Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

10 osób, które postanowiły szukać sprawiedliwości na własną rękę

187 851  
291   31  
Nie każdy ma talent i inteligencję detektywa Monka, ale w większości ludzi drzemie lepiej lub gorzej ukryte poczucie przyzwoitości. Jedni tłamszą je przez całe życie, bo tak im wygodniej, inni zaś dochodzą do wniosku, że dość już patrzenia na bezradność policji i innych służb. Ci ludzie - tak jak dziesiątka przedstawiona poniżej - biorą sprawiedliwość we własne ręce (ale nie przekraczają granicy...).

#1. Nie wku*wiaj dziecka

W Polsce można przynieść na posterunek wyraźne zdjęcie twarzy złodzieja włamującego się do samochodu, a policja i tak umorzy śledztwo ze względu na niemożność ustalenia sprawcy. Na świecie bywa podobnie. Z tą jednak różnicą, że obywatela upominającego się o swoje ktoś w końcu wysłucha, nie zaś zamknie na 24 godziny za utrudnianie pracy służbom. Landon Crabtree z Tennessee był właśnie jednym z tych, którzy upomnieli się o swoje. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Landon ma dopiero 8 lat.

Chłopiec skorzystał z dobrodziejstw technologii i za pomocą kilku aplikacji śledzących każdy ruch wielbicieli zabawek Apple, wyśledził miejsce, w którym ostatni raz aktualizowano oprogramowanie jego iPada. Po chwili we wskazanym motelu pojawiła się policja. Funkcjonariusze znaleźli nie tylko ukochany tablet ośmiolatka, ale też przedmioty pochodzące z kilku innych włamań. A także Johna Docherty, który okazał się sprawcą kradzieży.

#2. Samozwańczy sierżant Bill

Bill A. Jakob był już policjantem z drogówki i ochroniarzem. Udzielał ślubów, a ostatnio prowadził firmę transportową, która - być może ze względu na zbyt szeroki wachlarz zainteresowań szefa - splajtowała. Kiedy Bill siedział przed telewizorem, w najlepsze rozmyślając co by tu jeszcze spieprzyć, jego oczom ukazał się reportaż o Gerald, niewielkim mieście z wielkim problemem z amfetaminą, położonym niecałe 40 kilometrów od domu Jakoba. Już kilka dni później Bill A. Jakob, przedstawiciel Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową, agent FBI zameldował się na posterunku w Gerald. Miał ze sobą nawet numer telefonu, pod którym lokalny komendant mógł zweryfikować nowo przybyłego.
Zapał "agenta FBI" mocno dał się we znaki lokalnemu elementowi przestępczemu - nikt nikomu nie pokazywał nakazów, nie odczytywał praw, ani nie zastanawiał się, czy któremuś z narkotykowych dilerów nie doskwiera jakaś niewygoda. W ciągu zaledwie paru tygodni aresztowano 20 osób, z czego część nawet przyznała się do swojego udziału w procederze. A potem do sierżanta Billa doczepił się dziennikarz lokalnej gazety, Elżbieta Jaworowicz od siedmiu boleści. Oszustwo szybko wyszło na jaw. I żeby sprawiedliwości stało się zadość, skuteczniejszy od policji Bill A. Jakob został skazany na pięć lat więzienia, natomiast narkotykowi przestępcy domagają się odszkodowania za bezprawne ich zdaniem aresztowania.

#3. Zemsta wdowy

Z amerykańskim prawem już dawno temu stało się coś złego. Za nazwanie nielegalnego imigranta nielegalnym imigrantem można być oskarżonym o dyskryminację, tymczasem legalni imigranci pozbawieni są wszelkiej ochrony. Tak jak pochodzący z Dominikany państwo Martinez, którzy prowadzili w Nowym Jorku restaurację. Ich spokojny żywot zakłóciła dopiero nocna wizyta Justo Santosa i dwóch innych kretynów, którzy zaczęli obrażać panią Martinez. Jak przystało na głowę rodziny, Jose Martinez wywalił "gości" na zbity pysk. I wszystko byłoby w porządku, gdyby Justo Santos nie zastrzelił restauratora w czymś, co zapewne uważał za honorową zemstę. Policja przesłuchała mordercę przez telefon, nawet aresztowała go na moment, ale potem wypuściła. Santos - przynajmniej według oficjalnej wersji - rozpłynął się w powietrzu.
Minęło dwadzieścia lat, po których Idalia Martinez i jej córka przestały wierzyć w sprawiedliwość. Same zaczęły szukać Santosa. Znalazły go w Miami, gdzie żył pod tym samym nazwiskiem, co wcześniej. Podały dokładny adres policjantom i dopiero wtedy wreszcie funkcjonariusze odłożyli na bok pączki i ruszyli aresztować mordercę.

#4. Między siostrą a bratową

Może i człowiek człowiekowi wilkiem, ale kobieta kobiecie... To dopiero groza. Zwłaszcza jeśli siostra i żona tego samego mężczyzny nie do końca za sobą przepadają. I wtedy ów mężczyzna dochodzi do wniosku, że nie ma ochoty żyć na tej planecie ani chwili dłużej. Pisze pożegnalny liścik, po czym - w pełni świadom swej alergii - połyka lekarstwa zawierające szkodliwe dla niego substancje. Po obiedzie już mężczyzny nie ma. Można by pomyśleć, że to zemsta teściowej, ale Philip Nisbet żony, Helen Millner, też nie wybrał za dobrze. Policja uwierzyła w historię o samobójstwie, ale siostra Philipa, Lee-Anne Cartier podeszła do rzeczy z nieco większą rezerwą.
Zauważyła, że podpis na liście rzekomego samobójcy nie jest podobny do podpisu Philipa Nisbeta, a w ogóle to nic nie wskazywało na to, by Philip miał chęć żegnać się ze światem. To jednak nie wystarczyło policji do wznowienia śledztwa, więc Lee-Anne musiała wziąć sprawy w swoje ręce. Przeniosła się z Australii do Nowej Zelandii, rozmawiała z sąsiadami i znajomymi zmarłego, aż wreszcie z biegłym sądowym, który oglądał zwłoki. Koroner przyznał, że na ciele Nisbeta widoczne były ślady duszenia, co ostatecznie zdyskredytowało teorię o samobójstwie. Była bądź co bądź żona Philipa została skazana na 18 lat więzienia, a policja przyznała się do błędu, oferując Lee-Anne Cartier zwrot kosztów jej dochodzenia. Uprzejmie odmówiła, zapowiadając, że sama upomni się o większą rekompensatę. Co nie wróży Helen Millner nic dobrego, kiedy już wyjdzie z więzienia.

#5. Czemu służy miejski monitoring

Jeżeli ktoś jeszcze sądzi, że miejski monitoring to system mający zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo, powinien jak najszybciej wyleczyć się ze złudzeń. To w istocie komplet urządzeń ułatwiających śledzenie obywateli i - w zależności od aktualnych potrzeb - wystawiania im mandatów za najdurniejsze przewinienia. Tymczasem kiedy trzeba poszukać prawdziwego przestępcy, okazuje się, że "NIE DA SIĘ!". Yaakov German, mieszkający na Brooklynie, udowodnił, że jednak się da.
Kiedy dowiedział się, że zaginęło ośmioletnie dziecko jednego z jego sąsiadów, osobiście pomaszerował zarówno do lokalnej szkoły, jak i okolicznych sklepów, by przejrzeć zapis z monitoringu. Sam zrobił to, czego nie chciało się robić brygadzie policjantów, którym - wydawałoby się - właśnie za to płacą. Pan German odnalazł nagranie, na którym widać jak zaginiony chłopiec rozmawia z obcym mężczyzną, a następnie wsiada do jego samochodu. Niestety kiedy policja dotarła do mieszkania porywacza, dziecko już nie żyło. Morderca natomiast został skazany na 40 lat więzienia.

#6. Wszystko zostaje w rodzinie

Tom O'Donnel miał dość specyficzne rozumienie funkcji przyjaciela rodziny. Najpierw namówił Jane Alexander na wzięcie 10 tysięcy dolarów pożyczki, a potem zniknął wraz z resztą jej pieniędzy. Potem wrócił, ale tylko po to, by zamordować Gertrude McCabe, 88-letnią ciotkę Jane. Liczył wszak, że siostrzenica odziedziczy po staruszce spadek, ale był też zbyt niecierpliwy, by pozostawić sprawy własnemu biegowi. Dom wywrócony do góry nogami, brak kosztowności i zmasakrowane ciało 88-latki pozwoliły policji przypuszczać, że pani McCabe została zamordowana, bo przeszkodziła włamywaczom. Ale Jane Alexander miała inne zdanie.
Zdania tego nie mogła udowodnić przez kolejne trzynaście lat, aż wreszcie pojawił się przełom. Maglowany przez Alexander siostrzeniec Toma O'Donnela przyznał, że wujek wspomniał o morderstwie pani McCabe na dzień przed tym, jak policja odnalazła jej ciało. Drugim brakującym elementem było zdjęcie z kartoteki policyjnej, które wskazywało na powiązanie pomiędzy O'Donnelem a miejscem zbrodni. I tak, po nitce do kłębka, udało się udowodnić winę pazernego przyjaciela rodziny. Ale nic takiego nie miałoby miejsca, gdyby nie upór Jane Alexander.

#7. Morderstwo w Kentucky

Kiedy w 2000 roku na boisku w Kentucky znaleziono ciało Jessiki Currin, media zastanawiały się głównie nad tym, jak można być tak brutalnym. Dziewczynę zgwałcono, uduszono, a na koniec podpalono. A komu policja powierzyła śledztwo? Debiutującemu właśnie detektywowi. Tom Fortner nie okazał się jednak najlepszym wyborem. Głównego podejrzanego szybko trzeba było wypuścić na wolność, bo nikt nie był w stanie w 100% udowodnić mu winy. Tymczasem mijały kolejne miesiące, a potem lata, sprawa zaś pozostawała nierozwiązana. Detektyw Fortner zrezygnował z pracy w policji i zajął się ochroną. Sprawę Jessiki Currin zapomniano.
Nie do końca. Jedyną osobą, której brutalne zabójstwo nie dawało spokoju, była Susan Galbreath. Zwykła kobieta z Mayfield z niezwykle silnym poczuciem sprawiedliwości. Widząc, że policja nie jest w stanie zrobić nic więcej, na własną rękę zaczęła zbierać informacje dotyczące zabójstwa. Wkrótce sprawa stała się jej obsesją. Prosiła o pomoc wszędzie, gdzie tylko się dało. I dopiero Tom Mangold, doświadczony dziennikarz BBC, zgodził się pomóc. Wspólnie doszli do wniosku, że najbardziej podejrzany stał się Quincy Cross, lokalny dealer narkotykowy.

Problem w tym, że brakowało dowodów. Pani Galbreath sypiała coraz gorzej, aż wreszcie w 2006 roku dowód sam ją znalazł - poprzez portal MySpace z Susan Galbreath skontaktowała się dziewczyna, która twierdziła, że w 2000 roku pomagała Crossowi ukryć zwłoki. Jej historia znalazła potwierdzenie, a morderca skazany został na dożywocie bez prawa łaski.

#8. Mistrz kierownicy ucieka

Można próbować, ale przed gniewem rozwścieczonego ojca nie sposób uciec. Zwłaszcza jadąc ciężarówką z 45-tonowym ładunkiem z pobliskiej kopalni. Był maj 2009 roku, w Gurgaon w Indiach odbywało się wesele, kiedy nagle muzyka ucichła, a wszyscy zgromadzeni wybiegli na ulicę zobaczyć co się stało. Na asfalcie leżało niewiele więcej niż mokra plama, którą jedynie po koszulce udało się zidentyfikować jako Akshaya, syna Rakesha Singha. Ciężarówki, która go przejechała, nie było już widać. Zostały jedynie zmasakrowane zwłoki. Wezwana na miejsce policja spisała raport i dała wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierza choćby kiwnąć palcem w tej sprawie.
Ale Rakesh Singh już był na tropie. Wziął wolne w pracy i na kilka tygodni przeniósł się do barów dla kierowców. Jadł tam, niekiedy sypiał, ale przede wszystkim rozmawiał z kierowcami ciężarówek. Z niektórymi z nich nawet jeździł, szukając jakichkolwiek wskazówek, które doprowadziłyby go do mordercy Akshaya. Wysiłek ojca został nagrodzony, a policja - po kolejnym kilkumiesięcznym opóźnieniu - aresztowała wreszcie Ravindera Kumara. Kierowca nie dość, że nie miał prawa jazdy, to jeszcze jechał ciężarówką przeładowaną o skromne 30 ton.

#9. Matki nie oszukasz

Co robi matka wezwana na miejsce, w którym wypadkowi uległo jej dziecko? Normalna matka prawdopodobnie wpada w panikę. Ale Judy Weaver nie była do końca normalna - w tym pozytywnym sensie. Mimo że świadkowie zdarzenia mówili o wypadku - 34-letni Ronald Johnson miał ponoć wywrócić się podczas jazdy na rowerze - od razu zauważyła wywrócone na lewą stronę kieszenie w spodniach chłopaka. Również jego rower wyglądał na nieuszkodzony, nie było też śladów wypadku na chodniku. Jedyne, co w słowach świadków znalazło potwierdzenie, to uraz głowy Johnsona. Jednak pani Weaver uznała, że to nie jest właściwy moment na dzielenie się spostrzeżeniami. Czy była to troska o zdrowie chłopaka, czy inna przyczyna - tego nie wiadomo. Ronald Johnson zmarł kilka dni później w szpitalu, a policjant Paul Hophins zamknął śledztwo, uznając w zgodzie ze świadkami, że przyczyną śmierci był wypadek na rowerze.
Zdania Hopkinsa nie zmieniła nawet wizyta Jasona Gaileya u pani Weaver. 25-latek przyznał się, że przypadkowo uderzył Ronalda w głowę. Judy Weaver natychmiast powiadomiła o tym policję, ale funkcjonariusze nie zdecydowali się na wszczęcie śledztwa. Sprawa została zamknięta na osiem lat. Pani Weaver szukała sprawiedliwości, policja - wszelkich sposobów, by uniknąć pracy.
Zrezygnowana bezradnością policji, Weaver pracowała w restauracji. Także pewnej leniwej nocy 2008 roku, kiedy do restauracji wkroczył jeden z policjantów. Zamówił posiłek, a pani Weaver opowiedziała mu o swoim problemie, bezlitośnie piętnując pracę funkcjonariuszy - głównie Paula Hopkinsa. Trudno powiedzieć, kto był bardziej zmieszany, kiedy gość restauracji wreszcie się przedstawił. Paul Hopkins we własnej osobie wysłuchał należnego mu opeeru i - wychodząc - obiecał przyjrzeć się sprawie zabójstwa. Rzecz okazała się jeszcze bardziej skomplikowana, a wyjaśnienie - zaskakujące. Ronald Johnson zginął od ciosu pistoletem, kiedy próbował przeszkodzić Gaileyowi w mierzeniu bronią do innego mężczyzny. Jason Gailey został uznany za winnego nieumyślnego morderstwa.

#10. Wieczny odpoczynek ich duszom należny

Niezidentyfikowane zwłoki to przekleństwo wymiarów sprawiedliwości i tragedia dla rodzin zaginionych. Mimo że techniki kryminalistyczne i medycyna sądowa są dziś bardziej zaawansowane niż kiedykolwiek wcześniej, w archiwach wydziałów policji na całym świecie pełno jest nierozwiązanych spraw. Ciał ofiar, po które nikt nigdy się nie zgłosił. Tymczasem po drugiej stronie krwawego łańcucha czekają rodziny, które wciąż jeszcze być może łudzą się, że ich bliscy mają się dobrze.
Kiedy Tod Matthews z Georgetown w Kentucky usłyszał o zwłokach, na które dwadzieścia lat wcześniej natknął się ojciec jego żony, a które nigdy nie zostały zidentyfikowane, postanowił zrobić wszystko, by przywrócić im należną tożsamość. Jedynymi wskazówkami były rude włosy i szpara pomiędzy przednimi zębami - o martwej kobiecie nie wiedziano nic więcej. Poszukiwania Toda trwały dziesięć lat, ale w końcu - dzięki pomocy użytkowników Internetu i portali dla rodzin zaginionych - udało mu się skontaktować z Rosemary Westbrook, która od dawna czekała na jakąkolwiek informację na temat jej zaginionej siostry. Barbara Ann Hackman dopiero po trzydziestu latach od śmierci doczekała się nagrobka z własnym imieniem i nazwiskiem.

Źródła: Huffington Post, CBS, NY Daily News, NZ Herald, SFGate, BBC, Times of India

Oglądany: 187851x | Komentarzy: 31 | Okejek: 291 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

21.03

20.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało