Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Czego nie wiesz o "Django Unchained"?

134 411  
585   18  
O tym, że Quentin Tarantino to artysta wielce utalentowany w serwowaniu nam krwistych porcji zacnego kina, wszyscy już od przeszło dwóch dekad wiemy. Mimo że ten szczególnie lubujący się w ambitnym kiczu reżyser nie należy do szczególnie płodnych filmowców, to każde z jego dzieł z miejsca znajduje oddanych fanów.

Ostatnie z celuloidowych dań przygotowanych przez maestro Quentina wyjątkowo przypadło nam do gustu, dlatego też dziś chcemy się z Wami podzielić kilkoma wygrzebanymi z odmętów sieci ciekawostkami na temat „Django Unchained”.

#1. To nie pierwszy western o Django

Tarantino zawsze chętnie szukał inspiracji w kinie klasy B sprzed lat. Nie inaczej było i tym razem. Imię czarnoskórego, wyzwolonego niewolnika poszukującego zemsty reżyser „Pulp Fiction” zaczerpnął ze spaghetti-westernu z 1966 roku pt. ... „Django”. Mimo że oba dzieła to dwie zupełnie różne produkcje, to istnieje jedno znaczące podobieństwo pomiędzy nimi - oba filmy uchodzą za wyjątkowo brutalne. Western sprzed niemalże pół wieku uznano wówczas za jedno z najkrwawszych dzieł włoskiej kinematografii i został on równie bezlitośnie pocięty przez cenzorskie nożyce.

Film spotkał się jednak z tak ciepłym przyjęciem, że powstały dziesiątki włoskojęzycznych westernów ze słowem „Django” w tytule (z czego tylko jeden jest oficjalnym sequelem).
Franco Nero - odtwórca roli oryginalnego Django pojawił się gościnnie w filmie Tarantino.


#2. DiCaprio złoczyńcą!

Tarantinowski romans z Dzikim Zachodem dał pole do popisu dla kilku znakomitych aktorów. Szczególne wrażenie zrobił Samuel „Nienawidzę Czarnuchów” L. Jackson oraz Leonardo DiCaprio, który po raz pierwszy w swojej karierze wcielił się w postać złą do szpiku kości. Dodatkowo po 16 latach kariery jego nazwisko nie widnieje na pierwszym miejscu listy płac filmu, w którym występuje. Cóż - w tym wypadku nawet Leonardowi trudno było konkurować ze zdobywcami Oskarów - Jamiem Foxxem i Christopherem Waltzem.

#3. Prawdziwa krew na planie

Będąc przy DiCaprio - aktor bardzo wczuł się w rolę Calvina Candie i robił wszystko, aby jego bohater budził najprawdziwsze przerażenie wśród widzów. I trzeba przyznać, że wyszło mu to znakomicie. W jednej ze scen Candie uderza ręką w stół i rozbija kieliszek kalecząc sobie rękę. Tej sceny próżno by szukać w scenariuszu. DiCaprio naprawdę poharatał sobie dłoń i pomimo krwi, która obficie kapała z rany, aktor nawet na moment nie przerwał ujęcia. Dzięki temu jego postać nabrała jeszcze większych znamion szaleństwa. Po zakończeniu zdjęć gwiazdorowi założono szwy.


#4. Tarantino epizodycznie

Quentin Tarantino często lubi powierzać sobie epizodyczne role w filmach, które reżyseruje. Nie inaczej było w przypadku „Django”, chociaż tym razem jego obecność przed kamerą nie była planowana. Rola australijskiego górnika przeznaczona była dla wybranego aktora, ale reżyser ostatecznie z niego zrezygnował. Czasu było mało, a Tarantino nie chciał go dodatkowo tracić na szukanie zastępstwa, więc sam przyodział kapelusz i zszedł z reżyserskiego stołka. I w sumie to mógł jednak tego nie robić - jego epizod należy do dość kiepskich (w każdym razie - na tle reszty filmu).

#5. Jamie Foxx i jego koń

Koń, na którym jeździ Django jest w rzeczywistości koniem Jamiego Foxxa. Aktor dostał go na swoje urodziny parę lat temu i od tej pory dużo czasu spędza na jego grzbiecie. Rola w filmie Tarantino była świetną okazją do tego, aby Foxx mógł zaprezentować swoje zdolności przed kamerą.

#6. Wykład o frenologii

„To jest Ben.” - mówi Candie wyciągając z gustownej skrzyneczki ludzką czaszkę - Stary gość. Żył długo. I mam na myśli - kurewsko długo.” Po chwili właściciel Candielandu przecina tył czaszki piłą i prezentując trzy niewielkie wgłębienia w kości wygłasza wywód na temat zależności w budowie puszki mózgowej Afroamerykanów a ich uległością względem swoich białych „właścicieli”. Ten fragment również nie znalazł się w scenariuszu. DiCaprio namówił Tarantino do zawarcia w filmie wzmianki o frenologii.

Frenologia była pseudonaukową dziedziną, dość popularną w XIX wieku, która głosiła, że na podstawie kształtu czaszki można dość dokładnie określić psychiczne cechy osoby badanej: jej charakter, talenty i zdolności intelektualne. W praktyce nie tylko nie znaleziono żadnych naukowych dowodów na istnienie takiej zależności, ale i dzięki wielkim wysiłkom frenologów udało się jeszcze bardziej pogłębić rasowe stereotypy.


#7. Wściekły Spike Lee

Nie wszyscy podzielili zachwyt nad dziełem Tarantino. Jedną z osób bardzo ostro krytykujących „Django Unchained” jest sam Spike Lee - reżyser wyspecjalizowany w kręceniu „czarnych” filmów. Twórca „Malcolma X” uznał tę produkcję za wyjątkowo obraźliwą i bezczeszczącą pamięć o ofiarach niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Lee strzelił ostentacyjnego focha i kategorycznie odmówił obejrzenia bluźnierczego, jego zdaniem, westernu.

#8. Walki niewolników – prawda czy fałsz?

Reżyser, udzielając wywiadów, wielokrotnie podkreślał, że przed przystąpieniem do zdjęć skrupulatnie przestudiował historię i starał się w możliwie jak najdokładniejszy sposób poruszyć tematykę niewolnictwa. Nie do końca jednak należy mu ufać. W każdym razie na pewno nie w temacie walk mandingo, czyli pojedynków murzyńskich niewolników, w których zwycięzca jest tylko jeden - ten, który przeżyje. Według Davida Blighta - pracującego na uniwersytecie w Yale dyrektora Centrum Studiów nad Niewolnictwem, Tarantino błędnie uznał powieść opisującą zjawisko niewolniczych pojedynków pt. „Mandingo” za książkę historyczną. W rzeczywistości taki proceder nigdy nie miał miejsca i to wcale nie ze względu na szacunek dla przedstawicieli czarnej rasy, a raczej z ekonomicznych powodów - mówiąc ordynarnie - murzyn kosztował niemało i wyrzucaniem kasy w błoto byłoby skazywać go na śmierć w pojedynku.

Chociaż z drugiej strony istnieją źródła mówiące o tzw.„nigger fights” - walkach niewolników odbywających się w ramach corocznych festiwali urządzanych przez właścicieli bawełnianych plantacji. Pojedynkujący się nie mogli używać żadnej broni, a sama walka trwała aż do momentu, gdy jeden z „właścicieli”, widząc że jego zawodnik ledwo zipie, jej nie przerwał.



Źródła:1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 134411x | Komentarzy: 18 | Okejek: 585 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

18.11

17.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało