Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

5 najgłupszych pomysłów na broń nuklearną

106 191  
268   33  
Zakończenie drugiej wojny światowej było jednocześnie początkiem nowej ery w historii uzbrojenia - świat po raz pierwszy ujrzał niszczycielską moc rozszczepienia atomu. Po wojnie każde liczące się na arenie międzynarodowej państwo zapragnęło mieć taką broń, a liderzy w badaniach nad nią zaczęli wymyślać co chwilę nowe sposoby na jej użycie. Niektóre z nich, mówiąc delikatnie, nie należały do najmądrzejszych.

Davy Crockett

Nie ma chyba nikogo na świecie, kto z ręką na sercu powie, że wyższe dowództwa wojskowe to zbiorowisko odpowiedzialnych i inteligentnych ludzi. Amerykańskie dowództwo dało na to dowód opracowując Davy Crocketta - działo bezodrzutowe strzelające pociskami nuklearnymi, najmniejszą bronią nuklearną jaką kiedykolwiek zbudowano. Być może komuś na pierwszy rzut oka pomysł wyda się interesujący (pamiętajmy, że to były lata 50. - zimna wojna, wizja wojny wschodu z zachodem itd), ale po dokładniejszej analizie...

W tamtych czasach działa bezodrzutowe nie grzeszyły celnością, owszem, w stodołę dało się trafić, byle stała dość blisko. Zasięg Davy'ego wynosił niecałe pięć kilometrów, a strzelał on zmodyfikowaną głowicą W54 o mocy odpowiadającej zaledwie 10-20 t trotylu, ale nadal zasięg rażenia samego wybuchu wynosił ponad półtora kilometra. Nie można jednak zapomnieć o opadzie radioaktywnym, który w starych, niedoskonałych głowicach był dość obfity.

No i wyobraźmy sobie działo strzelające głowicami atomowymi postawione na pierwszej linii frontu przekazane pod rozkazy dowódcy plutonu. Który oficer by się powstrzymał, żeby nie pieprznąć sobie atomówki? Pytanie czy byłby wystarczająco rozgarnięty, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie strzeli pod wiatr, bo wtedy opad raczej wylądowałby na własnych wojskach. Nie wspominając o sytuacji, kiedy naprzeciwko znalazłby się schron z upierdliwym karabinem maszynowym, kto by się wtedy przejmował, że leży on zaledwie 1,5 kilometra od okopów.

Atomowa Ania


Atomic Annie powstała mniej więcej w tym samym okresie co Davy Crockett. Broń nuklearna była wtedy nowością technologiczną, nikt tak do końca nie wiedział jak ją wykorzystać, jakie ma wady i jakie zalety, ale jednocześnie nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, że chce ją mieć! Nie istnieje taki człowiek w mundurze, który nie chciałby mieć nowego gadżeciku, którym może na raz wysadzić więcej niż dotychczas. Tylko jak wpasować taki wynalazek w struktury armii uzbrojonej dość konwencjonalnie - w karabiny, granaty, czołgi, artylerię...

I tak się narodził pomysł 280 mm armaty M63 Atomowej Ani, czyli potężnej armaty strzelającej amunicją nuklearną. Po co to zbudowali? BO MOGLI! Oczywiście, skoro amerykanie coś takiego wyprodukowali to sowieci nie mogli zostać daleko w tyle i tak powstała 406 mm armata 2A3 Kondensator 2P, która w założeniach była podobna do amerykańskiej, ale dodatkowo osadzono ją na podwoziu gąsienicowym. Wyobrażacie sobie pojedynek artyleryjski między bateriami armat strzelających pociskami nuklearnymi? Żeby dodać trochę dreszczyku dodajmy, ze taki pojedynek prawdopodobnie odbywałby się na linii Wisły. Fajnie brzmi?

MK-54 SADM


To by było na tyle w temacie strzelania atomówkami, ale to nie znaczy, że nie wymyślono czegoś jeszcze głupszego. Co powiecie na nuklearną bombę zegarową?! Zupełnie jak w filmach szpiegowskich, tylko atomówka. I żeby było ciekawiej umieśćmy ją w plecaku i każmy jakiemuś nieszczęśnikowi iść ją zakopać! Tak! Był taki projekt, nazywał się MK-54 SADM ( Special Atomic Demolition Munition), ale bardziej spopularyzowała się nazwa "walizki atomowe". Dokładniej to były plecaki, ale to szczegół.

Założenia były proste i sprawdzone w czasie operacji specjalnych pomyślnie przeprowadzonych (przez obie strony) w czasie II wś. Na głębokim zapleczu przeciwnika zrzucamy na spadochronach dwuosobowy zespół saperski, oni zakradają się do fabryki/portu/bazy/lotniska, podkładają bombę, ustawiają zegar i uciekają. Różnica jest tylko taka, że jak zegar osiągnie "zero" to wybuch będzie miał moc od 10 t do 1 kt trotylu. Natomiast wielkie mózgi wychowane w piechocie i nie pałające wielką miłością do sił specjalnych wpadły nawet na to, żeby takie plecaczki wydzielić piechociarzom idącym na front. No, nie każdemu, ale jednemu na parę kilometrów frontu pewnie byłoby ok. Kiedy taki piechociarz, albo jego dowódca, dojdzie do wniosku, że to właściwie odpowiedni moment, żeby ten kawałek kraju zamienić w parking ustawiałby zegar, plecak zakopywał i z okrzykiem "kto ostatni ten skwarka" oddalał się w kierunku z góry upatrzonych pozycji (i znowu mając nadzieję, że uda mu się uciec pod wiatr).

Podczas realizacji projekt napotkał kilka problemów, poza tym, że był idiotyczny, to mimo dużej miniaturyzacji "urządzenia", nadal nie był to najlżejszy plecaczek - sam bomba ważyła minimum 23 kg. Kiedy weźmiemy pod uwagę, że bombą atomową nie da się wyżywić, ani walczyć w okopach, czyli dzielny atomowy wojak nadal musiał mieć karabin, amunicję, jedzenie, wodę itd to całość ważyła już dość konkretnie. Drugim poważnym problemem okazało się to, że niby potężna wojskowa bomba, to jednak takie urządzenia są dość delikatne. Rzucanie plecakiem po podłodze ciężarówki/samolotu (kto by chciał rzucać sobie pod nogi bombę atomową?!) czy też przedzieranie się z nią przez górskie lasy mogło nie wpłynąć dobrze na niezawodność samego ładunku jak i zegara. W związku z tym na szczęście temat został zarzucony.

Niebieski Paw


W czasie Zimnej Wojny Amerykanie mieli tą komfortową sytuację, że znajdowali się (poza Alaską, ale kto by się przejmował łosiami i niedźwiedziami) ładne kilka tysięcy kilometrów od Rosji i w razie wybuchu wojny mieli trochę czasu na przygotowania (nawet dość dużo, wtedy jeszcze nie było rakietowych międzykontynentalnych pocisków balistycznych). W trochę gorszej pozycji była Wielka Brytania - gdyby Sowieci "ruszyli" szybko przeszliby przez teren Francji (nikt nie spodziewał się innego rozwoju wypadków) i bardzo szybko znaleźliby się na rzut kamieniem od królewskiej ziemi.

W ten sposób w głowach brytyjskich strategów zrodził się pomysł na Niebieskiego Pawia (Blue Peacock). Tak niewinnie nazwano 10-kilotonowe miny nuklearne, które wysłano do RFN (pod kamuflażem polowych reaktorów zasilających dla wojska) w celu zakopania i stworzenia przy ich pomocy bariery nie do przejścia. Trudno powiedzieć, czy wybuchy takich min zatrzymałyby radzieckie dywizje pancerne, ale niewątpliwie nie uszczęśliwiłyby Niemców. Pomysł zarzucono z powodów politycznych (mimo, że były to dopiero lata 50. to jakoś już wtedy Brytyjczycy nie chcieli znowu drażnić Niemców), ale również ze względu na problemy technologiczne.

Wiadomo, że Rosjanie lubią (i z powodzeniem to robią) walczyć w zimie. Plan wykorzystania min zakładał zakopanie ich w ziemi na drodze poruszania się wroga. Problemem była temperatura otoczenia - w zimie istniało realne ryzyko, że elektronika bomby zamarznie i zawiedzie. Było wiele pomysłów jak temu zapobiec, jak na przykład owijanie bomb kocami (na szczęście nikt nie pomyślał o rozpalaniu pod nimi ognisk), ale także pojawił się (i był poważnie rozważany pomysł) wykorzystania do podtrzymania ciepła... kur! Tak, takich nielotnych ptaków znoszących jajka. Miano je zamykać wewnątrz min, z odpowiednim zapasem wody i ziarna. Zakładano, że ptaki przetrwają do tygodnia, a spece wyliczyli, że kilka kur wystarczy, aby ciepłem swoich organizmów ogrzać elektronikę do wymaganej temperatury.

W54


Głowica nuklearna W54 była najmniejszym ładunkiem atomowym jaki skonstruowano (między nami takimi głowicami miał strzelać Davy Crockett). O ile konstrukcja się całkiem udała, była zgrabna, ładna i w ogóle, to największe jej osiągnięcie - miniaturyzacja, jednocześnie stała się jej największym przekleństwem. Jakby nie patrzeć zadaniem głowic nuklearnych jest zmiana dużego kawału ziemi w zeszklony plac, najlepiej wielkości małego województwa. Ta bomba została tak zminiaturyzowana, że siła jej wybuchu przestała robić na kimkolwiek wrażenie. Nie miała jakiegokolwiek zastosowania militarnego i jedyne do czego się nadawała to żeby pokazać nieproszonym gościom, że właściwie to nie życzysz sobie ich wizyty, a do tego masz broń nuklearną.

Oglądany: 106191x | Komentarzy: 33 | Okejek: 268 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało