Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nazwy produktów, które okazały się pomyłką na zagranicznych rynkach

473 923  
1178   89  
Jak się zaraz przekonacie, nadawanie nazwy nowemu produktowi lub wymyślanie hasła reklamowego to nie taka kaszka z mlekiem, jakby się wydawało. Niejeden dobry produkt został niewypałem tylko i wyłącznie przez to, że ktoś odpowiedzialny z międzynarodowej korporacji nie sprawdził jak wybrana nazwa brzmi w obcym języku. I pół biedy, jeśli tylko nie wypali, bo może zostawiać za sobą ciągnący się smród.



Anglik nie zauważy w nazwie toyoty MR-2 nic złego, ale Francuz owszem, ponieważ MR-2 wymawia się podobnie do "emmerdeur", co po francusku znaczy "gówniany".


Gdy Gazprom łączył się z nigeryjską firmą NNPC postanowiono to połączenie podkreślić również w nazwie. Tak powstał Nigaz (najtwardszy gaz na całej dzielni).


W 1994 roku Orange uruchomiło w Irlandii kampanię firmowaną hasłem: "The future's bright … the future's Orange". Reasearcherzy firmy telekomunikacyjnego giganta nie skojarzyli chyba, że pomarańczowy utożsamiany jest w Irlandii z protestantyzmem. "Orange: I żaden katolik się do Ciebie nie dodzwoni".


W 1998 roku firma Matsushita Electric szykowała się do wprowadzenia na rynek komputera przeznaczonego dla użytkowników internetu. W kampanii miała wziąć również udział firma Panasonic i jej przeglądarka internetowa firmowana wizerunkiem Woody'ego Woodpeckera, całości zaś miało przewodzić hasło "Touch Woody - The Internet Pecker". Jeśli kojarzycie jeden z początkowych odcinków "Weedsa", w którym wujaszek Andy znalazł się na planie pornola pt. "Peckers of the Carribean", to już wiecie, dlaczego Panasonic wycofał się z kampanii w jej przededniu.


Problem z kawą miała przypuszczalnie większość kawiarni w Niemczech. Przyjęło się, że "latte" - po włosku mleko - to standardowa nazwa dla kawy z mlekiem i różnych wariacji na jej temat. W Niemczech zaś "latte" to erekcja. "Guten tag, dla mnie średnia erekcja z syropem toffi".


Gerber - gigant z branży gotowych posiłków dla niemowląt - posiada nazwę, która we Francji tłumaczona jest jako "wymiotowanie". "Smaczne do zgerberzenia".


Zadziwiającego pecha w kwestii nazewnictwa mają producenci aut w krajach hiszpańskojęzycznych. Chevrolet Nova, czyli "nie jeździ", Mitsubishi Pajero - "onanista", Opel Ascona - regionalne określenie damskich genitaliów, Ford Fiera - "brzydka, stara baba", Mazda Laputa - "dziwka" (puta), Nissan Moco - "śluz".


Japońska gra Zero Wing to kondensacja fatalnego tłumaczenia, jednak niepozbawiona pewnego uroku. Fraza "All your base are belong to us" (czyli: wszystkie wasze baza są należą do nas) urosła do miana kultowej, przeżywając nawet grę, która wydała ją na świat.


Hoover Zyklon to linia odkurzaczy, których nazwa ma symbolizować ogromną siłę ssania. Wprowadzono ją m.in. do Niemiec - kraju, w którym nazwa ta od czasów II wojny światowej wywołuje skrajne uczucia. Bliski popełnienia podobnej gafy był Siemens, ale w 2002 roku, po protestach środowisk żydowskich, zrezygnował z prób opatentowania znaku handlowego Zyklon.


W 2004 roku Izba Turystyczna Hong Kongu rozpoczęła kampanię reklamową opatrzywszy ją hasłem "Hong Kong: Zapiera dech w piersi". Tak się niefortunnie złożyło, że w tym samym czasie Azję opanowała epidemia SARS... Mimo dość szybkiej reakcji organizatora, kampanii nie udało się zatrzymać.


Producent konsoli do gier SEGA miał nie lada problem we Włoszech, ponieważ "sega" to slangowe określenie męskiej masturbacji. Zamiast jednak zmieniać nazwę, producent nauczył Włochów, że SEGA wymawiana jest inaczej niż na to wygląda. Stąd Włosi bywają zaskoczeni, gdy słyszą, że konsola to jednak narzędzie masturbacji.


IKEA zaliczyła kilka podobnych wtop. Jättebra - model doczniki - w Tajlandii wymową przypomina slangowe określenie seksu; Gutvik - model dziecięcego łóżka - w Niemczech oznacza "niezłe jebanie".


Symbole mogą być również powodem nieporozumień. Np. pęknięty kieliszek oznaczający materiały kruche odebrano kiedyś w jednym z afrykańskich portów nie jako ostrzeżenie, a informację. Wynik? Kartony z towarem lądujące w zatoce.


Niełatwe życie mają światowi producenci na rynku chińskim. W starciu z zawiłościami tamtejszego języka i jego lokalnych dialektów polegają nawet giganci. Zakodowana na chińskie znaki Coca-Cola (Ke-ke-Ken-la) oznacza "gryź woskową kijankę" lub "klacz wypchaną woskiem". KFC z kolei i jej hasło "Pyszne, że palce lizać" w Chinach zmieniło się w "Zjedz swoje palce", zaś microsoftowy Bing to "choroba" lub "b".

Diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach; czasem jest tak mały, że trudno go zauważyć, innym razem dobrze się maskuje, a jeszcze innym stoi jako ten wół, powodując lawinę podśmiechujek. Przynajmniej u konsumentów.


Źródła: 1, 2.

Oglądany: 473923x | Komentarzy: 89 | Okejek: 1178 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało