Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Krótka opowieść o tym, że deszcz to żadna tragedia

97 268  
168   37  
Gdy człowiek wygląda za okno w Polsce i myśli sobie „K$%^@, znowu pada”, to powinien przypomnieć sobie poniższy obrazek z Twittera i cieszyć się, że nie znalazł się po tamtej stronie.

Budzisz się, odsłaniasz okno, przecierasz oczy (nie jesteś pewien czy śnisz, czy nie dowierzasz). Tam już czai się cała chmara japońskich szerszeni, które tylko czekają na to aż otworzysz okno. „No dalej, zrób to”. Wtedy zaczynasz zastanawiać się: „Czy te szyby są wystarczająco mocne?” i powoli, w obawie przed tym, że najmniejszy ruch sprowokuje te 4-centymetrowe potwory do ataku, opuszczasz roletę. Po kłopocie. Jesteś bezpieczny. Szerszenie zniknęły. Dobrze wiesz, że to nieprawda, ponieważ one dalej tam są, a niedługo może być ich jeszcze więcej. Te pieprzone feromony, które rozpylają zaraz zwabią ich kolesi z okolicy. Co robić? Dzwonić na policję, po strażaków, zamówić intencję w Radiu Maryja? Nigdy nie dawałeś na tacę - teraz żałujesz, bo co ci przyszło z tej piątki? Boląca głowy i kilka godzin mglistych wspomnień, które i tak zaraz nie będą miały żadnego znaczenia. Trupy nie potrzebują wspomnień. Czas ucieka, koszmar za oknem rośnie... W końcu dochodzisz do wniosku, że nie ma co zwlekać - trzeba działać.

Lakier do włosów! Wiesz, że w łazience jest duża puszka lakieru do włosów. Grałeś w Duke Nukema - obsługę miotacza ognia masz w małym palcu. Bo co innego, jeśli nie miotacz ognia, wykurzy szybciej te małe kurewstwa z twojego domu? Przecież nie będziesz dzwonić po straż pożarną - w końcu jesteś dorosłym, (względnie) młodym, silnym człowiekiem, a telefony do straży są dobre dla staruszek. Postanowione. Rozprawisz się z nimi po swojemu. Wychodzisz żwawym krokiem z pokoju, w kierunku łazienki. Po drodze o mało nie przewracasz kartonowej statuy Pudziana - zdobyczy jednej z pijackich eskapad. Wiesz, że stoi tylko i zawadza, dawno temu miałeś się jej pozbyć. Niemal natychmiast kręcisz głową. Trofeów się nie wyrzuca. Mijasz ją, idziesz dalej, do łazienki masz ledwie kilka kroków, a mimo to nachodzą cię wątpliwości. „Czy to na pewno dobry pomysł? Co będzie, jeśli szerszenie okażą się szybsze? Może wiedzą o moim planie?”. „Ogarnij się, durniu” - potrząsasz głową. „Poradzisz sobie”. Już nieraz wychodziłeś z gorszych opresji. A nie, czekaj... Większych opresji nie było. W końcu docierasz do łazienki, z podekscytowania o mało nie chwytasz za szampon do włosów. Uff, było blisko. Co teraz? Zapalniczka. Fajki. Balkon. Idziesz na balkon. Jest - tam, gdzie ją ostatnio zostawiłeś. Zostało dużo gazu, ale mimo wszystko upewniasz się, że działa. Niezła chryja by była, gdyby zacięła się w trakcie akcji. Wyobraziłeś sobie scenę z „Toma i Jerry'ego”, a na myśl przyszła ci muzyka z „Benny Hilla”. „Heh”. Na chwilę zapomniałeś o tym, co cię czeka. Ale tylko na chwilę. Jeszcze raz upewniasz się, że zapalniczka działa. „Może warto opracować jakiś plan?” Tylko jaki? Co tu opracowywać? Wychodzisz, robisz swoje i wracasz do domu, w chwale. Proste. Nic nie może pójść źle, bo nie ma jak - jesteś uzbrojony i pewny siebie. A poza tym masz przewagę - wiesz, że to ty idziesz po nie, a nie one po ciebie. Głęboki wdech.

Wychodzisz do przedpokoju, po drodze rzucasz jeszcze okiem na okno. Są. Dostrzegasz ciemne plamy na rolecie. Choć wyglądają na niemal zastygłe w bezruchu, to ku własnemu zdumieniu wzdrygnąłeś się na ich widok. Jakby wiedziały, jakby czekały z zimną cierpliwością na to, co ma za chwilę nastąpić. Nakładasz buty, podchodzisz do drzwi. To koniec, po ich przekroczeniu nie będzie odwrotu. Ale ty jesteś zdecydowany, naciskasz klamkę i powoli odsłaniasz obraz swojej okolicy - domy, podwórka, samochody. Tylko ludzi nie widać. „No tak, nie każdy może spać do południa”. Jest ciepło. Trochę żałujesz, że nikt nie zobaczy momentu twojej glorii, ale może to i lepiej - świadkowie zwiększają presję.
Wychylasz się powoli. „O kurwa!”, jeden czai się w rogu, niedaleko drzwi. „Dobrze, sprawdzimy jak działa miotacz.” Przesuwasz się ostrożnie, tak by bestia cię nie widziała. Puszka lakieru robi się śliska, ale trzymasz ją pewnie. Jesteś coraz bliżej, prawie na wyciągnięcie ręki, przystawiasz powoli zapalniczkę do wylotu puszki i delikatnie zbliżasz ręce w kierunku szerszenia.
Pstryk! Piekielny płomień bucha z puszki i obejmuje szerszenia. Ten nie wie co się dzieje, próbuje reagować, odlecieć, ale ciężko lata się ze spalonymi skrzydłami, spada więc na ziemię, odruch - z bestii zostaje mokra plama. „Czy inne to słyszały?” Nie, wychylasz się, ale nie widać żadnego ruchu. „Zajebiście, kolej na resztę”.
Uzbrojony w dodatkową porcję pewności siebie ruszasz dalej. Jeszcze trochę, jeszcze kilka uderzeń młota, które przed chwilą było sercem, i te przebrzydłe paskudy nauczą się, że nie ląduje się na twoim domu, w twojej enklawie. Słyszysz je, słyszysz jak poruszają skrzydłami. „Ale już niedługo”. Do pokonania zostały ci ostatnie 2 metry, wystarczy minąć wystający fragment ściany i będziesz miał je wszystkie jak na dłoni. Wszystkie potwory kłębiące się w rogu okna. Jesteś przy ścianie. Ostatni wdech, spojrzenie na miotacz, ruszasz.
Ostrożnie - ale żwawo - wychylasz się zza ściany i zdecydowanym ruchem przykładasz zapalniczkę do puszki z lakierem. Płomień bucha. „Tak! Taaak! Płońcie! Płońcie, sukinsyny!”. Większość szerszeni nawet nie zdążyła się zorientować, padają jeden po drugim, pożerane przez ogień. Wtem... Cały świat się zatrzymuje, czas staje w miejscu, krew przestaje płynąć. Płomień gaśnie. W ułamku sekundy uderza cię myśl: „Sprawdzałem tę cholerną zapalniczkę, ale nie sprawdziłem puszki?”. Przesrane. Większość straszydeł leży na ziemi, wijąc się, jakby chciały jak najszybciej uciec w nikłej nadziei na uratowanie życia.
Ale kilka sztuk ma się całkiem nieźle i te kilka sztuk leci właśnie w twoją stronę. Nie zastanawiając się długo, zrywasz się do ucieczki. Gdzieś z oddali dobiega cię dźwięk skrzydeł. Chociaż nie - to nie skrzydła: tak brzmi furia istot, które próbowano przed chwilą podpalić. Udaje ci się - wbiegasz do domu. Jesteś roztrzęsiony, lecz bezpieczny. Idziesz do pokoju, by sprawdzić wynik walki, która przed chwilą miała miejsce po drugiej stronie. Z wahaniem, powoli, zwijasz roletę. Brzdęk! Jeden z ocalałych szerszeni uderza w szybę. Zwijasz dalej. Brzdęk! Brzdęk! Gdyby nie grubość tworzywa, to prawdopodobnie leżałbyś już pożądlony do nieprzytomności. Na szczęście to szerszenie leżą, przynajmniej większość z nich. Reszta to krąży, to uderza w okno, ale na pewno nie ma zamiaru szybko się stąd ruszać. Nie - dopóki ktoś za to wszystko nie zapłaci.
W dodatku zauważasz, że wysuszona trawa przed domem zaczyna się palić. „Te gnidy musiały pospadać na trawnik”. W tym momencie dochodzisz do wniosku, że telefon do straży pożarnej nie będzie wcale takim głupim wyjściem. W końcu i tak stanąłeś do, bądź co bądź nierównej walki i wyszedłeś z niej obronną ręką. Puchnącą od użądlenia, ale obronną.

Oglądany: 97268x | Komentarzy: 37 | Okejek: 168 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało