Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Aktorskie podmiany w naszych ulubionych filmach

181 656  
394   21  
Niezbadane są wyroki grubych ryb filmowego biznesu. Czasem wydawać by się mogło, że gwiazdorska ekipa najnowszej produkcji jest już kompletna, kontrakty podpisane, a aktorzy do swych ról przygotowani... aż tu ni z tego, ni z owego następuje drastyczna zmiana planów i za jej sprawą dochodzi do obsadowych przetasowań. Oto kilka szczególnie ważnych aktorskich „podmian” z filmów, które wszyscy znamy i lubimy.

Władca Pierścieni” - Aragorn

Początkowo Peter Jackson pragnął w roli nieustraszonego Strażnika Północy obsadzić Russella Crowe'a albo Daniela-Day Lewisa. Niestety, obie gwiazdy spętane były kontraktowymi zobowiązaniami na najbliższych kilka lat. Jackson podjął więc decyzję, aby postać Aragorna zagrał Stuart Townsend. Aktor wysłany został na dwumiesięczny kurs władania mieczem i stawił się na planie, gdzie padł pierwszy klaps do filmu „Władca Pierścieni”. Po czterech dniach zdjęć reżyser zdał sobie sprawę, że nie była to dobra decyzja - Townsend był zdecydowanie za młody do swej roli. Aktora odesłano więc z kwitkiem, a jego miejsce zajął czternaście lat starszy od Stewarta Viggo Mortensen, który rolę tę przyjął po namowach swego syna - oddanego fana tolkienowskich powieści.

„Władca Pierścieni” - Gandalf



Mało brakowało, a to Sean Connery krzyczałby do Balroga: „You szol not paszszszsz!” - Jackson widział bowiem tego szkockiego aktora w roli Gandalfa. I to na niezłych finansowych warunkach - gwiazdor miał dostać 15% udziałów ze sprzedaży biletów (co w przeliczeniu na realny hajs dałoby jakieś śmieszne 400 milionów dolarów). W tym przypadku trudno jednak mówić o zmianie decyzji podjętej przez producentów - Connery, który nigdy nie czytał powieści Tolkiena, najzwyczajniej nie zrozumiał scenariusza i uznał go za jakiś wyssany z palca bełkot.

„W służbie jej Królewskiej Mości” - James Bond

W 1967 roku jedyny prawdziwy James Bond – Sean Connery obwieścił, że jako słynny szpieg przechodzi na emeryturę i tym samym zwalnia miejsce dla innego aktora. Tym innym okazał się George Lazenby – facet, którego producent najnowszego wówczas filmu o przygodach brytyjskiego agenta spotkał u fryzjera, a następnie zobaczył jego popisową rolę w reklamie pewnej rybnej restauracji... Następca Connery'ego został zakontraktowany na 7 kolejnych filmów o Bondzie. Zagrał tylko w jednym. Po tym dostał tęgie baty od krytyków, poszedł za radą swojego agenta i zrezygnował z dalszej kariery jako brytyjski szpieg. W kolejnej odsłonie serii zmienił go... Sean Connery – to pierwsza w historii sytuacja, gdy aktor zastępuje aktora, który uprzednio zastąpił jego samego.


„Matrix” - Wyrocznia



W rolę tajemniczej Wyroczni zarówno w „Matriksie”, jak i jego drugiej części wcieliła się Gloria Foster. Niestety, na krótko przed zdjęciami do ostatniej części trylogii, aktorka wyzionęła ducha na skutek cukrzycowych powikłań. Bracia (jeszcze wówczas bracia) Wachowscy nie tylko zakontraktowali do odegrania postaci Wyroczni inną aktorkę - Mary Alice, ale i zmienili scenariusz, tak aby zmiana wyglądu bohaterki była sensownie uzasadniona.


„Batman Forever” - Batman

Trzeba przyznać, że Tim „Taki Bardzo Mroczny” Burton wytyczył nowe standardy w filmach o superbohaterach. Kolorowe pelerynki i suchy humor typowo telewizyjnych produkcji ustąpiły miejsca dusznemu klimatowi, posępnym dekoracjom i mocno neurotycznej postaci zblazowanego miliardera, który to pod osłoną nocy spuszcza łomot zbirom z Gotham. Najwyraźniej taka mocno odstająca od komiksowego stereotypu wizja nie do końca pasowała producentom, którzy po premierze drugiej części zmusili Burtona do rezygnacji z reżyserii następnych filmów. Walizki spakował też odtwórca roli Batmana - Michael Keaton, który poczuł się wyjątkowo zdegustowany kierunkiem, w którym seria miała pójść. Jego miejsce zajął Val Kilmer i, tak jak się spodziewano, „Batman Forever” był mocno przejaskrawionym szmelcem do stóp nie dorastającym burtonowskiej wizji Mrocznego Rycerza.

„Gwiezdne Wojny” - Imperator Palpatine

Do cna zły, bezimienny Imperator pojawił się po raz pierwszy w „Imperium Kontratakuje” . Jego rolę odegrała żona pracującego na planie filmu charakteryzatora - Elaine Baker. Babina po odpowiednich zabiegach „upiększających” i zdubbingowaniu jej głosu przez pewnego nowozelandzkiego aktora, chyba jednak nie wypadła wystarczająco dobrze w roli demonicznego arcyłotra. Postać liczącego sobie sto lat Imperatora została więc znacznie zmieniona na potrzeby „Powrotu Jedi”. Tym razem jego postać zagrał Ian McDiarmid. Co dość ironiczne - dwie dekady później ten sam aktor był już na tyle stary, aby w nowej trylogii George'a Lucasa móc wcielić się w młodszą wersję Imperatora, czyli kuszonego przez ciemną stronę mocy kanclerza Palpatine'a.


„Terminator” - T-800

Reżyser „Terminatora” James Cameron pragnął, aby cybernetyczny morderca z przyszłości nie wyróżniał się w tłumie. Rolę tę przyjął więc dość niepozorny Lance Henriksen - aktor o norweskich korzeniach. Tymczasem na casting, który miał wyłonić odtwórcę postaci Kyle'a Reese'a przyszedł napakowany sterydami facio o zabawnym akcencie - Arnold Schwarzenegger. Nie wiemy jakich argumentów użył germański kulturysta, aby przekonać Camerona do powierzenia mu roli T-800, ale grunt, że się udało. Na szczęście Henriksen nie został potraktowany całkiem po macoszemu i wcielił się w niewielką, aczkolwiek dość istotną rolę detektywa Vukovicha.

„Gliniarz z Beverly Hills” - Axel Foley

Mało brakowało, a ta niewinna komedyjka sensacyjna stałaby się pełnokrwistym, pełnym przemocy filmem, gdzie trup ściele się gęsto, a główny bohater przypomina skrzyżowanie czołgu z buldożerem. Początkowo w postać niesfornego gliniarza miał wcielić się będący wówczas u szczytu popularności Mickey Rourke, jednak aktor propozycję odrzucił, więc znaleziono dla niego zastępstwo w postaci Sylvestra Stallone. Ten zgodził się zagrać w filmie pod warunkiem umożliwienia mu wprowadzenia zmian w scenariuszu. I tak też Sly wywalił z niego wszystkie humorystyczne akcenty oraz dodał nieco wybuchów, flaków i innych urozmaiceń. Producentom efekt zupełnie się nie spodobał, więc Stallone musiał zabrać się precz wraz ze swoimi pomysłami (które zresztą potem wykorzystał podczas realizacji filmu „Kobra”). Scenariusz czym prędzej naprawiono, a rolę cwanego policjanta dostał Eddie Murphy.


„Powrót do przyszłości” - trójka pierwszoplanowych aktorów

Marty McFly


Ta klasyczna i szczerze przez nas uwielbiana trylogia miała niemałego pecha jeśli chodzi o obsadowe roszady. Wszystko zaczęło się od zamiany głównego bohatera, w którego początkowo wcielił się nie Michael J. Fox, ale znany później z „Pulp Fiction” Erick Stoltz. Po pięciu tygodniach zdjęć i nakręceniu lwiej części materiału, aktor został zwolniony. Zarzucano mu brak lekkości i poczucia humoru, którym powinien tryskać odgrywany przez niego Marty McFly. Do dziś zachowały się fragmenty pierwotnej wersji filmu.


Jennifer Parker


Z rolą musiała się też pożegnać Claudia Wells, która w pierwszej części trylogii wcieliła się w postać ukochanej głównego bohatera - Jennifer Parker. Kiedy matka aktorki zachorowała na raka, ta tymczasowo zawiesiła swoją filmową karierę. W tej sytuacji oryginalna Jennifer została „podmieniona” na Elisabeth Shue. 26 lat później Wells powróciła do swej roli - podłożyła głos Jennifer w grze komputerowej będącej kontynuacją filmowej trylogii.


George McFfly


I na koniec dowód na to, że brak jednego z kluczowych aktorów wcale nie musi skazywać produkcji na klęskę. W pierwszej odsłonie filmu postać George'a McFly'a odegrana została przez mocno ekscentrycznego Crispina Glovera. Przed rozpoczęciem zdjęć do kolejnych części aktor ten zażądał od ich twórców zdecydowanie większej gaży. Zarówno reżyser - Robert Zemeckis, jak i producenci uznali, że tak być to, proszę ja pana, nie będzie! Gloverowi podziękowano. Trzeba przyznać, że filmowcy wspięli się na szczyt filmowego szachrajstwa, aby nie dać nikomu poznać, że jeden z głównych aktorów w filmie już nie gra. Zdecydowano się na szereg pomysłowych trików - i tak na przykład postać pokazywano z odpowiedniego dystansu, kręcono jedynie tył głowy dublera lub wykorzystywano sceny z poprzedniego filmu. Do tego zatrudniono aktora, którego dzięki wykorzystaniu silikonowych protez i make-upu, do granic możliwości upodobniono do Glovera.
Crispin widząc zabieg, który wykonał Zemeckis i jego ekipa, bardzo się zdenerwował i wytoczył filmowcom sprawę sadową (dostał pokaźną sumkę odszkodowania). Ta sytuacja zmotywowała Gildię Aktorów do wprowadzenia nowego prawa mówiącego, że nie wolno wykorzystywać w filmach podobizny artysty bez jego zgody.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5

Oglądany: 181656x | Komentarzy: 21 | Okejek: 394 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.08

19.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało