Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Życie w dziesięciowiecznej Rosji

85 740  
685   50  
24-letni Paweł Sapożnikow we wrześniu zeszłego roku postanowił odbyć podróż w czasie. Na siedem miesięcy przeprowadził się do gospodarstwa będącego wierną kopią X-wiecznej rosyjskiej zagrody; wszystkie budynki, wyposażenie wnętrza czy używane na co dzień narzędzia powstały bez udziału nowoczesnej technologii i są dokładnie takie jak w dawnych czasach. Na prośbę znajomych Paweł postanowił opisać jeden zwykły dzień z życia w gospodarstwie. Przyjaciele dostarczyli mu aparat fotograficzny i notatnik, po zakończonym reportażu oddał im je i to oni umieścili materiał w sieci. Oto 111. dzień projektu.


Jak sam Paweł przyznał najtrudniejsze było przyzwyczajenie się do samotności, ale po jakimś czasie przywykł do braku towarzystwa i stwierdził, że teraz tak będzie wyglądało jego życie. Pobudka następuje o 7:30, w domu jest dość chłodno, ponieważ przez noc piec zdążył wygasnąć i przestygnąć.



Na początku trzeba z dzbanka nalać oleju lnianego do kaganka, a następnie od węgla wygrzebanego w palenisku można zapalić ręcznie robiony knot.



Można się ubrać, początkowo zakładanie onuc sprawiało problemy, teraz nie jest trudniejsze od zakładania skarpet.



Tak wygląda kalendarz z podręcznymi notatkami.



Drugi kalendarz na framudze drzwi, zabezpieczenie przed pomyłką i przed kompletnym zapomnieniem się w przeszłości. Dziś rozpoczyna się 111. dzień.



Całe odzienie stanowią skórzane buty, onuce, spodnie i długa koszula uszyta z wełny.



Drewno do rozpalenia pieca trzymane jest w domu, żeby było suche. Piec najłatwiej rozpalić brzozową korą, przy pewnej wprawie zajmuje to tylko kilka minut.



Następnie można dorzucić kilka większych gałęzi, co chwilowo zadymi cały dom (w starych piecach nie było kominów i cały dom był okopcony). Czas zająć się codziennymi obowiązkami.



Najpierw wizyta w szopie, gdzie żyją jedyni przyjaciele, z którymi można porozmawiać - 3 kozy i kury. Codziennie trzeba przeliczyć kury, zdarza się, że w nocy padają ofiarami drapieżników, teraz wszystkie 13 ptaków spokojnie siedziało na grzędzie.



Koza od rana gotowa jest do wydojenia. Lewym kolanem trzeba ją przytrzymać, żeby nie uciekła. Całość trwa mniej niż minutę i z jednej kozy otrzymujemy mniej niż szklankę mleka, którą Paweł natychmiast wypija.



Następnie gospodarz rąbie drewno, żeby mieć czym palić przez cały dzień i następną noc.



Po nabraniu wody ze studni można wrócić do domu.



Wewnątrz jest już ciepło, ale jednocześnie dym drapie w gardle i ogranicza widoczność. Żeby oczyścić powietrze dom trzeba przewietrzyć otwierając drzwi i okno. Później trzeba już dorzucić kolejną porcję drewna i można zacząć gotować posiłek.



Na specjalnym otworze w górnej części pieca Paweł umieszcza dzbanek z wodą. Dzięki temu woda ogrzewa się bezpośrednio nad ogniem, a nie na rozgrzanych kamieniach, dzięki czemu zajmuje to dużo mniej czasu. Do nagrzanej wody Paweł dodaje jagody i miód, następnie dzbanek odstawia na bok.



Po kilku minutach "kompot" jest gotowy do spożycia. Powolnie pijąc ciepły napój i śpiewając rzewne piosenki Paweł kończy poranny rozruch.



9:00 - na zewnątrz robi się dużo jaśniej i można zacząć normalną pracę. Paweł najpierw staje przy studni, rozgląda się po gospodarstwie i w głowie buduje plan zadań na cały dzień. Nagle z lasu dobiega krakanie kruków. Paweł natychmiast łapie za włócznię i biegnie w kierunku zarośli. Po pewnym czasie nasłuchiwania i wypatrywania w gęstwiny uspokojony wraca do siebie. Po tym jak stracił kilka kur i kogutów boi się powrotu lisa i nauczył się zwracać uwagę na sygnały przekazywane przez naturę.



Teraz można powyłapywać kury i przeprowadzić selekcję na te, które znoszą jajka i należy je zamknąć w szopie, a które można przeznaczyć na ubój.



Tego dnia do spożycia nadawały się dwa ptaki, ale jedna osoba tyle nie je, więc trzeba wybrać.



Los padł na brzydszą kurę, trafiła ona do wiadra zamkniętego pokrywką, reszta kur można znowu swobodnie biegać po zagrodzie.



Krótki rozdwojony kij po zaostrzeniu dobrze sprawdzi się jako widły do uporządkowania szopy.



Klepisko trzeba czyścić raz na 1-2 tygodnie.



Po zgarnięciu zużytego siana z szopy trzeba nanieść nową porcję.



Doświadczenie wskazuje, że kury lepiej niosą się w miejscach gdzie jest więcej siana, więc trzeba je ułożyć formując miejscami większe stosiki.



W czasie porządków Paweł odnalazł dwa jaja. Nie jest to wspaniały wynik, ale to jest jedynie owoc nocy. Przeciętnie kury znoszą 4-6 jaj dziennie. Znalezione jajka trafiają na belkę pod sufitem, żeby nie nosić ich co chwilę do domu i żeby przypadkiem coś ich nie rozbiło.



11:00 przy okazji czyszczenia Paweł wyrzucił uschnięte gałęzie, których zwierzęta już nie chciały skubać. Oczywiście, kiedy tylko kozy spostrzegły, że coś się wyrzuca, natychmiast się rzuciły do jedzenia.



Z siekierką i liną Paweł wybrał się do lasu. Po przejściu zaledwie kilku metrów natrafił na powalony świerk, z którego mógł odrąbać gałęzie.



Znowu rąbanie.



W czasie gdy woda znowu się podgrzewa, obok można ułożyć do ogrzania drewno, które zamarzło na zewnątrz.



13:00 Można zacząć gotowanie. Zwierzęta, kiedy tylko zobaczą gospodarza wychodzącego z koszem jedzenia natychmiast podchodzą, dopraszając się poczęstunku.



Dzisiaj będzie soczewica, więc trzeba obrać cebulę. Obierki natychmiast są przechwytywane przez kozy.



Teraz dochodzą dwa jajka i inne dodatki, wszystko trafia do jednego garnka, w którym trzeba od czasu do czasu zamieszać. Po 20-30 minutach obiad jest gotowy, ale teraz czas zająć się kurą, która będzie główną częścią posiłku.



Ptak zostaje uśmiercony przez szybkie skręcenie karku. Następnie można odrąbać głowę i skrzydła. Później Paweł stawia na studni garnek z zagotowaną wodą i sparza kurę, żeby łatwiej się usuwało pióra. Paweł nigdy wcześniej nie zabił ptaka, jego dieta składała się głównie z mleka, jajek i roślin, ale trzeba zaufać instynktowi, a organizm dopomina się o mięso.



Patroszenie poszło szybko, ale z kury zostało zaskakująco mało mięsa, nie ma porównania do mięsa dostępnego w sklepach.



Przy pomocy noża i łopaty Paweł spod śniegu wygrzebuje mech,



który zbiera do wiadra a następnie uszczelnia nim dom.



To pracochłonny i czasochłonny proces. Do zatkania wszystkich widzialnych z zewnątrz szczelin potrzeba było czterech wiader mchu. Następnie, używając kaganka jako oświetlenia, trzeba sprawdzić szczeliny w izbie.



17:00, zaczyna się ściemniać, znowu czas na dojenie. Tym razem Paweł uzyskał jedynie 100 ml mleka, po wypiciu go jednym łykiem trzeba było zabrać się do zaganiania zwierząt do szopy.



Teraz nareszcie jest czas na zjedzenie mięsa - drewno się wypaliło i zostały jedynie żarzące się węgielki.



Po 20 minutach pieczenia i podgrzewania czas na prawdziwie królewski posiłek - kurczak oraz zupa z soczewicy.



Po skończonym posiłku można zabrać się za pranie. Najpierw szczypcami kowalskimi rozgrzane kamienie z paleniska są wrzucane do wiadra z wodą.



Do wiadra, do namoczenia, trafia też koszula.



Zanurzenie rąk w gorącej wodzie to niezwykle miłe uczucie. Po obmyciu twarzy i karku można sobie przypomnieć jak dawno nie brało się gorącej kąpieli.



Najtrudniej jest doczyścić kołnierz i mankiety.



Po kilkakrotnym płukaniu koszulę można wysuszyć na zewnątrz.



O 18:30 już się zrobiło ciemno i nie da się pracować. Paweł cicho śpiewając zwija onuce i przygotowuje się do snu.



Wyjęte z butów ocieplające wkładki (wykonane metodami z tamtego okresu) suszą się przy palenisku.



Żeby się nie zaziębić, Paweł moczy stopy w gorącej wodzie.



W szopie kompletna cisza, uchylony koc wpuszcza zwierzętom ciepłe powietrze z pieca.



Kilka futer położonych na deskach tworzy ciepłe posłanie.



19:00 - dom jest kompletnie ciemny i cichy. Dobranoc.


Oglądany: 85740x | Komentarzy: 50 | Okejek: 685 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało