Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Bożonarodzeniowa impreza na wojennym froncie

144 920  
1204   69  
Wojna to seria katastrof, która prowadzi do zwycięstwa. Szkoda tylko, że na drodze do tego chwalebnego celu giną nie sami zainteresowani, a zmuszeni do służby wojskowej obywatele. A gdyby tak odłożyć karabin i puściwszy mimo uszu pełną nienawiści propagandę, potraktować naszego wroga jak podobną nam ofiarę wojennej maszyny? Historia zna przypadki, gdy przeciwnicy, zamiast wymieniać się śmiercionośnymi kulami, częstowali się papierosami i upijali w sztok.

Ten przeklęty Zachodni Front

Niedługo po wybuchu I Wojny Światowej uformował się Zachodni Front – niemiecka armia zaatakowała Luksemburg i Belgię – państwa neutralne. Początkowe postępy agresora zostały jednak wkrótce spowolnione, a następnie zatrzymane przez wojska francusko-angielskie. Na całej długości frontu powstały okopy wypełnione po obu stronach żołnierzami, którzy woleliby robić wiele ciekawszych rzeczy niż siedzieć w wykopanej w ziemi dziurze i naparzać do przeciwnika, który również kryje się w bardzo podobnym i równie niewygodnym dołku.
W rezultacie działań na zachodnim froncie, praktycznie do ostatniego roku wojny, nie widać było żadnych znaczących postępów. Natomiast to, co było bardzo wyraźnie widać, to straty w ludziach po obu stronach.
Zbliżała się zima 1914 roku. Żołnierze gnieżdżący się w okopach w pobliżu belgijskiej miejscowości Ypres zaczęli coraz bardziej skarżyć się na niewygody. Temperatura spadała w drastycznym tempie i wszystko wskazywało na to, że do ich zmartwień oprócz błota, walających się zwłok przyjaciół, wilgoci i obrzydliwego, puszkowanego jedzenia, dojdzie jeszcze przeszywający mróz.


Zaczęło się od kolęd

Nadszedł czas świąt, a żołnierzom zatęskniło się za domowym ciepłem i wigilijną atmosferą. Niektórzy z dowódców zaczęli wydawać nieoficjalne rozporządzenia o chwilowym wstrzymaniu ognia w tym okresie. Dlatego też żołnierze coraz chętniej wyłazili z okopów - wierzyli, że wrodzy snajperzy nie będą częstowali ich kulami i również udzieli im się świąteczna atmosfera.
Zaczęło się od tego, że Niemcy postanowili udekorować niektóre z drzew rosnących na tzw. „ziemi niczyjej”, czyli pasie terenu, który ciągnął się pomiędzy wrogimi okopami. Stawiali też świeczki w pobliżu choinek i swoich stanowisk. I tak też do czasu wigilijnej nocy, niemieckie okopy rozświetliły się setkami światełek.
Wieczorem 24 grudnia, Niemcy zaczęli śpiewać kolędy. Mimo że nam nawet najbardziej sentymentalna pieśń odśpiewana w tym języku kojarzy się z rozkazem wściekłego ataku, to Brytyjczykom melodie te przypadły do gustu i czym prędzej zrewanżowali się swoimi kolędami. Raz po raz dało się usłyszeć szczere świąteczne życzenia, wywrzeszczane łamaną angielszczyzną przez jakiegoś rozentuzjazmowanego niemieckiego żołnierza.


Wrogie armie wymieniały się kolędami, aż do momentu, gdy Brytyjczycy zaintonowali pieśń „O Come All Ye Faithful”. Okazało się, że Niemcy kompozycję tę doskonale znają, ale w języku łacińskim - „Adeste Fidéles” . Podobno moment, w którym wrogie okopy dosłownie drżały od dźwięku wydobywającego się z setek męskich gardeł, sprawiał, że niejeden z uczestniczących w tym niecodziennym „koncercie” żołnierzy poczuł dreszcze przechodzące po plecach.

Alkohol, szlugi i śpiew

W pewnej chwili grupy zaczęły nawzajem się nawoływać, zachęcając drugą stronę do wyjścia z dziur i wspólnego spędzenia Bożego Narodzenia. I rzeczywiście – niektórzy żołnierze wygramolili się z okopów, aby pośrodku „ziemi niczyjej” spotkać się z osobami, do których dotychczas strzelali. Tym razem zamiast wymieniać się ogniem, wrogowie życzyli sobie wesołych świąt oraz obdarowywali się papierosami i alkoholem.


Okazało się, że pękła też bariera językowa – wielu żołnierzy porozumiewało się na migi. Wkrótce z okopów wyszło już tylu „rezydentów”, że wigilijny wieczór dosłownie tętnił życiem, a „ziemia niczyja” wypełniła się ludźmi, którzy wspólnie śmiali się, pokazywali sobie zdjęcia najbliższych, konsumowali procentowe napoje i jak gdyby nigdy nic - jarali szlugi.


Wspólnie też grzebano ciała zmarłych w boju okopowych kompanów, walczących po obu stronach.


Dzięki pomysłowości pewnego niemieckiego oficera, z jednej z pobliskich miejscowości udało się skombinować kilka beczek przedniego piwa. Ktoś inny załatwił trochę pysznej strawy, która na moment pozwoliła zapomnieć o smaku konserwowych specjałów.

Następnego dnia rano „ziemia niczyja” znów wypełniła się ludźmi. Ba! Zamieniła się ona w prawdziwy jarmark! Żołnierze kontynuowali rozwijanie znajomości międzynarodowych, wymieniali się swoimi prywatnymi przedmiotami, a jeden z mężczyzn, który przed wstąpieniem do armii pracował w salonie fryzjerskim, oferował nowo poznanym „wrogom” darmowe strzyżenie.


Pojawił się nawet utalentowany komik i żongler, który na chwilę zapomniał o karabinie i zamiast toczyć boje z przeciwnikiem, zabawiał go akrobatycznymi popisami. Kilka wojskowych grup rozgrywało też mecze piłki nożnej. W jednym z listów pewien brytyjski major chwalił się, że jego oddział złoił zady Niemcom i zakończył mecz wynikiem 3:2.


Rozejm miał trwać do bożonarodzeniowej północy. Trwał jednak znacznie dłużej. Oczywiście, po tym miłym, świątecznym okresie, obie armie wróciły do swych „obowiązków”. Bardzo niechętnie - ich członkowie umówili się, że nie zaczną strzelać, jeżeli druga strona pierwsza nie odda strzału. Podobno przez cały dzień nikt nie odważył się użyć broni. Zamiast tego między okopami trwała konwersacja - żołnierze krzyczeli do siebie i wymieniali spostrzeżeniami na temat ostatnich wydarzeń.

Without an enemy there can be no war

Dziś mówi się, że w tym niecodziennym świętowaniu Bożego Narodzenia na froncie brało udział nawet do 100 000 osób. Byli to głównie Niemcy i Brytyjczycy, chociaż kroniki mówią też o niewielkich grupach Francuzów oraz Belgów. Wielu dowódców było rozwścieczonych zaistniałą sytuacją i kategorycznie zabraniali powtarzania podobnych „numerów”.


Romantyczne to i naiwne, prawda? A jednak, jak widać, całkiem realne w praktyce...

Źródła: 1, 2, 3, 4

Oglądany: 144920x | Komentarzy: 69 | Okejek: 1204 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.02

19.02

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało