Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pięć inspirujących postaci, których nie znasz

235 895  
1066   26  
Celebryci, wielkie gwiazdy kina szczerzące ku uciesze paparazzich swe wybielone uzębienie, nastoletni muzycy wywołujący ekstatyczne omdlenia wśród swych równie małoletnich fanek, nieprzyzwoicie bogate dzieci multimilionerów... Wśród nich nie znajdziesz takich ludzi jak omawiana tu piątka. Na szczęście.


Najsamotniejszy człowiek na świecie

Gdzieś w sercu Amazonii żyje sobie plemię, o którym badacze wiedzą bardzo mało. Właściwie to nic nie wiedzą, mimo że bardzo by chcieli. Owo plemię należy do gatunku „plemion niekontaktowych”, czyli takich, które chronione są przed ludźmi z zewnątrz. Spośród dziesiątek innych tego typu etnicznych grup, to plemię wyróżnia się jedną szczególną cechą – w jego skład wchodzi tylko jedna osoba... Człowiek ten stał się dla badaczy kultury rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej postacią, którą śmiało można by porównać do nieuchwytnego Yeti. Od piętnastu lat naukowcy usiłują nawiązać kontakt z ostatnim żywym przedstawicielem amazońskiego ludu. Niestety, bezskutecznie. Wydzielono nawet 8 km kwadratowych „bezpiecznej strefy” - na tym terenie, gdzieś w zaroślach, mieszka uzbrojony w łuk Indianin. Mimo że co jakiś czas badacze alarmowani są informacjami o jego pojawieniu się, za każdym razem muszą obejść się smakiem.

Hua Chi – konsekwentny buddysta

Pochodzący z Chin, obecnie 70-letni buddysta Hua Chi to człowiek wielce uduchowiony. Jest mnichem mieszkającym od 20 lat w klasztorze w mieście Tongren. Hua, jako lekarz wyspecjalizowany w chińskiej medycynie naturalnej, wierzy w to, że dzięki medytacji, ale także i modlitwom, uda mu się płynnie przejść do życia pozagrobowego, a jego dusza nigdy nie zazna cierpienia.


Mnich codziennie, dokładnie w tym samym miejscu, odmawia modły. Gdy był młodszy robił to nawet 3000 razy dziennie! Obecnie przyznaje, że ograniczył tę ilość do zaledwie jednego tysiąca.

Przez ostatnie dwie dekady w drewnianych deskach powstały zagłębienia - są to odciski stóp Hua Chi. Młodsi mnisi czerpią z tego dokonania ogromną motywację i sami postanowili „pójść w ślady” swego mistrza.

Jadav Payeng – Hindus i jego las

Przenosimy się do Indii. 30 lat temu pewien nastoletni Hindus był świadkiem wielkiej powodzi, która porwała wiele zwierząt. Te, które przeżyły, trafiły do piaszczystej mierzei. Wkrótce nadszedł silny upał i młody Jadav z przykrością zauważył, że ocalałe z powodzi węże pozdychały – zwierzyna nie miała gdzie się ukryć przed gorącymi promieniami słonecznymi. Młodzieniec pobiegł do miejskiego departamentu leśnictwa i zasugerował, aby zasadzono tam las. W odpowiedzi usłyszał, że teren, o którym mówi, jest wyjątkowo niegościnny i że jak chce to może spróbować na własną rękę sadzić sobie tam bambusy. Te jako jedyne są w stanie rosnąć w takich warunkach... I tak też zdesperowany chłopak zrobił. Zaczął od sadzenia bambusów, potem przyszedł czas na inne rośliny. W ten sposób, krok po kroku, Payeng odbudowywał ekosystem. Młody zapaleniec sprowadził nawet mrówki z innej części Indii...
Dziś, po 30 latach, w miejscu tym rośnie 1000 hektarów rezerwatu naturalnego z własnym mikroklimatem. W lesie, gdzie rośnie tysiące drzew i roślin, mieszkają cztery tygrysy, trzy nosorożce, setki jeleni, królików, małp i ptaków. Oprócz tego co roku rezerwat odwiedza grupa 100 słoni. W lesie tym mieszka też i sam jego twórca. Jadav wraz z żoną i trójką dzieci prowadzi sielskie życie w skromnej chatce w środku rezerwatu.

DeWet Du Toit - facet, który postanowił zostać... Tarzanem

No dobra – spośród wymienionych tu osób, tylko ta jedna ma nieprawdopodobne parcie na szkło. Moglibyśmy tu napisać o innej, znacznie bardziej zasługującej na nasz podziw osobie, ale... no cóż – zrobiło nam się żal tego pana i postanowiliśmy zrobić mu przysługę.
Pochodzący z południowej Afryki mężczyzna od dziecka marzył o tym, aby zagrać w filmie, w którym będzie mógł objawić się światu jako Tarzan – dyndający na lianach, grzmocący szympansy człowiek, którego domem jest dżungla. Po paru latach pracy jako ochroniarz, Du Toit postanowił wrócić do swych dawnych marzeń. I tak też przez trzy dni w tygodniu przeistacza się w Tarzana. W lesie koło swego domu zbudował sobie kilka platform na drzewach, aby nocą chronić się tam przed dzikimi zwierzętami. Za dnia dnia poluje na insekty, tapla się w błocie i pręży mięśnie przed ciekawskimi dziennikarzami i gapiami.


Można powiedzieć, że DeWet Du Toit osiągnął już połowiczny sukces. Ktoś z filmowej branży wreszcie go dostrzegł i zaprosił jako gościa specjalnego na... festiwal filmów o Tarzanie.

Ishi - „ostatni dzikus”

Połowa XIX wieku. Zwabieni gorączką złota wąsaci poszukiwacze cennego kruszcu coraz liczniej osiedlają się na terenach stanu Kalifornia. Nie jest to za bardzo na rękę mieszkającym tam od pokoleń Indianom z plemienia Yahi, którzy z przerażeniem obserwują dramatyczne kurczenie się zasobów naturalnych i regularnie nękani są przez białoskórych intruzów. Najeźdźcy szybko problem rozwiązują – za skalp Indianina władze płacą 50 centów, zaś za głowę „dzikusa” 5 dolców. Populacja tego plemienia drastycznie spada, a kolejne krwawe masakry doprowadzają do „wyginięcia” Yahi.
W 1911 roku z lasu wychodzi mężczyzna. Szybko zostaje pojmany po tym, jak usiłuje ukraść kawałek mięsa z jednego ze sklepów. Widok półnagiego Indianina jest dla mieszkańców Kalifornii czymś niecodziennym, wszakże od czasu ostatnich polowań na „dzikusów” minęło parę ładnych dekad.
Okazuje się, że noszący imię Ishi mężczyzna jest ostatnim żyjącym przedstawicielem plemienia Yahi i jedyną osobą, która może opisać plemienne zwyczaje, kulturę oraz język swojego ludu. Nic więc dziwnego, że trafia pod opiekę antropologów oraz lingwistów.



Niestety, ostatniego żyjącego Yahi dopadła klątwa białego człowieka. Najeźdźcy, którzy wymordowali jego współplemieńców, przywieźli też ze sobą „egzotyczne” choroby, na które mieszkańcy Nowego Kontynentu nie byli uodpornieni. Ishi zmarł na gruźlicę. Zgodnie z tradycją Yahi, jego ciało po śmierci powinno pozostać nienaruszone i pochowane zgodnie z plemiennym obrządkiem. Do tego też dążyli przyjaciele Indiana. Stało się jednak inaczej – Ishi został poddany szczegółowej autopsji, jego zwłoki zostały skremowane, a mózg trafił do słoika z formaliną.

<

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6

Oglądany: 235895x | Komentarzy: 26 | Okejek: 1066 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.09

22.09

21.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało