Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Emerytowane gwiazdy kina, które zasługują na wielki powrót

137 346  
444   34  
Okazuje się, że nic tak dobrze nie przyciągnie widzów do kin jak widowisko upchane po brzegi przebrzmiałymi, podstarzałymi gwiazdorami, których przecież wszyscy znamy i lubimy przez sentyment do ery kaset wideo i czasów naszych szczenięcych. Podczas gdy wszyscy ostrzymy sobie siekacze na kolejną część „Niezniszczalnych”, pragniemy Wam zaprezentować kilku emerytów, którzy również zasługują na powrót w glorii i chwale.

Gene Wilder - na emeryturze od 23 lat

W czasach kiedy słowo „parodia” kojarzyła się z absurdalnym humorem Mela Brooksa, a nie z żenującymi tworami filmopodobnymi w stylu „Scary Movie”, Gene Wilder był czołowym aktorem brylującym w większości komediowych blockbusterów.
 

Charakterystyczny, kędzierzawy zgrywus często grywał w duecie z Richardem Pryorem - czarnoskórym komikiem, którego następcą został później Eddie Murphy. Gene Wilder, który przeszedł samego siebie w roli wnuka doktora Frankensteina, ostatni raz pojawił się w kinowym filmie dokładnie 23 lata temu. Mamy jednak nadzieję, że ten 80-letni emerytowany aktor znajdzie jeszcze nieco energii, aby powrócić w wielkim stylu.


 

Gene Hackman - na emeryturze od 9 lat

A oto i kolejny Gene, który w pewnym momencie stwierdził, że najwyższy czas karierę zakończyć i resztę życia pławić się w chwale własnej przeszłości. Trudno się facetowi dziwić - w 2004 roku, czyli w momencie podjęcia decyzji o przejściu na emeryturę, Hackman od 43 lat bez przerwy ganiał przed kamerą.
 

Nam najbardziej kojarzy się jako demoniczny Lex Luthor - wróg pierwszego, kinowego Supermana, chociaż starsze pokolenia pamiętają go bardziej z ról we „Francuskim Łączniku” (nie, jak się okazało to wcale nie tytuł pornola) czy w „O jeden most za daleko”. Póki co nic nie wskazuje, aby ten 84-letni aktor palił się do powrotu na filmowy plan.
 


 

Sean Connery - na emeryturze od 10 lat

Trzeba wiedzieć, kiedy powiedzieć sobie „sztop!” i ze sceny zejść niepokonanym. Connery grał w filmach przez całe pół wieku - był Jamesem Bondem, Robin Hoodem, Makbetem, ojcem Indiany Jonesa, Allanem Quatermainem, nieśmiertelnym Ramirezem, a nawet samym Ryszardem Lwie Serce.
 

Jeśli chodzi o dobór ról, to sir Connery'ego przebija chyba tylko Morgan Freeman, który był wystarczająco zaje#isty, aby zagrać Boga (dwukrotnie...). Obecnie emerytowany agent Jej Królewskiej Mości zajmuje się finansowym wspieraniem Narodowej Partii Szkocji. Connery ma nadzieję, że dzięki jej działalności Szkocja jeszcze za życia aktora stanie się niezależnym państwem.


 

Warren Beatty - na emeryturze od 13 lat

Warren Beatty idąc za przykładem swojej siostry - słynnej Shirley MacLaine  - również postanowił spróbować swych sił w przemyśle filmowym. Z powodzeniem. Zagrał w kilku niezłych filmiszczach, aczkolwiek mamy wrażenie, że rola życia czmychnęła mu sprzed nosa - Beatty odrzucił propozycję zagrania Michaela Corleone w „Ojcu Chrzestnym”. Z okazji tej szybko skorzystał Al Pacino.
 

Trzeba przyznać, że Beatty sukces jednak osiągnął - no bo kto inny miał okazję przespać się z Madonną, Cher, Isabelle Adjani, Joan Collins, Diane Keaton, Brigitte Bardot i Goldie Hawn (może nie ze wszystkimi naraz, chociaż kto go tam wie...)? Warren słynął z romansów, dopóki nie wpadł w małżeńskie sidła w 1991 roku. Od tego czasu zagrał już tylko w 4 filmach, a od 2001 roku w ogóle nie widzieliśmy go już w żadnej produkcji. Przypadek?
 


 

Rick Moranis - na emeryturze od 17 lat

Pamiętacie go zapewne z roli mocno roztrzepanego okularnika, co to zasilił gwiazdorski skład „Pogromców duchów”, albo zakompleksionego Barneya z aktorskiej wersji „Flinstonów”. Moranis to charakterystyczny aktor, który bardzo często pojawiał się w amerykańskich komediach z lat 80. i 90. Z taką facjatą i talentem, Moranis nie musiał bać się o brak ról.
 

Jednak w 1997 roku, sześć lat po śmierci swojej żony, aktor postanowił „zrobić sobie przerwę” i skupić się na wychowaniu dzieci. Przerwa trochę się przeciągnęła - Moranisa nie widzieliśmy już od 17 lat...


 

Marek Kondrat - na emeryturze od 4 lat

To chyba jeden z najlepszych żyjących polskich aktorów. Kondrat to facet o twarzy Olgierda Halskiego z „Ekstradycji”, Adasia Miauczyńskiego z "Dnia świra” i Janka Kani z „C.K. Dezerterów”.
 

W 2010 roku, ni z tego, ni z owego oznajmił, że przechodzi na emeryturę. Zamiast zachwycać kolejne już pokolenia widzów (nie zapominajmy, że aktorski staż ma on całkiem niezły - w końcu gra od 1961 roku), Kondrat zdecydował się na rozwinięcie swojej drugiej pasji - zaczął produkować wina. A jedyną okazją, żeby zobaczyć go w roli aktora, były telewizyjne bloki reklamowe i emitowane tam spoty pewnego banku. Wszystko jednak wskazuje, że duma polskiego kina wróci do swojego fachu - Marek Kondrat ma być, obok samego Rutgera Hauera, gwiazdą thrillera psychologicznego „11 minut”.
 


 

Shirley Temple - na emeryturze od 51 lat

Shirley po raz pierwszy stanęła przed kamerą jako trzylatka i w ciągu dosłownie kilku lat stała się jedną z najlepiej zarabiających aktorek w Hollywood. Pocieszny, pucułowaty brzdąc o twarzy cherubinka zarabiał do 300 tysięcy dolarów za rolę. W ciągu swojej krótkiej kariery Temple miała okazję grać u boku największych filmowych sław.
 

Na brak kontraktów zaczęła narzekać w momencie kiedy producenci zorientowali się, że urosły jej cycki i młoda dama w niczym już nie przypomina blondwłosego, niewinnego aniołka, którym jeszcze do niedawna była. Temple rozpoczęła więc karierę w Partii Republikańskiej. Pracowała też jako ambasador USA... w Czechosłowacji.


Oglądany: 137346x | Komentarzy: 34 | Okejek: 444 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.05

10.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało