Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Pijani rekordziści w jeździe na byle czym

116 868  
276   5  
Jazda rowerem po alkoholu? Nie popieram, bo jeśli ktoś jest w stanie utrzymać się na rowerze, to znaczy, że wypił zdecydowanie za mało... Mniejsza o to. A może właśnie w tym rzecz, bo inne narody wykazują się w tej kwestii znacznie większą pomysłowością. I znów – ku przestrodze.


Taki Raymond Kulma z Michigan na przykład sześciokrotnie notowany był za jazdę pod wpływem. Okazja do siódmego, szczególnego razu sama się nadarzyła. Najpierw krzepki jegomość raczył był przyłożyć w twarz innemu nieszczęśnikowi pod samymi drzwiami lokalnego klubu seniora, a zaraz potem ukraść elektryczny wózek inwalidzki. Tak, to właśnie po brawurowej ucieczce wózkiem inwalidzkim zatrzymała go policja. Funkcjonariusze stwierdzili, że Kulma spożywał alkohol. Ciekawe, jak na to wpadli...

Btw, następnym razem niech spróbuje ukraść protezy. Jednemu takiemu raczej przez dłuższy czas nie będą potrzebne. Ale zostawmy w spokoju niepełnosprawnych pełnosprawnych na igrzyskach.

51 twarz Graya


James Gray nie był wcale takim szarym obywatelem. W dwa lata po spektakularnym zatrzymaniu i dość intensywnej kuracji przyznał, że za najlepszych lat wypijał przynajmniej kratę piwa dziennie, ubolewając nad tym, że 460-dolarowa renta i 300 dolarów pensji nie wystarczają mu, by związać koniec z końcem. Wsiadł więc do służbowego samochodu i pojechał w kierunku pobliskiej monopolowej oazy. Rzecz w tym, że Gray „zawodowo” zajmował się koszeniem trawy. Policja zatrzymała go więc jadącego kosiarką po chodniku (kosił chodnik?) i oczywiście pod sporym wpływem alkoholu.

A więc w drogę do kolejnego artysty...


Czym jest zamboni? Cóż za pytanie, wszak oczywiste, że zamboni to nic innego jak rolba. Nie pomogło? Mnie też. W sporym skrócie to maszyna do wyrównywania powierzchni lodowiska, szczególnie istotna na przykład przed i po meczach hokeja. Ale ile można pucować lody? Takie pytanie zadał sobie Joel Brass. Na jego nieszczęście nie zrobił tego w domu przy piwie, ale w pracy. Przy piwie. A ponieważ warunki idealnie temu sprzyjały, zdecydował się zagrać w curling. Problem w tym, że zamiast takiego śmiesznego czajnika postanowił użyć rolby. Pełne namiętności obijanie maszyny o bandy lodowiska przerwała policja wezwana przez trenera lokalnej drużyny hokejowej.

Na koń!


Zamboni mimo swoich walorów użytkowych nie jest w gruncie rzeczy zbyt emocjonujące, a przecież fantazja w narodzie - choćby i amerykańskim - absolutnie nie ginie. Mając we krwi wystarczająco... adrenaliny, Charles Cowart z północnej Florydy zdarł z siebie koszulę i w te (lub tamte) pędy ruszył do stajni, by dosiąść rączego wierzchowca. Bite pięć godzin galopował ulicami miasta, tropiąc bandytów niczym szeryf na dzikim zachodzie. Niestety służbę przerwał mu ojciec, który bezpardonowo zrzucił początkującego kowboja z dogorywającego środka transportu.

Tak to już bywa, że niekiedy dobre ujeżdżanie przerywa niespodziewane nadejście rodziców.


A skoro już mowa o zwierzętach, to Cowart wcale nie był jedynym, który wybrał się na alkoholową przejażdżkę. Zamiast bezpośrednio dosiąść wierzchowca, pewien Amisz z Pensylwanii wybrał cały wóz. Usiadł wygodnie i musiało się mu przysnąć, bo obudziła go dopiero policja przy wjeździe do centrum miasteczka Paradise, dokąd poniosło konia. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że i w Polsce nie brakuje zarówno prekursorów tegoż sportu, jak i „godnych” naśladowców.

Zajrzyjmy do Australii...


A gdyby tak przejechać się... lodówką? „Ja nie dam rady?!”, zakrzyknął Christopher Petrie, 23-latek z Australii. Wskoczył na specyficzny pojazd, będący połączeniem quada, hulajnogi, silnika od motoroweru i oczywiście turystycznej lodówki, po czym ruszył ochoczo wybrzeżem na północ od Brisbane. Intrygujące pozostaje jedynie, w jaki sposób policja zorientowała się, że jadący lodówką Chris jest pijany. Może jechał slalomem albo wyprzedzał na trzeciego...

... i z powrotem do USA


Pal licho lodówki, to niebezpieczne. A czy można znaleźć pojazd bezpieczniejszy niż coś, co samo w sobie właściwie jest jedną wielką poduszką powietrzną? Chyba nie, przynajmniej nie znalazł pewien mieszkaniec Alaski, który w dół Cheny udał się... pontonem. Gdy policji wreszcie udało się odłowić śmiałka, okazało się, że ilość alkoholu w krwi przewyższa u niego dopuszczalne limity czterokrotnie. U nas zapewne zamiast zatrzymać pijanego miłośnika raftingu wzdłuż rzeki ustawiono by fotoradary.

Magia świąt, hłe hłe


Można mówić wiele, ale przy TYM artyście wszyscy miłośnicy alkoholowego ujeżdżania szkap, dosiadania lodówek czy koszenia trawników po prostu wymiękają. 42-letni David Allan Rodgers, absolutny król dzisiejszego polowania, brał udział w bożonarodzeniowej paradzie jako kierowca jednego z „mechanicznych zaprzęgów świętego Mikołaja”. Może to niesforne renifery, może to Maybelline i procenty we krwi spowodowały, że Davida poniosła fantazja. Dosłownie urwał się więc z parady i całym zaprzęgiem ruszył w miasto, osiągając momentami prędkość nawet 100 km/h. Kilka razy przejechał na późnym żółtym, strącił kilka znaków - w zasadzie nic nowego. No może z wyjątkiem faktu, że w tyle zaprzęgu tańczyło osiemnaścioro dzieci wraz z rodzicami. Do zarzutu jazdy po alkoholu doszło kolejnych osiemnaście za uprowadzenie nieletnich.

Cóż, drogie dzieci, święty Mikołaj naprawdę istnieje. A to, że ma czerwony nos, to w żadnym razie nie przypadek.

Oglądany: 116868x | Komentarzy: 5 | Okejek: 276 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało