Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Autentyki CDXLVI - Nadzieja umiera ostatnia

52 213  
163   4  
Dziś o czujnym dziadku, przestrodze przed piciem, kobiecie - szefie i marketowej zapowiedzi. Zapraszam do czytania!

DZIADEK CZUWA


Nie ulega wątpliwości, że odkąd młody poszedł do szkoły (5 lat, szkoła angielska), jego umiejętności przeklinania poszybowały na Himalaje ("Bawimy się, mamusiu, w to, kto powie brzydsze słowo, ale tylko na przerwie się bawimy. Nauczycielka i tak nie rozumie.")
Wieczór, Mikołaj przechodzi na dywanie supermisję, samochód Zygzak jak zwykle wygrywa. Dziadek spokojnie czyta gazetę w fotelu. Nagle z podłogi dobiega radosne:
- Ja piel*ole! Ja piel*ole! Przeszłem!
Dziadek zza gazety, nie odrywając się od artykułu: przeszedłem.

by konwalia

* * * * *

OGROMNY PŁACZ Z ŁAZIENKI

Junior dostał wczoraj w drodze wyjątku pięć zeta na zapiekankę do szkoły. Normalnie pasiemy go zdrową żywnością itd... Ale raz od święta... Pora była do mycia i spania więc zaraz popruł do łazienki. Po jakiś czasie dobiegł nas ryk rozpaczy i bólu zagłuszający reklamy na Polsatosie. Ja z Małżowinką z piskiem bamboszy na zakrętach lecimy i:
- Co się stało?!
- A bo mi pieniążek wpadł! Buuuaaaaa!!!
- Gdzie, za pralkę?
- Nieeeee do umywalki. Buuuaaa!
- Jak do umywalki? Tak sam wpadł?
- Sasaaaaammm!
My z Małżowinką popatrzyliśmy na siebie padliśmy klasycznie ze śmiechu. Okazało się, że młody chciał sprawdzić czy pięć złotych zmieści się w otwór przelewowy w umywalce. No i... zmieściło się. Rad nie rad musiałem się jeszcze wieczorem bawić w hydraulika i mamonę odzyskać. Ale grunt, że dzisiaj zapiekanka dobra była.

by amiz74

* * * * *

ODPOWIEDŹ NADESZŁA SAMA


Ja na wstępie bardzo wrocławian przepraszam. Uwielbiam Wasze miasto! Ten post też powstał jeszcze w pokoju hotelowym we Wrocławiu. Po drugie - polska piłka nożna mnie zupełnie nie interesuje.

Kolega, który wraz ze mną przyjechał do Wrocławia jest zagorzałym kibicem klubu Legia Warszawa. Jeździ praktycznie na wszystkie mecze.

Akcja:

Wychodzimy z hotelu rozmawiając o meczu Legia - Śląsk, który ostatnio miał miejsce we Wrocławiu.

[JA] - I jaki był wynik?
[K] - 4:0 dostali!
[JA] - Ładnie. Robiliście jakąś oprawę. Jakieś fajne hasło było?

Kolega otworzył usta żeby odpowiedzieć, ale w tym momencie tuż przed nami pojawił się hałaśliwy tramwaj. Odpowiedzi kolegi niedosłyszałem. Ale slogan na boku tramwaju brzmiał tak:

CO SIÓDMY WROCŁAWIANIN JEST NIEPEŁNOSPRAWNY!

by Misiek666


* * * * *

KU PRZESTRODZE

W piątek wybraliśmy się w parę osób na imprezę. Akademiki. Według wszelkiego prawdopodobieństwa mógł się pojawić jakiś, pity niechętnie i z umiarem, alkohol. Jeden z nas (litościwie nazwijmy go Piotrkiem) kiedy wreszcie wynurzyliśmy się z czeluści studenckiej gawry, odłączył się i krokiem żwawego 70-cio latka po wylewie pohasał w sobie tylko znaną stronę. Biję się w pierś - zapewne nie zauważyłbym tego nawet gdyby przeszedł mi po torbie...
W sobotę przed świtaniem zbudziłem się, zjadłem późny obiad i odebrałem telefon. Piotrek stwierdził, że ma ważną historię do opowiedzenia. Zaintrygował mój lekko otępiały umysł, bo stwierdził, że:
1. musi mi ją opowiedzieć osobiście, więc właśnie się do mnie wybiera;
2. długo się bił z myślami, bo wie, że będziemy się z niego śmiać do końca świata, ale finalnie uznał, że trzeba.
Piotrek nie jest osobnikiem nieśmiałym, rzadko się kryguje, a jego podejście do życia określiłbym raczej mianem olewczo-prześmiewczego. Nie ukrywam - udało mu się mnie zaciekawić.
Co się okazało - Piotrek odłączył się od nas, żeby spotkać się na piwo z jakimś dawno nie oglądanym kumplem z wspólnych wojaży erasmusowych, który do niego napisał w czasie naszej imprezy. To, że Piotr nie miał złotówki w kieszeni, była druga w nocy, a on był nawalony jak drabina, w niczym mu nie kolidowało. Spotkanie doszło do skutku, szczęśliwie kolega był winien jakieś pieniądze, starczyło akurat na parę browarków. Były to jednak krople, które przelały kielich - tu film Piotrkowi się trochę zaczął rwać...
Opowiada:
Później mam tylko migawki: Pamiętam, jak się z kumplem pożegnałem, pamiętam też, że czekam na autobus nocny. Nie wiem czy czekałem na właściwym przystanku, czy nocny wziął i mnie oszukał i pojechał sam. W każdym razie w pewnym momencie się poddałem i poszedłem na taksówki. Pamiętam, jak zbliżam się do postoju, później mam jakiś przebłysk, jak dojeżdżamy na moją ulicę. Taksówkarz nie podjechał jednak pod sam mój dom, tylko stanął kilkadziesiąt metrów wcześniej, pod garażami. Wtedy mnie to nie zdziwiło, nie pamiętałem nawet jaki adres mu podałem. Mówię mu, żeby podjechał bliżej, bo nie mam gotówki pod ręką, wejdę do mieszkania, wezmę kasę i mu zapłacę.
A on odwraca się do mnie i rzece tak:
- A może dogadamy się jakoś inaczej?
- Słucham?
-Nie chcę od ciebie pieniędzy, ale...
- Csoooo?

Jakby to powiedział poeta - gromobicie ciszy... Po dłuższej chwili taksiarz:
- To ty nie jesteś gejem?
Promile uciekają jak Murzyn przez Radom...
- Nnoo raczej nie.
- Aha. A może chociaż dasz sobie zwalić?
- A... nnoo raczej nnie.

Finał był taki, że "Taksiarz" rozpłakał się i w urywanych słowach opowiedział Piotrkowi swą historię, że już nie wie, co ze sobą robić, jeździ po mieście nocą i zaczepia ludzi. A rzekoma taksówka, do której wsiadł mój kolega zwykłym, ciemnym kombi, które nic nie miało wspólnego z przewozem osób, aż do momentu, kiedy za darmo przewiozło Piotrka pod jego dom rodzinny. Przynajmniej taka jest wersja Piotrka...

by pablo_zdw

* * * * *

JĘZYKOWE WPADKI PRZEWODNICZKI


Dołączyłem ja, na Ziemi Abrahama, do wycieczki z Polski. Uczestnikami była grupa z jednego z protestanckich odłamów chrześcijaństwa, lekko ortodoksyjna. Na tyle, aby dzień zaczynać wspólną modlitwą, w czasie jazdy autokarem śpiewać religijne szlagiery, a największym dopuszczalnym przekleństwem w grupie było ojej. Przewodnikiem była żydówka mesjańska o imieniu Dwora. Dwora świetnie mówi po polsku, jednak z pewnymi niedociągnięciami.


Akcja właściwa.
Dojeżdżamy do miejsca, które mamy zwiedzać. Dwora opowiada, co będziemy oglądać:
- My zobaczyć również prasę do tłoczenia oliwy z oliwek z czasów Jezusa. Wytwarzają tu zresztą oliwę do dzisiaj. Oliwa jest czyściutka, świeżutka, nie zawierająca, jak inne, żadnych prezerwatywów. *

* kalka z angielskiego - preservative to konserwant, a nie prezerwatywa.

Wycieczka zamarła na bezdechu... Nie wytrzymałem i w śmiech, autobus poszedł w moje ślady.
- Tomek, co ja takiego powiedziałam?

Wytłumaczyłem, purpura na twarzy, śmiech, po chwili mówi :
- Kiedyś lepiej walnęłam. Miałam grupę katolików z Polski. Towarzystwo starsze i poważnie nawiedzone. Jakoś temat zszedł na apostola Piotra i opowiadałam im, mniej więcej tak:
...jak wiecie, apostoł Piotr, przed świtem, trzy razy się zapruł. Potem kogut zapił, i Piotr przypomniał sobie...
Tomek, ty wiesz, kilku o mało ataku serca nie dostało...

by tomasz35

* * * * *

A teraz chwila przerwy na stare dobre czasy, czyli wspominki sprzed 300 odcinków. Tak, to się działo prawie 6 lat temu.

KULTURALNIE I CHUSTECZKOWO

Po imprezie komunijnej siedzimy sobie i omawiamy całość w składzie: ja, moja koleżanka, Lamerstwo i moja siostra, która fotografem jest. Siostra mówi o tym, że pogoda fatalna i zepsuła kilka rzeczy, chociażby zdjęcia plenerowe:
- Bo jak się plansze ze zdjęciami w pomieszczeniu rozkłada, to tak chusteczkowo jest...
Lamerstwo:
- Że jak?!
- No chusteczkowo...
- Że na chustkach rozkładacie?
Ja się wtrącam:
- Kochanie, "ch**owo" po prostu... Moja siostra, to taka kulturalna jest, że "ch*j" jej zawsze usta zatyka...

by atitta

* * * * *

JAK JEŹDZIĆ NA ROWERZE?

Pracuje u nas pewna Pani... Pani Krysia. Stara konfidentka, która zapisuje w podręcznym notatniku, kto się spóźnił, kto zachorował (cytat: "Kasia wróciła po długiej nieobecności, po czym po godzinie wyszła - pewnie zatruła się czereśniami").]
Małe toto, nie za młode, upierdliwe, chowa swoje znaleziska w pudła podpisując "Skarby Krysi", raczy nas historiami o robieniu sobie lewatywy podczas głodówki, w szufladzie ma 3 kilogramy marchwi, którą cały czas wpieprza...
Otóż Pani Krysia ma szczególne zdolności do rzucania zdań nieprzemyślanych i o wszelakim znaczeniu takich jak dzisiejsze po wejściu do firmowej kuchni:
- Przyszłam po coś mokrego, bo jechałam na rowerze i mi zaschło...
Ja też jeżdżę na rowerze, ale mnie tam nie zasycha... może to przychodzi z wiekiem?

by KrissDeValnor

* * * * *

NIE UCZ OJCA...


Szef jakoś za mną nie przepada (zupełnie nie wiem, czemu) i ciągle dowala mi jakimś ciętym tekstem, w celu podkreślenia swej wyższości. Dzisiaj, chcąc mi standardowo przywalić przy wszystkich, zbłaźnił się na całej linii. A mianowicie na jakąś moją cichą i grzeczną uwagę, dotyczącą jednego z jego poleceń, szef odwrócił się w drzwiach i donośnym głosem, zwracając przy tym uwagę reszty pracowników, zagrzmiał jak ksiądz z ambony:
- Nie ucz ojca dzieci ru**ać.
Od dzisiaj będę już miała chyba spokój...

by bronxow10


I powracamy do autentyków teraźniejszych:


* * * * *

NIGDY WIĘCEJ KOBIETY - SZEFA

Raz w życiu zdecydowałem się i jak się potem okazało był to strzał w stopę, żeby moim przełożonym była kobieta. Nie wiem. Ludzie zapewne mają różne doświadczenia zawodowe. Nie twierdzę, że nie ma wyjątków. Ale ja akurat wtedy źle trafiłem. Moją szefową została stara panna - wtedy już ponad 40 letnia, mieszkająca z rodzicami i z psem. W dodatku z wyjątkowo dużym zachwianiem emocjonalnym. Objawiało się to w ten sposób, że albo była w stanie całkowitej euforii lub w stanie całkowitej depresji ze skłonnością do tego drugie stanu.

Po kilku miesiącach pracy z nią zaczęło mi się to udzielać. Broniłem się jak mogłem, ale po prostu chwilami już nie wyrabiałem. Tam chwilami. Miałem ochotę ją zamordować. Przy całej jej wiedzy i doświadczeniu niestety byłą ostatnią osobą na ziemi, która powinna zarządzać ludźmi.

Szefowa w przypadku kiedy w zespole nie miała nic do powiedzenia na dany temat zawsze kierowała rozmowę na temat zastępczy, którym zawsze wtedy był jej piesek... a dokładnie suczka.

Któregoś zimowego dnia kiedy mróz na zewnątrz na prawdę doskwierał zaczęła nam opowiadać jak to ona swojej suczce przed wyjściem na spacer smaruje stopki wazelinką żeby pieskowi łapki nie przymarzały do podłoża. Dla mnie było to już za wiele. Czym prędzej znalazłem sobie jakieś zajęcie, które wymagało pomaszerowania do innego zespołu na innym piętrze. Tak się składało, że pracowali tam normalni ludzie i od dawna wiedzieli jakie katuszę muszę ja Misiek cierpieć w związku z moją przełożoną.

Wpadłem do nich i nawijam :

- Słuchajcie! Nie wiem czy wiecie, ale A. obecnie wychodząc na spacer ze swoim psem smaruje mu łapki wazelinką żeby mu nie przymarzały. Co więcej! Przed wyjściem podnosi mu ogonek i smaruje również wazelinką odbycik żeby biedne zwierzę nie cierpiało jak mu się akurat zachce kupkę i nie daj Borzez żeby mu rzeczony odbycik przymarzł.

Ludziki jak to usłyszały zaczęły się pokładać ze śmiechu. Sala - tak sobie wyobraźcie open space ze trzydzieści kilka luda... i w tym momencie kątem oka rejestruje, że moja szefowa właśnie weszła na tą salę. A oni wcale nie przestali rechotać. Jak ją zobaczyli to oczywiście "aplauz" jeszcze się wzmógł.

Szefowa akurat w tym momencie była w stanie pierwszym... czyli powiedzmy euforii. Czyli w tym co rzadko bywała. Toteż widząc tą sytuację zapytała :

- A z czego wy się tak śmiejecie?

Ja zamarłem. Ale kolega szybko skomentował : - A bo Misiek kawał opowiedział  (znał mnie dobrze i wiedział, że się wybronię w tym momencie dowolnym kawałem).

Na co szefowa uśmiechnęła się od ucha do ucha i rzekła :

Eee... to mi już na pewno go opowiedział wcześniej!

by Misiek666

* * * * *

PRZECIEŻ POWIEDZIAŁA

Mam znajomych. Na tyle dobrych, że pożyczyłem im auto. Przeprowadzają się i potrzebowali kombiaka.
Wpadłem do nich, żeby odebrać.

Adam skręca jaką szafkę na podłodze, Ewa w gumowych rękawicach coś myje. Oboje zajęci, ja się spieszę - żeby nie przeszkadzać, wziąłem kluczyki ze stołu i pytam Ewę o dowód rejestracyjny...

- W torebce, na szafce, koło tej książki którą pożyczyłam od Magdy, wiesz, tej o pisarzu, co ona ma romans z tym młodym, potem wyjeżdża a jej córka zostaje pisarką...

Adam widząc moją minę, westchnął, pokręcił głową, popatrzył wymownie na żonę i podał koordynaty:
- Duży pokój, biała szafka z lewej strony pod oknem, brązowa torba z frędzlami, zewnętrzna kieszonka z zamkiem...


I pytanie poza konkursem - jaki był tytuł książki?
Można wygrać przejażdżkę kombiakiem...

by Bladerunner

* * * * *

ZAPOWIEDZI W MARKECIE


Tytułem wstępu - jak wiadomo, jednostka koń mechaniczny to w skrócie KM.

Pracuję sobie ostatnio w markecie budowlanym na promocji i co jakiś czas słyszę z głośników wszelkie komunikaty, w tym o "super ofertach" dla klientów. Jeden z nich, rezolutnie odczytany przez jakieś dziewczę, brzmiał tak:
"Serdecznie państwa zapraszamy do zakupu kosy spalinowej, model taki a taki, z silnikiem o mocy 2,7 kilometra..."
i nagle się urwało.
Ja nie wiem czemu, ale chyba ktoś biedaczce rękę zabrał z przycisku

by toudi15

* * * * *

MŁODY, A ŻYCIE ZNA...

Mówię do latorośli swej starszej:
- Ala, uprzątnęłabyś trochę w swoim pokoju, tam się wejść nie da!
- Ja wchodzę bez problemu, więc po co mam sprzątać? - okazała swoje zdziwienie
Nie zdążyłam wyrazić bardziej kategorycznego nakazu, kiedy odezwała się moja młodsza latorośl (płci męskiej):
- Bo jak będziesz miała męża, to będziesz musiała po nim sprzątać, więc się ucz.

by kaab

* * * * *

NADZIEJA UMIERA OSTATNIA

Biegamy po domu pakując się na trening. Ja widząc, że Łisek już oporządzony z pretensją w głosie pytam.
- No a gdzie torba dla mnie?!
Na co Kuba z nadzieją
- A co? Będziemy uprawiać seks?

by krolowa_sniegu

Chcesz poczytać więcej autentyków, wejdź na nasze forum "Kawałki mięsne". Jeżeli chciałbyś opowiedzieć jakąś zabawną historię ze swojego życia, możesz zrobić to na forum (koniecznie zaznaczając przy wątku taki znaczek: ), lub wysłać ją TYM TAJNYM KANAŁEM W tytule maila wpisz Autentyk.


Oglądany: 52213x | Komentarzy: 4 | Okejek: 163 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało