Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki CDLXI - Barmanka

61 428  
308   12  
Dziś o PRL i ulicach, pobycie w Bieszczadach, rozmowach w SKM i życzeniu na Euro. Zapraszam.

NAZWA ULICY


Najpierw wstęp:
Kolegę mam zagorzałego korwinistę czy kaczystę, ciężko wyczuć, bo dawno pełnoletni, a niekoniecznie słucham wywodów na różne tematy. Generalnie chłopak jest w porządku, ale czasem wszystko mu się nie podoba, a najbardziej jeśli coś się kojarzy z PRLem, ZSRR, czy Rosją. Nie może tego okresu pamiętać, bo skąd, ale w temacie często przegina.
Akcja właściwa:
Jedziemy razem do kumpla na jedno z nowszych osiedli w Lublinie, rozglądam się i mówię:
- Kurde, to gdzieś tutaj powinno być.
Kumpel:
- A jaka to ulica?
Ja:
- Jaspisowa.
Kolega:
- Nosz ku*wa, w XXI wieku nie mają jak nazywać ulicy, tylko nazwiskiem jakiegoś ruskiego generała?!

Dla norwegów i duńczyków: Jaspis

by pies_kaflowy

* * * * *

ECH TE BIESZCZADY

Akcja dzieje się w Bieszczadach. Nad samą Zaporą w Solinie. Dni leciały nam równie szybko, co Polakom EURO. Budzimy się bladym świtem w niedzielny poranek w pensjonacie AMELIA, a że to już po 12tej, to dokucza nam syndrom afrykański. Schodzimy więc na śniadanie, zamawiamy, jemy i przychodzi do płacenia. Następnie we dwójkę zliczamy pozostałe środki.
Okazuje się, że po uregulowaniu rachunku pozostała nam oszałamiająca kwota 7 całych złotych polskich. Mnie ukradli jakiś czas temu portfel, wciąż czekam na duplikaty kart bankomatowych, kumpel jest antybankowy i występuje zawsze tylko z gotówką (serio, są takie stwory jeszcze). Nic to, mamy jeszcze sporo europejskiej waluty i niemało ukraińskich hrywien. Więc teraz tylko znaleźć kantor. Pół godziny później i po przepytaniu kilku tambylców już wiemy, że na Solinie taki wynalazek nie występuje. Najbliższy pewnie w Lesku (17 km), ale jakiś bliski kuzyn Pawlaka z "Samych swoich" dobitnie nam wyłuszcza:
- Ale dzie łun, Pany w niedzele bydzie łotwarty, ni ma po co jiechać...
Po kolejnej godzinie sprawa robi się mniej śmieszna - w kolejnych restauracjach, budkach z mydłem, powidłem, łowcym syrem i skórami z bieszczadzkich zajęcy nikt nie wykazuje chęci pomocy. Nikomu nie jest spieszno wymieniać eurasy dwóm podejrzanym ryjom o lekko piwnym oddechu. Rozważamy stopa do Leska, bo na busa też nam nie starczy, zresztą przed 1 lipca jeździ jeden na 73 dni..
Okazuje się, że liczbę kierowców chcących podrzucić gdziekolwiek dwa podejrzane ryje o lekko piwnym oddechu, spokojnie Wenus z Milo policzy na palcach swych rąk.
Nic to, wypożyczymy rowerek, popłyniemy do cywilizacji. Pani w wypożyczalni nie honoruje ojro, hrywny też nie budzą jej uznania, podobnie jak propozycja masażu pleców, przekopania ogródka czy pobicia niechcianego adoratora...
Zapomniałem dodać, że przedłużające się poszukiwania trwają przy palącym słońcu i ponad 30 stopniach w skali Pana Celsjusza, niech mu ziemia lekką będzie. A ostatnie siedem złotych już dawno przeznaczyliśmy na dwa zimne specjale, po których nie pozostał nawet ślad w wyschniętych na wiór gardłach...
Docieramy do restauracji ABRAMÓWKA, gdzie spędziliśmy wieczór czy dwa, zamieniając kilka stuknięć kuflami z właścicielem. Zagajamy:
- Nie wie Pan gdzie tu można euro bądź hrywny na złotówki wymienić? Jak to chłopaki z Łodzi, popłynęliśmy trochę z gotówką..
Zadumał się facet. Ręce rozłożył i w te słowa do nas:
- Nigdzie...

- No nie ma szans...

- Najbliżej pewnie w Lesku, ale nie w niedzielę.

- No, nie ma takiej możliwości...

- Kurka, no, nie da rady...

- No, chyba, że u mnie.

Po czym odpalił lapka, sprawdził aktualny kurs NPB, wymienił nam taką kwotę jaką chcieliśmy. Siedliśmy u niego na piwku, po chwili przyszedł z kuflem do połowy pełnym wódki (w lokalu wódki nie podaje) i jednym kieliszkiem, wypiliśmy po góralsku. Do końca wyjazdu siedzieliśmy już tylko u niego...

P.S. Pensjonat i lokal polecam każdemu, byłem pierwszy raz w tych dwóch miejscach, a przyjęci zostaliśmy tak, że już nie mogę się doczekać powrotu.

by pablo_zdw

* * * * *

SIEDZENIA

Do autobusu wpada w ostatniej chwili żwawa babka, na oko 50 z małym hakiem, obładowana siatkami, prześlizguje się pod ramieniem stojącej blond dziewoi o niecałą dekadę młodziej wyglądającej i w trymiga zajmuje wolne miejsce oznakowane ludzikiem z laseczką:
- Hehe, oj, jak dobrze, hehe, że miejsce wolne znalazłam, hehe...
Flegmatyczna odpowiedź blondyny:
- No przecież po to są dla was zarezerwowane.
Tak na wszelaki słuczaj, to postanowiłam przez następne -dzieści lat siadać na nieoznakowanych siedzeniach.

by oiko

* * * * *

PANI JUŻ MAGISTER

Jedna z prywatnych wyższych szkól we Wrocławiu, w czasie obrony pracy magisterskiej (część już zdała i czeka na wyniki, reszta czeka na obronę). Kupiono kwiaty i ciastka, za które należy się rozliczyć. Świeżo upieczona Pani magister zarządzania prowadzi obliczenia: kwiaty 90 zł, ciastka 35 zł razem 125 zł. Następnie liczy osoby, których jest 10. Następnie zwraca się do wszystkich - ma ktoś kalkulator, żeby to podzielić i policzyć po ile mamy się złożyć?

by hampel

* * * * *

WSZYSTKO NA MIEJSCU

Wchodzę dzisiaj do sklepu i pytam sprzedawcy:
- To jest sklep elektryczno - sanitarny, prawda?
- Tak...
- To świetnie się składa, bo potrzebuję żarówki do kibla.

by Ethan-Ring

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków. Tak, to się działo prawie 6 lat temu.

KRZYŚ - RANNY PTASZEK

Krzyś dojeżdża do pracy na 6 rano (Krzyś to taki kolega, lekko nieobliczalny). A że dojeżdża do innego miasta, to wstaje jak Boryna do kur, już nawet nie bladym świtem, ale ciemna nocą niemalże.
Wczoraj też wstał i po omacku dotarł do samochodu. A trzeba wam wiedzieć, że ulica "parkingowa" zamieszkana jest przez pie**olniętą młodzież, nie fanatycznie białą.
Krzyś podszedł do swojego nowego samochodu, włożył kluczyki i rzucił wiąchą koktajlowa na kilka mil. Znowu mu gówniarze napchali śmieci do zamka.
Podniósł byczy kamień, zamachnął się, żeby szybę wybić i ręka mu zawisła. Pomyślał, że to nierozsądne tak od razu walić szybę, bo może bagażnik jest otwarty. Był. Więc wszedł przez bagażnik, tylko że najpierw musiał wyłamać dechę w środku. Wyłamał...
Wlazł i wk**wił się jeszcze bardziej, bo siedzenia były za blisko. I jakieś breloczki wisiały...
I tapicerka się zmieniła od wieczora...
...Bo Krzysiowi się zapomniało, że Mondeo to on miał ostatnio, a teraz to sobie kupił Citroena.
I że nie powinien już wsiadać w związku z tym do Forda, skoro jest właścicielem cytrynki... I że w ogóle fajnie, że jeszcze nie ma glin...

by konwalia

* * * * *

ZAKRĘT ŻÓŁWIA

Legenda jaka jest przekazywana w mojej robocie z pokolenia na pokolenie... to znaczy, gdy kogoś wywalają i przychodzi nowy.
Nasza rozgłośnia ma szczęście znajdować się, na dosyć sporych rozmiarów pagórku. Tam są zabudowania, anteny, no i wszelkiej maści inne rzeczy potrzebne dla "radyja". A z racji tego, że pagórek jest, jak wspomniałem, dosyć wysoki, to prowadząca z niego droga w dół, bardzo przypomina pas treningowy dla pilotów kamikadze.
Pewnego razu, jeden z radiowców, pseudonim "Żółw" - z racji tego, jakie prędkości rozwijał swoim bolidem, musiał wyjechać na parę dni w Polskę i dlatego zostawił swój prywatny samochód pod firmą.
Niestety pogoda przez ten czas nie dopisała i po powrocie Żółw zauważył, na traczach hamulcowych swojego ukochanego samochodziku, żółto-rdzawy nalot. Zbulwersowany tym faktem, nie zwracał uwagi na nasze zapewnienia, że po pierwszym hamowaniu ów nalocik zniknie.
Pragnąc, aby tarcze świeciły się jak w dniu zakupu bryczki w salonie, sięgnął do bagażnika, wyciągnął z niego pełna puszkę WD40 i pieczołowicie spryskał w/w tarcze... Zadowolony z wyniku, jaki otrzymał (magia jak cholera... rdzawy nalot zniknął!), wsiadł do swej bryczki, zapuścił silniczek i pojechał w siną dal...
Dobrze, że jechał tylko 30-ci na godzinę i miał cztery poduszki powietrzne...
Nie mniej jednak, od tego czasu, każdy przybywający do radia praktykant, lub nowy pracownik, musi poświęcić pięć minut swojego czasu, na wysłuchanie opowieści o tym, jak "Zakręt Żółwia" zyskał swoją nazwę...

by radziczek

* * * * *

ODWAŻNY

Poranna audycja na wesoło w lokalnej radiostacji - dzwonią słuchacze i opowiadają dowcipy.
Dodzwonił się też młody chłopczyk i na antenie opowiedział dowcip o powszechnie nam panującym (nie cytuję, bo dowcip był na JM).
Z prowadzącym nawiązał się dialog:
- (hihihi) A skąd znasz ten dowcip?
- Tatuś mi opowiedział.
- A tatuś nie boi się mówić takich dowcipów?
- Nie, bo jest w Londynie.

by morgana

I powracamy do autentyków teraźniejszych:


* * * * *

ROZMOWY W SKM

Podczas przedświątecznego przejazdu SKM-ką z Wejherowa w stronę Gdyni:
Na przeciwko mnie siedzą dwie studentki (Blondynka [1] i brunetka [2]) i rozmawiają o przedświątecznych przygotowaniach:
[1] - Ja dzisiaj wracam i ubieram choinkę.
[2] - U mnie w domu już stoi ubrana, w tym roku mamy światłowodorową.
[1] - Prawdziwą?
I w tym momencie cały przedział wpadł w śmiech.

by Arsi7


* * * * *

ZAMIENI?

Tytułem wstępu - ja jestem w telefonie Męża per "ICE: MIÓD".
Sytuacja właściwa.
Mąż[M], stary rokendrolowiec, przeglądając telefon:
- Wiesz, odkąd jesteśmy razem to w przychodzących mam tylko ICE: MIÓD i ICE: MIÓD. Będzie OK jak zmienię ci nazwę na  "Seksowna Licealistka"?

Kiedyś, pewnego pięknego dnia, pewnie utłukę gada...

by tatikola


* * * * *

WSPÓŁLOKATORZY


Wycinek z rozmowy moich współlokatorów:
K: Co jest z Tobą nie tak? Ciągle nawiązujesz do spermy i g*wna..
B: Wiesz, mam duszę kucharza...

by qamyl


* * * * *

ŻYCZENIE NA EURO

Kilka tygodni temu dostałem telefon z jakiejś firmy, na których spam-listę wpisała mnie inna firma. Moja odpowiedź na pytanie "Pana życzenie na Euro" nie zadowoliła chyba marketerki reklamującej coś i próbującej tak wciągnąć w rozmowę, gdyż rozłączyła się od razu.  Z resztą, mogłem nie odpowiadać tak od razu "Atak termonuklearny"...

by coronzon88


* * * * *

BARMANKA

Knajpa. Kolejka do wodopoju. Przy barze jakiś cwaniaczek, taki picuś glancuś, solara, kiety, lakierki w szpic itp. Chciał przyszpącić i zagaduje:
- Jakie macie najlepsze whiskey? Cena nie gra roli.
Barmanka wymieniła kilka nazw.
- To wezmę Chivas Regal.
- Z lodem?
- Nie, bez loda, hłehłehłe.
Na to barmanka z uroczym uśmiechem:
- To pizda jesteś, bo drugi raz nie zaproponuje.

by TzTesla



Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 61428x | Komentarzy: 12 | Okejek: 308 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało