Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dziwne twarze - czyli aktorzy, których trudno z kimkolwiek pomylić

286 274  
1077   68  
Mówi się, że oprócz talentu, prawdziwy aktor powinien mieć jeszcze "to coś". Niestety tego tajemniczego pierwiastka nie można ani nabyć, ani nauczyć się, ani sobie przeszczepić. Z "tym czymś" trzeba się po prostu urodzić i kropka. Patrząc na aktorów, których prezentujemy poniżej, dochodzi się do wniosku, że "tym czymś" jest po prostu nietypowa twarz.


#1. Steve Buscemi

Najczęściej grywa neurotyków, psychopatów i odszczepieńców. Najważniejsze, że robi to na tyle przekonująco, że często można go zobaczyć w filmach Quentina Tarantino czy braci Coen. Z jakiegoś powodu Steve ma tendencję do częstego umierania. Jak nie padanie na atak serca, to Danny Trejo poczęstuje go fruwającym ostrzem lub najzwyczajniej w świecie ktoś nafaszeruje go cieplutkim ołowiem. Taki peszek.




Warto dodać, że Buscemi, zanim zaczął aktorską karierę, pracował jako strażak. 12 września 2001 roku wrócił na swoje dawne stanowisko pracy, aby ratować ludzi uwięzionych pod gruzami WTC. Brał dwunastogodzinne zmiany przez cały tydzień. Jednocześnie, starając się pozostać anonimowym, unikał kamer i dziennikarzy.

#2. Crispin Glover

Niepokojąco roztargniony odtwórca roli ojca bohatera „Powrotu do przyszłości” nie jest aktorem, który często grywa główne role w hollywoodzkich hiciorach. Nie zmienia to faktu, że ten charyzmatyczny artysta to człowiek o wielu dziwacznych talentach.


Zdarza mu się zaśpiewać psychodeliczną przyśpiewkę o romansie z klownem, a innym razem nakręcić film, w którym wszyscy bohaterowie cierpią na zespół Downa...



Podobno jego wczesne role długowłosych, zdziwaczałych, śmiesznie ubranych outsiderów stały się inspiracją stylu „grunge”.

#3. Michael Berryman

No, jego to już na pewno trudno pomylić z kimkolwiek innym. Berryman urodził się z hipohydrotyczną dysplazją ektodermalna – pod tą nieco przydługą nazwą kryją się genetycznie uwarunkowane zmiany rozwojowe, które w przypadku Michaela są dość trudne do ukrycia... Berryman zaczął swoją karierę od „Lotu nad kukułczym gniazdem” Milosa Formana, gdzie zasilił grono innych charakterystycznych, aczkolwiek nieznanych wówczas nikomu, aktorów (m.in. Danny DeVito i Christopher Lloyd).



Jednak prawdziwą gwiazdą stał się dopiero gdy zaczął przyjmować role w horrorach. Grywał takie postacie jak zwyrodniali kanibale, zabójczy grabarze, motocykliści-mutanci, mumie i zombie. Pojawił się też w kultowym „Kruku” jako Skull Cowboy – niestety, ku rozpaczy fanów komiksu o przygodach mściciela zza grobu, sceny z tą postacią zostały usunięte.

Uwierzysz, że ten facet, zanim został aktorem, pracował jako kwiaciarz...?



#4. Willem Dafoe

Kogo by nie zagrał, zawsze wychodzi mu to wyjątkowo przerażająco (z reguły swe role ubarwia lekką nutką specyficznego obłędu) - niezależnie od tego czy jest sierżantem Eliasem w „Plutonie”, Jezusem targanym ludzkimi namiętnościami z „Ostatniego kuszenia Chrystusa” czy Zielonym Goblinem ze „SpiderMana”.



A za tę scenę cenimy go najbardziej: ;)


#5. Robert Z'Dar

A tego pana kojarzą bardziej fani horrorów klasy B i starcy, którzy pamiętają złote czasy wypożyczalni filmów VHS. Trzeba przyznać, że z taką szczęką aktor ten mógłby starać się o role postaci wyciągniętych wprost z amerykańskich komiksów. Podobno kumple z planu wołają na niego "Broda".



My tymczasem kojarzymy go jako faceta, który wcielił się w nadgniłą skórę „Maniakalnego gliny”. I to trzy razy!

#6. Christopher Walken

W „Pulp Fiction” zagrał faceta, który przez dwa lata więziennego koszmaru w Wietnamie trzymał cenny zegarek swojego przyjaciela we własnej dupie, aby później oddać go prawowitemu dziedzicowi tej rodzinnej pamiątki.



Walken oprócz talentu aktorskiego jest też niezłym tancerzem, komediantem i...
miłośnikiem współczesnego popu:


Jako nastolatek pracował w charakterze tresera cyrkowych lwów. Aktor ma heterochromię – czyli różnobarwność tęczówek. Jedno z jego oczu ma kolor piwny, a drugie niebieski. No i warto przypomnieć, że Walken miał wcielić się w postać Hana Solo w „Gwiezdnych Wojnach”. Uprzedził go jednak Harrison Ford...

#7. Sam Lake

Poznajesz? Nie? To spójrz jeszcze raz. Jeśli i to nie pomoże, to spróbuj przypomnieć sobie pewną powstałą 11 lat temu grę, gdzie jako wyjęty spod prawa policjant z Nowego Jorku, na własną rękę prowadziłeś krwawe „śledztwo” w poszukiwaniu morderców twej żony i dziecka.



„Max Payne” właśnie doczekał się swojej trzeciej odsłony – warto więc przypomnieć faceta, który z dziwacznym uśmiechem na twarzy słał pociski w stronę złych do szpiku kości bandytów i ćpunów.



Sam Lake to fiński pisarz i kumpel pewnego producenta gier komputerowych. Dzięki tej znajomości dostał fuchę – miał napisać scenariusz do gry „Max Payne”. Brak kasy zmusił jej twórców do odegrania wszystkich ról (głównie w komiksowych scenkach pomiędzy kolejnymi poziomami). Postać tytułową zaproponowano Samowi.

Druga część gry miała już większy budżet, więc twórcy mogli pozwolić sobie na zatrudnienie profesjonalnych aktorów. Rola Lake'a sprowadziła się więc do pisania scenariusza. Chociaż mało kto wie, że promujący grę klimatyczny kawałek „Late Goodbye”, wykonany przez Poets of the Fall, powstał na podstawie wiersza Sama „Jedynego prawdziwego Maxa Payne'a” Lake'a.

Oglądany: 286274x | Komentarzy: 68 | Okejek: 1077 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało