Tak naprawdę to był potwór. Nazwałem ją "warzywo". Cały tydzień poświeciłem tylko jej. Nie umiała trzymać myszki, nie rozumiała też jak związane są ze sobą ruchy kursora na ekranie z ruchami dłoni na myszce. Zrozumiałem, że mam przed sobą przypadek kliniczny. Są babcie, które nie rozumieją, ale próbują zrozumieć. Są też takie, które nie rozumieją i nie chcą spróbować, więc potrzebują bodźca ("Zwolnią panią, jeśli się pani nie nauczy"). Ale ona była typem, który niczego nie rozumie i nie rozumie, że niczego nie rozumie.


"Śniła mi się po nocach. Na pamięć znałem wszystkie jej odzywki. Można powiedzieć, przygotowywaliśmy astronautę do wyjścia w przestrzeń kosmiczną. Tylko że astronauta ciągle zapominał położenia klawiszy na klawiaturze, a losowe i nagłe powroty pamięci resetowały inne obszary mózgu, odpowiadające za umiejętność posługiwania się myszką. Login i hasło wałkowaliśmy godzinami, na samo zalogowanie się do systemu szły dwie godziny".


"Miałem ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami. Zakrywałem oczy rękoma i ścierałem łzy, od facepalmów opuchła mi twarz, ale nie poddawałem się. Trzeba ją było nauczyć za wszelką cenę. Siedziałem po godzinach w pracy, wysłuchiwałem głupie żarty kolegów typu "O, znowu twoja ukochana idzie do ciebie". Zapisywałem na kartce każdy ruch i kazałem dokładnie wypełniać wszystkie reguły. Napisałem jej kod, zaprogramowałem babcię. W końcu się nauczyła od A do Z. Pięć dni z życiorysu, ale zrobiłem to!


"Gdy przyszedłem do pracy w poniedziałek i nie zobaczyłem babci pod swoim pokojem, zrobiło mi się smutno. Ale potem podeszła do mnie 22-letnia pracownica z pytaniem jak wysłać faks. Po miesiącu babci przydzielono osobistego asystenta do obsługi komputera. Cała praca poszła na marne".
2

Oglądany: 146953x | Komentarzy: 75 | Okejek: 500 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.06

24.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało