Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

O tym, jak złapała mnie kontrola biletów 2

56 813  
174   19  
i10 pisze:
Jechałem z centrum miasta na łódzką dzielnicę Stoki, gdzie mieszkam.
Jestem bezrobotny, wracałem z bardzo nieudanego spotkania w sprawie pracy, więc mój nastrój był raczej ponury. Pogoda go nie poprawiała, było zimno, wietrznie, a w powietrzu unosiło się mokre, nie zasługujące na nazwę deszczu coś.

Bolała mnie głowa, takie bóle nie wróżą nic dobrego, daj Boże, żeby to było tylko przeziębienie, a nie coś gorszego, człowiek nie zna dnia ani godziny.

W domu czekała na mnie Najmilsza, która chyba zrobi mi awanturę o to, że powroty na tarczy weszły mi w nawyk, tylko raczej nie ujmie tego w tak łagodny sposób, a do tego jej pies o głupim imieniu Zmora prawdopodobnie zniszczył jakiś mebel, bo jak mi się wydaje wychodząc zapomniałem zamknąć go w przedpokoju (psa, nie mebel). Zapomniałem, bo mam słabą pamięć. Genetyczne.

W autobusie nie było gdzie usiąść, dwa miejsca zajął obszarpany gość z czerwoną torbą. Używał perfum, które oprócz nuty głowy, nuty serca i nuty bazy zawierały też nutę posiłków, nutę recyklingu i (najbardziej chyba wyczuwalną) nutę melancholijnego, ale konsekwentnego sprzeciwu wobec używania prysznica, a ja za tym zapachem nie przepadam, choć Najmilsza mówi, że się nie znam na nowoczesnych perfumach, więc może się po prostu nie znam*? Jednak nie przepadam, zatem nie zdecydowałem się zaproponować gościowi rozmowy o możliwości rozpatrzenia przez niego zdjęcia bagażu z siedzenia, bym mógł usiąść i poczuć ten klimat.

Autobus był wyziębiony, dymił, skrzypiał i ze względu na uszkodzone resory - bo cóż by innego - podskakiwał, przez co trudno było utrzymać równowagę, zwłaszcza starszej kobiecie z kotem. Musiałem jej potrzymać kota.

Niestety.

Żaden z powyższych argumentów nie przekonał kontrolerki biletów do odstąpienia od obowiązków służbowych. Dopiero, kiedy zapytałem „może usiądziemy i porozmawiajmy o sprawie, niedaleko jest kawiarnia” jakoś zmiękła.

Więc wysiedliśmy i poszliśmy do tej kawiarni, gdzie zacząłem opowiadać o swoim życiu, jak niełatwo jest radzić sobie w dzisiejszym świecie, jak ważny jest kontakt i wzajemne zrozumienie dwóch ludzi, zwłaszcza jednej narodowości, a ona powiedziała, że jest Białorusinką, więc dokończyłem:
- ...wszak wszyscy jesteśmy Europejczykami.
Następnie wyjaśniłem, że nie chodzi mi o Unię Europejską, tylko o kontynent ogólnie, "przecież Białoruś haha, leży w Europie ha. Ha?"
Na szczęście Białoruś leży w Europie, dziewczyna przyznała mi rację i powiedziała, że najlepiej żebyśmy napili się kawy.
Zaproponowałem, że kupię, w końcu to ja nie miałem biletu, powinienem ponieść jakieś konsekwencje, na co nagle zaprotestował ten gość z czerwoną torbą, powiedział, że on kupi wszystkim, stać go i tu okazało się, że Najmilsza czasem ma rację mówiąc, że się nie znam. Facet był znanym projektantem mody, stąd jego strój i zapach. Nawet powiedział swoje nazwisko, ale wyleciało mi z głowy, mam słabą pamięć. Genetyczne.

Bo jakbym nie wspominał to wszyscy poszli na tę kawę ze mną i z kontrolerką. Chcieli zobaczyć jak się sytuacja rozwinie.
Kelnerka przyjęła od wszystkich zamówienia, w sumie dziewięć kaw, ja zapytałem, czy mają nagłośnienie, poprosiłem o mikrofon, podziękowałem zebranym za to, że są z nami i wyszło na jaw, że w autobusie było tyle samo kontrolerów co pasażerów, bo gdy uroniłem łzę nad ciężkim losem kontrolera, potakiwało pięć głów na dziewięć zebranych osób, w tym głowa babci z kotem**.

Później usiadłem do stolika, żeby podziękować kontrolerce za jej ludzkie podejście i w trakcie rozmowy, gdy ona mówiła mi o jakimś człowieku, którego prawa są na Białorusi łamane, przez okno kawiarni zauważyłem koleżankę Najmilszej, więc jej pomachałem. Następnie skończyłem kawę, stanąłem na środku lokalu, jeszcze raz podziękowałem zebranym, wszyscy wstali, wspólnie odśpiewaliśmy hymn, ukłoniłem się, na koniec zadeklamowałem wiersz, po czym poszedłem do domu.

To tłumaczenie nie było wystarczającym usprawiedliwieniem przed Najmilszą, której koleżanka widziała mnie w „w kawiarni z jakąś dziewczyną” i nie omieszkała Najmilszej o tym powiedzieć.
Podejrzenia Najmilszej wzbudziło zakończenie:

- I wtedy kierowca autobusu wstał i zaczął bić brawo.

Na swoje szczęście historię kontroli biletów opisałem w historii "O tym, jak złapała mnie kontrola biletów", co przeczytało i może potwierdzić tysiące Czytelników.

* Gdy jej rok temu kupiłem perfumy - nazwała je "nietrafionym prezentem", co bardzo mnie zaskoczyło, bo jak pytałem co chce dostać - sama powiedziała nazwę. Nawet napisała mi na kartce! Więc perfumy sama sobie kupuje. Ostatnie, które przyniosła (w pracy koleżanka miała, spod lady, trudno dostać) szał mody i szyk - moim zdaniem nadają skórze Najmilszej zapach uszkodzonego telewizora. Jak jej to powiedziałem, to dwa dni ze mną nie rozmawiała.

**zagadka matematyczno-logiczna?


Więcej tekstów na Facebooku i na blogu autora.


Oglądany: 56813x | Komentarzy: 19 | Okejek: 174 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.02

25.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało