Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

10(+1) miejsc, które ukochali samobójcy

150 251  
526   29  
Żegnając się z życiem w hotelowej wannie, Whitney Houston nie odkryła Ameryki. Niektórzy złośliwcy zarzucają jej nawet, że jak na gwiazdę światowego formatu odeszła w wyjątkowo skromny sposób. Niezbyt modny na dodatek. A jakie są - za łaskawym przeproszeniem - trendy wśród samobójców? Oto lista miejsc, które najwięcej ludzi wybiera na definitywne rozwiązanie swoich kłopotów. To przestroga. W żadnym wypadku nie sugestia.

#10. Most Aurora, USA

Aurora w Seattle to pierwszy, ale nie ostatni most w niniejszym zestawieniu. Z liczbą 230 ofiar wydaje się jednak niezbyt groźny, przynajmniej w odniesieniu do bardziej utytułowanych „konkurentów”. Dlaczego więc o nim wspominać? Jednym z powodów jest to, że pierwsze samobójstwo na Aurorze miało miejsce jeszcze zanim konstrukcja w ogóle została ukończona – w styczniu 1932 roku. Samobójca, który w ten dość perwersyjny sposób zdeflorował Aurorę, zawodowo sprzedawał buty. Było to jednak na długo przed tym, jak Al Bundy pokazał, że i z tą profesją da się… żyć. Miesiąc po samobójstwie dokonano uroczystego otwarcia mostu.
Po dziś dzień most Aurora w Seattle pozostaje jedną z chętniej wybieranych przez samobójców lokalizacji. Miejsce to zyskało ponurą sławę i zaistniało w wielu analizach poświęconych zapobieganiu odbieraniu sobie życia.


#9. Wieża Eiffla, Francja



Choć zdecydowana większość pozycji niniejszej listy znajduje się albo w Ameryce Północnej, albo w Azji, Europejczycy również mają swoje – można by powiedzieć: patriotyczne - preferencje. Francuzi i turyści upodobali sobie szczególnie wieżę Eiffla. Paryska „żelazna dama” jest więc na wskroś funkcjonalna. Służy zarówno za najbardziej rozpoznawalną atrakcję turystyczną Francji, miejsce romantycznych spotkań i niezapomnianych oświadczyn, a także za… skocznię dla samobójców.
Jednak pierwsze samobójstwo na wieży Eiffla wcale nie wiązało się z upadkiem z dużej wysokości. Pewien przedsiębiorczy mężczyzna wybrał wariant kompromisowy – powiesił się na wieży. W ślad za nim poszło później ok. 400 osób, choć większość zdecydowała się jednak zaufać przyspieszeniu ziemskiemu. Co ciekawe, francuska policja donosi o dwóch nieudanych samobójstwach. W pierwszym wypadku skaczący mężczyzna z pomocą wiatru zniesiony został na stalową konstrukcję wieży i ocalał. W drugim młoda kobieta wylądowała na dachu samochodu, co zamortyzowało upadek. Wieść niesie, że później – po dość długiej rekonwalescencji – poślubiła właściciela auta, któremu jak by nie patrzeć spadła z nieba.

#8. Most Coronado, USA



Chcąc nie chcąc, to mosty cieszą się wśród samobójców największym zainteresowaniem. Do grupy wybrańców zalicza się most Coronado, łączący San Diego z kalifornijskim miastem Coronado i stanowiący część Autostrady Panamerykańskiej, drogi biegnącej z północy Alaski i sięgającej aż po południe Argentyny. Widok betonowych podpór mostu Coronado odebrał chęć do życia już 200 osobom, a kolejne 4 giną tu każdego roku. „Dzięki” temu Coronado plasuje się w ścisłej czołówce najbardziej „śmiercionośnych” mostów Stanów Zjednoczonych.

#7. Wiadukt Księcia Edwarda, Kanada



„Ile jeszcze osób musi zginąć, by wreszcie coś zrobiono?” – to pytanie wielokrotnie przewija się przez media przy okazji różnego rodzaju nieszczęść. W Kanadzie wystarczyło 400 samobójców. Czy mało to, czy dużo można się sprzeczać, niemniej faktem jest, że właśnie tyle osób zdecydowało się rozstać z życiem skacząc z wiaduktu Księcia Edwarda w Toronto. Statystyki wskazywały, że jedno samobójstwo od następnego dzieliły tu zaledwie 22 dni. I nagle, w 2003 roku, problem – wydawałoby się – definitywnie rozwiązano.
Wzniesiono specjalną konstrukcję, tzw. Luminous Veil, na którą składa się ponad 9 tysięcy stalowych prętów o wysokości 5 metrów, oddalonych od siebie o nie więcej niż 13 centymetrów. Szczelnie okalają one most po obu stronach, skutecznie uniemożliwiając śmiercionośne skoki. Od tego czasu nie było ani jednej ofiary na wiadukcie Księcia Edwarda. Dlaczego więc problem nie został rozwiązany definitywnie? Krótko mówiąc dlatego, że bariera ochronna nie odwiodła samobójców od ich zamiarów. Zmienili jedynie miejsce, w którym dokonują aktu, a liczba samobójstw w Toronto w związku z kosztującą 5,5 miliona dolarów przebudową mostu nie spadła ani o włos.

#6. Beachy Head, Anglia



Kolejne miejsce na liście zajmuje brytyjska atrakcja turystyczna. Ulokowany na południu Anglii Beachy Head to nic innego jak 164-metrowej wysokości kredowy klif, który zapewnia przyszłym samobójcom wszystko, czego potrzebują – stosunkowo długi lot i niemal pewną śmierć. Z wątpliwych uroków Beachy Head skorzystało jak dotąd co najmniej 500 osób i rokrocznie przybywa kolejne 20 ofiar.
Ale angielskie klify Beachy Head okazują się groźne nie tylko dla samych samobójców. Bywają poważnym zagrożeniem także dla tych, którzy – gdy tylko to możliwe – próbują ratować skaczących desperatów. Za którymś razem zabrakło zaledwie kilku metrów, by liczba ofiar danego dnia znacznie wzrosła. Tylko przypadek sprawił, że samochód, który spadł z klifu, wylądował tuż obok, a nie na głowach pracujących 160 metrów niżej sanitariuszy.

#5. Wodospad Niagara, USA/Kanada



Znajdujący się na pograniczu Stanów Zjednoczonych i Kanady wodospad Niagara jest bez wątpienia największą atrakcją regionu. Niezwykle malownicze miejsce, które z punktu romantycznych spotkań zakochanych zmienione zostało w gigantyczny obiekt turystyczny, ma też swoją ciemniejszą stronę. To niemal 3000 samobójców, o których władzom wiadomo, i kolejne, nieznane ofiary. Szczęście w nieszczęściu, liczba osób, dla których wodospad jest ostatnim miejscem na drodze życia, zmniejsza się z roku na rok i wynosi obecnie ok. 25.
Nawet jednak wśród miejsc uwielbianych przez samobójców Niagara stanowi pewną anomalię. Szacunkowe dane podają, że przeciętnie w ogólnej liczbie ofiar zaledwie 24% stanowią kobiety. Nad wodospadem ich udział wzrasta aż do 41%.

#4. The Gap, Australia



Problem samobójstw znany jest na całym świecie. W niektórych miejscach objawia się silniej, w innych nieco słabiej. Mieszkańcy Sydney upodobali sobie wysokie klify, szczególnie The Gap, znajdujące się we wschodniej części przedmieść Watsons Bay. Każdego roku z The Gap, mimo prewencyjnych wysiłków lokalnych władz i policji, skacze co najmniej 50 osób.
Na liście ofiar australijskiego klifu znajduje się wiele znakomitości, między innymi Caroline Byrne, modelka, która zakończyła żywot w 1995 roku, mając 24 lata. Dopiero później, na początku 2012 roku, ostatecznie ustalono, że jej samobójstwo było w rzeczywistości zabójstwem dokonanym przez jej ówczesnego chłopaka. Uznał widocznie, że zepchnięcie Caroline w ogromną przepaść będzie idealnym sposobem na rozstanie - bez pretensji, wyrzutów i telefonów od byłej. Nikt nie miał za to wątpliwości odnośnie do samobójstwa Charmaine Dragun, 29-letniej prezenterki wiadomości. Cierpiała na depresję. The Gap raczej jej nie rozweseliło, ale pomogło rozwiązać problemy.

#3. Las Aokigahara, Japonia



30 kilometrów kwadratowych wyjątkowo gęstego lasu. Bezwietrzna atmosfera i dojmująca cisza. Znajdujący się u podnóża japońskiej góry Fudżi las Aokigahara to miejsce wyjątkowe, niegdyś słynące z atrakcji – lawowych jaskiń i szlaków turystycznych przecinających Park Narodowy Fudżi-Hakone-Izu. Z czasem atrakcje te okrył cień niesławy. Był rok 1993, kiedy Wataru Tsarumi napisał „Kompletny podręcznik samobójstwa”. Wskazał w nim las Aokigahara jako idealne miejsce, by rozstać się z życiem. Trudno byłoby się nie zgodzić.

Choć nie ma oficjalnych statystyk, rokrocznie od drzew Aokigahary odcina się przynajmniej 70 ciał. Stąd w wielu opracowaniach miejsce to częstokroć wymieniane jest w pierwszej trójce przeklętych. Jakby tego było mało, japońska tradycja nie oszczędza też pracowników lasu i wolontariuszy, którzy przeszukują Aokigaharę w poszukiwaniu zwłok. Każde znalezione ciało znoszone jest najpierw do specjalnej stacji z pokojami o dwóch łóżkach. Na jednym kładzione jest to, co zostało z samobójcy, na drugim zaś jedną noc spędza któryś z „poszukiwaczy”. Zwykle ten, który przegra z kolegami w „kamień, papier, nożyce”. Makabryczny zwyczaj ma zapewnić spokój duszom zmarłych.

#2. Most Golden Gate, USA



To nie przypadek, że kalifornijski Golden Gate nazywany bywa mostem samobójców. Każdego roku życie odbiera sobie tu przynajmniej 30 zdesperowanych osób. Ramię w ramię z miłośnikami skoków na bungee skaczą tu ci, którym lina nie jest już do niczego potrzebna. Bliskie spotkanie z wodą zakończyło żywot już ponad 1,5 tysiąca nieszczęśników.
A wydawałoby się, że nie ma miejsca, które bardziej optymistycznie nastrajałoby do życia niż zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych. I fakt faktem, miejsce to szczególne. Most Golden Gate nie tylko nie posiada praktycznie żadnych zabezpieczeń, które przynajmniej utrudniłyby potencjalnym samobójcom realizację planu, ale też uważany bywa za wyjątkowo atrakcyjne, romantyczne miejsce na rozstanie ze światem.

#1. Most Nankin nad Jangcy, Chiny



Ponad 2 tysiące samobójców w ciągu niecałych czterdziestu lat to istny rekord, a zarazem statystyka, jaką "pochwalić się" może most na Jangcy w pobliżu chińskiego miasta Nankin (z aglomeracją liczącą bagatela 5,5 miliona mieszkańców). Most nie ma praktycznie żadnych zabezpieczeń. Wystarczy lekko wychylić się przez barierkę, by już chwilę później było po wszystkim.

Ale i wcześniej Nankinu nie omijały nieszczęścia. Miasto to na przełomie 1937 i 1938 roku padło ofiarą ataku Japończyków, którzy nie oszczędzili ludności. 20 tysięcy kobiet zostało wówczas zgwałconych, a rozbieżne informacje mówią o 50, a nawet 400 tysiącach zabitych. Los nie jest dla Nankinu łaskawy, a miano miejsca, w którym najwięcej samobójców rozstało się z życiem, nie rokuje pozytywnie na przyszłość.

0. Zakrzówek, Polska



"A niechaj narodowie, wżdy postronni znają, że i Polacy na samobójstwo swoje miejsce mają", jeżeli można sobie pozwolić na zbezczeszczenie Mikołaja Reja. Na szczęście miejsce to nie jest ani szczególnie spektakularne, ani też bardzo krwawe, niemniej pozostaje najbardziej charakterystycznym punktem na mapie zainteresowań polskich samobójców.
Zalew na Zakrzówku to w rzeczywistości przykryty wodą kamieniołom wapienny, którego głębokość sięga 31 metrów. Są tu wysokie skały i urwiska. Niezbyt gęsto rosnące drzewa i poczucie pełnego odosobnienia. Idealne na skok i/lub przedawkowanie.

Chociaż lepiej byłoby tam wpaść, odświeżyć się, wypić browarek albo pięć i wrócić do domu z kumplami i nową energią oraz historią do opowiedzenia...

Oglądany: 150251x | Komentarzy: 29 | Okejek: 526 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało