Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zwierzęta, które stanęły przed sądem

43 469  
78   8  
Stawanie przed sądem nie jest wyłącznie domeną ludzi. Również zwierzęta, a w szczególności świnie, ciągano przed oblicze sprawiedliwości z powodów mniej lub bardziej z dzisiejszej perspektywy znaczących.

Świnia, która zgłodniała

14 czerwca 1419 roku przed sądem stanęła świnia należąca do pasterza Jehana Lenfanta z Clermont i jego żony Gillon. Zwierzę zostało oskarżone o to, że pod nieobecność Lenfantów zakradło się do ich domu, gdzie przewróciło kołyskę, z której wypadł syn, po czym zagryzło go na śmierć. Wobec oczywistej winy, zdającej się potwierdzać zeznaniami świadków, sędzia nie miał innego wyboru jak tylko skazać nieszczęsnego wieprzka na śmierć. Wyrok, wydany ku przestrodze dla innych świń, dokonał się poprzez powieszenie na szubienicy.

Oślica, która kochała za mocno


 
W stanowczy sposób Kościół traktował (choćby nie wiadomo, jak romantyczne były) związki miłosne ludzi ze zwierzętami. Wszelkie przejawy zoofilii kończyły się przeważnie szybką rozprawą, której zwieńczeniem była szubienica albo inny stos. Do szczególnego przypadku doszło jednak w roku 1750, kiedy to z tarapatów, będących wynikiem związku ludzko-oślego, zwierzę wyszło obronnym kopytem dzięki wstawiennictwu mieszkańców miasteczka, którzy, w dokumencie dostarczonym sądowi, poświadczyli, iż „nie ma zwierzęcia bardziej uczciwego w czynie, słowie i zachowaniu”. Kochanek oślicy niestety nie zaistniał tak dobrze w świadomości mieszkańców.

Szczury, które ocalił Bóg


 
Oskarżone zwierzęta nie zawsze stały na z góry straconej pozycji. Niekiedy nawet prawnicy stawali w ich obronie. Gdy w XVI wieku nad stadem szczurów oskarżonych o zniszczenie upraw jęczmienia wisiała groźba kary śmierci, na pomoc nieoczekiwanie przyszedł im Barthélemy de Chasseneuz. Prawnik skutecznie przerwał proces argumentując, że biedne gryzonie nie będą mogły stawić się na rozprawie, gdyż boją się miejscowych kotów. W innych tego typu sprawach inni prawnicy powoływali się na Boga, który w ich argumentacji stworzył szczury na pewno po to, by odegrały jakąś rolę w historii ludzkości.

Krety, które zmartwiła wizja ekskomuniki


 
Mniej więcej w tym samym czasie co szczury, które uniknęły kary za zniszczenie upraw, przed sądem we włoskim miasteczku Stelvio z tego samego powodu stanęły krety. Jednak w przeciwieństwie do swoich kuzynów podziemni ślepcy poczuli dotyk karzącej ręki sprawiedliwości, nawet mimo argumentacji przydzielonego z urzędu prawnika, który wychwalał pożyteczność swoich „klientów”. Ostatecznie krety zostały skazane na wygnanie, a w przypadku niezastosowania się do wyroku w ciągu 14 dni czekałaby je ekskomunika i wieczne potępienie.

Koguty, które oddały życie za gender


 
Rok 1474 nie był dobrym rokiem dla gendera. Kto wie, może byłby wręcz przełomowy, gdyby szwajcarski sąd nie skazał na śmierć koguta, który zniósł jajko. Uznano bowiem, że zaburzając naturalny porządek świata, nieszczęsny gdakacz dopuścił się herezji, wobec czego zamiast trafić do zwyczajowego rosołu, udał się na zwyczajowy stos. Nie pomógł fakt, że zniesione jajka nie zawierały żółtek. A może wręcz przeciwnie - może szatańskie jajka jeszcze bardziej przyczyniły się do koguciej zguby?

Koty, które nie chciały się zamknąć (choć tak naprawdę to nie były one)


 
Dziwny przypadek zwierzęcego sądu zdarzył się w latach 30. XVIII wieku. Nie dość, że miał charakter samosądu, a sprawa odbyła się już po egzekucji, to jeszcze główni oskarżeni zostali wrobieni przez samych „sędziów”. Rzecz działa się w paryskiej drukarni i jej okolicach, gdzie młodzi uczniowie przyuczali się do zawodu. Robili to twardo, bo i warunki, jakie otrzymali do twardych należały: marnej jakości jedzenie, długie godziny pracy i dzielenie pomieszczenia mieszkalnego z kotami-przybłędami, które co noc dawały się uczniom we znaki swoim nieznośnym miauczeniem. Nie pomagał fakt, że żona drukarza miała własnego kota, którego traktowała lepiej niż pozostałe, o uczniach nawet nie wspominając. Tego było za wiele. Młodzieńcy nie mogli znieść takiego życia i postanowili się zemścić. Jako że jeden z nich doskonale naśladował kocie odgłosy, grupa wpadła na pomysł, by wysyłać go co noc w okolice sypialni swego mistrza, aby podokuczał trochę małżeństwu. Opłaciło się. Po kilku nieprzespanych nocach drukarz nie wytrzymał i kazał uczniom, ku ich niewątpliwej uciesze, wywalić wszystkie koty na zbity pysk. To, co nastąpiło później, można eufemistycznie określić makabrycznym biegiem wydarzeń. Uczniowie nie przepędzili zwyczajnie kotów, lecz postanowili dać upust gromadzonej z nocy na noc agresji, wykorzystując do tego kije od szczotek, drążki i narzędzia drukarskie. Nie wdając się zbytnio w szczegóły z pogranicza sadyzmu i chirurgii, powiedzieć można, że rozprawiali się z nimi długo, a przykładali - sumiennie. Nie oszczędzili nawet pupila żony drukarza. Po skończonej masakrze włożyli koty do worków, wrzucili je na dziedziniec, po czym zgromadzili się wokół i urządzili zaimprowizowaną rozprawę sądową. Koty zostały - a jakże! - uznane winnymi i powieszone na zmontowanej szybko szubienicy.

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 43469x | Komentarzy: 8 | Okejek: 78 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.10

13.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało