Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Kilka sprawdzonych pomysłów na dochodowy biznes

240 749  
537   35  
Niektórzy po prostu rodzą się z darem do robienia dużych pieniędzy. I tak też, podczas gdy reszta szarych myszek tyra, aby związać koniec z końcem, ci pomysłowi szczęściarze znajdują sposób na szybkie dorobienie się fortuny.


Najczęściej sposoby te są całkiem nielegalne, a majątek, który wpada do kieszeni tych rekinów biznesu, to efekt bezczelnych finansowych wałów. Oto kilka sprawdzonych metod na efektowne podreperowanie swojego budżetu.

Zapłać, a nikomu nie powiem, że kradniesz!

Prosty i niewymagający dużego wysiłku wałek. Metoda ta została sprawdzona przez pewnego komornika - Josepha Weila, który widząc, że jego kumple z pracy podbierają sobie niewielkie sumki z zarekwirowanych od dłużników forsy, oznajmił im, że nie puści pary z ust, jeśli ci podzielą się małym procencikiem z każdej takiej „transakcji”.

W późniejszych latach Weil wyłudzał pieniądze podając się za potentata naftowego lub właściciela urodzajnych ziem. Raz stał się nawet chemikiem-geniuszem, który to wynalazł tajemniczą formułę umożliwiającą kopiowanie banknotów i pragnął, za relatywnie niewielką sumkę, podzielić się swym odkryciem z łatwowierną tłuszczą.
Interes kręcił się nieźle - Joseph na swoich wałkach dorobił się okrągłej sumki 8 milionów dolarów!

Ukradnij raz. Sprzedaj sześć razy.

Pochodzący z Argentyny Eduardo „Markiz” de Valfierno celował wysoko. Wszakże jak już kraść, to z dużym rozmachem! Złodziej upatrzył sobie pewien nawet dość ładny obraz wiszący na jednej ze ścian muzeum w Luwrze. Może i Mona Lisa nie powalała urodą, ale pewne było jedno - dzieło miało dużą wartość...

W 1911 roku Eduardo wynajął aż sześciu rabusiów, aby ci zwinęli obraz z galerii. Udało się to tylko jednemu. Pracownik muzeum - Vinzenzo Peruggia - miał doskonały pomysł na zwinięcie dzieła wielkiego Leonardo. Zdjął obraz ze ściany, skitrał go pod płaszczem i dostojnie oddalił się z miejsca przestępstwa.


Tymczasem Valfierno zlecił namalowanie sześciu zacnych reprodukcji „Mony Lisy”. Media donośnie informowały cały świat o tajemniczym zniknięciu dumy Luwru i o poszukiwaniach przestępców. Szybko znaleźli się więc kupcy, którzy byli święcie przekonani, że obraz został skradziony specjalnie dla nich. Każdy z nich wydał fortunę na zakup upragnionego łupu. A co się stało z prawdziwą „Moną Lisą”? Ano nic. Została ona w rękach Peruggi. Valfiero pragnął jedynie, aby obraz zaginął. Dzięki temu spryciarz mógł sprzedać falsyfikaty kilku naiwnym łosiom. Cała sprawa wyszła na jaw, gdy Peruggia usiłował spieniężyć zrabowany przez siebie oryginał i przez nieostrożność zwrócił na siebie uwagę policji. „Mona Lisa” wróciła do Luwru w 1913 roku.

Za hajs matki baluj

Czasy współczesne. Karząca ręka sprawiedliwości dopadła niedawno pewnego mieszkańca Nowego Jorku, który to pobierał rentę w imieniu swojej zmarłej matki. Pomysłowy synek przez sześć lat przebierał się w ciuszki swojej rodzicielki i miesiąc w miesiąc stawiał się w oddziale pomocy społecznej taszcząc ze sobą butlę z tlenem, do której za życia podłączona była jego matka. Jakimś cudem przez cały ten okres nikt nie zorientował się, że z tą wyjątkowo męską staruszką jest „coś nie halo”.


Nigeryjski wał na 242 miliony $

Maile od nigeryjskich książąt, chcących robić z nami interesy, goszczą w naszych skrzynkach równie często co reklamy medycznych wynalazków, które sprawiają, że mikry kutas wyrasta do rozmiarów sękatego konaru. Aż trudno uwierzyć, że na świecie są ludzie, którzy dają się nabrać na numer z afrykańskim dostojnikiem.

A jednak. W 1995 roku na taki bajer dał się złapać pewien mieszkaniec Brazylii - Nelson Sakaguchi. Uwierzył on, że ma do czynienia z właścicielem nigeryjskiego banku, który to pragnie wybudować w swym kraju lotnisko. Wietrząc w tym niezły interes, ofiara w ciągu następnych trzech lat oddała oszustowi 242 miliony dolarów. Skąd Sakaguchi wziął taki hajs? A z banku, którego był dyrektorem... Na szczęście oszusta udało się złapać („książę” trafił do pierdla na ćwierć wieku). Odzyskano też większą część wyłudzonej przez niego fortuny.

George C. Parker - facet, który sprzedawał Most Brookliński dwa razy w tygodniu (przez 30 lat!)

Spektakularny wał grubymi nićmi szyty najczęściej wychodzi na jaw bardzo krótko po wprowadzeniu go w życie. Na szczęście dla oszustów - bywają i wyjątki od tej reguły.
George C. Parker uważany jest za jednego z największych hochsztaplerów ze Stanów Zjednoczonych. Człowiek ten miał wyjątkowy dar wciskania kitu turystom odwiedzającym Nowy Jork. Nie mamy pojęcia, jakimi technikami cwaniak ten operował, ale niejednokrotnie udało mu się opchnąć takie charakterystyczne miejscówki jak halę sportową Madison Square Garden czy Statuę Wolności.



Aby wzbudzić zaufanie u swych przyszłych ofiar, Parker wynajął nawet biuro, w którym to wystawiał szczęśliwym kupcom dowody zakupu poszczególnych obiektów. Podobno największym powodzeniem cieszył się Most Brookliński. Klienci dali się przekonać wizją pobieranych opłat przejazdowych. Nieruchomość ta „sprzedawana” była nawet i dwa razy w tygodniu przez okres 30 lat! Ostatecznie sprytny biznesmen wpadł w ręce policji i skazany został na dożywocie.
To co? Może warto pomyśleć o porzuceniu nudnej pracy i zajęciu się jakimś dochodowym biznesem? Na początek proponujemy opylić Jezusa ze Świebodzina jakiejś bogobojnej staruszce z dużą emeryturą...

Oglądany: 240749x | Komentarzy: 35 | Okejek: 537 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało