Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Pięć przeklętych samochodów, które mają na sumieniu niejedno ludzkie życie

126 894  
287   40  
Kto by pomyślał, że tak normalny element miejskiego krajobrazu jak samochód może niekiedy kryć w sobie upiorne tajemnice. I tu nawet nie chodzi o przerażającą ilość pożeranej przez blaszaną bestię benzyny, ale rzeczy znacznie bardziej mrożące krew w żyłach (i wachę w baku)... Oto kilka najstraszliwszych aut, jakie kiedykolwiek po asfalcie jeździły.

Przeklęty Graf & Stift Double Phaeton

Poznajcie wyprodukowane w 1910 roku cudo motoryzacji, którym przed I Wojną Światową wozili się bogacze oraz prawdziwe ważniaki. Jedną z takich szych był następca austro-węgierskiego tronu, arcyksiążę Franz Ferdynand Habsburg. Jak wiemy z historii, biedak jadąc tą maszyną, dostał kulkę w gardło i na miejscu skonał. W rezultacie tego zamachu napięcie pomiędzy mocarstwami osiągnęło punkt krytyczny i wkrótce wybuchł pierwszy z dwóch wielkich konfliktów zbrojnych w Europie.

Wróćmy tymczasem do feralnego samochodu, w którym żywotu dokonał arcyksiążę. Przez kolejnych 12 lat, auto aż 15 razy zmieniało właścicieli. Mówi się, że pojazd przyczynił się do śmierci aż trzynastu osób. Jeden z nabywców, austriacki generał, oszalał i do końca życia trzymany był w szpitalu dla obłąkanych. Wóz trafił też w ręce pewnego kapitana, który w nieco ponad tydzień od kupienia samochodu rozjechał nim dwóch obywateli. Inny właściciel postanowił też popełnić w tymże pechowym pojeździe samobójstwo...
Auto przyczyniło się do kilku kolejnych problemów, kiedy w jego posiadanie wszedł gubernator Jugosławii - polityk kilkukrotnie zaliczał kraksy, z czego jedna była na tyle dla niego pechowa, ze nieszczęśnikowi musiano amputować rękę... Nigdy więcej już za kółko tego wozu nie wsiadł. Maszynę przygarnął jego kolega - doktor. Zresztą i on wkrótce zginął w wypadku. Jakiś czas później wozem rozbił się pewien szwedzki rajdowiec.
Tak dla odmiany, poznajcie tego oto sympatycznego farmera, który miał szczęście nigdy nie wsiąść za kierownicę samochodu arcyksięcia Ferdynanda.

Chłop wyzionął ducha po tym, jak pojazd spadł mu na łeb podczas prób przetransportowania go za pomocą dużego wozu, który zgodnie z intencją farmera miał stać się taką jakby uproszczoną lawetą...
Ostatnim właścicielem tego już mocno sfatygowanego auta był niejaki Tiber Hirshfield, który roztrzaskał się podczas podróży na ślub znajomego. Zginęło wówczas pięć osób obecnych w samochodzie. Obecnie furę tę można podziwiać w jednym z wiedeńskich muzeów. Mimo że nie każdy wierzy w legendę, to i tak ten zapyziały wrak wydaje się budzić zdecydowanie większy szacunek niż inne eksponaty.

Podobna historia przeklętego samochodu dotyczy tez słynnego Porsche, w którym życie stracił James Dean. O tym pechowym wózku, pisaliśmy tutaj.

Skaczący Renault z Cape Town

A to historia sprzed kilku dosłownie lat. Policjanci z Cape Town wezwani zostali przez przerażonych właścicieli pewnego leciwego samochodu, który miał zacząć sam z siebie skakać w tę i nazad, wydając przy tym głośne burczenie. Następnie roztrzaskawszy ogrodzenie, pojazd zatrzymał się pozostawiając zarówno domowników, jak i ich gości w stanie zupełnego osłupienia. Stróże prawa nie za bardzo chcieli wierzyć w te rewelacje i pewnie wlepiliby zszokowanym obywatelom mandat za zawracanie dupy, gdyby nie to, że na ich oczach pojazd znów „ożył” i radośnie kicając wrócił na działkę, na koniec efektownie uderzając w hibiskusowe drzewko... Sprawą zainteresowali się sami przedstawiciele firmy Renault, którzy obejrzawszy „nawiedzony” pojazd doszli do wniosku, że to z całą pewnością wina zardzewiałego przewodu rozrusznika...

Wrak z A3

Pewnego wieczora pracujący w centrali londyński policjant miał sporo roboty - telefony świadków wypadku dosłownie urywały się... Jeszcze po tym jak sprawa została przekazana patrolowi, funkcjonariusz przyjmował kolejne zgłoszenia od zatroskanych kierowców autostrady A-3 łączącej Portsmouth z Londynem. Świadkowie opisywali samochód, który wpada w poślizg i znika gdzieś daleko na poboczu. Policjanci, którzy dotarli na miejsce poczuli się mocno zawiedzeni - nie znaleźli ani pojazdu, ani chociażby śladów hamowania. Na wszelki jednak wypadek postanowili nieco rozejrzeć się po okolicy. Ku ich zaskoczeniu, około 20 metrów od drogi natknęli się na zasłonięty przez krzaki, mocno przyrdzewiały wrak samochodu.

Jeszcze większą niespodzianką było to, że wewnątrz wozu w najlepsze siedział sobie mocno nadgniły trup kierowcy. Po dokładniejszym przebadaniu zwłok oraz samego auta okazało się, że wypadek miał miejsce całe pięć miesięcy wcześniej. Najwyraźniej coś musiało nawalić w Matriksie, skoro świadkowie zareagowali z takim opóźnieniem... No chyba że zgłoszenie dotyczyło samochodu-widma.

Czarna wołga

Na pewno słyszeliście legendę o Czarnej Wołdze. Samochód ten jeździł po miastach zupełnie bez tablic rejestracyjnych, ale za to przyozdobiony gustownymi, białymi firankami, majestatycznie zasłaniającymi wnętrze auta. Doniesienia o tym nawiedzonym wozie pojawiały się na terenie chyba całego bloku wschodniego - Czarną Wołgę widziano zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie, w Rosji, na Białorusi, a nawet gdzieś daleko na terenach Mongolii. W zależności od miejsca, pojazdem tym jeździli Żydzi, księża, zakonnice, wampiry lub sataniści. Ba, niekiedy za kółkiem zasiadał sam Szatan...

Niezależnie od tego, kto krył się za białymi firankami, cel tych „przejażdżek” zawsze był ten sam - chodziło o porwanie niewinnego obywatela (najczęściej dziecka) i spuszczenie mu krwi, która to następnie sprzedawana była bogatym Niemcom lub Arabom chorym na białaczkę. W innych wersjach upiory dybiące w wołdze żywcem wycinały swym ofiarom organy, na które z jakiegoś powodu był olbrzymi popyt wśród funkcjonariuszy KGB.

Volkswagen faceta imieniem Ted

Ta gablota to prawdziwy mokry sen każdego, komu jaranie trawki, zapuszczanie długich piór i łażenie na bosaka nie jest obce. Pocieszny i tak bardzo lubiany przez wszystkich Garbus powstał na rozkaz samego Adolfa Hitlera, który wymarzył sobie produkcję samochodów dostępnych dla typowego Hansa - średniozamożnego obywatela III Rzeszy.

Ale Führer to nie jedyny poj#b, który woził się tym sympatycznym autem. Beetle był jednym z narzędzi zbrodni Teda Bundy. Człowiek ten odpowiedzialny był za zabicie przynajmniej 30 młodych kobiet w połowie lat siedemdziesiątych (prawdopodobnie zamordowanych było ponad 50, ale nie do wszystkich zabójstw Ted się przyznał). Swe ofiary najczęściej wabił do samochodu, gdzie zadawał im silny cios jakimś ciężkim przedmiotem. Następnie przez kilka dni je gwałcił, torturował, ciął na kawałki, znowu gwałcił... I tak parę razy, aż rozkład zwłok utrudniał mu kolejne gwałty. W swoim samochodzie Ted zawsze woził kilka przydatnych przedmiotów, dzięki którym mógł w pełni cieszyć się swoim nietypowym hobby...

Ted był nieznającym umiaru psychopatą, który przez cztery lata grał na nosie policji, a nawet kiedy już został pojmany potrafił uciec z rąk stróżów prawa. Zrobił to dwukrotnie. Ostatecznie morderca usmażył się w 1989 roku na krześle elektrycznym. Jego samochód trafił do Muzeum Zbrodni i Kary w Waszyngtonie.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 126894x | Komentarzy: 40 | Okejek: 287 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało