Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Autentyki DXLIV - Problem rozwiązany

59 208  
138   16  
Dziś o zakonnicach w vanie, zielonym koszyku, dziecku, co poszło w świat, przejęzyczeniach, czterech dresach przy bankomacie oraz rozwiązaniu problemu sklepów. Zapraszam do czytania!

To logiczne

Wracam ze znajomymi z pracy dwupasmówką, gdy nagle wyprzedził nas van prowadzony przez zakonnicę.
- Ty patrz, rybę przyczepioną mają...- zauważyłem.
- Logiczne. Przecież pingwiny lubią ryby. - skwitował znajomy.

by mielony_rabarbar

* * * * *

Zielony koszyk

Tak sobie wymyśliłam, żeby wysłać ojcu na urodziny fajny koszyk- prezent. Zielony koszyk sie to zwało. A w nim absynt, trufle czekoladowe (w zielonej bombonierce), zielone kokardki i takie tam. No, ja na zmywaku, rodzice w Najjaśniejszej, to trzeba się posiłkować firmami prezentowymi, nie?
Wszystko elegancko doszło i generalnie było miło. Do czasu, gdy nie ustawiliśmy się z papą na skypeparty,podczas którego miał on przejść przyspieszony kurs picia absyntu (to dla niego rozdziewiczenie było).
Uczestników party po stronie polskiej było dwoje - czcigodny jubilat i jego lepsza połowa, czyli moja matka. Matka była jakby częściowo, gdyż występowała jedynie jako didaskaliowy Głos zza kurtyny. Słyszałam ją, ale ni wuja nie można było zobaczyć. Bo ona nienawidzi internetowych kamer. I skajpów. I nie ma ochoty oglądać "tych ohydnych, zniekształconych mord na ekranie". W związku z tym sama też się nie pokazuje.
- Teraz powiemy ci, jak pić ten absynt - mówimy do mojego ojca. - Musisz tylko przygotować cukier, zapalniczkę i...
- A nie można było mi przysłać czegoś normalnego? - uroczo zauważył tatuś - Takiego, żebym nie musiał ganiać z ogniem i w ogóle?
- Można było, ale już za późno. Weź kieliszek

- Tylko nie za dużo! Nie za dużo mu dajcie! - syczał Głos zza ściany - I nie spalcie mi chałupy!
- A co to ma w składzie? - dopytywał się jubilat - Bo jakoś tak dziwnie śmierdzi...

- No pięknie! - wydarł się znowu Głos. - To dzieci ci wysyłają taką ładną wódkę, a ty im, że śmierdzi?!
- Bo śmierdzi tanią wodą fryzjerska do włosów.
- Tato, ale pewnie będzie niezła w smaku. No i kopnie w beret. Tylko musisz się przemóc i wypić pierwszy łyczek. Dasz rade?
- Dziecko, ja mam 66 lat i nie takie paskudztwa piłem w życiu. Ale to chyba słabe tutaj jest? Pięćdziesiąt procent? To co to za procenty?
- Wystarczy ci! To dużo jest pięćdziesiąt! - gorączkował się Głos - Ilona, więcej mu nic nie przysyłajcie!
- Dobrze, że kolor ma chociaż ładny - łagodził jubilat - Zielony, dziwny taki. O, już wiem! Mieliśmy taki zakład fryzjerski na Armii Czerwonej i tam tak śmierdziało jak teraz tutaj.
- Super - cieszyłam się jak dziecko, że udało mi się trafić z prezentem dla ojca.

- Nie przejmuj się, córeczko!- grzmiał niewidzialny Głos - Z nim tak zawsze...

Tymczasem tata spróbował pierwszy łyk. Przez internetowe łącza pomknął do UK widok skrzywionego jubilata.
- Nie jest jednak takie złe - powiedział lekko rozluźniony tata i dolał sobie drugi kieliszek. Bez cukru, wody i ognia. Na żywca. A potem trzeci i czwarty. Zdążył jeszcze tylko powiedzieć, że nie taki słaby ten absynt, a potem po prostu położył się na kanapie i zasnął. Bez pożegnania...
- Spiliście ojca! - krzyknął Głos. - No zasnął!

Przytrzasnęłam klapę laptopa. Urodzinowe party niniejszym uznałam za, nomem omen, zamknięte.
Nigdy więcej, qrwa...

by konwalia

* * * * *

Inna droga

Lat temu kilka, razem z żoną pojechaliśmy do Gdańska, akurat mieliśmy umówione spotkanie i negocjacje z nowym klientem. Jako że wszystko fajnie nam poszło, a był piąteczek postanowiliśmy, że zostaniemy sobie w Gdańsku na weekend. W międzyczasie zadzwoniliśmy do szwagrów żeby wpadali, bo fajnie bo jarmark jakiś, piwo dobre itp. Weekend szybko się skończył i trzeba było wracać, zapakowaliśmy się do samochodu i jedziemy, robiłem za szofera moja żona za pilota, a szwagier i szwagierka siedzieli sobie z tyłu. Po jakimś czasie połowa "tyłu" (szwagier) trochę nam się pospała, szwagierka za to nawija dalej:
Szwagierka - Kurde dostawili tych fotoradarów czy co? Jak do Gdańska jechaliśmy to dużo mniej ich było!
Szwagier (przez sen) - No, bo pociągiem jechaliśmy.

by Zachar

* * * * *

Sąsiadka

Okna po jednej stronie mieszkania wychodzą mi na ogród sąsiadki. Fajna babka, już od przeprowadzki same przyjemności, złego słowa nie mogę i nie dam powiedzieć. Od czasu do czasu robimy sobie upominki. Nie żadne tam nie wiadomo co, ona jakiś drobiazg ze swoich podróży po świecie, pęk karczochów z Sardynii po wizycie u swojej mamy, ja własne limoncello, dżem z kumquatów, niby bzdurki, ale miło.
No i kwiatki.
Już prawie tradycyjnie, parę razy do roku, zostawia mi na parapecie okna doniczkę z jakąś roślinką. Ponieważ jest mi z tego powodu bardzo przyjemnie, w tym roku postanowiłam być pierwsza i odwdzięczyć się jej jakimś ładnym drobnym zielskiem. Z tym, że postanowiłam to w połowie lutego, a dopiero w piątek kupiłam kwiatka. Bardzo ładnego, niedużego jaskra azjatyckiego. W kolorze bordowym. Z żółtą wstążeczką, a co.
Wracam do domu, chcę stawiać na parapecie... szlag! Stoją bratki. Śliczne, fioletowe bratki. Rano nie było, jestem pewna. Ba! Nie było o jedenastej, kiedy wychodziłam z domu, a tu dopiero południe... Trudno, kiedyś będę pierwsza. Trach, postawiłam jaskra w miejsce bratków i zabrałam się za te rzeczy, o których mężczyźni myślą, że się same w domu robią. I za te, o których istnieniu nie mają pojęcia.
Jaskier w trakcie popołudnia zniknął z parapetu.

Dziś spotkałam sąsiadkę.
- Wiesz - mówi do mnie i dziwnie się przy tym krztusi - ja chyba z dziesięć minut patrzyłam się w piątek na ten twój parapet. Patrzyłam, patrzyłam i tak sobie powtarzałam: "no ale przecież jestem p e w n a, że kupiłam bratki"...

Lubię moją sąsiadkę.

P.S. Równowaga w przyrodzie musi być. Po drugiej stronie mieszkania mam strzygę, Gargamela i Borutę w jednym. Ebenezer Scrooge wygląda przy niej blado jak nie przymierzając ja na tutejszej plaży w sierpniu.

by oiko

* * * * *

Poszło w świat

Znajoma znajomej ma córkę ok 6-7 lat. Problem z córką jest taki, że strasznie jak na swój wiek przeklina. Po którejś z rzędu rozmowie na temat nie używania języka powszechnie uznawanego za wulgarny, znajoma nie wytrzymała i kazała dziecku wyjść i iść w świat (licząc, że ostateczna ostateczność odniesie skutek). Dziecko ubrało się i wyszło z domu, przed klatką rozejrzało się zadzwoniło do domu domofonem i pyta :

- Mamusiu, a w którą stronę mam iść?

by Ja_Jesh

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków. Tak, to się działo prawie 6 lat temu.

Rozpoznać swojego


Tytułem wstępu: pracuję w dziale supportu pewnego Poważnego Serwera. Obsługujemy Europę i wg umowy z klientami obowiązującym językiem jest angielski. Teraz historia właściwa.
Leży sobie w kolejce zgłoszenie z niemieckiej firmy - z opisem błędu, a jakże - od góry do dołu po niemiecku Na ochotnika do obsługi tej sprawy został wyznaczony [K]olega, który oprócz mowy Szekspira włada także językiem Goethego. Dzwoni do klienta i rozpoczyna rozmowę po angielsku (wg umowy przeca). Po upływie trzech chwil i pięciu momentów słyszymy:
[K] - If you like, we can continue in German.
Propozycja trafia na podatny grunt, bo od tej chwili rozmowa toczy się po niemiecku, aż do chwili, kiedy padają słowa:
[K] - Skoro już Pan przeszedł na polski, to możemy zostać przy języku, który najlepiej leży i mnie i Panu.
Nam, słuchającym, to wystarczyło, żeby zaliczyć ROTFLa. Ale kolega kończy rozmowę i referuje:
[K] - Rozmawiam z nim po angielsku i słyszę, że ma jakiś drewniany akcent. No to zaproponowałem mu ten niemiecki, bo po co ma się chłopina męczyć. Gadamy wesoło po niemiecku, no i w końcu mnie pyta o jakiś ficzer, to ja mu odpowiadam, że w tej wersji softu - to niech zapomni. I co słyszę? ,,No to, ku*wa, dupa...’’

by molu

* * * * *

Gazetka

Idę ulicą, pod pachą wyborcza tak, że wydać tylko górę frontu okładki.
Jakieś dzieciaki:
- Patrz, Joe Monstera sobie wydrukował!

by wektorius

* * * * *

Ciasto

Impreza to za dużo powiedziane, ale było wyjście z koleżanami (6 szt.) i koleżanem po pracy na piwo.
Nasze "panny" po czwartym browarze zgłodniały i przyszło zamówić pizze.
Kelnerka (śliczne dziewczę) przyjmuje zamówienie i tu pada pytanie "wesołej" Jewelinki:
- Czy można sobie wybrać rodzaj ciasta (pizzowego)?
- Oczywiście że można - odpowiada "śliczne dziewcze"
I jak myślicie co może powiedzieć "wesoła" Jewelinka:
- To ja poproszę na SERNIKUUU...

by luckydar

I powracamy do autentyków teraźniejszych:


* * * * *

Oryginalny komplement


Moja koleżanka zrobiła ostatnio swojemu mężowi masaż. Ten chciał się jej odwdzięczyć komplementem. Powiedział:

- Było świetnie. Masz tak delikatne rączki, że powinnaś pracować w masarni.

by addiii

* * * * *

Przejęzyczenia

Parę lat temu, podczas klęski żywiołowej w Azji, mojej niedocenionej Rodzicielce takie oto coś się wymsknęło:
- Kurczę, biedni ci ludzie w tej Japonii, tyle ich tam zginęło, tylu bez dachu nad głową zostało... Straszne to tiramisu...


Pewnego przeokropnego poniedziałku, (nie aż tak dawno) po bardzo zakrapianym weekendzie, kumpel, patrząc na mnie jak z ledwością trzymam kufel z kacbrowarkiem w rozdygotanych koniczynkach górnych:
- Kurde, stary trzepiesz się jakbyś miał MacPersona!!!

by maroo9


* * * * *

Przy bankomacie

Gwoli wprowadzenia: zimy ostatniej zawitałżem z małżowiną do jednej z głównych szkół zawodowych dla sprzedajnych małolat - Galerii Łódzkiej. Ostatnie zakupy pudełek ozdobnych, papierów do prezentów i innych pierdułek, po które - oczywiście - nie można było pojechać gdzie indziej...
Wymęczony, zmachany, z naręczem toreb, torebek, torebeczek i innych papierowych opakowań zbiorczych na tasiemki, kokardki i inne duperele z nadzieją udaję się w stronę wyjścia, ciągnąc za sobą moją lepszą połowę jedynym wolnym, małym palcem. Jako że droga do wyjścia biegnie obok bankomatu (bez względu na wybrane wyjście) - mijamy tradycyjny ogonek ludzi czekających do ściany płaczu. Przy ścianie ów czterech przedstawicieli młodzieży w odzieży sportowej jednocześnie kontempluje nad bankomatem. Mój instynkt samozachowawczy natychmiast cofa się lękliwie w najciemniejsze zakamarki umysłu w obawie o bolesne następstwa pytania, które właśnie zadaję małżowinie -rzecz jasna na pełen regulator - o wiele za głośno:

- Kochanie, jak myślisz, czemu oni stoją w czterech przy tym bankomacie; czy to dlatego, że każdy z nich pamięta jedną cyfrę?

by morhon

* * * * *

Z cyklu: rozmowy w pracy.


- Jeśli rozpocznie się wojna i pojawi się ryzyko wykorzystania broni atomowej, to najlepiej uciekać w rejony pozbawione znaczenia strategicznego.
- O! To ja pojadę do Sosnowca!

by wierzboletti


* * * * *

Problem rozwiązany

Trwa spotkanie z klientem. Pokazuje prezentację, ile sklepów, jakiego typu i gdzie ma. Ma on m.in. sklepy w Rosji i na Ukrainie. W związku z sytuacją polityczną pytamy go:
- A na Krymie macie sklepy?
- Tak, trzy.
- Do którego kraju je zaliczyliście?
- Dobre pytanie... Chyba powinniśmy dodać w tabeli kolumnę "Uj wie gdzie"...

by Peppone



Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 59208x | Komentarzy: 16 | Okejek: 138 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało